Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zugmunt Bauman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zugmunt Bauman. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 czerwca 2011

Płynna nowoczesność edukacji

Odebrałem właśnie z internetowego sklepu książkę Zygmunta Baumana, która już we wstępie inspiruje i prowokuje do pytań. Pierwsze jej zdania tworzą kontekst i dostarczają klucza do jej odczytania.
„Wszystko lub niemal wszystko w naszym świecie zmienia się: mody, którym ulegamy, i przedmioty, którym poświęcamy uwagę (równie nietrwałą jak wszystko inne: wszak dzisiaj tracimy zainteresowanie tym, co jeszcze wczoraj nas przyciągało, by już jutro zobojętnieć na to, co ekscytuje nas dzisiaj), rzeczy, o których marzymy i których się lękamy, rzeczy, których pożądamy i które budzą naszą niechęć, które dają nam nadzieję i które napawają nas niepokojem. Zmieniają się także warunki, w jakich żyjemy, pracujemy i próbujemy planować naszą przyszłość, w jakich łączymy się z jednymi i rozłączamy (lub zostajemy rozłączeni) z innymi. Okazje do pomnożenia szczęścia i groźne zapowiedzi nieszczęścia zjawiają się i znikają, nadciągają i umykają, na ogół zbyt szybko i zwinnie, abyśmy mogli w jakiś rozsądny i skuteczny sposób pokierować ich biegiem, kontrolować czy przewidywać ich ruchy.”
„44 listy ze świata płynnej nowoczesności” Zygmunta Baumana to moja obowiązkowa lektura mijającego weekendu i lektura dla wszystkich wybierających się na wakacje i szukających również przygody intelektualnej. Oczywiście szukam w niej tego, co może uzasadniać zmiany w szkole, w systemie edukacji i dydaktyce. Dlaczego nie spojrzeć na edukację w ten sposób i nie dostrzec również płynności jej istoty i założeń, z których wyrasta dzisiejszy model szkoły? Słuchałem mędrca, który mówi o edukacji, generacji sieci i nastolatkach. Lektura utwierdziła mnie w przekonaniu, że przestrzenie, w których uczymy się, nie są poddane żadnej hierarchii. Wszystkie mają jednakowy status ważności Jednak zachowujemy się tak, jakby nadal obowiązywał model, w którym szkoła to najważniejsze instytucja edukacyjna. Sieć internetowa jest w niej niemal nieobecna, a nauka w interaktywnych, nowoczesnych bibliotekach, centrach nauki, galeriach sztuki i parkach technologicznych traktowana jest incydentalnie. A w samej przestrzeni szkolnej powinien obowiązywać zupełnie inny model dydaktyczny. Nic już nie uzasadnia obecności nauczyciela przy tablicy, a po przeciwnej stronie w równo ustawionych ławkach uczniowie. Nie ma w tym przypadku znaczenie, czy tablica jest czarna, biała czy bardziej nowoczesna, bo interaktywna. Ona naprawdę niczego nie zmienia. Uczymy cały czas, tak jak uczono nas, naszych rodziców i dziadków. Każdy z uczniów słyszy wielokrotnie w ciągu dnia, aby nie rozmawiać, nie chodzić po klasie, nie kręcić się, siedzieć prosto, nie dopowiadać, jeżeli nie jest się pytanym, i unikać błędów. Oduczamy samodzielności, odpowiedzialności i inicjatywności. Uczniowie nie decydują ile, na kiedy, w jakim zakresie i w jaki sposób mają przygotować zadania, odrobić lekcje, przygotować się do zajęć. Za cały ten proces odpowiada nauczyciel. On próbuje nad tym przejąć kontrolę i wyznacza zakres, terminy i formę. Potem jest zdziwiony, że uczniowie nie potrafią się samodzielnie uczyć, zaplanować i realizować wyznaczonych celów. Zapominamy, że w świecie zmieniającej się nieustannie rzeczywistości sieć, przestrzeń publiczna i szkoła stają się równoprawnymi miejscami w nowoczesnej edukacji. Niebezpiecznie ignorujemy ten oczywisty już fakt podporządkowując wszystko przygotowaniu uczniów jedynie do testów, egzaminów i państwowych sprawdzianów.

