Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jakość w edukacji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jakość w edukacji. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 stycznia 2010

Standardy szkoleń nauczycieli

W miniony wtorek prowadziłem w jednym z gdańskich gimnazjów szkolenie rady pedagogicznej. Najczęściej tego typu zajęcia odbywają się po lekcjach. Tak było i tym razem Uzgodniłem, że szkolenie potrwa z przerwą 4 godziny i rozpocznie się o 14.30. Jak wiadomo, zajęcia po południu przyjmowane są przez nauczycieli bez większego entuzjazmu. Szkolenia w ławkach szkolnych, salach gimnastycznych i popołudniami nie służą nauczycielom, nie budują ich autorytetu, obniżają wartość szkolenia i jego jakość. Czas zmienić tę sytuację. Od dawna namawiam dyrektorów, aby szkolenia rad pedagogicznych organizować w warunkach, w jakich szkolą się pracownicy firm i kadra kierownicza. Dlaczego w przypadku nauczycieli ma być inaczej? Dlaczego edukacja, która ma być motorem zmian jest traktowana inaczej niż biznes? Firmowe szkolenia odbywają się w specjalnie wynajętych do tego celu salach. Często są to hotele, czy ośrodki szkoleniowe z niezbędną bazą i wyposażeniem. Warunki, w jakich odbywają się zajęcia mają ogromne znaczenie. Nie bez znaczenia jest też pora, w jakiej są one organizowane. Tak więc odpowiednia sala, przerwy kawowe, czasem lunch. Nie wspominam już o stronie merytorycznej zajęć i potrzebie profesjonalnych trenerów i aktualnej tematyce. Tak wyglądają szkolenia firmowe. Taki też powinien być standard dla edukacji. Organizowane przeze mnie szkolenia organizowałem ostatnio wyłącznie w salach hotelowych. Wynajmowałem je m.in. w Marriotcie i Sheratonie. Kierowałem się nie tylko ceną, ale przede wszystkim lokalizacją i łatwością dotarcia z dworców. To buduje nie tylko prestiż szkolenia, ale pozwala nauczycielom poczuć się docenionymi. Myślę, że ta świadomość towarzyszy wielu dyrektorom. Konferencje organizowane przez WSiP od dawna zachowują wysokie standardy. Są organizowane w prestiżowych miejscach. Również ostatnie konferencje dotyczące funduszy unijnych MEN zorganizował w jednym z najlepszych warszawskich hoteli. Zarezerwował i opłacił również hotelowy parking, aby nie obciążać dodatkowo nauczycielskich budżetów. Wbrew pozorom nie są to duże koszty. W od października do grudnia uczestniczyłem w projekcie Wydawnictwa Szkolnego PWN, które zorganizowało cykl szkoleń w 16 największych miastach Polski. Warsztaty były realizowane w różnych warunkach. Poczynając od sal lekcyjnych, poprzez wynajęte lokale w urzędach i domach kultury oraz w ośrodkach doskonalenia nauczycieli. Kilka odbyło się w salach hoteli. Tak było w Poznaniu, Krakowie i Białymstoku. Zauważyłem, że szkolenia odbywające się w specjalnych salach, z profesjonalnym cateringiem (wystarczy kawa i ciasteczka) miały zupełnie innych charakter i przede wszystkim odbiór oraz ocenę. Wpływały na koncentrację i większe zaangażowanie. Natomiast te, które organizatorzy przygotowywali w szkołach, salach urzędów wywoływały inną energię.

Nie znajduję powodu, dla którego nauczyciele mają być szkoleni w gorszych warunkach niż świat biznesu. Należy skończyć ze szkoleniami w ławkach szkolnych, po południami. Nie szanujemy w ten sposób nauczycieli, nie budujemy ich autorytetu, nie nadajemy właściwej rangi takim zajęciom.

Edukacja i Dialog - Czasopismo liderów edukacji

Zobacz mnie na GoldenLine

środa, 28 października 2009

Czego najbardziej potrzebuje polska szkoła?

