Szkola funkcjonuje w konkretnej rzeczywistości - w świecie dynamicznego rozwoju technologii i jej wpływu na jakość naszego życia. Jest wszechobecna. Trudno zakwestionować jej kluczową rolę również w edukacji. Jasne określenie jej miejsca w szkolnej dydaktyce, to zadanie dla osób za nią odpowiedzialnych. Jednak sama dyskusja wokół szkoły powinna dotyczyć czegoś więcej - redefinicji jej trzech głównych obszarów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doskonalenie nauczycieli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doskonalenie nauczycieli. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 9 maja 2019
czwartek, 31 marca 2016
Najgorsza liczba
Tom Peters - jeden z najbardziej wpływowych liderów w zakresie zarządzania twierdzi, że najgorszą liczbą, jaką zna, to liczba 26,3. Oznacza ona przeciętną ilość godzin przeznaczoną na doskonalenie. To wynik badań przeprowadzonych w amerykańskich organizacjach. Okazuje się, że zaledwie 4 minuty dziennie przeznacza pracownik na rozwój swoich zawodowych kompetencji.
poniedziałek, 19 lipca 2010
Przedsiębiorczy nauczyciel
„Szkoła jest ostatnim miejscem, które może w sposób skuteczny kształcić przedsiębiorcze postawy” – takie zdanie usłyszałem ostatni podczas szkolenia i na poparcie tej tezy przedstawiono mi kilka argumentów:
1. generalnie sami nauczyciele nie posiadają w sobie postaw przedsiębiorczych, są mało proaktywni, nie wierzą w siłę własnych wyborów,
2. szkoła nie promuje przedsiębiorczości uczniów, cały system wychowawczy nie wspiera kształtowania takich postaw
3. na studia pedagogiczne najczęściej trafiają osoby, które słabo wierzą w siebie, swoje możliwości, wybierają uczelnie pedagogiczne, bo uważają, że nie poradzą sobie na uniwersytetach.
4. system finansowania nauczycieli nie sprzyja, aby do zawodu trafiały osoby przedsiębiorcze itd.
Czy tak jest rzeczywiście? Ostatnio coraz częściej spotykam się z nauczycielami, którzy nie są zadowoleni ze swojej pracy, a przede wszystkim ze swoich zarobków. Mówią, że od lat nie otrzymali żadnej znaczącej podwyżki, dawno nikt nie nagrodził ich ciężkiej pracy. Zastanawiam się, dlaczego tak długo trwają w takiej sytuacji, dlaczego godzą się na takie warunki płacowe, dlaczego nie szukają innej pracy, która odpowiadałaby ich aspiracjom i marzeniom. Jeżeli przez lata robią to samo, to nie powinni oczekiwać, że raptem z dnia na dzień odmieni się ich sytuacja. To naiwność oczekiwać na zmianę, kiedy nie robimy nic, aby cokolwiek w swoim życiu zmienić. Stephen Covey powiada, że narzekanie i krytykowanie jest działaniem poza kręgiem wpływu. Bez względu na to, ile czasu spędzimy na tych aktywnościach, to pozytywnej zmiany nie dostrzeżemy. Marnujemy tylko czas, który można przeznaczyć na działania, które rzeczywiście mogą zmienić naszą sytuację. Dlaczego nie jesteśmy odpowiedzialni za swoje wybory, nikt nas przecież nie zmuszał, aby pójść pracować w szkole. To była nasza decyzja, to my wybieraliśmy. Od lat wiadomo, że w szkole nie zarabia się dobrze, są za to niezaprzeczalne atuty: długie wakacje, 22-godzinny tydzień pracy, dłuższe przerwy świąteczne.
„Jeżeli jest tak źle, to może warto zmienić pracę” – radzę niezadowolonym nauczycielom.
„To jak będziemy zarabiać na chleb” – słyszę w odpowiedzi.
„Miliony ludzi zarabia na chleb nie będąc nauczycielami” – ripostuję.
„Łatwo powiedzieć, jeżeli ma się inne możliwości zarobku” – słyszę irytację i złość.
Można sobie łatwo wyobrazić, co dzieje się dalej. Jednak będę uparty. Znam bowiem wielu nauczycieli, którzy nie zgodzili się na proponowane im warunki pracy, zaczęli szukać możliwości, stworzyli swoje firmy, uwierzyli w siebie, wykorzystali swoje atuty i wiedzę merytoryczną. Zaczęli działać w kręgu wpływu. Teraz są zadowoleni, spełnieni i nie wyobrażają sobie, aby mogli funkcjonować inaczej. Tym, którzy szukają motywacji do zmiany polecam post, który zamieściłem dwa lata temu.. Warto spojrzeć na własną sytuację z innej perspektywy i dostrzec swoje silne strony i potencjał, jaki posiadają nauczyciele. Czy rzeczywiście my sami pozwalamy sobie, aby tak myśleć o swoich atutach, czy wolimy jednak narzekać, krytykować, niż wziąć sprawy w swoje ręce i wykorzystać swoje osobiste zasoby? Zapraszam do lektury.
1. generalnie sami nauczyciele nie posiadają w sobie postaw przedsiębiorczych, są mało proaktywni, nie wierzą w siłę własnych wyborów,
2. szkoła nie promuje przedsiębiorczości uczniów, cały system wychowawczy nie wspiera kształtowania takich postaw
3. na studia pedagogiczne najczęściej trafiają osoby, które słabo wierzą w siebie, swoje możliwości, wybierają uczelnie pedagogiczne, bo uważają, że nie poradzą sobie na uniwersytetach.
4. system finansowania nauczycieli nie sprzyja, aby do zawodu trafiały osoby przedsiębiorcze itd.
Czy tak jest rzeczywiście? Ostatnio coraz częściej spotykam się z nauczycielami, którzy nie są zadowoleni ze swojej pracy, a przede wszystkim ze swoich zarobków. Mówią, że od lat nie otrzymali żadnej znaczącej podwyżki, dawno nikt nie nagrodził ich ciężkiej pracy. Zastanawiam się, dlaczego tak długo trwają w takiej sytuacji, dlaczego godzą się na takie warunki płacowe, dlaczego nie szukają innej pracy, która odpowiadałaby ich aspiracjom i marzeniom. Jeżeli przez lata robią to samo, to nie powinni oczekiwać, że raptem z dnia na dzień odmieni się ich sytuacja. To naiwność oczekiwać na zmianę, kiedy nie robimy nic, aby cokolwiek w swoim życiu zmienić. Stephen Covey powiada, że narzekanie i krytykowanie jest działaniem poza kręgiem wpływu. Bez względu na to, ile czasu spędzimy na tych aktywnościach, to pozytywnej zmiany nie dostrzeżemy. Marnujemy tylko czas, który można przeznaczyć na działania, które rzeczywiście mogą zmienić naszą sytuację. Dlaczego nie jesteśmy odpowiedzialni za swoje wybory, nikt nas przecież nie zmuszał, aby pójść pracować w szkole. To była nasza decyzja, to my wybieraliśmy. Od lat wiadomo, że w szkole nie zarabia się dobrze, są za to niezaprzeczalne atuty: długie wakacje, 22-godzinny tydzień pracy, dłuższe przerwy świąteczne.
„Jeżeli jest tak źle, to może warto zmienić pracę” – radzę niezadowolonym nauczycielom.
„To jak będziemy zarabiać na chleb” – słyszę w odpowiedzi.
„Miliony ludzi zarabia na chleb nie będąc nauczycielami” – ripostuję.
„Łatwo powiedzieć, jeżeli ma się inne możliwości zarobku” – słyszę irytację i złość.
Można sobie łatwo wyobrazić, co dzieje się dalej. Jednak będę uparty. Znam bowiem wielu nauczycieli, którzy nie zgodzili się na proponowane im warunki pracy, zaczęli szukać możliwości, stworzyli swoje firmy, uwierzyli w siebie, wykorzystali swoje atuty i wiedzę merytoryczną. Zaczęli działać w kręgu wpływu. Teraz są zadowoleni, spełnieni i nie wyobrażają sobie, aby mogli funkcjonować inaczej. Tym, którzy szukają motywacji do zmiany polecam post, który zamieściłem dwa lata temu.. Warto spojrzeć na własną sytuację z innej perspektywy i dostrzec swoje silne strony i potencjał, jaki posiadają nauczyciele. Czy rzeczywiście my sami pozwalamy sobie, aby tak myśleć o swoich atutach, czy wolimy jednak narzekać, krytykować, niż wziąć sprawy w swoje ręce i wykorzystać swoje osobiste zasoby? Zapraszam do lektury.
