Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edwin Bendyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edwin Bendyk. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 października 2012

O apelach, białych księgach i kongresach


Zacznę od cytatu:

"Dziś już nie wystarczy tylko restrukturyzacja, szukanie oszczędności oraz redukcja kosztów i zatrudnienia. Nie może być też takim antidotum reengineering. Szkoły przede wszystkim powinny zastanowić się nad stworzeniem oferty, która będzie spełniała wymogi szkoły w czasach gospodarki opartej na wiedzy. Tworzenie przewagi konkurencyjnej jutra to kreowanie i zdominowanie pojawiających się szans i możliwości, aby zdobyć kontrolę nad nową przestrzenią w edukacji. 
Tworzenie przyszłości jest dużym wyzwaniem dla dyrektorów. Nie wystarczy już powiedzieć, że przygotowujemy do egzaminów na prestiżowe uczelnie. Dzisiejsze piętnastolatki za kilka lat zaczną wchodzić na rynek pracy, za kilkanaście lat będą odgrywać główną rolę w życiu gospodarczym i politycznym. Ich wiedza i umiejętności, które zdobędą w naszych szkołach będą miały bezpośredni i zasadniczy wpływ na rozwój kraju, na jego przyspieszenie, pozwalając zmniejszać odległość od czołówki europejskiej, albo na jego zahamowanie. Dyrektorzy powinni zacząć wytyczać nowy szlak dla polskiej edukacji. Zboczenie z utartej drogi niesie ze sobą większe korzyści niż naśladowanie sukcesów innych. Nie można dojść do przyszłości pozwalając komuś innemu wytyczyć nam szlak. To nowe wyzwanie przed którymi stoją dyrektorzy szkół." źródło: Szkoły dialogu

Tekst pochodzi z 2002 roku. Napisałem go dla Społecznego Towarzystwa Oświatowego 10 lat temu! Zadziwiające, że apel ten nadal jest aktualny. Wówczas był odczytany jako odrealniony sposób patrzenia na szkołę. Dziś już nie wywołuje emocji. Za to bardzo często jest diagnozą dzisiejszej edukacji, z którą zgadza się wielu nauczycieli, choć jako adresata słusznie wskazują bardziej na MEN niż siebie. O to apelują dziś również reformatorzy, dziennikarze i naukowcy. Czy wykorzystaliśmy 22 lata transformacji politycznej, społecznej i ekonomicznej? Jak bardzo zmieniła się szkoła od 1989 roku? Czy decydują o tym interaktywne tablice, mobilne technologie, unijne projekty, e-podręczniki, czy wreszcie rządowy program Cyfrowa szkoła? Jakie są kryteria szkoły XXI? O jakie postawy i wartości troszczy się dziś polska szkoła? Jakie rozwija kompetencje? Zastanawiam się, ile jeszcze trzeba napisać apeli, opracować białych ksiąg, opublikować otwartych listów. Jak wiele stworzyć koalicji na rzecz edukacji, powołać grup dyskusyjnych na portalach społecznościowych. Ilu konferencji, sympozjów i seminariów o wyzwaniach dla współczesnej szkoły należy zorganizować. W sieci coraz więcej niezadowolonych z działań MEN nauczycieli ujawnia swój niezwykły potencjał, kreatywność, ogromną silę. Działają nie czekając na odgórne decyzje polityków. Wszyscy z troską i ogromnym zaangażowanie piszą, apelują, dzielą się doświadczeniem i wskazują kierunku oraz obszary zmian. 

Właśnie zbliża się kolejne ważne wydarzenie, którego zasięg oddziaływania jest ogromny. W listopadzie odbędzie się już VII Kongres Obywatelski. Autorytety z różnych dziedzin życia, naukowcy, publicyści,  nauczyciele po raz kolejny wskazują na archaiczny już model edukacji wskazując sprawdzone praktyki. W każdym Kongresie uczestniczą decydenci. Często w panelach tematycznych obecni są ministrowie edukacji. Niestety, zmiany w polskiej szkole dotyczą bardziej treści, a mniej metod nauczania, organizacji środowiska uczenia się, czy modeli dydaktycznych odpowiadających czasom ery postindustrialnej. Kongres gromadzi tysiące uczestników - świadomych konieczności modernizacji kraju, budowania społeczeństwa obywatelskiego, działanie dla dobra wspólnego. Mimo ogromnego zainteresowania niewiele zmienia się w szkole. A przecież każdy z Kongresów poświęcił oddzielną debatę wyłącznie edukacji. Dla przypomnienia podaję tematy paneli dyskusyjnych. Ich tematy wskazują na przełomowe znaczenie dla modernizacji polskiej szkoły. 