Są przynajmniej trzy powody, dla których myślenie o edukacji w dotychczasowy sposób powinno ulec zmianie. Po pierwsze, do szkoły uczęszcza pokolenie, którego nawyki ukształtowane zostały przez technologię i internet. To zupełnie inna generacja niż wychowana w erze kredy. Po drugie, świat na zewnątrz szkoły zmienił się od tamtego czasu, a my nadal uczymy tak, jak przygotowywano uczniów w XIX i XX wieku. I trzeci argument, kapitałem nie są już jedynie bogactwa naturalne, ale wiedza, czy raczej informacja pozwalająca rozwiązywać niezdefiniowane jeszcze problemy tego świata.

Jak więc w tej płynnej nowoczesności można uczyć innych? Jak się w niej poruszać, jeżeli nikt nas wcześniej tego nie nauczył? Nauczyciele ze swoimi nieaktualnymi mapami świata chcą pomóc uczniom poruszać się po nowym terytorium. Musimy zmienić mapy na aktualne, które odpowiadają rzeczywistości. Z nieaktualną i w dodatku bez kompasu w postaci wartości i zasad błądzimy i z dużym prawdopodobieństwem nie dotrzemy do celu. Jaka jest więc aktualna mapa, którą powinniśmy posługiwać się w dzisiejszej szkole, a raczej edukacji? Znakomicie definiuje ten problem Zygmunt Bauman. Autor prowokuje do myślenia i zadaje prowokacyjne pytanie, czy świat jest nieprzychylny edukacji?

„Dzisiejszy konsumeryzm nie polega na gromadzeniu rzeczy, lecz na czerpaniu z nich błyskawicznych i doraźnych przyjemności. Dlaczego więc taki towar jak wiedza, uzyskiwana podczas pobytu w szkole lub na uniwersytecie, miałaby być wyjątkiem od tej powszechnej reguły? W wirze zmian wiedza nadająca się do błyskawicznego i jednorazowego użytku, szczycąca się natychmiastową przydatnością do spożycia i krótkim terminem ważności, podobna do tej, jaką obiecują oprogramowania pojawiające się na półkach sklepowych i znikające z nich w coraz szybszym tempie, wygląda znacznie atrakcyjniej.”

Czy ta konstatacja kryje w sobie niepokój, czy ironię? Czasami mam wrażenie, że Bauman, kpi z płynnej rzeczywistości. W tym kontekście pojawiają się w jego listach uwagi o pokoleniu Y, Z, o edukacji, o nastolatkach, smsach, wirtualnym świecie, kryzysie, modzie, fenomenie Baracka Obamy i samotności. Każdy z listów to opowieść o rzeczach zaczerpniętych z najzwyklejszego codziennego życia i jednocześnie pretekst do ukazania ich niezwykłości. To dystans, ironia, troska mędrca, który pozwala zobaczyć nam płynność naszej codziennej zwykłej i jednocześnie niezwyczajnej rzeczywistości. Warto przeczytać!
Witold Kołodziejczyk | Utwórz swoją wizytówkę

niedziela, 29 marca 2009

Żyjemy w „kulturze pośpiechu” i nadprodukcji informacji

Miarą dobrych wywiadów jest dla mnie to, czy czytając je dowiaduję się czegoś ważnego o sobie samym. Czy dzięki takiej rozmowie powstaje efekt zdziwienia, pytania, które nie pojawiło się wcześniej? Właśnie skończyłem czytać ważny wywiad z Zygmuntem Baumanem w najnowszym (drukowanym) numerze magazynu MALEMEN, który przeprowadził Piotr Bucki. Wywiad poruszył mnie i wywołał całą masą refleksji dotyczących roli Internetu w relacjach międzyludzkich. To szczera i mądra rozmowa z człowiekiem, który o swoim wieku mówi: „sam codziennie dziwię się, że jeszcze żyję”. Zygmunt Bauman zderzył czas swojej młodości, której główną przeszkodą w opanowaniu świata był brak informacji, ze współczesnym światem. Zauważa, że przeszkodą trudniejszą do pokonania jest nadmiar informacji i porównuje je do mgły, która spowodowała, iż nie widzimy, że być może stoimy kilka kroków nad przepaścią. Kto w dzisiejszym świecie jest autorytetem, który wskazuje co dobre, a co złe? Twierdzi, że nie istnieją dziś autorytatywne kodeksy postępowania, które wytyczałyby jasno trasę do przebycia. Żyjemy w stanie wyjątkowym (awaryjnym), który stał się czymś normalnym. Normą jest brak, niedobór lub niedowład norm. Codzienność z niecodziennością wymieniły się miejscami. Brakuje ludzi, którym można zaufać. Brakuje tych, którzy doprowadzą nas do celu, jeżeli tylko będziemy się trzymać właściwego kompasu zasad i norm.