sobota, 9 stycznia 2010
Standardy szkoleń nauczycieli
W miniony wtorek prowadziłem w jednym z gdańskich gimnazjów szkolenie rady pedagogicznej. Najczęściej tego typu zajęcia odbywają się po lekcjach. Tak było i tym razem Uzgodniłem, że szkolenie potrwa z przerwą 4 godziny i rozpocznie się o 14.30. Jak wiadomo, zajęcia po południu przyjmowane są przez nauczycieli bez większego entuzjazmu. Szkolenia w ławkach szkolnych, salach gimnastycznych i popołudniami nie służą nauczycielom, nie budują ich autorytetu, obniżają wartość szkolenia i jego jakość. Czas zmienić tę sytuację. Od dawna namawiam dyrektorów, aby szkolenia rad pedagogicznych organizować w warunkach, w jakich szkolą się pracownicy firm i kadra kierownicza. Dlaczego w przypadku nauczycieli ma być inaczej? Dlaczego edukacja, która ma być motorem zmian jest traktowana inaczej niż biznes? Firmowe szkolenia odbywają się w specjalnie wynajętych do tego celu salach. Często są to hotele, czy ośrodki szkoleniowe z niezbędną bazą i wyposażeniem. Warunki, w jakich odbywają się zajęcia mają ogromne znaczenie. Nie bez znaczenia jest też pora, w jakiej są one organizowane. Tak więc odpowiednia sala, przerwy kawowe, czasem lunch. Nie wspominam już o stronie merytorycznej zajęć i potrzebie profesjonalnych trenerów i aktualnej tematyce. Tak wyglądają szkolenia firmowe. Taki też powinien być standard dla edukacji. Organizowane przeze mnie szkolenia organizowałem ostatnio wyłącznie w salach hotelowych. Wynajmowałem je m.in. w Marriotcie i Sheratonie. Kierowałem się nie tylko ceną, ale przede wszystkim lokalizacją i łatwością dotarcia z dworców. To buduje nie tylko prestiż szkolenia, ale pozwala nauczycielom poczuć się docenionymi. Myślę, że ta świadomość towarzyszy wielu dyrektorom. Konferencje organizowane przez WSiP od dawna zachowują wysokie standardy. Są organizowane w prestiżowych miejscach. Również ostatnie konferencje dotyczące funduszy unijnych MEN zorganizował w jednym z najlepszych warszawskich hoteli. Zarezerwował i opłacił również hotelowy parking, aby nie obciążać dodatkowo nauczycielskich budżetów. Wbrew pozorom nie są to duże koszty. W od października do grudnia uczestniczyłem w projekcie Wydawnictwa Szkolnego PWN, które zorganizowało cykl szkoleń w 16 największych miastach Polski. Warsztaty były realizowane w różnych warunkach. Poczynając od sal lekcyjnych, poprzez wynajęte lokale w urzędach i domach kultury oraz w ośrodkach doskonalenia nauczycieli. Kilka odbyło się w salach hoteli. Tak było w Poznaniu, Krakowie i Białymstoku. Zauważyłem, że szkolenia odbywające się w specjalnych salach, z profesjonalnym cateringiem (wystarczy kawa i ciasteczka) miały zupełnie innych charakter i przede wszystkim odbiór oraz ocenę. Wpływały na koncentrację i większe zaangażowanie. Natomiast te, które organizatorzy przygotowywali w szkołach, salach urzędów wywoływały inną energię.
Nie znajduję powodu, dla którego nauczyciele mają być szkoleni w gorszych warunkach niż świat biznesu. Należy skończyć ze szkoleniami w ławkach szkolnych, po południami. Nie szanujemy w ten sposób nauczycieli, nie budujemy ich autorytetu, nie nadajemy właściwej rangi takim zajęciom.


Nie znajduję powodu, dla którego nauczyciele mają być szkoleni w gorszych warunkach niż świat biznesu. Należy skończyć ze szkoleniami w ławkach szkolnych, po południami. Nie szanujemy w ten sposób nauczycieli, nie budujemy ich autorytetu, nie nadajemy właściwej rangi takim zajęciom.
Etykiety:
biznes dla edukacji,
doskonalenie nauczycieli,
jakość w edukacji,
WSiP,
WSz PWN
poniedziałek, 14 grudnia 2009
Od Jaworzynki do Mysłowic
Minął prawie rok od szkolenia w Jaworzynce grupy nauczycieli, którzy dzięki swojej postawie pozwolili mi uwierzyć, że zmiana polskiej edukacji jest możliwa, że są w szkołach liderzy, którzy rozumieją, jak bardzo zmienił się świat wokół nas, jak inne są oczekiwania wobec szkoły dzisiejszych rodziców i uczniów. Nauczyciele rozpoczęli zmianę od samych siebie, swojego nastawienia, swoich przekonań na temat własnego warsztatu pracy.
Każda zmiana zaczyna się od pojedynczego człowieka. Również ta największa i najważniejsza, jaką jest właśnie edukacja. Dlatego dużą nadzieję wiążę z faktem, że grupa aktywnych nauczycieli konsekwentnie wprowadza nowe modele edukacji oparte na dydaktyce wykorzystującej możliwości Internetu i potencjał technologii Web 2.0 Ci sami nauczyciele zaczęli szkolić już innych. Tak zaczyna się prawdziwa zmiana. Dziś obecni są m.in. na blogach, mikrologach, stosują webquesty i technologie wiki. Dzielą się swoimi doświadczeniami w sieci, uczą się i poszukują przestrzeni na spotkanie uczniów generacji Y z własnym doświadczeniem pedagogicznym. Tworzą społeczność, do której zapraszają swoich uczniów i wychowanków. Ta grupa nauczycieli zdaje sobie sprawę, że dzisiejsze pokolenie funkcjonuje w zupełnie innej rzeczywistości i potrzebuje innego języka w porozumiewaniu się ze sobą. Nie dziwi ich, że prezes Young Digital Planet w wywiadzie dla Edukacji i Dialogu mówi, że nie wyobraża sobie apostoła, który chce ewangelizować innych mówiąc do nich niezrozumiałym językiem. Oni starają się język uczniów lepiej poznać, bo wiedzą, że technologia cyfrowa jest dla nich czymś naturalnym. Mają świadomość, że 75% nauczycieli kształciło się w poprzedniej epoce. Był to zupełnie inny system polityczno - społeczno - ekonomiczny. Nieznany i niezrozumiały dla dzisiejszych uczniów. Do nich o ważnych sprawach można mówić ich językiem i jednocześnie budować zachowania etyczne i przybliżać do wartości.
Trzeba się pogodzić, że dziś młodzież uważa maila za coś wolnego, że więcej czasu spędza przed monitorem komputera niż telewizora, że nie dziali świata na wirtualny i realny a nauczyciel i szkoła nie są najważniejszym źródłem informacji. Dziś 84% uczniów gra przynajmniej 2 razy w tygodniu w gry interaktywne, za to aż 95% nauczycieli nigdy tego nie robiło. Jak więc przekonać nauczycieli, że edukacja oparta na nowych technologiach może być atrakcyjniejsza i jednocześnie uczyć i odgrywać istotną rolę w kształtowaniu nowych nawyków. Nauczyciele nie konkurują więc ze światem cyfrowym, ale szukają możliwości stworzenia w szkole autentycznego miejsca uczenia się i czerpania z tego prawdziwej radości. Zdają sobie sprawę, że zmienia się funkcja szkoły, bo staje się ona miejscem kształcenia kompetencji związanych z wyszukiwaniem, przetwarzaniem informacji oraz tworzeniem własnych koncepcji i kreatywnych pomysłów. Młodzież przygotowuje się w ten sposób do ciągłego i samodzielnego uczenia się. Tym samym do wprowadzanie kolejnych zmian. Tylko w ten sposób młodzież gotowa jest na zderzenie z trudną do przewidzenia przyszłością.
Cieszę się, że mogłem ponownie spotkać się z fantastycznymi nauczycielami. To była ich inicjatywa. Organizatorem szkolenia w ramach projektu "Przystosowanie kwalifikacji zawodowych nauczycieli do nowych potrzeb rynku edukacyjnego" jest Stowarzyszenie Rodziców na Rzecz Pomocy Szkołom "Przyjazna Szkoła". Po roku do Mysłowic przybyli prawie wszyscy, którzy uczestniczyli w szkoleniu w Jaworzynce. Są jeszcze bardziej otwarci, pełni pomysłów, poszukujący i pokorni wobec nowych trendów. To oni mają wizję nowoczesnej edukacji i konsekwentnie ją realizują w kręgu własnego wpływu. Nie czekają na kolejne rozporządzenia, instrukcje i zalecenia. Taka postawa nie jest jeszcze powszechna wśród nauczycieli, ale ziarno zostało zasiane. Spotkanie pozwoliło mi uwierzyć w siłę pojedynczych nauczycieli i zmiany w edukacji. Zainspirowany takimi postawami z wiarą podchodzę do projektu Szkoła przyszłości w Słupsku. Dostałem ogromny zastrzyk energii. Dziękuję za to spotkanie!


Każda zmiana zaczyna się od pojedynczego człowieka. Również ta największa i najważniejsza, jaką jest właśnie edukacja. Dlatego dużą nadzieję wiążę z faktem, że grupa aktywnych nauczycieli konsekwentnie wprowadza nowe modele edukacji oparte na dydaktyce wykorzystującej możliwości Internetu i potencjał technologii Web 2.0 Ci sami nauczyciele zaczęli szkolić już innych. Tak zaczyna się prawdziwa zmiana. Dziś obecni są m.in. na blogach, mikrologach, stosują webquesty i technologie wiki. Dzielą się swoimi doświadczeniami w sieci, uczą się i poszukują przestrzeni na spotkanie uczniów generacji Y z własnym doświadczeniem pedagogicznym. Tworzą społeczność, do której zapraszają swoich uczniów i wychowanków. Ta grupa nauczycieli zdaje sobie sprawę, że dzisiejsze pokolenie funkcjonuje w zupełnie innej rzeczywistości i potrzebuje innego języka w porozumiewaniu się ze sobą. Nie dziwi ich, że prezes Young Digital Planet w wywiadzie dla Edukacji i Dialogu mówi, że nie wyobraża sobie apostoła, który chce ewangelizować innych mówiąc do nich niezrozumiałym językiem. Oni starają się język uczniów lepiej poznać, bo wiedzą, że technologia cyfrowa jest dla nich czymś naturalnym. Mają świadomość, że 75% nauczycieli kształciło się w poprzedniej epoce. Był to zupełnie inny system polityczno - społeczno - ekonomiczny. Nieznany i niezrozumiały dla dzisiejszych uczniów. Do nich o ważnych sprawach można mówić ich językiem i jednocześnie budować zachowania etyczne i przybliżać do wartości.