Edukacja dla rozwoju (rok 2005)
Czy i jakiej polityki rodzinnej potrzebujemy? (rok 2007)
Edukacja dla modernizacji i rozwoju. (rok 2008)
Priorytety edukacji Polaków w XXI w. (rok 2009)
Edukacja XXI w. Cele, miejsca, metody. (rok 2010)
Czy potrzebujemy „przewrotu kopernikańskiego” w edukacji? (rok 2011) 
Przyszłość polskiej edukacji - scenariusze rozwoju. (rok 2012)

W tym roku moderatorem debaty edukacyjnej jest Edwin Bendyk, redaktor „Polityki”. Będzie poszukiwał odpowiedzi na pytania: Jaki rozwój Polski – jaka edukacja? W poszukiwaniu nowej legitymizacji systemu edukacji. 
W panelu wezmą udział:
  1. Robert Firmhofer, Dyrektor Centrum Nauki Kopernik – Na czym polega wielkie wyzwanie edukacyjne Polski? 
  1. dr hab. prof. UW Zbigniew Marciniak, Instytut Matematyki, Uniwersytet Warszawski – Logika obecnego systemu oświaty, jakie rezultaty przyniesie on za 10 lat, jaki jest potencjał jego udoskonalenia? 
  1. prof. dr hab. Tomasz Szkudlarek, Uniwersytet Gdański, Instytut Pedagogiki – Scenariusze rozwoju polskiej edukacji 
  1. dr Jacek Strzemieczny, Prezes, Centrum Edukacji Obywatelskiej – Dlaczego powinniśmy wyjść z obecnego testocentryzmu systemu edukacji i w jaki sposób?

Wokół Kongresu skupionych jest wiele autorytetów i opiniotwórczych środowisk. Patronat medialny objęła telewizja, prasa, portale społecznościowe. To przestrzeń, w której propagowane się idee Kongresu. Nauczyciele są już przekonani o konieczności zmian, wprowadzeniu nowych sposobów uczenia i wykorzystania technologii cyfrowych. Teraz oczekują nowych rozwiązań systemowych, które uczynią szkołę miejscem rozwijania kluczowych kompetencji, wykorzystania potencjału uczniów, stosując najnowsze osiągnięcia w zakresie dydaktyki. Szkoły, która przygotuje uczniów do funkcjonowania w gospodarce opartej na wiedzy.

niedziela, 11 grudnia 2011

Polski kompleks?