Zdaniem Zygmunta Baumana w przenikaniu się życia on- i offline tkwią paradoksy. Jesteśmy wolni z jednoczesnym przymusem nieustannego przetwarzania własnej tożsamości. Młode pokolenie przestało to zjawisko dostrzegać jako chorobliwe. Okazuje się, że bezpieczny jest ktoś, kto potrafi zmieniać maski. Elektronicznie zadzierzgane stosunki chronione są przez klawisze „Spam” i „Delete” przed uciążliwymi, bo wymagającymi czasu, następstwami pogłębionych kontaktów. Jakże szybko jesteśmy w stanie dorobić się tysiąca znajomych na portalach społecznościowych. Może to trwać zaledwie kilka godzin. Jednocześnie swoje wirtualne przyjaźnie można likwidować jednym kliknięciem. Dalej Zygmunt Bauman mówi o wirtualnych przyjaźniach, o miłości, o przenikaniu się świata realnego z wirtualnym. To rozmowa o dylematach współczesnego człowieka poszukującego przyjemności i jednocześnie unikającego bólu, który sprawić może świat ze swoimi propozycjami. Twierdzi, że pogoń za szczęściem stała się w dzisiejszym świecie niemal obowiązkiem. Pyta, czym jest sukces i czy czasem nie utożsamiamy go z rozgłosem?. Czego się boimy goniąc tak za nim? Przed czym uciekamy? W naszych czasach powielanie stylu życia oferowanego na bieżąco przez rynek, a w tym i konieczność stałego przerobu tożsamości i potwierdzanie jej wyników, przestały się w ogóle z przymusem kojarzyć; jawią się ludziom i są przez nich przeżywane jako objawy i nieustające potwierdzenie osobistej wolości. Jednak każde uwolnienie się z tego modelu – i tutaj tkwi kolejny paradoks - powoduje, że zostaje z tego świat wyrugowanym. Bezpiecznie więc przyjąć te warunki i się nie wychylać.

Czytając wywiad zastanawiam się, jak funkcjonować w świecie, gdzie spowolnienie postrzegane jest jako karygodne marnotrawstwo? Bauman wyjaśnia, czym jest „spłaszczanie przestrzeni”? Świat - twierdzi - traci trzeci wymiar, pozbawiamy go głębi. Umiejętność „surfowania”, czyli ślizgania się po powierzchni problemów, figuruje na liście sprawności, jakie młodym wypada posiąść. To ślizganie („surfowanie”) wyżej jest cenione niż zgłębianie. Umiejętność szybkiego wyszukiwania i kojarzenia jest w cenie. W rozmowie Bauman przywołuje wypowiedź Katie Baldo, doradcy gimnazjum w Cooperstown w stanie Nowy Jork, która twierdzi, że pogrążone w swych iPodach, komórkach czy grach wirtualnych nastolatki nie dostrzegają istotnych społecznie sygnałów. Zauważa, że młodym ludziom na szkolnych korytarzach trudno przychodzi wykrztusić powitanie lub nawiązać kontakt wzrokowy z kolegami. Wszystko to wobec możliwości surfowania jest tylko marnotrawstwem czasu. Czy rzeczywiście jest tak, że młodzi ludzi żyją z przekonaniem, że kiedy się zatrzymają, to czujność zostanie uśpiona, a to znaczy: nie żyjesz.

Znamiennym jest, że pojęcia ze świata realnego przeniesione zostały do świata wirtualnego. „Kontakt”, „spotkanie”, „randka”, „rozmowa”, „wspólnota”, czy „przyjaźń”. Dziś „więź” oznacza często wymianę e-maili i SMS-ów. Internet ułatwia, pobudza i promuje ustawiczny trud „samoodkrywania się na nowo”. Wywiad kończy stwierdzenie, że ciągły wzrost ilości czasu spędzonego przez kolejne pokolenia młodych w internetowej przestrzeni, odbywa się kosztem czasu przeżywanego w „świecie rzeczywistym”. Staje się to coraz bardziej niebezpieczne. Tak więc przed edukacją stoją kolejne ważne wyzwania! Czy dostrzegamy je dość wyraźnie?

Edukacja i Dialog - Czasopismo liderów edukacji

Zobacz mnie na GoldenLine