Trzeba się pogodzić, że dziś młodzież uważa maila za coś wolnego, że więcej czasu spędza przed monitorem komputera niż telewizora, że nie dziali świata na wirtualny i realny a nauczyciel i szkoła nie są najważniejszym źródłem informacji. Dziś 84% uczniów gra przynajmniej 2 razy w tygodniu w gry interaktywne, za to aż 95% nauczycieli nigdy tego nie robiło. Jak więc przekonać nauczycieli, że edukacja oparta na nowych technologiach może być atrakcyjniejsza i jednocześnie uczyć i odgrywać istotną rolę w kształtowaniu nowych nawyków. Nauczyciele nie konkurują więc ze światem cyfrowym, ale szukają możliwości stworzenia w szkole autentycznego miejsca uczenia się i czerpania z tego prawdziwej radości. Zdają sobie sprawę, że zmienia się funkcja szkoły, bo staje się ona miejscem kształcenia kompetencji związanych z wyszukiwaniem, przetwarzaniem informacji oraz tworzeniem własnych koncepcji i kreatywnych pomysłów. Młodzież przygotowuje się w ten sposób do ciągłego i samodzielnego uczenia się. Tym samym do wprowadzanie kolejnych zmian. Tylko w ten sposób młodzież gotowa jest na zderzenie z trudną do przewidzenia przyszłością.
Cieszę się, że mogłem ponownie spotkać się z fantastycznymi nauczycielami. To była ich inicjatywa. Organizatorem szkolenia w ramach projektu "Przystosowanie kwalifikacji zawodowych nauczycieli do nowych potrzeb rynku edukacyjnego" jest Stowarzyszenie Rodziców na Rzecz Pomocy Szkołom "Przyjazna Szkoła". Po roku do Mysłowic przybyli prawie wszyscy, którzy uczestniczyli w szkoleniu w Jaworzynce. Są jeszcze bardziej otwarci, pełni pomysłów, poszukujący i pokorni wobec nowych trendów. To oni mają wizję nowoczesnej edukacji i konsekwentnie ją realizują w kręgu własnego wpływu. Nie czekają na kolejne rozporządzenia, instrukcje i zalecenia. Taka postawa nie jest jeszcze powszechna wśród nauczycieli, ale ziarno zostało zasiane. Spotkanie pozwoliło mi uwierzyć w siłę pojedynczych nauczycieli i zmiany w edukacji. Zainspirowany takimi postawami z wiarą podchodzę do projektu Szkoła przyszłości w Słupsku. Dostałem ogromny zastrzyk energii. Dziękuję za to spotkanie!
sobota, 21 listopada 2009
Szkoła miejscem uczenia się ucznia
Zwróciła się do mnie ostatnio dziennikarka z miesięcznika „Claudia” z pytaniem, czy mógłbym polecić jej czytelniczkom programy wspierające uczenie się i zapamiętywanie. Jednocześnie poprosiła o wskazanie firm i szkół, które je realizują. Szczerze mówiąc nie znam w Polsce programów, które systemowo przygotowywałyby do uczenia się uczniów. Choć w jednej z warszawskich szkół podjęto się tego wyzwania, to jednak nie udało się projektu zakończyć. Jest też szkoła w Krakowie, która konsekwentnie tworzy warunki do doświadczania przez uczniów umiejętności uczenia się, jak się uczyć. Może jestem w błędzie i w Polsce jest więcej szkół, które problem ten rozwiązały systemowo. To przecież jedno z najważniejszych zadań dla polskiej szkoły. W dobie szybkiego i łatwego dostępu do informacji to właśnie szkoła powinna być miejscem uczenia się ucznia. Zawsze, kiedy to mówię, słyszę głosy oburzenia i zapewnienia, że szkoła przecież to robi i to od zawsze. Otóż nie, szkoła naucza, przekazuje wiedzę, ale nie stwarza środowiska ani przestrzeni, w której uczeń doświadcza jak się uczyć. Czy uczniowie mają zdiagnozowane swoje strategie uczenia się, czy je znają i w jaki sposób wykorzystują w codziennej praktyce? Ilu z nich zna techniki zapamiętywania, których nauczyli się w szkole, ilu z nich posiada umiejętność selektywnego czytania. Ilu uczniów zna techniki szybkiego czytania i potrafi je wykorzystać w codziennej pracy. Ilu z uczniów potrafi stosować efektywne metody notowania i stosuje mapy myśli? Znam nauczycieli, którzy próbują włączyć te zagadnienia do swoich programów nauczania i jednocześnie metod pracy z uczniami.
W Polsce mamy znakomitą tradycję w nauczaniu technik pracy umysłowej i zasad skutecznego działania. Pionierami prakseologii w Polsce są prof. Tadeusz Kotarbiński, prof. Jarosław Rudniański i prof. Zbigniew Pietrasiński. A obecnie są to popularne poradniki Marka Szurawskiego, czy Katarzyny Gozdek-Michaelis. Mówiąc o programach, które mogą pomóc w uczeniu się i zapamiętywaniu wyróżniam programy komputerowe umożliwiające rozpoznanie stylów i strategii uczenia się oraz kursy stacjonarne, podczas których uczestnicy poznają techniki uczenia się, zapamiętywania, szybkiego czytania, a także kreatywnego myślenia. Na początku lat 90-tych ubiegłego wieku pojawiło się mnóstwo poradników dotyczących wykorzystania badań nad mózgiem, m.in. Tony Buzana, Edwarda de Bono. Bestsellerem światowym stała się „Rewolucja w uczeniu” Gordona Drydena i Jeannette Vos, w której zebrano doświadczenia praktyków dotyczących strategii uczenia, zapamiętywania, ale zawierała też prezentację metod i narzędzi uczenia. Autorzy tych poradników byli w Polsce, uczestniczyłem w kilku takich spotkaniach. Sam jestem absolwentem kursu szybkiego czytania. Jako nauczyciel poznawałem kursach sposoby rozpoznawania u uczniów systemów reprezentacji, wykorzystywania w metaprogramów, czy stosowania map myśli w pracy dydaktycznej i - co ważne – również wychowawczej. Dużą popularnością cieszyły się i nadal się cieszą poradniki Howarda Gardnera o koncepcji wielorakich inteligencji. Wszystkie te metody są wykorzystywane obecnie przez firmy szkoleniowe, ale nie przez szkoły. A jeżeli w szkole, to incydentalnie a nie systemowo.
Na stronach internetowych można znaleźć testy pozwalający zdefiniować swoje dominujące inteligencje, style uczenia się i wartości, które kierują naszym postępowaniem i motywują do działania. Programy te nie są kursami pomagającymi w uczeniu się, ale dostarczają nam narzędzi, które pozwalają wykorzystywać nasze wewnętrzne zasoby w pracy umysłowej. Przede wszystkim pozwalają zdefiniować nasze systemy reprezentacyjne i dostosować narzędzia do indywidualnych strategii. Pomagają przezwyciężyć model masowej edukacji i dostosować proces uczenia się do indywidualnych preferencji ucznia. Programy zawierają wiedzę wspomnianych wcześniej autorów takich jak Edward de Bono, Tony Buzan, ale także Robert Fisher, Daniel Goleman, oraz Richard Bandler i John Grinder. Firmy szkoleniowe funkcjonujące na polskim rynku wykorzystują prace wszystkich wymienionych autorów próbując „opakować” wykorzystane teorie w atrakcyjną nazwę. Nie zawsze są to jednak wartościowe programy. Ostatnio ma polskim rynku ukazała się znakomita książka dra Johna Mediny „12 sposobów na supermózg” Znajduje się ona na liście 10 najważniejszych książek w biznesie New York Timesa. Autor jest biologiem molekularnym i przedstawia w niej wyniki badań nad mózgiem i ich wpływ na uczenie się i zapamiętywanie. Ponadto prezentuje sposoby wykorzystania tej wiedzy w codziennej pracy zarówno w szkole, jak i biznesie. To może być kolejna rewolucja, która pomoże zmienić obraz polskiej szkoły.


W Polsce mamy znakomitą tradycję w nauczaniu technik pracy umysłowej i zasad skutecznego działania. Pionierami prakseologii w Polsce są prof. Tadeusz Kotarbiński, prof. Jarosław Rudniański i prof. Zbigniew Pietrasiński. A obecnie są to popularne poradniki Marka Szurawskiego, czy Katarzyny Gozdek-Michaelis. Mówiąc o programach, które mogą pomóc w uczeniu się i zapamiętywaniu wyróżniam programy komputerowe umożliwiające rozpoznanie stylów i strategii uczenia się oraz kursy stacjonarne, podczas których uczestnicy poznają techniki uczenia się, zapamiętywania, szybkiego czytania, a także kreatywnego myślenia. Na początku lat 90-tych ubiegłego wieku pojawiło się mnóstwo poradników dotyczących wykorzystania badań nad mózgiem, m.in. Tony Buzana, Edwarda de Bono. Bestsellerem światowym stała się „Rewolucja w uczeniu” Gordona Drydena i Jeannette Vos, w której zebrano doświadczenia praktyków dotyczących strategii uczenia, zapamiętywania, ale zawierała też prezentację metod i narzędzi uczenia. Autorzy tych poradników byli w Polsce, uczestniczyłem w kilku takich spotkaniach. Sam jestem absolwentem kursu szybkiego czytania. Jako nauczyciel poznawałem kursach sposoby rozpoznawania u uczniów systemów reprezentacji, wykorzystywania w metaprogramów, czy stosowania map myśli w pracy dydaktycznej i - co ważne – również wychowawczej. Dużą popularnością cieszyły się i nadal się cieszą poradniki Howarda Gardnera o koncepcji wielorakich inteligencji. Wszystkie te metody są wykorzystywane obecnie przez firmy szkoleniowe, ale nie przez szkoły. A jeżeli w szkole, to incydentalnie a nie systemowo.
