niedziela, 5 maja 2013

Nowy trend w edukacji

Moją wyobraźnię poruszyły dwa wywiady. Pierwszy z prof. Bogusławem Śliwerskim, który w rozmowie z Rafałem Drzewieckim twierdzi, że zmierzamy ku katastrofie porównując polską edukację do chińskiej fabryki, w której liczy się jedynie ilość i niskie koszty. (Dziennik Gazeta Prawna, nr 3472/2013). Z kolei w drugim prof. Peter Gray, amerykański psycholog, uważa, że szkoła to więzienie, na które skazywany jest każdy uczeń. Przywołane metafory uzmysławiają, że to miejsce, w którym pozbawia się uczniów wolności i trzyma w zamknięcu wbrew woli karząc jednocześnie za niewykonanie poleceń, a najważniejszym jest optymalizacja kosztów.
„Za 50 lat współczesne szkoły będzie uważać się za barbarzyński relikt przeszłości. Obecny system unieszczęśliwia dzieci i testuje granice ich wytrzymałości psychicznej. Co ważne, nie gwarantuje im stałej pracy, płacy ani bezpieczeństwa, jak jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Bo miejsc pracy wymagających bezrefleksyjnego wykonywania poleceń jest coraz mniej, a te, które istnieją, są nisko płatne. Jeżeli chcemy mieść szczęśliwe dzieci, które później będą się spełniać zawodowo, musimy dać im zdecydowanie więcej wolności, niż mają obecnie.” (prof. Peter Gray w rozmowie z Aleksandrem Pińskim w: Uważam Rze, nr 16-17/2013)
Oceniając krytycznie obecny system kształcenia profesorowie Gray i Śliwerski przedstawiają funkcjonujące w Zachodniej Europie, USA czy Australii modele edukacji, których elementy dostrzegam w kilku powstających w Polsce szkołach opartych na ideach demokracji, wolności, odpowiedzialności i samoświadomości. Brakuje powszechnie tych wartości w naszej szkole. Trudno w Polsce zaakceptować nowy system, bo szkoła z dotychczasowym stylem uczenia nie wykształciła w uczniach ani postulowanych cech charakteru, ani nawyków skutecznego działania. W tak rozumianej szkole uczniowie mogą się czuć zagubieni i może się stać to, co stało się po 1989 roku. Wielu nie potrafiło poradzić sobie z nową sytuacją społeczno-ekonomiczną. A dar wolności okazał się przekleństwem.

Uczeń spędza w szkole wiele godzin dziennie i dodatkowo kilka na odrabianiu obowiązkowych zadań domowych - to paradygmat edukacji z przeszłości, edukacji archaicznej i nieskutecznej. Czy mamy poczucie, że wiele godzin siedzenia w ławce jest wykorzystanych w najlepszy możliwy dla ucznia sposób? Czy ten czas związany jest z rozwojem jego zainteresowań, pasji, talentów? Ile z tego czasu jest czasem efektywnie wykorzystanym? Czy można inaczej? Konflikt, który nam towarzyszy związany jest z próbą pogodzenia obecnego modelu edukacji w szkolnych murach z uczeniem się w nowym paradygmacie.

Samodzielna praca, uczenie się z wykorzystaniem zasobów sieci, czytanie i samodoskonalenie bez wychodzenia na uczelnię, kursy, szkolenia - to paradygmat edukacji przyszłości. Szkoła stanie się natomiast miejscem spotkań, debat, dyskusji, uczniowskich badań, eksperymentów, symulacji, budowania strategii i - jak postuluje Marc Prensky - rozwijania u uczniów krytycznej analizy, naukowego myślenia,  metod rozwiązywania problemów oraz sposobów uzyskania wiedzy o samym sobie. Zajmie się kształtowaniem kompetencji społecznych. Cel tak zorganizowanej edukacji jest jeden - rozwijać potencjał uczniów pamiętając jednocześnie, że to od nich będzie zależał rozwój świata i nauki. Że wychowujemy dla społeczeństwa, Polski i świata, a nie dla samych siebie. Czy jesteśmy do tego przygotowani? Dla wielu to już codzienność. Nie mają poczucia, że coś tracą, że odbywa się to kosztem ich zainteresowań. Ale wielu z tego właśnie powodu odczuwa dyskomfort, niepokój, a nawet ma poczucie winy, kiedy zauważa, jak wiele czasu spędza w sieci. A przecież spędzanie długich godzin w bibliotece i czytelniach było - i mam nadzieję nadal jest - czymś oczywistym. Coraz więcej przeznaczamy go na czytanie, słuchanie i uczenie się, współpracując z innymi nie wychodząc z domu. Okazuje się, że nikt nas do tego nie zmusza, nie pogania. Nie brakuje motywacji, bo nie potrzebują jej ci, którzy koncentrują się na rozwijaniu własnych pasji i talentu. Spędzamy długie godziny na treningach, ćwiczeniach i uczeniu się. I dzieje się to poza murami szkoły. To co sprawia, że nie liczy się ani czas, ani wysiłek, to świadomość potrzeby samorozwoju i doskonalenia się, jako coś zupełnie naturalnego.

