poniedziałek, 4 maja 2009

Doktryna Starbucksa

W latach 90-tych promowano w naszych szkołach koncepcję mierzenia jakości pracy szkoły. Równolegle prof. Blikle rozpoczął z wielkim sukcesem propagowanie doktryny jakości w duchu Deminga, Shewartha i Druckera. W Polsce w tym czasie gościł z wykładami John Jay Bonstingl na temat zastosowania TQM w edukacji. Dyrektorzy szkół poszukiwali w tamtym czasie rozwiązań, które dostarczyłyby profesjonalnych narzędzi do zarządzania szkołami. Dużym powodzeniem cieszyły się wszelkie rozwiązania biznesowe, które można było stosować w oświacie. Sam na podstawie koncepcji Stephena Coveya „7 nawyków skutecznego działania” zbudowałem w szkole program wychowawczy. Przejęta z biznesu koncepcja wykorzystywana była w wielu szkołach i placówkach doskonalenia nauczycieli. Co może być kolejnym trendem w zarządzaniu szkołami? Co dziś może inspirować dyrektorów szkół? Od dłuższego już czasu zapowiadano otwarcie w Polsce pierwszych kawiarni Starbucksa. Od kilka tygodni działa już w Warszawie pierwsza kawiarnia tej sieci. Zdaniem magazynu „Fortune” Starbucks jest najbardziej podziwianym na świecie przedsiębiorstwem. Co spowodowało, że firma odnosi taki sukces? Jakie wartości tworzą jej kulturę? W polskich księgarniach pojawiła się w ubiegłym roku publikacja Josepha A. Michelli „Starbucks - droga na szczyt.” prezentująca transformacyjną siłę Starbucksa. Lektura wciągnęła mnie i od razu próbowałem przełożyć doświadczenie tej marki na praktykę szkoły. Autor w prosty sposób prezentuje doktrynę twórców firmy. Wierzę, że koncepcja ta śmiało może być stosowana w edukacji. Czy wyznawane przez Starbucksa wartości takie jak nadawanie poczucia sprawstwa, przedsiębiorczość i jakość przetrwają czasy kryzysu? W jaki sposób wyznawane zasady będą nadal skuteczne w budowaniu siły marki? Tom Petres w swojej książce „Biznes od nowa!” powiada, że Starbucks nie sprzedaje kawy, ale coś zupełnie innego i o wiele bardziej cennego. Są to cudowne doświadczenia zarówno klientów jak i pracowników kawiarni. Jak to możliwe, że zwyczajne doświadczenie, jakim jest picie kawy przemieniono w nadzwyczajne doświadczenie gości i klientów Starbucksa? Co zrobić, aby w szkole nuda, rutyna i archaiczna dydaktyka zostały zastąpiona przez doświadczanie przeżycia czegoś niezwykłego? Doktor Joseph A. Michelli wyodrębnił 5 kluczowych zasad przywództwa w doktrynie Starbucksa. Wpływ tych zasad wykracza poza historię Starbucksa i daje także liderom edukacji możliwość znaczącego wzbogacenia środowiska szkolnego:
:
Zasada 1: Nadawanie miejscu własnego charakteru
Zasada 2: Wszystko ma znaczenie
Zasada 3: Niespodzianka i zachwyt klienta
Zasada 4: Rozpoznanie oporu i jego akceptacja
Zasada 5: Pozostaw swój znak

Co kryje się pod każdą z tych prostych choć niebanalnych zasad dla szkolnej rzeczywistości? Jak mogłaby brzmieć doktryna Starbucksa przełożona na język edukacji? Czy obowiązujące w Starbucksie zasady mogą inspirować kadrę kierowniczą oświaty? Wierzę, że tak. Doktor Terri Stahlman, regionalny kurator Duval County Public Shools w Jacksonville na Florydzie, twierdzi, że sposoby bycia Starbucksa to doskonałe narzędzia dla liderów szkolnych służące zwiększeniu efektywności w zakresie wykonywania obowiązków. Interesującym wyzwaniem może być stworzenie szczegółowych przykładów i sposobów funkcjonowania szkół stosujących zasady i wartości tych kawiarni.