Na stronach internetowych można znaleźć testy pozwalający zdefiniować swoje dominujące inteligencje, style uczenia się i wartości, które kierują naszym postępowaniem i motywują do działania. Programy te nie są kursami pomagającymi w uczeniu się, ale dostarczają nam narzędzi, które pozwalają wykorzystywać nasze wewnętrzne zasoby w pracy umysłowej. Przede wszystkim pozwalają zdefiniować nasze systemy reprezentacyjne i dostosować narzędzia do indywidualnych strategii. Pomagają przezwyciężyć model masowej edukacji i dostosować proces uczenia się do indywidualnych preferencji ucznia. Programy zawierają wiedzę wspomnianych wcześniej autorów takich jak Edward de Bono, Tony Buzan, ale także Robert Fisher, Daniel Goleman, oraz Richard Bandler i John Grinder. Firmy szkoleniowe funkcjonujące na polskim rynku wykorzystują prace wszystkich wymienionych autorów próbując „opakować” wykorzystane teorie w atrakcyjną nazwę. Nie zawsze są to jednak wartościowe programy. Ostatnio ma polskim rynku ukazała się znakomita książka dra Johna Mediny „12 sposobów na supermózg” Znajduje się ona na liście 10 najważniejszych książek w biznesie New York Timesa. Autor jest biologiem molekularnym i przedstawia w niej wyniki badań nad mózgiem i ich wpływ na uczenie się i zapamiętywanie. Ponadto prezentuje sposoby wykorzystania tej wiedzy w codziennej pracy zarówno w szkole, jak i biznesie. To może być kolejna rewolucja, która pomoże zmienić obraz polskiej szkoły.
czwartek, 12 listopada 2009
Szkoła przyszłości w Słupsku – cz. 1.
Dziś spotkałem się z nauczycielami społecznego liceum i gimnazjum w Słupsku. Prezentowałem koncepcję szkoły, którą rozpoczynamy wdrażać od nowego roku. Spotkanie po latach przywołało wiele miłych wspomnień. 14 lat temu rozpocząłem w tej szkole prace nad wdrożeniem autorskiej koncepcji liceum. Nie były to jednak łatwe początki. Jak każda zmian, tak i ta wzbudzała emocje, niepewność, strach. Podchodzono do pomysłu nieufnie, nie wierzono, że koncepcja szkoły się przyjmie. Z rezerwą angażowano się wówczas w ten projekt. Jednak udało się i bardzo szybko przekonaliśmy się, że zmiana powinna być kojarzona jako nowe wyzwanie. Każda zmiana jest zmianą na lepsze – takie towarzyszyło nam z czasem przekonanie. Wszystko to dzięki wspólnej pracy, zaufaniu i pełnemu zaangażowaniu nie tylko nauczycieli, ale rodziców i przedstawicieli zarządu. To czas, kiedy w szkole trzeba było otwierać dodatkowe klasy i remontować pomieszczenia w budynku. Chętnych było więcej niż miejsc, a życie w szkole toczyło się do późnych godzin wieczornych. Panował twórcza atmosfera i duch innowacyjności. Teraz, kiedy po latach przedstawiłem kolejny nowy pomysł na szkołę nie towarzyszyły już negatywne emocje. Pojawiło się kilka standardowych pytań, które nie dotyczyły samej koncepcji, ale sposobu jej realizacji i podstaw teoretycznych. Pomysł na szkołę jest prosty. Wystarczy uzmysłowić sobie, że dziś edukacja odbywa się nie tylko w szkole, że funkcja szkoły nie może ograniczyć się tylko do przekazywania wiedzy, że zadaniem szkoły nie jest wyłącznie przygotowanie do kolejnego etapu kształcenia, ale to, że szkoła ma przygotować do życia w przyszłości, do funkcjonowania w świecie, którego nie potrafimy zdefiniować, w którym nie jesteśmy wstanie zdefiniować zawodów przyszłości. Jakiekolwiek prognozowanie świata za pięć lat jest równie trudne jak jego projekcja za lat dwadzieścia.
Pierwotnie szkoła miała nazywać się Hypertext Schoool Project 21 (HSP21). Jej angielska nazwa (wymyślona przez jednego z pracowników naukowych) nie została jednak przeze mnie zaakceptowana z powodu faktu, że tworzymy ją w Polsce. Szukamy polskiego odpowiednika. Jak więc powinna nazywać się szkoła przyszłości w Słupsku, na czym polega jej koncepcja? Wiemy, że edukacja odbywa się również w świecie wirtualnych gier, portali edukacyjnych, interaktywnych multimediów i aplikacji sieciowych. To prawdziwa konkurencja dla nauczycieli i szkoły. Edukacja odbywa się również tam, gdzie toczy się codzienne życie. Stąd coraz więcej zajęć w przestrzeni publicznej. Stąd wyjazdy na zielone szkoły, wycieczki edukacyjne do muzeów i ważnych miejsc w Polsce i zagranicą . Uczymy się nie tylko od nauczycieli, ale również od siebie nawzajem, kolegów i dzięki ogromnym zasobom Internetu. Wystarczy więc połączyć te trzy przestrzenie, w których toczy się dziś edukacja w spójny system. Warto do tego wykorzystać nowoczesną technologię i zacząć ją stosować w naturalny sposób, w jaki wykorzystujemy ją w swoim codziennym życiu. Zarówno nauczyciele, jak i uczniowie, rodzice, pracownicy dużych korporacji wykorzystują w swojej codziennej pracy telefony, komputery, komunikatory, urządzenia mobilne. Pokolenie Y stosuje w codziennych kontaktach dodatkowe funkcje swoich komórek, iPodów i odtwarzaczy mp3, czy mp4. Dlaczego więc to, z czego korzystamy wszyscy w codziennym życiu nie może zaistnieć na równych prawach w szkole? Dlaczego nie możemy wykorzystać z jednej strony potencjału uczniów w stosowaniu technologii cyfrowej, z drugiej zaś ogromnego potencjału nowoczesnych technologii? Przepis wydaje się prosty. Zacznijmy w systemowy sposób korzystać nie tylko z tablicy i tradycyjnych pomocy naukowych w postaci map, plansz i eksponatów. Włączmy do edukacji również edukację interaktywną, tablice multimedialne i mobilne urządzenia cyfrowe i wirtualną przestrzeń. Korzystajmy z blogów eksperckich, portali tematycznych i telewizyjnych kanałów edukacyjnych dostępnych w sieci, GPS oraz społeczności internetowych. Niech telefon stanie się równoprawnym narzędziem pracy w szkole w takim samym stopniu, w jakim korzystamy z niego w naszym codziennym życiu.
Tak więc pomysł na szkołę przyszłości w Słupsku wbrew pozorom nie jest rewolucyjny. To po prostu ewolucja szkoły w kierunku edukacji ery postindustrialnej. Polega na połączeniu w system różnych przestrzeni, w których odbywa się edukacja i zastosowania w niej nowoczesnych technologii. Stworzymy w ten sposób nie tylko nowoczesne środowisko uczenia się ucznia, rozwijania jego talentów, ale również zadbamy o rozwój dodatkowo sfery emocjonalnej, duchowej i fizycznej. Tym samym przygotujemy uczniów do funkcjonowania w przyszłości, ale też przy okazji ułatwimy przygotowanie do egzaminów, który nie powinien być – jak to ma miejsce teraz – celem samym w sobie. Jeżeli chcemy realizować edukacyjną misję wśród młodego pokolenia, to wykorzystajmy język, którym się ono posługuje i który doskonale znają.


Pierwotnie szkoła miała nazywać się Hypertext Schoool Project 21 (HSP21). Jej angielska nazwa (wymyślona przez jednego z pracowników naukowych) nie została jednak przeze mnie zaakceptowana z powodu faktu, że tworzymy ją w Polsce. Szukamy polskiego odpowiednika. Jak więc powinna nazywać się szkoła przyszłości w Słupsku, na czym polega jej koncepcja? Wiemy, że edukacja odbywa się również w świecie wirtualnych gier, portali edukacyjnych, interaktywnych multimediów i aplikacji sieciowych. To prawdziwa konkurencja dla nauczycieli i szkoły. Edukacja odbywa się również tam, gdzie toczy się codzienne życie. Stąd coraz więcej zajęć w przestrzeni publicznej. Stąd wyjazdy na zielone szkoły, wycieczki edukacyjne do muzeów i ważnych miejsc w Polsce i zagranicą . Uczymy się nie tylko od nauczycieli, ale również od siebie nawzajem, kolegów i dzięki ogromnym zasobom Internetu. Wystarczy więc połączyć te trzy przestrzenie, w których toczy się dziś edukacja w spójny system. Warto do tego wykorzystać nowoczesną technologię i zacząć ją stosować w naturalny sposób, w jaki wykorzystujemy ją w swoim codziennym życiu. Zarówno nauczyciele, jak i uczniowie, rodzice, pracownicy dużych korporacji wykorzystują w swojej codziennej pracy telefony, komputery, komunikatory, urządzenia mobilne. Pokolenie Y stosuje w codziennych kontaktach dodatkowe funkcje swoich komórek, iPodów i odtwarzaczy mp3, czy mp4. Dlaczego więc to, z czego korzystamy wszyscy w codziennym życiu nie może zaistnieć na równych prawach w szkole? Dlaczego nie możemy wykorzystać z jednej strony potencjału uczniów w stosowaniu technologii cyfrowej, z drugiej zaś ogromnego potencjału nowoczesnych technologii? Przepis wydaje się prosty. Zacznijmy w systemowy sposób korzystać nie tylko z tablicy i tradycyjnych pomocy naukowych w postaci map, plansz i eksponatów. Włączmy do edukacji również edukację interaktywną, tablice multimedialne i mobilne urządzenia cyfrowe i wirtualną przestrzeń. Korzystajmy z blogów eksperckich, portali tematycznych i telewizyjnych kanałów edukacyjnych dostępnych w sieci, GPS oraz społeczności internetowych. Niech telefon stanie się równoprawnym narzędziem pracy w szkole w takim samym stopniu, w jakim korzystamy z niego w naszym codziennym życiu.