Czy wywiad z Markiem Prenskym w Gazecie Wyborczej (10-11 grudnia 2011) słusznie został nazwany kontrowersyjnym? Ten amerykański pisarz i publicysta wprowadził do naszego dyskursu o edukacji m.in. takie pojęcia jak cyfrowy tubylec i cyfrowy imigrant. Tym ostatnim nazywa pokolenie, dla którego cyfrowy świat jest nadal czymś obcym. Bardzo szybko pojęcia te zostały spopularyzowane w środowisku edukacyjnym w Polsce m.in. przez Lechosława Hojnackiego, Marcina Polaka, Edwina Bendyka, profesora Sysłę, czy prof. Morbitzera. Metafora ta pomaga zrozumieć i wytłumaczyć zachowania dzisiejszego pokolenia uczniów i nauczycieli. To od Aleksandry Pezdy - znakomitej dziennikarki walczącej o nową edukację, zaczęła się prawdziwa edukacyjna debata w Gazecie Wyborczej i ważna akcja społeczne Szkoła 2.0. Dziennikarka skutecznie udowadnia, że dzisiejsza szkoła nie jest w stanie sprostać wyzwaniom współczesnego świata. Dowodzi w swoich licznych publikacjach, że dotychczasowy paradygmat patrzenia na edukację jest nieskuteczny. Podróżuje po świecie, podgląda, promuje dobre praktyki, pisze książki i działa na rzecz promocji nowej szkoły. Dla mnie niezwykle irytującym okazuje się, że bardzo często dopiero wywiady, wystąpienia i artykuły zagranicznych autorytetów stają się pretekstem do dyskusji o kondycji współczesnej szkoły. Dlaczego mając tak wielu specjalistów w Polsce musimy cały czas podpierać się Kenem Robinsonem, Markiem Prenskym, czy Donem Tapscottem? Sam zresztą popełniam często ten błąd. Dlaczego nie słuchamy naszych ekspertów, dlaczego nie chcemy im wierzyć? Dlaczego przemawiają do nas głośniej autorytety zza granicy. Kilka lat temu w Polityce pojawił się ważny artykuł Marzeny Żylińskiej, która dowodziła, że szkoła szkodzi na mózg. Natomiast w miesięczniku Fokus Joanna Nikodemska nawołuje, aby nie dać zapuszkować w szkołach naszych dzieci. Edwin Bendyk regularnie pisze o pokoleniu sieci i jego niewykorzystanym potencjale, a Iwona Majewska Opiełka mówi o kształtowaniu wsród uczniów postaw opartych na charakterze i przekonuje, że zadaniem dzisiejszej szkoły jest wychowanie odpowiedzialnego, proaktywnego, kreatywnego społeczeństwa oraz charyzmatycznych liderów. Od 15 lat prof. Agnieszka Kłakówna krytykuje polską testomanię i przedstawia nową wizję edukacji humanistycznej. Swój udział w debacie na temat wyzwań edukacyjnych w cyfrowym świecie ma również miesięcznik Edukacja i Dialog. Spośród rodziców odważnym głosem jest blog Wiesława Mariańskiego. Przykładów można mnożyć więcej. Skąd bierze się więc ten nasz kompleks? Powołujemy się na zagraniczne autorytety, a nie wykorzystujemy własnych. Skąd w nas ten brak wiary w siłę naszych publicystów, naukowców, dziennikarzy i praktyków, którzy od dawna mówią to, co dziś w rozmowie Markiem Prenskym nazywa się kontrowersyjnym poglądem na edukację. Być może nadal jest to kontrowersyjne w Polsce, ale również w Polsce jest artykułowane przez polskich specjalistów równie odważnie i zdecydowanie od lat. Czy dopiero zagraniczny autorytet uwiarygadnia nas? Na portalu Edunews.pl znajdujemy głosy polskich ekspertów, którzy od dawna widzą w Polsce konieczność podążania za indywidujalną pasją, zmianą podstawy programowej, tworzenia nowego modelu dydaktycznego, czy nowej generacji podręczników. To Polacy mówią o neurodydaktyce, konieczności problemowego nauczania, odejścia od standardyzacji, testowania i ciągłego egzaminowania. Zbiurokratyzowana polska szkoła, w której największy udział ma MEN - zwany często największym hamulcowym polskiej oświaty - nie zmieni się, jeżeli nie uwierzymy w swój potencjał, swoją eksperckość i konieczność zaakceptowania nowej wizji polskiej szkoły postulowanej przez polskich ekspertów. To dzięki nim możemy stać się przykładem nowoczesnej edukacji. Być tymi, którzy będą autorytetami w globalnym świecie. Już dwa lata temu na łamach miesięcznika Edukacja i Dialog w wywiadze zatytułowanym Zdążyć, zanim wyprzedzą mówiłem to, co dziś w rozmowie z Aleksandrą Pezdą mówi Marc Prensky. Chcę być nauczycielem, który wraz z wieloma podobnie myślącymi zostanie usłyszany. Szukajmy w Polsce tych, którzy rozumieją naszą kulturę i specyfikę naszego systemu oświaty. Wykorzystajmy potencjał narodowej dyskusji i wnioski z ostatniego Kongresu Obywatelskiego. Mamy swoje autorytety, swoich ekspertów, naukowców i swoich publicystów, którzy mogą pomóc nam w tworzeniu nowego porządku edukacyjnego w Polsce. Uwierzymy w siebie. Witold Kołodziejczyk | Utwórz swoją wizytówkę