To pytanie zadałem uczestnikom podczas konferencji Innowacyjne zarządzanie w polskiej oświacie, która odbyła się w warszawskim hotelu Marriott 27 października. Zadałem je z dwóch powodów. Pierwszy z nich to brak warunków do realizacji postulatów dotyczących działań na rzecz kreatywności i wdrażania innowacji. Niezwykle trudno w obecnej sytuacji sprawić, aby innowacje stały się powszechnie obecne w polskiej szkole. Odpowiedzią i jednocześnie drugim powodem, dla którego zadałem uczestnikom pytanie, są zaprezentowane przez prof. Czapińskiego wyniki badań dotyczące kapitału ludzkiego. Wynika z nich, że siłą rozwoju modernizacyjnego Polski i w ogóle gospodarek innych krajów kapitał intelektualny jest niezwykle istotny, ale może w pewnym stopniu już nie wystarczyć. W gospodarkach, w których osiągnięto już odpowiednio wysoki współczynnik wykształcenia społeczeństwa dużą rolę dla zwiększającego się PKB ma kapitał społeczny rozumiany jako zaufanie, współpraca, myślenie w kategoriach współodpowiedzialności i działania pro publico bono. Przejawia się to w zaufaniu obywateli do instytucji publicznych i przestrzeganiu wspólnych wartości. Prof. Czapiński definiuje rozumienie kapitału społecznego jako sieci społeczne regulowane normami moralnymi lub zwyczajem (a nie, lub nie tylko formalnymi zasadami prawnymi).

W Polsce brak jest przede wszystkim zaufania do instytucji publicznych, w tym do szkoły. Nie przygotowuje ona do bycia razem, nie uczy współpracy. Jeżeli jednak tak nie jest, to nie jest to jej zasługą. Wynika to z zupełnie innego faktu, a mianowicie charakterystycznych zachowań generacji określanej mianem pokolenia Y. Sieć internetowa powoduje, że ze sobą współpracują dzieląc się plikami, komunikują się intensywnie za pomocą komunikatorów i funkcjonują na portalach społecznościowych. Wykorzystują swój potencjał, którego nie chce zaangażować w sposób systemowy współczesna szkoła. W związku z tym, że tak wiele mówiono na wspomnianej konferencji o potrzebie innowacyjnych rozwiązań w edukacji łatwo jest zauważyć, że bez zaufania i współpracy bardzo trudno będzie zrealizować i wdrożyć postulowane rozwiązania. Bez kształcenia w szkole postaw wspierających tworzenie kapitału społecznego, nie jest możliwa dynamiczna modernizacja kraju. Brak zaufania do samych siebie, do siebie nawzajem, do szkoły, do państwa stanie się elementem hamulcowym dla tworzenie kapitału społecznego. Szkoła poprzez sam system oceniania – wyznaczania zwycięzców, motywowania uczniów komunikatami typu: „kto zrobi pierwszy, ten otrzyma nagrodę” zakłada, że będą przegrani. System egzaminów zewnętrznych i rankingi sprzyjają rywalizacji. Sama szkoła za cel stawia sobie przygotowanie uczniów do egzaminów, a nauczycieli rozlicza w wyników egzaminacyjnych. W ostatnim wywiadzie w radiowych Sygnałach dniach pani minister uzasadniała próbny egzamin maturalny jako sposób dostarczenia nauczycielom informacji o tym, co jeszcze powinni zrobić, aby lepiej przygotować uczniów do egzaminu maturalnego. Można byłoby wnioskować, że głównym celem edukacji jest przygotowywanie uczniów do rozwiązywania zadań egzaminacyjnych, a nie przygotowanie do życia w przyszłości. I mimo że w podstawie programowej wśród ośmiu najważniejszych umiejętności wymienia się umiejętność pracy zespołowej, to powszechne rankingi, kolejne ministerialne propozycje oceny szkół przez organy prowadzące i nadzór pedagogiczny na pewno nie służą współpracy, zaufaniu i tym samym budowaniu kapitału społecznego, a dalej kształceniu postaw obywatelskich. Nie budują również zaufania do instytucji jaką jest szkoły. Powszechnie potrzebna debata o wizji polskiej edukacji zastępowana jest dyskusją dotyczącą listy lektur, nowych zadań egzaminacyjnych i kryteriów oceny pracy nauczyciela. A sama podstawa programowa – zdaniem prof. Zofii Kłakówny – to jedynie ściąga dla egzaminatorów, a szkoła to fabryka statystyk. System edukacyjny wyczerpał się w obecnej formie. Wyeksploatowaliśmy go już maksymalnie – tak jak kopalnie. Wartość wykształcenia się zdewaluowała. Coraz więcej mamy wykształconych ludzi i jednocześnie coraz więcej kryzysów, szkolnych niepowodzeń. Coraz częściej pojawiają się głosy o potrzebie stworzenia nowego modelu edukacji, w którym kreatywność i docenienie ludzkich zdolności będzie podstawą tworzenia nowego systemu, a nie dominowanie jedynie akademickiego model kształcenia.