Tak więc pomysł na szkołę przyszłości w Słupsku wbrew pozorom nie jest rewolucyjny. To po prostu ewolucja szkoły w kierunku edukacji ery postindustrialnej. Polega na połączeniu w system różnych przestrzeni, w których odbywa się edukacja i zastosowania w niej nowoczesnych technologii. Stworzymy w ten sposób nie tylko nowoczesne środowisko uczenia się ucznia, rozwijania jego talentów, ale również zadbamy o rozwój dodatkowo sfery emocjonalnej, duchowej i fizycznej. Tym samym przygotujemy uczniów do funkcjonowania w przyszłości, ale też przy okazji ułatwimy przygotowanie do egzaminów, który nie powinien być – jak to ma miejsce teraz – celem samym w sobie. Jeżeli chcemy realizować edukacyjną misję wśród młodego pokolenia, to wykorzystajmy język, którym się ono posługuje i który doskonale znają.
czwartek, 29 października 2009
Wydawnictwo Szkolne PWN wyznacza nowe standardy.
W ostatnim czasie możemy zaobserwować wiele ważnych inicjatyw związanych z wykorzystaniem w edukacji nowoczesnych technologii, kreowaniem kultury mediów i potrzebą dzielenia się wiedzą w tym obszarze. Niedawno jako internauta uczestniczyłem w konferencji online, którą prowadził prof. Miodek. Natomiast w Warszawie odbyła się konferencja Innowacyjne zarządzanie w polskiej oświacie, która zdaniem jej organizatorów była pierwszą w Polsce konferencją przeprowadzoną w formie Web 2.0 z jednoczesną możliwością uczestnictwa na żywo w debacie online. Niemal w tym samym czasie pojawiła się kolejna inicjatywa wykorzystująca przekaz w sieci. Tym razem Wydawnictwo Szkolne PWN postanowiło transmitować skierowane do nauczycieli warsztaty z nowoczesnych technologii. Wszystkie przeprowadziła firma TransmisjeOnline.pl - lider technologiczny na polskim rynku tego typu rozwiązań. Wydawnictwo już zapowiada, że nie jest to działanie jednorazowe i planuje kolejne. Pierwsza, pełna transmisja online z 4 godzinnego szkolenia zorganizowanego przez Wydawnictwo odbyła się 28 października br. Uczestniczyło w nich ponad 300 internautów. Ze zrozumieniem komentowali oni pewne niedoskonałości tego typu przekazu doceniając jednocześnie ważną inicjatywę, innowacyjną technologię i dużą wartość merytoryczną szkolenia. Projekt ten uważam za niezwykle udany z dwóch powodów. Po pierwsze, Wydawnictwo wyznaczyło nowy szlak dla form kontaktów ze swoimi klientami i jako pierwsze odważyło się eksperymentować w edukacji z tą formą doskonalenia. Jednocześnie stworzyło standardy w dostarczaniu nauczycielom wiedzy na żądanie w postaci bezpośrednich transmisji. To pierwsze w Polsce wydawnictwo, które swoje konferencje transmituje w sieci. To bardzo cenna inicjatywa.
Druga wartość, którą zyskało Wydawnictwo, to możliwość wykorzystania faktu niedoskonałości, jakie towarzyszyły transmisji online, do tworzenia przestrzeni do rozwoju tego typu inicjatyw. To doskonałe źródło zbierania informacji o tym, w jakich aspektach można działać lepiej oraz w jaki sposób należy usprawniać wykorzystanie nowych technologii. To okazja szukania odpowiedzi na pytanie: czego nie robić i jak uchronić się przed kolejnymi błędami. To innowacyjne podejście tworzy przestrzeń do eksperymentowania i rozwijania nowoczesnych rozwiązań w edukacji.
Dydaktyka, która nie boi się wykorzystania nowych rozwiązań technologicznych w procesie kształcenia i doskonalenia, wychodzi naprzeciw trendom zachodzącym w świecie biznesu i otaczającej nas rzeczywistości. Wytyczanie nowych kierunków, przebywanie w awangardzie, wymaga odwagi koniecznej do podejmowania eksperymentów. Wymaga odwagi koniecznej do błądzenia po ścieżce prób i błędów. Droga do prawdziwej innowacji to czasem konieczność odchodzenia od benchmarkingu i akceptacji związanego z tym ryzyka. W ten sposób wskazuje się na możliwości i ogromny potencjał tkwiący w transmisjach online.
Doświadczenia Wydawnictwa Szkolnego PWN to doskonałe studium przypadku, które może służyć wszystkim zainteresowanym rozwojem tej formy uczenia. Może być źródłem wiedzy pozwalającej na rozwój i doskonalenia formy przekazów online w edukacji. Biznes świetnie sobie z tym radzi. Przykłady szkoleń, warsztatów i konferencji online w działaniach komercyjnych są coraz liczniejsze. Czas, aby te formy stały się powszechne również w polskiej oświacie. Na pewno wiedza zdobyta przez Wydawnictwo pozwoli na tworzenie rozwiązań prawnych dotyczących określania standardów transmisji online w szkolnej praktyce. A doświadczenie to może być wykorzystane przez MEN przy tworzeniu kolejnych rozporządzeń dotyczących elektronicznych form kształcenia. Szybki rozwój przekazów w sieci będzie możliwy dzięki odważnym i jednocześnie pionierskim działaniom, jakie jest udziałem Wydawnictwa Szkolnego PWN. Dzięki posiadanej wizji i jasno sprecyzowanych celów oraz determinacji w systemie doskonalenia nauczycieli pojawiło się kolejne ważne rozwiązanie w nowoczesnej formie. Z zainteresowaniem będę obserwował dalszy rozwój transmisji online w polskiej edukacji i wykorzystania ich w dydaktyce szkolnej. Zamierzam wykorzystać to doświadczenie w swojej szkole jako systemowe rozwiązanie.


Druga wartość, którą zyskało Wydawnictwo, to możliwość wykorzystania faktu niedoskonałości, jakie towarzyszyły transmisji online, do tworzenia przestrzeni do rozwoju tego typu inicjatyw. To doskonałe źródło zbierania informacji o tym, w jakich aspektach można działać lepiej oraz w jaki sposób należy usprawniać wykorzystanie nowych technologii. To okazja szukania odpowiedzi na pytanie: czego nie robić i jak uchronić się przed kolejnymi błędami. To innowacyjne podejście tworzy przestrzeń do eksperymentowania i rozwijania nowoczesnych rozwiązań w edukacji.
Dydaktyka, która nie boi się wykorzystania nowych rozwiązań technologicznych w procesie kształcenia i doskonalenia, wychodzi naprzeciw trendom zachodzącym w świecie biznesu i otaczającej nas rzeczywistości. Wytyczanie nowych kierunków, przebywanie w awangardzie, wymaga odwagi koniecznej do podejmowania eksperymentów. Wymaga odwagi koniecznej do błądzenia po ścieżce prób i błędów. Droga do prawdziwej innowacji to czasem konieczność odchodzenia od benchmarkingu i akceptacji związanego z tym ryzyka. W ten sposób wskazuje się na możliwości i ogromny potencjał tkwiący w transmisjach online.
Doświadczenia Wydawnictwa Szkolnego PWN to doskonałe studium przypadku, które może służyć wszystkim zainteresowanym rozwojem tej formy uczenia. Może być źródłem wiedzy pozwalającej na rozwój i doskonalenia formy przekazów online w edukacji. Biznes świetnie sobie z tym radzi. Przykłady szkoleń, warsztatów i konferencji online w działaniach komercyjnych są coraz liczniejsze. Czas, aby te formy stały się powszechne również w polskiej oświacie. Na pewno wiedza zdobyta przez Wydawnictwo pozwoli na tworzenie rozwiązań prawnych dotyczących określania standardów transmisji online w szkolnej praktyce. A doświadczenie to może być wykorzystane przez MEN przy tworzeniu kolejnych rozporządzeń dotyczących elektronicznych form kształcenia. Szybki rozwój przekazów w sieci będzie możliwy dzięki odważnym i jednocześnie pionierskim działaniom, jakie jest udziałem Wydawnictwa Szkolnego PWN. Dzięki posiadanej wizji i jasno sprecyzowanych celów oraz determinacji w systemie doskonalenia nauczycieli pojawiło się kolejne ważne rozwiązanie w nowoczesnej formie. Z zainteresowaniem będę obserwował dalszy rozwój transmisji online w polskiej edukacji i wykorzystania ich w dydaktyce szkolnej. Zamierzam wykorzystać to doświadczenie w swojej szkole jako systemowe rozwiązanie.
środa, 17 czerwca 2009
Szczęście dla zuchwałych
Tak zatytułowano jeden z wywiadów zamieszczony w czwartym już numerze MaleMen’a, Profesor John D. Krumboltz – amerykański psycholog, współautor książki „Szczęście to nie przypadek” – mówi w nim o szczęściu, miłości, pracy, planowaniu i osiąganiu celów.