Chodzenie na zorganizowane zajęcia i szkolenia, czy podjęcie kolejnych studiów podyplomowych nie jest dziś niezbędne, aby zdobyć odpowiednie kwalifikacje. To oczywiste, aby uczyć się, rozwijać swoje kompetencje, odkrywać nowe rzeczy nie musimy chodzić do szkoły. Jest już ogromna liczba osób, która nie potrzebuje formalnego potwierdzenia dla posiadanych kompetencji. W sytuacji, w której wśród młodych ludzi pomiędzy 18-24 rokiem życia już blisko 80 % studiuje lub skończyło studia, dezaktualizuje się znaczenie edukacji formalnej. To, czy zdobędziemy dobrą pracę nie zależy już wyłącznie od tego, czy zdobędziemy dyplom. Potrzeba czegoś więcej - gotowości do podejmowania wyzwań, otwartości na zmianę, umiejętności rozwiązywania problemów, kreatywności, inicjatywności, przedsiębiorczości i ciągłego uczenia się i reagowania na zmieniającą się rzeczywistość. Tego szkoła dziś nie uczy.

Od kilku lat pojawiają się propozycje nowej organizacji pracy uczniów, które wykorzystują zarówno ich indywidualne predyspozycje, uzdolnienia, motywację oraz uczenie się w sieci. Do tego włączają nową przestrzeń, w której odbywa się dziś edukacja. Łączą w sobie dwa paradygmaty. Ale nadal są to jedynie rozwiązania przejściowe, które zaowocują ostatecznie silnym rozwojem zindywidualizowanych programów i szkół opartych na modelu odwróconej szkoły. Powstają autorskie programy, które wykorzystują wysoki poziom dyscypliny uczniów, potrzebę samorozwoju i doskonalenia się nie tylko w szkole. Zresztą, jak pamiętam, przygotowanie ucznia do olimpiad, konkursów bardzo często odbywa się w domu w ramach samokształcenia monitorowanego przez nauczyciela. Wyjątkowe uzdolnienia uczniów, talent i pasje rozwijają się najczęściej poza szkolnymi murami. Własny dobór lektur, organizacja warsztatu pracy uzależnione są od postawy, cech charakteru, priorytetów i samoświadomości ucznia. Szkoła rzadko ma czas na rozwijanie indywidualnych talentów. Zajęta jest masową edukacją i przygotowaniem do egzaminów. Stąd nowy, coraz silniejszy trend przejawiający się inicjatywami typu „dobra edukacja”, „szkoła demokratyczna”, „edukacja przyszłości” wykorzystuje wzrost świadomości rodziców, odpowiedni czas, możliwości technologiczne, zasoby sieci, a przede wszystkim potrzeby i potencjał uczniów.

wtorek, 30 kwietnia 2013

Szkołę możemy mieć gdziekolwiek chcemy

Dziś sieć kształtuje nowe style zachowań. Mamy wybór. Możemy pójść do kina lub obejrzeć najnowszą premierę w kinie domowym. Zrobić zakupy w sklepie internetowym, zamiast stać w kolejce do kasy. Czekać na ulubiony serial w telewizji lub obejrzeć go w dogodnym czasie na swoim tablecie. Zapłacić rachunki w sieci lub wybrać się na pocztę. Uczyć się w szkole lub wykorzystać na przykład zasoby Khan Academy siedząc w domu przy swoim biurku. No.., ale ten ostatni wybór nie jest już tak oczywisty. Często kwestionowanie formalnej edukacji jest krytykowane i nieakceptowane. Zaczynają funkcjonować nowe paradygmaty uczenia się, ale nie tylko na poziomie systemowych rozwiązań, ale przede wszystkim w nas samych, w naszych umysłach i w naszych działaniach. To przesilenie jest coraz wyraźniej widoczne w samej szkole. Świadczy o tym dylemat coraz większej liczby rodziców, którzy zastanawiają się nad celowością obecnie zorganizowanej edukacji. Dla wielu rozwiązaniem jest nauczanie domowe i pytanie, jak powinna wyglądać edukacja przyszłości?