niedziela, 27 listopada 2011

Nic się nie zmienia

Ile jeszcze musi upłynąć czasu, aby edukacja przystawała do wyzwań, jakie stoją przed współczesnym światem? Martwi mnie, że ostatni Kongres Obywatelski nie wniósł niczego nowego do mojej wiedzy o problemach dzisiejszej edukacji. Choć dla wielu jego uczestników był przełomem w patrzeniu na współczesny model kształcenia. A to za sprawą znakomicie dobranych panelistów. I to oni byli w stanie zwrócić uwagę na to, na co inni wskazują od dawna. Występujący podczas Kongresu publicyści, naukowcy, przedsiębiorcy, przedstawiciele organizacji pozarządowych, od dawna mówią o potrzebie „przewrotu kopernikańskiego” w edukacji. Zarówno Edwin Bendyk, jak i dr Marzena Żylińska, czy prof. Agnieszka Kłakówna kolejny już raz zwracają uwagę, że system edukacji to zbiurokratyzowana i nieefektywna machina, która pochłania energię i czas setek tysięcy nauczycieli marnując jednocześnie możliwości uczniów. Eksperci od lat twierdzą, że system klasowo-lekcyjny oparty na modelu fabryki już się wyczerpał. Współczesna wiedza o mózgu i neurodydaktyka dostarczają nam argumentów za jak najszybszą zmianą funkcjonowania uczniów, bo szkoła nie tylko nie wykorzystuje ich potencjału, ale wręcz szkodzi rozwojowi. Edwin Bendyk twierdzi, że system egzaminów i koncentracja nauczycieli jedynie na przygotowaniu uczniów do zdawania jest szkodliwy i niszczący. Ken Robinson, którego wideoprezentacja została przedstawiona podczas ostatniego Kongresu, mówi o archaicznym modelu edukacji od wielu lat. Przeraża, że jego tezy są nadal aktualne. Wielu się z tym zgadza, ale niewiele z tego wynika i niewiele się dzieje na poziomie ministerialnych decyzji. Brakuje w szkole czasu na formację młodych ludzi, kształcenie charakterów i rozwijanie kompetencji kluczowych potrzebnych w dzisiejszym świecie. Również „Pakt dla szkoły”, którego wartość trudno jest przecenić, to dokument, w którym pojawiają się założenia od dawna obecne na portalu Edunews.pl. Współautorka, prof. Agnieszka Kłakówna zwracała już uwagę na poprzednich Kongresach Obywatelskich i w swoich licznych publikacjach na nieadekwatny model powszechnej edukacji. Od tego czasu mieliśmy już trzech ministrów. Trafnie ujął to na swoim rodzicielskim blogu Wiesław Mariański twierdząc, że zmiana kierowcy w zdezelowanym samochodzie na niewiele się przyda. I wzywa MEN wraz z innymi ekspertami do zmiany filozofii współczesnego kształcenia. Szkoła produkuje absolwentów, którzy coraz trudniej poruszają się na rynku pracy, nie są przygotowani do wyzwań, jakie pojawiają się we współczesnym świecie. Tylko nieliczni potrafią sobie poradzić. Smutne, bo kiedy słyszy się o masowej edukacji i dużym odsetku scholaryzacji, to w zestawieniu z rzeszą pracujących poniżej swoich możliwości, sfustrowanych, niezadowolonych i oburzonych młodych ludzi jest przerażająca. Z tej perspektywy przeznaczane na edukację finanse są zmarnowane i wydawane nieefektywnie. To nie jest problem tylko polskiej szkoły. Edukacja nie przygotowuje do funkcjonowania w świecie globalnych i ciągłych zmian. Szkoła nie ukształtowała takich cech charakteru jak odpowiedzialność, samodzielność, współzależność. Nie kształci kompetencji społecznych, nie rozwija postaw przedsiębiorczych, kreatywności i innowacyjności. Dopóki szkoła nie zmieni się w autonomiczną organizację, której funkcją jest zapewnienie uczniom realizację potrzeb psychicznych, rozwinięcie umiejętności uczenia się i kształcenia kluczowych kompetencji ponadakademickich, problem będzie coraz bardziej narastał, aż wybuchnie społecznym niezadowoleniem. Mam wrażenie, że machina biurokratyczna MEN istnieje sama dla siebie i aby uzasadnić potrzebę swojego istnienia produkuje masę nowych obowiązków dla dyrektorów i system kontroli oraz nadzoru. Brakuje zaufania i mimo deklaracji o potrzebie budowania w szkole kapitału społecznego, niewiele się robi w MEN. Wobec takich cech pokolenia dzisiejszych uczniów jak kastomizacja, mobilność, elastyczność, szybkość, czy baczna obserwacja, dzisiejszy system edukacji jest bezsilny. Robiąc to samo, w taki sam sposób i od lat w oparciu o te same założenia, nie zmieni się nic. Trudno oczekiwać od systemu edukacji efektywności, jeżeli tkwimy w tych samych paradygmatach. A one są już nieużyteczne, wręcz szkodliwe. Witold Kołodziejczyk | Utwórz swoją wizytówkę