Przeczytałem ten wywiad z zainteresowanie. Poczułem siłę, bo znalazłem kolejne argumenty, aby nie tkwić w schematach i modelach myślowych, ale starać się wychodzić poza dotychczasowe paradygmaty i stereotypy. Każdy może być szczęśliwy, pod warunkiem, że da sobie na to szansę. Skąd tylu nieszczęśliwych wokół nas ludzi? Po pierwsze, staramy się realizować oczekiwania społeczne, często pod presją rówieśników, znajomych, czy też naszych rodziców. Drugi powód, dla którego ludzie nie odczuwają szczęścia to zwykłe lenistwo. Na szczęście bowiem trzeba sobie zapracować, ale tylko trochę – twierdzi prof. Krumboltz. To nie jest trudno, ale nie każdemu się chce. A przecież wystarczy zajmować się tym, co naprawdę lubimy, co nas interesuje, co nas inspiruje i ciekawi. Wymaga to jednak szczerości wobec samego siebie i odwagi, aby to zrobić. Praca pochłania nam dzisiaj tak dużo czasu, że lepiej dla nas, jeśli ją lubimy. W przeciwnym razie odbiera nam energię i chęć do życia – podsumowuje prof. Krumboltz i przekonuje, że już przez sam fakt robienia tego, co kochamy, otrzymujemy ogromną gratyfikację. Niekoniecznie finansową, ale badania pokazują, że ludzi prawdziwie szczęśliwi nie kierują się w życiu chęcią zysku. Robią, co kochają, a nagroda często przychodzi niejako „przy okazji”. Tak jak było to w przypadku Gatesa, Bronsona czy wielu innych, o których możemy czytać w wielu magazynach.
Sam obserwuję wiele osób z branży IT, które realizują swoje marzenie, czerpią z tego satysfakcję, siłę i energię do działania. Powoli zdobywają pozycję i niezależność. Moja pasja kierowania miesięcznikiem „Edukacja i Dialog” jest dla mnie źródłem ogromnej satysfakcji. Zajmując się jednocześnie projektami EFS zdobywam nowe umiejętności i nową wiedzę. Poznaję nowe metody zarządzania. Wiem, że tylko takie podejście do pracy pozwoli mi ją polubić i poczuć, że czas spędzony w pracy jest częścią mojego życia, którego nie mogę trwonić na narzekanie. Podjęcie nowych wyzwań to z mojej strony ryzykowna decyzja, ale tylko podejmując ryzyko, dajemy szansę losowi i samym sobie na przeżycie nieoczekiwanych zdarzeń. A te – zdaniem prof. Krumboltza - możemy tylko przekuć na sukces. Inny wybór, to nie robić nic. To decyzja indywidualna, którą podejmujemy zgodnie z naszymi przekonaniami i systemem wartości.
Warunkiem bycia szczęściarzem – mogę tak również powiedzieć o sobie – jest działanie. Jeśli nic nie robisz, niczego nie możesz zyskać. Dlatego nie mogę zrozumieć tych niezadowolonych z pracy, znudzonych nią i narzekających bez przerwy na swoje kierownictwo osób. Doradziłbym, aby jak najszybciej ją zmienić, zrezygnować, zaryzykować i odejść. Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi w swojej pracy, to po co w niej dalej tkwić? Nie ryzykujemy wiele. Jeżeli porzucimy dotychczasową pracę na rzecz swoich pasji, zainteresowań, to tylko zwiększamy szansę na bycie szczęśliwą i spełnioną osoba. Robiąc to, co lubimy, nawet nie czujemy i nie odbieramy tego jako pracę. Powtarzam na szkoleniach narzekającym nauczycielom, że nie muszą nimi być, bo przecież wybrali ten zawód. A jeżeli nie są zadowoleni ze swojej pracy, to jak najprędzej powinni z niej zrezygnować. Będzie to z korzyścią nie tylko dla nich samych, ale i dla uczniów. Jak nieszczęśliwy, niespełniony i niezadowolony nauczyciel może wychować szczęśliwych i spełnionych obywateli? W odpowiedzi słyszę, że łatwo tak mówić, bo przecież trzeba zarabiać jakoś na chleb. Odpowiadam wówczas, że miliony ludzi zarabia na chleb nie będąc nauczycielami. Jestem tego przykładem. Zrezygnowałem po niemal piętnastu latach pracy jako nauczyciel i dziesięciu latach kierowania szkołą. Stwarzamy sobie tym samym szansę na rozwój i uczenie się nowych rzeczy. Jeśli naszym celem jest zdobycie pieniędzy, to z miejsca skazujemy się na izolację. Nie na porażkę, na izolację. Jeśli chodzi nam wyłącznie o pieniądze, to zawsze łączy się to z frustracją. Unikniemy tej frustracji, jeśli z pasją i z pasji będziemy wykonywać swoje codzienne zadania. Z doświadczenia wielu ludzi wynika, że pieniądze wtedy same przyjdą. To naturalna konsekwencja takiego działania, żaden idealizm. Tak powstają największe fortuny. Jednocześnie wiem, że pieniądze są tylko pochodną tego, co robię i czym się obecnie zajmuję.
Zachęcam więc na swoich zajęciach, aby poddać się autorefleksji. Rzadko przyglądamy się swoim wyborom, swoim motywacjom, w najdrobniejszych nawet sprawach. Zdaniem prof. Krumboltza z tego rodzi się wiedza o samym sobie, o swoich możliwościach, aspiracjach, o swoich kompleksach, które często – jeśli ich sobie nie uświadomimy – mącą nam obraz i przekaz tego, co przeżywamy, lub tego, co się wokół nas dzieje. Taki codzienny trening pozwala na szybkie rozpoznawanie, skąd i kiedy jakaś emocja zaczyna nami kierować. Możemy wówczas świadomie się jej poddać lub ją obserwować i adekwatnie do sytuacji reagować. A każdy dzień przynosi inne bodźce, inne uczucia i różne doświadczenia Tylko obecność „tu i teraz” pozwoli nam czuć się naprawdę szczęśliwymi. Eckhart Tolle w swojej ostatniej książce „Nowa ziemia” powiada, że żyjemy tylko w tej chwili i jest to najważniejsza chwila. Nie powinniśmy żyć tym czego już nie ma i tym, czego jeszcze nie ma. Najważniejszy czas to ten dany nam teraz. Od kilku lat odczuwam potęgę teraźniejszości i jej siłę. Zanurzeni w moment chwili odkrywamy swoje niezwykłe twórcze możliwości. To w tym momencie podejmujemy decyzje o naszych życiowych decyzjach.


Przeczytałem ten wywiad z zainteresowanie. Poczułem siłę, bo znalazłem kolejne argumenty, aby nie tkwić w schematach i modelach myślowych, ale starać się wychodzić poza dotychczasowe paradygmaty i stereotypy. Każdy może być szczęśliwy, pod warunkiem, że da sobie na to szansę. Skąd tylu nieszczęśliwych wokół nas ludzi? Po pierwsze, staramy się realizować oczekiwania społeczne, często pod presją rówieśników, znajomych, czy też naszych rodziców. Drugi powód, dla którego ludzie nie odczuwają szczęścia to zwykłe lenistwo. Na szczęście bowiem trzeba sobie zapracować, ale tylko trochę – twierdzi prof. Krumboltz. To nie jest trudno, ale nie każdemu się chce. A przecież wystarczy zajmować się tym, co naprawdę lubimy, co nas interesuje, co nas inspiruje i ciekawi. Wymaga to jednak szczerości wobec samego siebie i odwagi, aby to zrobić. Praca pochłania nam dzisiaj tak dużo czasu, że lepiej dla nas, jeśli ją lubimy. W przeciwnym razie odbiera nam energię i chęć do życia – podsumowuje prof. Krumboltz i przekonuje, że już przez sam fakt robienia tego, co kochamy, otrzymujemy ogromną gratyfikację. Niekoniecznie finansową, ale badania pokazują, że ludzi prawdziwie szczęśliwi nie kierują się w życiu chęcią zysku. Robią, co kochają, a nagroda często przychodzi niejako „przy okazji”. Tak jak było to w przypadku Gatesa, Bronsona czy wielu innych, o których możemy czytać w wielu magazynach.
Sam obserwuję wiele osób z branży IT, które realizują swoje marzenie, czerpią z tego satysfakcję, siłę i energię do działania. Powoli zdobywają pozycję i niezależność. Moja pasja kierowania miesięcznikiem „Edukacja i Dialog” jest dla mnie źródłem ogromnej satysfakcji. Zajmując się jednocześnie projektami EFS zdobywam nowe umiejętności i nową wiedzę. Poznaję nowe metody zarządzania. Wiem, że tylko takie podejście do pracy pozwoli mi ją polubić i poczuć, że czas spędzony w pracy jest częścią mojego życia, którego nie mogę trwonić na narzekanie. Podjęcie nowych wyzwań to z mojej strony ryzykowna decyzja, ale tylko podejmując ryzyko, dajemy szansę losowi i samym sobie na przeżycie nieoczekiwanych zdarzeń. A te – zdaniem prof. Krumboltza - możemy tylko przekuć na sukces. Inny wybór, to nie robić nic. To decyzja indywidualna, którą podejmujemy zgodnie z naszymi przekonaniami i systemem wartości.