Edukacja i Dialog - Czasopismo liderów edukacji

Zobacz mnie na GoldenLine

niedziela, 27 września 2009

John Medina i 12 sposobów na supermózg

W Edukacji i Dialogu za zgodą wydawnictwa Prószyński i S-ka rozpocząłem publikację fragmentów bestsellera New York Timesa: „Brain Rules” Johna Mediny. Premiera książki zapowiadana jest na 6 października br. W Polsce nosi ona tytuł „12 sposobów na supermózg”. Niżej zamieszczam krótki fragment z 4 rozdziału poświęconego koncentracji. Historia opowiadana przez autora mogłaby być doskonałą metaforą polskiego systemu edukacji. Jest zresztą takich historii w książce bardzo dużo. Już w połowie lat 90-tych na swoich wykładach John Jay Bonstingl mówił w kontekście TQM w edukacji o roli systemów w budowaniu jakości. Zapewniał nas, że ludzie chcą dobrze pracować, jednak wielokrotnie nie pozwalają im na to funkcjonujące w organizacjach systemy, a te przecież tworzą ludzie. Warto więc zastanowić się, co w można zmienić, aby w pracy odnieść nie tylko sukces, ale i satysfakcję. Bonstingl przedstawiał nam krótki film, w którym dwie nowoprzyjęte do pracy kobiety pełne zapału i motywacji nie mogą sobie poradzić z niezbyt skomplikowaną pracą przy taśmie produkującej cukierki. Ich niepowodzenie nie wynikały z niechęci do pracy, czy też z braku potrzebnych umiejętności, ale spowodowane były brakiem właściwego systemu, a także prawdziwego lidera i właściwej komunikacji oraz jasnych zasad postępowania. Niestety, kobiety zostają wyrzucone już w pierwszym dniu swojej pracy. Nie musiałoby się tak stać, gdyby miały odwagę powiedzieć, co czują, co im przeszkadza i mogły jednocześnie zaproponować drobne udogodnienia. Autorytarny styl zarządzanie nie pozwalał na tego typu dialog. Komenda brzmiała: szybciej i więcej! W naszych szkoła jest często bardzo podobnie. I to nie tylko w relacjach nauczyciel – uczeń, ale również dyrektor – nauczyciele, a także władze oświatowe – dyrektorzy. Każe nam się zrobić coś, czego nie rozumiemy, coś, co z naszego doświadczenia wynika, że jest niemożliwe do wykonania w danym czasie. Brakuje właściwych argumentów i często logiki w prowadzanych zmianach. Często wpadamy w zaklęty krąg. Z jednej strony coraz większe wymagania rodziców, którzy oczekują od szkoły przygotowania do egzaminów, z drugiej zmniejsza się liczbę zajęć w siatce godzin. Nie pyta się dyrektorów, jak oceniają proponowane zmiany, czy mają jeszcze czas, aby spokojnie je wdrożyć. Nikt nie pyta nauczycieli, jak sobie radzą z coraz to obszerniejszym materiałem nauczania. A już na pewno nie pyta się uczniów, czy daję radę z większym zakresem zadań i obowiązków. Te dwie opowiedziane historie: Bonstingla i poniższa Mediny uzmysławiają mi, jak wiele jest jeszcze do zrobienia w zakresie budowania właściwych systemów wspierających edukację. Jak bardzo brakuje nam systemowych rozwiązań w tworzeniu szkoły wykorzystującej najnowsze osiągnięcia w nauce i psychologii. Jak bardzo brakuje polskiej szkole nie tylko edukacji, ale prawdziwego dialogu. Zapraszam do lektury fragmentu książki Johna Mediny i podzielenia się swoimi refleksjami na ten temat.