piątek, 30 lipca 2010

Projekty, kompetencje i nowa edukacja

Trzy możliwe wizje przyszłości przedstawione w ostatnim numerze Edukacji i Dialogu (05-06/2010) przez Edwina Bendyka, zmuszają do refleksji i odpowiedzi na pytanie, jaka wiedza oraz jakie umiejętności są i będą potrzebne niezależnie od rzeczywistego scenariusza. Równie ważnym jest pytanie o wartości i postawy potrzebne do prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa. Szkoła koncentruje się niemal wyłącznie na treściach nauczania i nadal wiedza encyklopedyczna ważniejsza jest niż kompetencja. Istotnym pozostaje wyliczanie, powtarzanie i odtwarzanie, niż na przykład umiejętność uczenia się. Nauczyciele uczą tak, jak sami byli uczeni. Spora ich grupa wykształcona została w ubiegłym wieku, w zupełnie innej rzeczywistości społeczno – ekonomiczno – politycznej. Uczestniczę w trzyletnim projekcie, którego celem jest kształcenie u uczniów kompetencji kluczowych zalecanych przez Parlament Europejski. Uczestniczy w nim 1500 nauczycieli, którzy mają pomóc 10 tys. uczniom z 200 szkół w kształtowaniu i rozwijaniu kompetencji. To okazja do zmiany warsztatu pracy nauczyciela. Uczestnictwo w projekcie pozwala zrozumieć i utwierdzić się w przekonaniu, że kompetencja matematyczna i naukowo - techniczna, językowa, informatyczna, uczenia się, czy inicjatywność i przedsiębiorczość są nadrzędne wobec nauczanych treści przedmiotowych. Przedkładając ponad kompetencje wiedzę encyklopedyczną, przyjmujemy błędne założenie i podtrzymujemy archaiczny model kształcenia. Dlatego nauczycielom trudno zrozumieć, że na lekcjach biologii o wirusach, epidemiach i pandemii można kształcić kompetencję społeczno-obywatelską. A przecież chcąc uczyć się czytać nie jest istotne, czy będzie to lektura Janka Muzykanta czy Antka? Wybór tekstu jest wtórny wobec kompetencji, którą mają kształcić w szkole uczniowie. W tej sytuacji przestaje mieć znaczenie przedmiot, na którym rozwijane są wymienione kompetencje. Tę językową kształcimy nie tylko na zajęciach z języka polskiego czy angielskiego, ale również chemii, biologii, geografii, fizyki czy matematyki. Zawsze, tym bardziej dziś i w przyszłości niezwykle ważnym staje się umiejętność rozwiązywania problemów, logicznego myślenia, analizy, syntezy, formułowania wniosków, ciekawość w poszukiwaniu rozwiązań. Jednocześnie kompetencje te pozwalają uczniom doskonale przygotować się do zewnętrznych egzaminów. Dla wielu rodziców to argument, który decyduje o wyborze szkoły. Autorzy projektu stworzyli innowacyjny model kształtowania i rozwijania kompetencji w szkole. To prosty sposób do rezygnacji z systemu przedmiotowego i wąskich dyscyplin akademickich. Szkoła to miejsce przygotowania uczniów do ciągłego doskonalenia i wdrożenia u nich nawyku uczenia się przez całe życie. Jeżeli nie geografia i historia, to co w zamian? Jeżeli ważniejszym staje się kompetencja niż wiedza przedmiotowa, to w jaki sposób można osiągnąć efekty wykształcenia u uczniów postaw związanych z kompetencjami? Jeżeli dokładnie prześledzimy ich definicje, to łatwiej będzie nam zrozumieć wartość, jaką niesie koncentracja na kompetencjach. Każda z ośmiu została szczegółowo opisana (Zalecenie Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 18 grudnia 2006) w trzech kategoriach: wiedza, umiejętności i postawa. Sposobem ich osiągnięcia jest m.in. wykorzystanie metody projektu. Natomiast treścią projektów edukacyjnych stają się zapisy z podstawy programowej. To jedna z możliwych propozycji. O wyborze przesądza przede wszystkim bogactwo opracowań dotyczących metody, jej skuteczność i historia, której tradycja sięga lat 20-tych ubiegłego wieku. To również okazja, by zapoznać uczniów z biznesowymi metodykami zarządzania projektem. Ułatwia to funkcjonowanie uczniów we współczesnych organizacjach. Oczywistym jest, że istotnym staje się wyposażenie ich w wspólny kod kulturowy, budowanie własnej tożsamości i świadomości miejsce, w którym żyją. Potwierdzenie tej tezy znajduję w wywiadzie udzielonym miesięcznikowi Edukacja i Dialog (05-06/2010) przez prof. Lecha Witkowskiego, który przestrzega przed degradacją dzisiejszej edukacji:

„Naszą wyobraźnią zawładnęły plebiscyty, rankingi, klucze interpretacyjne, testy. Myślący człowiek może mieć na maturze więcej kłopotów, niż ten, kto nabił sobie głowę płytkami schematami. Dominują – pośpiech i cynizm; pozór i banał. Ta diagnoza nie dotyczy tylko nas. To problem globalny. (...) Kluczowe bowiem dla rozwoju są dyspozycje. Już Grecy rozumieli, że kształcenie musi być kształtowaniem ducha. Nie chodzi dziś o umiejętność czytania, ale o wzbudzenie jego pragnienia. Nie w tym rzecz, że mamy wiedzę gdzieś użyteczną, tylko w tym, czy ona buduje nasz sposób istnienia, na nas wpływa. Redukcja wiedzy do jej praktycznego wymiaru może sprawiać, że człowiek nie weźmie do ręki książki, a maczugę. Dlatego cenię sugestię Krystiana Lupy, że warunkiem odpowiedzialnego uczenia innych jest ciągłe ładowanie się energią, która jest źródłem przekazu. A ładujemy ją czerpiąc z impulsów zawartych w dziełach wielkich ludzi. Wtedy osobowość czy tożsamość niesie takie dyspozycje jak wyobraźnia, wrażliwość, głębia otwarcia na cudze myślenie. Bez tego nie ma dialogu ani spotkania. (...) Trzeba rozwijać w sobie potencjał krytyczny i szukać przymierza z tymi, którzy się niepokoją. Wchodzić w sojusze z tymi, którzy albo muszą milczeć, albo marginalizują się sami. I pora bić na alarm. Inaczej grozi nam spisek miernot w edukacji. Także uniwersyteckiej.”
To może być znakomite motto projektu, w którym uczestniczę, ale i wezwanie dla dzisiejszej szkoły. Wszyscy mamy w ręku „złoty róg” – powiada prof. Witkowski. Nie bacząc więc na niewygody życia i niechęć otoczenia, sceptycyzm, ironię i brak zrozumienia - trzeba się przebudzić i w ten róg zadąć. Próbuję to wezwanie realizować w Collegium Futurum i wierzę, że to najlepsza droga do przygotowania uczniów do funkcjonowania w gospodarce wiedzy.