Warunkiem bycia szczęściarzem – mogę tak również powiedzieć o sobie – jest działanie. Jeśli nic nie robisz, niczego nie możesz zyskać. Dlatego nie mogę zrozumieć tych niezadowolonych z pracy, znudzonych nią i narzekających bez przerwy na swoje kierownictwo osób. Doradziłbym, aby jak najszybciej ją zmienić, zrezygnować, zaryzykować i odejść. Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi w swojej pracy, to po co w niej dalej tkwić? Nie ryzykujemy wiele. Jeżeli porzucimy dotychczasową pracę na rzecz swoich pasji, zainteresowań, to tylko zwiększamy szansę na bycie szczęśliwą i spełnioną osoba. Robiąc to, co lubimy, nawet nie czujemy i nie odbieramy tego jako pracę. Powtarzam na szkoleniach narzekającym nauczycielom, że nie muszą nimi być, bo przecież wybrali ten zawód. A jeżeli nie są zadowoleni ze swojej pracy, to jak najprędzej powinni z niej zrezygnować. Będzie to z korzyścią nie tylko dla nich samych, ale i dla uczniów. Jak nieszczęśliwy, niespełniony i niezadowolony nauczyciel może wychować szczęśliwych i spełnionych obywateli? W odpowiedzi słyszę, że łatwo tak mówić, bo przecież trzeba zarabiać jakoś na chleb. Odpowiadam wówczas, że miliony ludzi zarabia na chleb nie będąc nauczycielami. Jestem tego przykładem. Zrezygnowałem po niemal piętnastu latach pracy jako nauczyciel i dziesięciu latach kierowania szkołą. Stwarzamy sobie tym samym szansę na rozwój i uczenie się nowych rzeczy. Jeśli naszym celem jest zdobycie pieniędzy, to z miejsca skazujemy się na izolację. Nie na porażkę, na izolację. Jeśli chodzi nam wyłącznie o pieniądze, to zawsze łączy się to z frustracją. Unikniemy tej frustracji, jeśli z pasją i z pasji będziemy wykonywać swoje codzienne zadania. Z doświadczenia wielu ludzi wynika, że pieniądze wtedy same przyjdą. To naturalna konsekwencja takiego działania, żaden idealizm. Tak powstają największe fortuny. Jednocześnie wiem, że pieniądze są tylko pochodną tego, co robię i czym się obecnie zajmuję.
Zachęcam więc na swoich zajęciach, aby poddać się autorefleksji. Rzadko przyglądamy się swoim wyborom, swoim motywacjom, w najdrobniejszych nawet sprawach. Zdaniem prof. Krumboltza z tego rodzi się wiedza o samym sobie, o swoich możliwościach, aspiracjach, o swoich kompleksach, które często – jeśli ich sobie nie uświadomimy – mącą nam obraz i przekaz tego, co przeżywamy, lub tego, co się wokół nas dzieje. Taki codzienny trening pozwala na szybkie rozpoznawanie, skąd i kiedy jakaś emocja zaczyna nami kierować. Możemy wówczas świadomie się jej poddać lub ją obserwować i adekwatnie do sytuacji reagować. A każdy dzień przynosi inne bodźce, inne uczucia i różne doświadczenia Tylko obecność „tu i teraz” pozwoli nam czuć się naprawdę szczęśliwymi. Eckhart Tolle w swojej ostatniej książce „Nowa ziemia” powiada, że żyjemy tylko w tej chwili i jest to najważniejsza chwila. Nie powinniśmy żyć tym czego już nie ma i tym, czego jeszcze nie ma. Najważniejszy czas to ten dany nam teraz. Od kilku lat odczuwam potęgę teraźniejszości i jej siłę. Zanurzeni w moment chwili odkrywamy swoje niezwykłe twórcze możliwości. To w tym momencie podejmujemy decyzje o naszych życiowych decyzjach.
Etykiety:
doskonalenie nauczycieli,
MaleMen,
wychowanie do szczęścia
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
Nauczyciele nowej generacji
Jakie powinno być pokolenie nauczycieli, które uczy generację Google? Spotykam w polskich szkołach nauczycieli nowej generacji, którzy zupełnie inaczej postrzegają swoją rolę w dzisiejszej szkole . Pokolenie to nie potrzebuje swojej wartości budować w oparciu o przywileje Karty Nauczyciela, gwarancje zatrudnienia, wcześniejszej emerytury i zabezpieczenia socjalnego. Ceni sobie dłuższe wakacje, kilka godzin dziennie zajęć dydaktycznych, możliwość wpływania na przyszłe pokolenia. Korzysta z tego i cieszy się, że przed nim tyle jest do zrobienia i osiągnięcia. Pokolenie to zna swoją wartość i wie, że przyszłość zależy od nich samych, od zdobytej wiedzy i umiejętności. Nauczyciele reprezentujący je posiadają kompetencje, które są cenne na rynku pracy i przydatne do ciągłego uczenia się i własnego rozwoju. Uczestniczą w wielu projektach finansowanych z Europejskich Funduszy Społecznych. W nich widzą szansę na dodatkowe źródło dochodów. Prowadzą zajęcia na uczelniach, szkolą innych nauczycieli, uczą języków i sami się ciągle doskonalą. Nie rozumieją często hierarchii panującej w szkole i tzw. życia pokoju nauczycielskiego. Szukają sposobów na tworzenie nowoczesnej dydaktyki i nie narzekają na ministerialny gorset. Wiedzą, że mają rację i są bezkompromisowi w swojej pracy. Rozumieją, że uczniowie cenią sobie interaktywną edukację, a szkoła bez dostępu i możliwości wykorzystania mobilnej technologii skazana jest na krytykę. Nauczyciele nowej generacji inaczej postrzegają siebie, swoją rolę w szkole i w relacjach z uczniami oraz innymi nauczycielami. Inaczej też budują swój autorytet. Uczestniczą w społecznościach internetowych, surfują i dzielą się swoją specjalistyczną wiedzą na portalach tematycznych. Chcą być prawdziwymi ekspertami od strategii uczenia się przez całe życie. Do nich właśnie kierowany jest ekskluzywny miesięcznik „Edukacja i Dialog”. To pismo dla nowocześnie myślących nauczycieli, którzy rozumieją, że dzisiejsza szkoła musi się zmienić, że zmienia się rola nauczyciela, że przestał on już być podstawowym źródłem wiedzy i nie może konkurować z setkami kanałów telewizyjnych oraz portalami internetowymi. Wspierają swoich uczniów, motywują i inspirują do wykorzystywania w pełni swoich zasobów i talentów. Przekonują ich, aby nie koncentrować się na deficytach, ale swoich mocnych stronach, bo to pozwala osiągnąć w życiu sukces. Takich właśnie nauczycieli zapraszam do szkoły przyszłości. O przynależności do nowej generacja nauczycieli nie decyduje wiek, miejsce zamieszkania, czy zakres działalności, ale postawa i świadomość wyzwań współczesnego świata.

poniedziałek, 9 lutego 2009
Błąd zaniechania w edukacji
W zarządzaniu często mówi się, że wiele większym błędem, niż zrobienie czegoś źle, jest błąd zaniechania. Dlaczego mówię o nim w kontekście budowania szkoły w społeczeństwie postindustrialnym? Błąd braku decyzji o tworzeniu nowego modelu szkoły powoduje, że zabieramy sobie szansę na zbudowanie lepszej, bardziej efektywnej i nowoczesnej edukacji. Zapewniam, że w tak pojmowanej szkole epoki postindustrialnej jest miejsce na rozwój społecznych kompetencji, na kształcenie i wychowanie szczęśliwego społeczeństwa, otwartego na zmiany, przedsiębiorczych obywateli z poczuciem własnej wartości, uczniów gotowych na przyjęcie wyzwań związanych z działaniem na rzecz modernizacji naszego kraju.
Często słyszę pytanie, dlaczego mamy zmieniać edukację, skoro nasi uczniowie wygrywają międzynarodowe olimpiady informatyczne, przewyższają wiedzą swoich rówieśników w amerykańskich szkołach, a my wykształceni w tamtej szkole wyrośliśmy na porządnych ludzi? Skoro tak, to dlaczego osiągamy tak słabe wyniki w badaniach PISA? Dlaczego w polskiej szkole jest agresja i przemoc, a uczniowie twierdzą, że źródłem wiarygodnej informacji jest częściej Internet niż nauczyciel? Odpowiedzią i argumentem za zmianą modelu i systemu kształcenia jest pojawienie się w polskich szkołach nowego pokolenia. Jak przypomina portal nowoczesnej edukacji Edunews.pl w 2001 roku Marc Prensky opublikował swój głośny artykuł pod tytułem „Cyfrowi tubylcy i cyfrowi imigranci”. Tak nazwał przedstawicieli młodszego (dorastającego już w erze informacyjnej) pokolenia i starszą generację, w której życie komputer wkroczył dopiero, kiedy jej członkowie dorastali lub byli już dorośli. Ten podział był bardzo cenny dla zrozumienia funkcjonowania jednostek w nowych warunkach, jakie nastały wraz z rozwojem Internetu, ale obecnie warto obecnie przyjrzeć się innym wymiarom, dzięki którym trwa cywilizacyjny rozwój. Wśród nich znajdziemy właśnie pojawienie się cyfrowej mądrości (ang. digital wisdom).
Kto zapłaci za błąd zaniechania w wprowadzeniu do szkół nowej dydaktyki? Kto obliczy koszty corocznego opóźnienia zmiany modelu edukacji. Kto oszacuje straty za brak przygotowania nauczycieli na wyzwania dzisiejszych czasów i stworzenia szkoły XXI wieku? Dlaczego nie chcemy wykorzystać naturalnych umiejętności pokolenia cyfrowego i stworzyć w szkole miejsce do rozwijania kompetencji społeczeństwa wiedzy? Co takiego musi się stać, aby decydenci zaczęli działać w bardziej zdecydowany sposób? Czy musi nas dosięgnąć w szkole kryzys, który sprawi, że zaczniemy szukać nowych rozwiązań, tak jak teraz poszukuje się 20 miliardów złotych oszczędności? Czy za ten błąd zaniechania nie płaci już dziś pokolenie cyfrowe?