"Nasza potrzeba regularnych przerw przypomina mi film „Pieski świat”, który zdaniem moich rodziców zasłużył na miano najgorszego filmu, jaki widzieli. Jedyną przyczyną ich niechęci do niego była nieprzyjemna scena przedstawiająca farmerów na siłę karmiących gęsi na potrzeby produkcji pâté de foie gras. Energicznie ubijając karmę kijem, farmerzy dosłownie wpychali ją w przełyki tych biednych zwierząt. Kiedy gęś próbowała zwymiotować, zakładano jej na szyję mosiężną obręcz, zatrzymując jedzenie wewnątrz przewodu pokarmowego. Takie forsowne przekarmianie gęsi prowadziło w końcu do otłuszczenia ich wątroby – powodu radości szefów kuchni na całym świecie. Oczywiście nie miało to nic wspólnego z odżywianiem gęsi, które były składane na ołtarzu korzyści doraźnych.
Moja matka często przywoływała tę historię, gdy mówiła o dobrych i złych nauczycielach. „Większość nauczycieli przekarmia swych uczniów – twierdziła – niczym farmerzy w tym okropnym filmie!” Kiedy poszedłem na studia, wkrótce odkryłem, co miała na myśli. A teraz, kiedy jestem naukowcem ściśle współpracującym ze środowiskiem biznesu, mogę się przyjrzeć tym zachowaniom z bliska. Najpospolitsze błędy w sposobie przekazywania informacji? Ich nadmiar, przy niedoborze czasu niezbędnego na połączenie punktów. Mnóstwo karmienia na siłę, bardzo mało trawienia. Nie ma to nic wspólnego z odżywianiem słuchających, a ich proces przyswajania wiedzy często składany jest na ołtarzu korzyści doraźnych.
W pewnym sensie jest to zrozumiałe. Większość specjalistów ma tak dużą wiedzę ze swej dziedziny, że zapomina, co to znaczy być nowicjuszem. Nawet jeśli pamięta, to nudzi się nieustannym powtarzaniem podstawowych informacji. W czasie studiów stwierdziłem, że wielu moich profesorów miało po uszy nauczania, ponieważ musieli przekazywać wiedzę na podstawowym poziomie. Wyglądało to, jakby zapominali, że te informacje są dla nas czymś zupełnie nowym i że potrzebujemy czasu, by je przetrawić, a to oznaczałoby konieczność porządnej przerwy. Jakże prawdziwe jest stwierdzenie, że wiedza nauczyciela nie gwarantuje powodzenia w procesie nauczania!
Potrzeba przerwy nie ogranicza się do klas szkolnych. Obserwowałem podobne błędy na kazaniach w kościele, zebraniach zarządów, ofertach sprzedaży, opowieściach w mediach – wszędzie tam, gdzie informacja eksperta ma być przekazana nowicjuszowi." (John Medina, "12 sposobów na supermózg", Prószyński i S-ka 2009)


Edukacja i Dialog - Czasopismo liderów edukacji

Zobacz mnie na GoldenLine