Można modyfikować programy, porządkować cele edukacyjne, wprowadzać bardziej wspierające ocenianie, szkolić nauczycieli, sięgać po nowe narzędzia i tworzyć bardziej przyjazne środowisko pracy. Wszystko to może być potrzebne, rozsądne i wartościowe. A jednak nawet wtedy szkoła może pozostać tą samą szkołą opartą na wspólnych podstawach programowych i na przekonaniu, że uczenie się da się w dużej mierze zaprojektować według jednego porządku dla wszystkich.
Nazywam to pudrowaniem szkoły. Nie używam tego określenia po to, by deprecjonować wysiłek ludzi, którzy próbują uczynić ją bardziej ludzką, bardziej uważną i mniej opresyjną. Chodzi raczej o wskazanie granicy takich działań. Można bowiem ulepszać sposób funkcjonowania instytucji, nie zmieniając obrazu człowieka, na którym ta instytucja została zbudowana. Uczeń nadal może pozostawać przede wszystkim uczestnikiem procesu zaprojektowanego przez innych, nauczyciel wykonawcą zewnętrznie określonych programów, a technologia narzędziem wspierającym już istniejący porządek. W takiej sytuacji zmianie ulega język, metoda, atmosfera, czasem nawet kultura organizacyjna, ale nie zmienia się samo rozumienie uczenia się. Szkoła staje się łagodniejsza, nowocześniejsza i lepiej urządzona, lecz nadal działa w obrębie tej samej racjonalności. Możemy wymieniać narzędzia, projektować nowe procedury i dodawać technologiczne warstwy nowoczesności. Ale dopóki nie dotkniemy podstawowego modelu szkoły, dopóty będziemy modernizować powierzchnię, pozostawiając bez zmiany to, co najważniejsze. Prawdziwy problem szkoły nie leży dziś na jej elewacji, lecz w jej rozpadającym się, starym fundamencie.
Głęboki reset zaczyna się dopiero wtedy, gdy pytanie o szkołę staje się pytaniem o antropologię uczenia się. Nie chodzi już wyłącznie o to, jak lepiej organizować nauczanie, ale kim jest człowiek, który się uczy, w jaki sposób dochodzi do rozumienia i co w tym procesie naprawdę powinno pozostać nieoddawalne. W takim ujęciu uczeń nie jest już tylko odbiorcą programu, lecz podmiotem własnej drogi poznawczej. Nauczyciel nie pełni jedynie funkcji organizacyjnej, ale staje się projektantem relacji poznawczej i przewodnikiem po świecie sensu. Wiedza przestaje być wyłącznie treścią do przekazania, a staje się przestrzenią interpretacji, namysłu i odpowiedzialności. Technologia zaś nie jest jedynie dodatkiem do starego porządku, lecz elementem nowego środowiska poznawczego, które zmusza nas do ponownego namysłu nad sprawczością, samodzielnością i człowieczeństwem. Dopiero tutaj zaczyna się zmiana, która nie polega na ulepszaniu powierzchni szkoły, lecz na przemyśleniu od nowa jej najgłębszego sensu.
* * *
Tekst jest fragmentem przygotowywanej do druku książki Wielki i głęboki reset edukacji.