Edukacja i Dialog - Czasopismo liderów edukacji

Zobacz mnie na GoldenLine

czwartek, 30 kwietnia 2009

Freelancer w szkole

Czytam w kwietniowym numerze Marketing & More wypowiedź Adriana Siekierskiego - specjalisty od visual merchandsingu na temat zalet związanych z zatrudnieniem freelancera w firmie. Coraz częściej zatrudniają one freelancerów, bo dostrzegają ogromne znaczenie w wykorzystaniu profesjonalisty w firmie, który pracuje jako wolny strzelec i na własne nazwisko. Zastanawiam się, czy w szkole przyszłości jest miejsce dla zatrudnienia w takiej formie takich specjalistów? W projektowanej przeze mnie szkole występują nauczyciele przedmiotów, które nie są typowe dla gimnazjum. Są nimi graficy, projektanci 3D, twórcy wideofilmów, scenarzyści gier multimedialnych, specjaliści od pozycjonowania i budowania wizerunku w sieci. Warto ich zatrudnić w szkole. Mogą jako freelancerzy prowadzić zajęcia w wirtualnych szkołach, doradzać online i przygotowywać zadania w sieci. Co zyskuje szkoła? Przede wszystkim specjalistę, który bierze na siebie odpowiedzialność za dostarczenie profesjonalnej usługi. Zdaniem specjalisty VM pracownik na etacie nie ma wolnej ręki – wykonuje polecenie i wdraża procedury obowiązujące w danej organizacji. Są one najczęściej rutynowe i uniwersalne. W przypadku freelancera płaci się za usługę profesjonalisty i mamy prawo oczekiwać określonych rezultatów, zwłaszcza że freelancer pracuje również na swoją własną markę jako specjalisty. W takiej sytuacji fatum odległości i miejsca szkoły, czy też zamieszkania ucznia przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Ma on dostęp do najlepszych, którzy są dostępni na rynku i na których stać szkołę. Czy możemy zatrudnić w nich freelancera? Jakie możemy mieć z tego korzyści? Z punktu prawnego, może to być trudne, ale dla nowej szkoły tworzyć powinniśmy nowe zasady i nowe rozwiązanie legislacyjne. Podobnie jak z technologią, którą próbuje się dostosować do archaicznego modelu szkoły. Twórzmy szkołę, która jest zdolna wykorzystać cały potencjał technologii i potencjał intelektualny ekspertów.

Zuza Scherer z Nowej Zelandii, stała felietonistka miesięcznika „Edukacja i Dialog”, twierdzi w numerze kwietniowym, że codzienną praktyką w jej kraju jest zapraszanie na zajęcia ekspertów z danych dziedzin. Ma to również miejsce na studiach. Podnosi to wartość i prestiż zajęć, dodatkowo buduje autorytet nauczycieli i samej szkoły. W styczniu zaprosiłem do prowadzanie zajęć z nauczycielami z Małopolski freelancera z branży IT i agencji interaktywnej, który swoją ekspercką wiedzą i ogromnym doświadczeniem sprawił zmianę paradygmatu w postrzeganiu roli nauczyciela w dzisiejszej szkole. Obserwowałem, jak w czasie tygodniowych zajęć opór i niechęć do nowej dydaktyki zamienione zostały w ogromne zainteresowanie i potrzebę wdrożenia do własnego warsztatu pracy nowych rozwiązań. Ekspert ds. budowania wizerunku w sieci wspierał mnie swoją profesjonalną wiedzą. Sukces zajęć i ogromny entuzjazm nauczycieli, który do tej pory owocuje coraz to nowymi i ciekawymi inicjatywami w sieci, świadczy o ogromnym znaczeniu zatrudniania ekspertów nie związanych bezpośrednio ze szkołą. Dla mnie oczywistym jest konieczność ciągłego transfer wiedzy z biznesu do edukacji nie tylko w zakresie zarządzania, ale też wiedzy przedmiotowej. Udane próby zatrudniania freelancerów w szkole zauważyłem w jednym z niepublicznych gimnazjów w Gdańsku, w którym zdecydowano się zatrudnić ich do nauki języków obcych. Dziś próbuje się z sukcesem przenieść tę praktykę na inne przedmioty. I nie jest to w tej szkole incydentalne działanie, ale przemyślane i systemowe rozwiązanie. Czas więc na freelancerów nie tylko w biznesie, ale również w szkole. Może postulat obecnej reformy, aby wyprowadzić edukację poza szkolne klasy może być realizowany w takiej formie. Zetknięcie uczniów i nauczycieli z zewnętrznymi ekspertami to przełamanie rutyny tradycyjnej lekcji. Tym samym szkoła przybliża się do świata rzeczywistego i pozwala uczniom obcować z prawdziwym światem nowej ery.