Zobacz mnie na GoldenLine

poniedziałek, 8 lutego 2010

Edukacja 2.0 – wyzwaniem dla współczesnej szkoły

Najbardziej rzeczywiste są idee – usłyszałem niedawno od swojego znajomego. Zaraz też dodał, że tylko idee, które są rzeczywiste, a nie sztuczne czy pozorne, prędzej czy później otrzymają swoją postać. Tylko takie wyrażą się w konkrecie. Byty, przedmioty, przedsięwzięcia bez idei upadają. Dlatego tak ważne jest, aby uzmysłowić sobie, co tak naprawdę stanowi ideę naszego pomysłu. Od dłuższego czasu pracuję nad stworzeniem Collegium Futurum. Sformułowałem jego koncepcję i systematycznie ją wdrażam. Podobnie było w przypadku tworzenia kilkanaście lat temu nowej szkoły w Człuchowie i Słupsku. Była idea, była jej wizja, a przy jej tworzeniu towarzyszyła wszystkim misja. Dziś w moim życiu ideą taką jest stworzenie szkoły, która najlepiej odpowiadać będzie wyzwaniom współczesnego świata. W licznych badaniach i raportach czytam, że polska szkoła nie przygotowuje wystarczająco uczniów do świadomych wyborów, nie służy rozwojowi talentów. Stanowi to zagrożenie dla wyzwań zawartych raporcie „Polska 2030”. Potwierdzają to również badania przeprowadzone na zlecenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego przez profesor Ewę Filipiak z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Wynika z nich, że uczniowie
„uczą się niesystematycznie, zazwyczaj wtedy, kiedy muszą. Nie czerpią radości z poznawania Są mało kreatywni.” Inne badania potwierdzają to, co obserwujemy od dawna. Gimnazjaliści mają kłopoty ze rozumieniem pojęć, wnioskowaniem, planowaniem i podejmowaniem decyzji. Najsłabiej wypadli w testach sprawdzających umiejętność twórczego myślenia i kreatywności. Zarówno uczniowie, jak i badani nauczyciele mówią otwarcie, „że ciasno im w gorsecie szkolnym; czują się niewolnikami podręczników i kart pracy”.
Koncepcja Collegium Futurum jest odpowiedzią na wyzwania współczesnego świata. Szkoła ery postindustrialnej, to szkoła, której najważniejszym zadaniem jest wyposażenie uczniów w umiejętność zarządzania własnym procesem uczenia się. Ma być szkołą, która pracuje na sile uczniów, na ich mocnych stronach. Wanda Laskot na swoim wideoblogu wyjaśnia, na czym polega różnica pomiędzy kompetencją a własną siłą. Kompetencje nie wystarczą, potrzebna jest jeszcze świadomość własnej siły, a na nią składa się wiedza, umiejętności, doświadczenie i wrodzony talent. Przy rozwijaniu tej pierwszej koncentrujemy się na rozwoju słabych stron. Natomiast własna siła opiera się na talencie i ciągłym doskonaleniu i koncentracji na silnych stronach ucznia. Czy polska szkoła jest gotowa na takie podejście? Czy egzaminy, systemy oceniania, testy wspierają budowanie nowego modelu edukacji? Po pierwsze są wielokrotnie uzasadnieniem, dlaczego uczeń ma się uczyć konkretnych rzeczy – bo przydadzą się na egzaminie i jednocześnie koncentrują się na niwelowaniu słabych stronach. Co zrobić, aby ćwiczona przez uczniów umiejętność stała się siłą? Organizacja i miejsce, w którym odbywa się praca uczniów ma duże znaczenie dla budowania w uczniach ich siły, poczucia własnej wartości i umiejętności ciągłego uczenia się przez uczniów. Collegium Futurum jest modelowym rozwiązaniem szkoły nowej ery. Ma przygotować uczniów do funkcjonowania we współczesnych organizacjach. Dr R. Robert Gajewski z Politechniki Warszawskiej w grudniowym numerze „e-mentora” pisze o barierach, które blokują rozwój nowoczesnego modelu kształcenia, który określa mianem learningu 2.0.
„Nowa edukacja przynosi olbrzymie przewartościowanie w dziedzinie edukacji, w której nauczyciele tracą, chyba już bezpowrotnie, monopol na wiedzę. Otwierają się jednak dla nich nowe obszary i wyzwania. O wiele bardziej fascynujące, od powtarzania kolejny raz tych samych zajęć, jest rola opiekuna (mentora, tutora). Dzisiejszy nauczyciel powinien przede wszystkim umieć motywować do samodzielnej nauki i pomagać w niej, choćby poprzez wskazywanie odpowiednich materiałów, a także kontrolować i certyfikować zdobytą wiedzę i umiejętność.”
Ten model nauki określany mianem edukacji 2.0 promowany jest m.in. przez Alka Tarkowskiego, Jarosława Lipszyca, Edwina Bendyka, Marcina Polaka. Ale jest jeszcze jedna siła mogąca hamować rozwój edukacji 2.0. Zdaniem prof. Filipiak są nimi rodzice.
„Nastawiają dzieci na rywalizację, chcą, żeby dostały lepszy stopień niż kolega, żeby zdobyły jak najwięcej punktów na egzaminach końcowych. Nie pytają po powrocie ze szkoły: czego się dziś nauczyłeś, ale: co dziś dostałeś? A zaraz potem: a co dostał klasowy prymus? Dzieciaki nie wychodzą z domów z przeświadczeniem, że uczą się dla siebie. Pod tą presją wywoływaną przez rodziców działają też nauczyciele.”
Zmiana tej sytuacji to wyzwanie, którego podejmuję się wraz z nauczycielami w słupskim Collegium Futurum.


Edukacja i Dialog - Czasopismo liderów edukacji

Zobacz mnie na GoldenLine