Krytykując dotychczasowe rozwiązania tworzymy nowe definicje nauczyciela i ucznia. Poszukujemy nowego paradygmatu szkoły. W postulowanym modelu na pewno nie powinna dominować dyskusja o e-podręcznikć. Może on być synonimem nowoczesnej szkoły, ale też stać się zagrożeniem dla wdrożenia nowego kształtu edukacji. Istnieje prawdopodobieństwo utrwalania dotychczasowego paradygmatu. Tak dzieje się w przypadku wdrożeń cyfrowych technologii, próbując znaleźć jedynie substytut dla starych rozwiązań. Zamieniami dotychczasową tablicę tablicą interaktywną, ale nie zmieniamy organizacji pracy uczniów. Uczymy nauczycieli, jak korzystać z tablicy interaktywnej, jak uczyć z e-podręcznika, jak wykorzystywać zasoby sieci, a nie myślimy, dlaczego powinniśmy z nich korzystać, komu są one bardziej potrzebne, jakie problemy dzisiejszej szkoły rozwiązują nowoczesne narzędzia? W czym nam pomagają? Jaki jest najważniejszy powód wdrażania cyfrowych technologii? Akcja lekki tornister, czy wszystko w jednym urządzeniu, nie jest wystarczającym argumentem. A dziesięć rzeczy, które można zrobić z e-podręcznikiem można osiągnąć bez milionowych nakładów. 

To, czego potrzebujemy, to nowego paradygmatu edukacji, a w nim kreatywnych nauczycieli, wysokiej jakości cyfrowych zasobów, programów i innowacyjnych aplikacje, czyli treści, infrastruktury i kompetencji - jak tego chcą koordynatorzy projektu e-podręcznik. Problem w tym, że uczniowie nie chcą chodzić już do szkoły zoorganizowanej jak taśma produkcyjna, którą reprezentuje dziś system klasowo - lekcyjny. Próbujemy wtłoczyć na siłę w niewydolny organizm nowe technologie. Dlatego tak trudno jest zaimplementować je w obecny i nieadekwatny do potrzeb proces dydaktyczny.

piątek, 5 kwietnia 2013

Co zagraża dziś szkole?

Wśród wizji i scenariuszy przyszłości pojawiają się również takie, które mówią o końcu szkoły. Śmierć odległości - tak prof. Piotr Płoszajski określił sytuację stworzoną przez sieć. Internet i technologie sprawiły, że mamy dostęp do najlepszych szkół, uniwersytetów, nauczycieli i ekspertów. I nie ma znaczenia miejsce naszego zamieszkania. Zagrożeniem dla dzisiejszej szkoły jest ona sama. Tak samo jak zagrożeniem dla nauczyciela jest właśnie nauczyciel. Jeżeli nadal będzie pogłębiać się przepaść pomiędzy szkołą a światem zewnętrznym, jeżeli szkoła będzie najbardziej oddalonym miejscem od rzeczywistych wyzwań, to powód, dla którego przychodzimy dziś jeszcze do szkoły, przestanie mieć naprawdę jakiekolwiek znaczenie, nie będzie już istnieć. Utwierdził mnie w tym przekonaniu artykuł prof. Mariusza Zawodniaka (Edukacja 2.0. Poblemy z (post)modernizacją [w:] PC WORLD Raport, nr 1/2012):
„Po raz pierwszy - twierdzi autor - nasze możliwości i nasza gotowość wyprzedzają w znacznym stopniu to, co oferują szkoły. I po raz pierwszy w takim stopniu nasze pozaszkone działania o charakterze edukacyjnym wykraczają poza to, co robimy na lekcjach i w salach wykładowych. O czyją więc przyszłość możemy być spokojni? - pyta profesor. Zwykła logika zdarzeń nie pozostawia wątpliwości, ze skoro sieć stała się miejscem spotkań i robienia zakupów, miejscem pracy i rozmaitej rozrywki, to w oczywisty sposób stanie się także miejscem nauki (niezależnie od tego, jaką to przybierze ostateczną postać). Wiadomo, że to kwestia czasu”
Moja codzienna praktyka pokazuje, że w szkole coraz mniej jest już zaangażowania, pasji i prawdziwej radości z uczenia. Może to utopia, ale wierzę w siłę nauczycieli i w to, że szkoła przetrwa. Przetrwa, ale pod warunkiem, że stanie się prawdziwą orgnizacją uczącą się i świadomą celu. Zgodnie z definicją zaproponowaną przez Petera Senge to organizacja zdolna do ciągłego uczenia się, adaptująca się do zmiennych warunków funkcjonowania. Ten stan można osiągnąć poprzez otwartość nauczycieli na nowe idee i trendy oraz stałe doskonalenie się. Ucząca się organizacja (szkoła) inicjuje i wspiera te działania i sama ciągle się przekształca. Mimo licznych programów, projektów i akcji, daleko jej jeszcze do tego.