Edukacja i Dialog - Czasopismo liderów edukacji

Zobacz mnie na GoldenLine

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Szkoły dla pokolenia Google

Prowadząc w minionym tygodniu zajęcia na AGH analizowałem wspólnie ze studentami różne modele i scenariusze przyszłej szkoły. Próbowaliśmy odtworzyć dzień pracy osoby zatrudnionej w banku, korporacji o globalnym zasięgu, czy w domu mediowym, bądź agencji marketingowej i na tej podstawie budowaliśmy przykładowe rozwiązania organizacji procesu uczenia się ucznia w szkole. Jeżeli szkoła ery postindustrialnej ma przygotować ucznia do funkcjonowania w przyszłości, to powinna w swoim modelu zawierać rozwiązania charakterystyczne dla organizacji, w których będą niebawem pracować uczniowie. Szkoła powinna w zbliżonym do jak najbardziej naturalnego środowiska przygotować uczniów do świata, w którym pracują dziś ich rodzice, a w przyszłości oni sami. Wyczerpał się bowiem obecny model dydaktyki przyrównywany często do fabryki, w której uczniowie poddawani się rutynowej i masowej „obróbce”, gdzie rytm lekcji przeplatany przerwami przypomina pracę w XIX fabryce, w której na końcu jest kontrola jakości w postaci egzaminów zewnętrznych. Obserwuję coraz powszechniejsze występowanie zjawisk, które z pewnością wyznaczą kierunek zmian w edukacji i zmuszą już dziś do refleksji nad tworzeniem bardziej skutecznych rozwiązań edukacyjnych:

1. żyjemy w czasach wielorakiego wyboru we wszystkich obszarach naszego życia,
2. w szkole pojawiło się tzw. pokolenie dot-com,
3. zmniejsza się ilość czasu spędzonego przed telewizorem na rzecz aktywności przy komputerze z dostępem do Internetu,
4. dynamicznie rozwija się edukacja nieformalna i coraz większym zainteresowaniem rodziców cieszy się edukacja domowa,
5. pojawiła się silna konkurencja dla szkół m.in. w postaci Internetu jak i telewizyjnych kanałów tematycznych,
6. dostęp do nowoczesnych technologii informacyjno- komunikacyjnych stał się powszechny,
7. dynamicznie rozwijają się uczniowskie społeczności na portalach Epuls, Grono, Nasza-klasa itp.,
8. wzrasta popularność i rozwija się przemysł związany z grami sieciowymi,
9. pojawiły się wirtualne centra nauki dostępne przez 24 godziny, m.in.: Uczmy24.pl, Zdajmy.pl. Nauczyciel.pl itp.,
10. produkcja w sferze kultury zaczyna przesłaniać produkcję realną w światowym handlu i przemysłu.

Jeremy Rifkin w swojej książce „Wiek dostępu” wymienia trzy kategorie określające zmiany w dzisiejszym świecie. Uważa, że poniższe trendy wymagają nowego spojrzenia na edukację i przemyślenia nowej umowy społecznej. Dziś wyraźnie już obserwujemy przejście:

• od przestrzeni geograficznej do cyberprzestrzeni,
• od kapitalizmu przemysłowego do kultury,
• od posiadania do dostępu.

Rynki oddają miejsce sieciom, zaś posiadanie zastępowane jest przez dostęp. To – zdaniem Ryfkina - wymaga zdefiniowania na nowo szkoły, jej funkcji i zadań. Etos pracy zostaje coraz silniej zastępowany etosem zabawy. Procesy automatyzacji produkcji oraz zastępowanie pracy ludzkiej przez „inteligentną” technologię uwalniają człowieka od uciążliwej pracy. Skraca się tygodniowy czas pracy. Na początku ery przemysłowej wynosił on nawet 70 godzin w tygodniu, dziś we Francji i Włoszech tydzień pracy trwa 35 godz. Ponadto komercjalizację kultury człowieka przyniosła zasadnicza zmiana charakteru sfery zatrudniania. Coraz więcej ludzi chce płacić za doznania kultury: miasteczka tematyczne, wspólnoty mieszkaniowe, centra rozrywkowe i handlowe, turystyka, światy wirtualne i symulowane doświadczenia wszelkiego rodzaju stanowią nowy etap rozwoju kapitalizmu. Biznes dostrzega w tym szansę dla siebie. Jest też niebezpieczeństwo. Jeżeli bowiem płatna zabawa zastępuje prawie całkowicie dojrzałą zabawę w sferze kultury, wtedy cywilizacji grozi rozpad na wielką skalę. Nie wystarczy zatem debata nad kwestią dostępu do sfery komercyjnej. Ważna jest równość szans edukacyjnych i dostęp dla jak największej liczby osób do światów wirtualnych banków, sklepów, bibliotek itp. Rolą szkoły jest nie tylko przygotowanie do życia w przyszłości, ale także do dokonywania wyboru, w jakie doświadczenia i światy dostępu warto się angażować.

Czas więc na przedefiniowanie pojęcia szkoły ery dot-comów.


Edukacja i Dialog - Czasopismo liderów edukacji

Zobacz mnie na GoldenLine