Po czym poznać, że szkoła jest uczącą się organizacją? Senge wymienia jej pięć cech: myślenie systemowe, modele myślowe, wspólna wizja, zespołowe uczenie się, mistrzostwo osobiste. Której brakuje w polskiej szkole? Istnieją szkoły, które są znakomitym przykładem organizacji poszukującej nowych idei, inicjujące pracę zespołową. I takie, które analizują swoje założenia, przekonania, obrazy i wyobrażenia o świecie. Znam nieliczne z jasną wizją tego, co chcą osiągnąć. Jednak to tylko wyjątki. Bo sam pojedynczy nauczyciel stosujący nowoczesne metody, doskonalący się i śledzący najnowsze trendy nie uczyni szkoły uczącą się organizacją. Ale to może być początek jej tworzenia. Bo przecież każda zmiana zaczyna się od pojedynczego człowieka, a jedno z praw efektywnej szkoły mówi, że jej skuteczność zależy od skuteczności pojedynczych ludzi tam zatrudnionych. A sukces od zdolności do tworzenia wartości, za którą inni będą podążać. Potrzeba systemowego podejścia jest niezwykle ważna, bo ucząca się organizacja opiera działanie przede wszystkim na modelu myślenia systemowego i odpowiedzi na pytanie, jak wykorzystać je w organizowaniu pracy szkoły? Jak usprawnić wadliwe mechanizmy organizacyjne, zgłębiając zarówno naturę błędu w podejmowaniu decyzji, jak i naturę sukcesu? W jaki sposób wykorzystać twórcze możliwości jednostki, rozpoznawać i redukować ograniczenia w rozumieniu problemów oraz emocjonalne zagrożenia? Jak budować prawdziwy zespół, będący czymś więcej niż sumą jednostek, zdolny do nieustannego rozwoju? Ważne jest pozyskiwanie informacji na temat popełnianych błędów i wskazówek, w jaki sposób należy te błędy skorygować.
„Umiejętność posługiwania się komputerem - twierdzi prof. Zawodniak, zapał do korzystania z zasobów sieci, do ich przetwarzania i do generowania rzeczy nowych, zdolność wykorzystywania rozmaitych narzędzi komunikacyjnych, a do tego otwartość, autokreacyjność, interaktwyność, mobilność - otóż to wszystko sprawia, że co najmniej w jakimś stopniu jesteśmy przygotowani do uczenia się przy komputerze i przez internet, do edukacji na odległość nawet bez udziału nauczyciela, do samodzielnego odkrywania i samodzielnie tworzenia.”
Od dawna już można zaobserwować gotowość do wdrożenia nowych form i modeli edukacyjnych. Wystarczy obsewować pokolenie dzisiejszych uczniów i wielu nauczycieli, którzy traktują technologie cyfrowe i zasoby sieci jako naturalne środowisko zdobywania informacji i uczenia się poza szkołą. Przykładem jest ogromny sukces Kahn Academy. Wielu nauczycieli działa, uczy się, śledzi trendy i modyfikuje swoje formy i metody pracy. Często samotnie, bez wsparcia innych. Nie można dłużej czekać i udawać, że się nie widzi kryzysu w szkole, że nieakceptowane przez nas zachowania uczniów to manifestacja przeciwko archaicznemu już modelowi szkoły i upominanie się o nadanie prawdziwego sensu edukacji. Na nowo musimy odkryć powód, dla którego uczniowie będą chcieli przychodzić do szkoły, anagażować się w uczenie i rozwój swoich talentów. Bo przekazywanie informacji, ich odtwarzanie i rozwiązywanie testów w szkolnej ławce już nie wystarczą. Nawet wówczas, gdy z tabletami i e-podręcznikami w ręku oraz nauczycielem przy interaktywnej tablicy. To złudzenie. W ten sposób utrwalamy jedynie nieskuteczny, nieefektywny i wyeksploatowany już model edukacji. Jeżeli szkoła nie stanie się w pełni uczącą się organizacją, zniszczy sama siebie.