Często słyszę pytanie, dlaczego mamy zmieniać edukację, skoro nasi uczniowie wygrywają międzynarodowe olimpiady informatyczne, przewyższają wiedzą swoich rówieśników w amerykańskich szkołach, a my wykształceni w tamtej szkole wyrośliśmy na porządnych ludzi? Skoro tak, to dlaczego osiągamy tak słabe wyniki w badaniach PISA? Dlaczego w polskiej szkole jest agresja i przemoc, a uczniowie twierdzą, że źródłem wiarygodnej informacji jest częściej Internet niż nauczyciel? Odpowiedzią i argumentem za zmianą modelu i systemu kształcenia jest pojawienie się w polskich szkołach nowego pokolenia. Jak przypomina portal nowoczesnej edukacji Edunews.pl w 2001 roku Marc Prensky opublikował swój głośny artykuł pod tytułem „Cyfrowi tubylcy i cyfrowi imigranci”. Tak nazwał przedstawicieli młodszego (dorastającego już w erze informacyjnej) pokolenia i starszą generację, w której życie komputer wkroczył dopiero, kiedy jej członkowie dorastali lub byli już dorośli. Ten podział był bardzo cenny dla zrozumienia funkcjonowania jednostek w nowych warunkach, jakie nastały wraz z rozwojem Internetu, ale obecnie warto obecnie przyjrzeć się innym wymiarom, dzięki którym trwa cywilizacyjny rozwój. Wśród nich znajdziemy właśnie pojawienie się cyfrowej mądrości (ang. digital wisdom).
Kto zapłaci za błąd zaniechania w wprowadzeniu do szkół nowej dydaktyki? Kto obliczy koszty corocznego opóźnienia zmiany modelu edukacji. Kto oszacuje straty za brak przygotowania nauczycieli na wyzwania dzisiejszych czasów i stworzenia szkoły XXI wieku? Dlaczego nie chcemy wykorzystać naturalnych umiejętności pokolenia cyfrowego i stworzyć w szkole miejsce do rozwijania kompetencji społeczeństwa wiedzy? Co takiego musi się stać, aby decydenci zaczęli działać w bardziej zdecydowany sposób? Czy musi nas dosięgnąć w szkole kryzys, który sprawi, że zaczniemy szukać nowych rozwiązań, tak jak teraz poszukuje się 20 miliardów złotych oszczędności? Czy za ten błąd zaniechania nie płaci już dziś pokolenie cyfrowe?
sobota, 10 stycznia 2009
Don Tapscott i autorzy raportu „Digital Youth Research” dla edukacji
W poprzednim poście ogłosiłem symboliczną śmierć starej edukacji. Tym bardziej nie zdziwiły mnie badania Ośrodka Badań Młodzieży Uniwersytetu Warszawskiego, z których wynika, że tylko 6 proc. warszawskich uczniów uznaje nauczycieli za ważne źródło wiedzy, natomiast aż 77 proc. twierdzi, że więcej dowiadują się od swoich kolegów i z Internetu. Znamienne jest to, że istotne dla funkcjonowania w erze cyfrowej umiejętności rozwijane są przez uczniów w sieci poza szkołą. Uczniowie kształcą w ten sposób innowacyjność, rozwiązywanie problemów, współpracę, komunikację, aktywne eksperymentowanie i posługiwanie najnowszą technologią informacyjno-komunikacyjną. Pamiętajmy jednocześnie, że nowoczesna technologia to nie wszystko. Jeśli szkoła ma pomóc uczniowi w podejmowaniu odpowiedzialności za własne życie, za własne zadania, za ludzi, których pozna i z którymi będzie pracował i żył, jeśli ma poruszyć jego wyobraźnię i natchnąć ducha, to warto pamiętać, że odkrywanie siebie samego jest ważniejsze niż odkrywanie świata, że życie to maraton, a nie wyścigi konne i wiedzieć „gdzie”, „jak” i „dlaczego” to ważniejsze, niż wiedzieć „co”. W szkole powinno być jak w pracy i vice versa.
Era przemysłowa ustąpiła miejsce gospodarce, w której wiedza stanowi główne źródło bogactwa. Czas więc w edukacji na zmianę nie tylko myślenia i budowania nowej świadomości, ale przede wszystkim sposobów działania w kierunku tworzenia nowego modelu kształcenia i doskonalenia nauczycieli. Zmiany i tak nastąpią, kiedy do głosu dojdzie pokolenie sieci. Jednak już dziś można stworzyć warunki do ich realizacji. Świat biznesu to rozumie, ale edukacja jako najważniejszy instrument modernizacji kraju zmienia się najwolniej i zdaje się nie zauważać potrzeby zmian. Edwin Bendyk w najnowszej „Polityce” (10 stycznia 2009) zastanawia się nawet czy edukacja nie jest czasem największym hamulcowym rozwoju naszego kraju. Pisze również o braku zrozumienia generacji Y przez dorosłych. Podobnie autorzy opublikowanego niedawno raportu „Digital Youth Research” i Don Tapscott –kanadyjski badacz Internetu – twierdzą, że dzieci sieci nie tylko słuchają innej muzyki i oglądają inne filmy niż ich nauczyciele, ale przede wszystkim korzystają z innych narzędzi do komunikacji. Wolą korzystać ze Skype’a i GG Network niż telefonu komórkowego. Niestety, do tej pory nie powstało żadne systemowe rozwiązanie stwarzające przestrzeń dla prawdziwych innowacji w edukacji. Stąd konieczność zupełnej zmiany sposobu uczenia zainicjowanej przez samych nauczycieli. O ile uczniowie świetnie sobie radzą z poruszaniem się po Internecie, o tyle trudniej jest im z informacji zdobytych w Internecie tworzyć nową wiedzę. Nauczyciele są więc osobami, które przede wszystkim organizują przestrzeń do uczenia się uczniów wykorzystując do tego nowoczesne metody i narzędzia pracy.
Ostatnio spotkałem się z fantastyczną grupą nauczycieli, którzy rozumieją, że sukces dzisiejszej szkoły polega przede wszystkim na korzystaniu z naturalnych umiejętności pokolenia cyfrowego. Stąd stosowane są na lekcjach blogi, webquesty, smsy, różne modele e-learningu. Spotkani przeze mnie nauczyciele sami prowadzą swoje blogi i udostępniają je w sieci. Stworzyli grupę na GoldenLine i w ten sposób współpracują umawiając się na spotkania nie tylko w sieci, informują o ważnych wydarzeniach edukacyjnych. Planują też spotkania w Second Life i stworzenie tam szkolnych klas, w których uczniowie będę mogli planować realizację swoich projektów. Nauczyciele nowej ery wymieniają się doświadczeniami, materiałami i szukają kolejnych propozycji. Nie udają, że wszystko wiedzą. Rozumieją, że uczniowie poszukują informacji w sieci, a nie w szkole. Mają świadomość, że najczęściej odwiedzany portal społecznościowy przez uczniów, to nie nasza-klasa.pl, ale przede wszystkim epuls.pl, grono.net, fotka.pl, wykop.pl, gdzie uczniowie tworzą swoje grupy i e-kluby z różnych dziedzin. Warto tam zajrzeć i zobaczyć, o czym rozmawiają, czym się interesują i jak postrzegają dzisiejszą szkołę.
Era przemysłowa ustąpiła miejsce gospodarce, w której wiedza stanowi główne źródło bogactwa. Czas więc w edukacji na zmianę nie tylko myślenia i budowania nowej świadomości, ale przede wszystkim sposobów działania w kierunku tworzenia nowego modelu kształcenia i doskonalenia nauczycieli. Zmiany i tak nastąpią, kiedy do głosu dojdzie pokolenie sieci. Jednak już dziś można stworzyć warunki do ich realizacji. Świat biznesu to rozumie, ale edukacja jako najważniejszy instrument modernizacji kraju zmienia się najwolniej i zdaje się nie zauważać potrzeby zmian. Edwin Bendyk w najnowszej „Polityce” (10 stycznia 2009) zastanawia się nawet czy edukacja nie jest czasem największym hamulcowym rozwoju naszego kraju. Pisze również o braku zrozumienia generacji Y przez dorosłych. Podobnie autorzy opublikowanego niedawno raportu „Digital Youth Research” i Don Tapscott –kanadyjski badacz Internetu – twierdzą, że dzieci sieci nie tylko słuchają innej muzyki i oglądają inne filmy niż ich nauczyciele, ale przede wszystkim korzystają z innych narzędzi do komunikacji. Wolą korzystać ze Skype’a i GG Network niż telefonu komórkowego. Niestety, do tej pory nie powstało żadne systemowe rozwiązanie stwarzające przestrzeń dla prawdziwych innowacji w edukacji. Stąd konieczność zupełnej zmiany sposobu uczenia zainicjowanej przez samych nauczycieli. O ile uczniowie świetnie sobie radzą z poruszaniem się po Internecie, o tyle trudniej jest im z informacji zdobytych w Internecie tworzyć nową wiedzę. Nauczyciele są więc osobami, które przede wszystkim organizują przestrzeń do uczenia się uczniów wykorzystując do tego nowoczesne metody i narzędzia pracy.
Ostatnio spotkałem się z fantastyczną grupą nauczycieli, którzy rozumieją, że sukces dzisiejszej szkoły polega przede wszystkim na korzystaniu z naturalnych umiejętności pokolenia cyfrowego. Stąd stosowane są na lekcjach blogi, webquesty, smsy, różne modele e-learningu. Spotkani przeze mnie nauczyciele sami prowadzą swoje blogi i udostępniają je w sieci. Stworzyli grupę na GoldenLine i w ten sposób współpracują umawiając się na spotkania nie tylko w sieci, informują o ważnych wydarzeniach edukacyjnych. Planują też spotkania w Second Life i stworzenie tam szkolnych klas, w których uczniowie będę mogli planować realizację swoich projektów. Nauczyciele nowej ery wymieniają się doświadczeniami, materiałami i szukają kolejnych propozycji. Nie udają, że wszystko wiedzą. Rozumieją, że uczniowie poszukują informacji w sieci, a nie w szkole. Mają świadomość, że najczęściej odwiedzany portal społecznościowy przez uczniów, to nie nasza-klasa.pl, ale przede wszystkim epuls.pl, grono.net, fotka.pl, wykop.pl, gdzie uczniowie tworzą swoje grupy i e-kluby z różnych dziedzin. Warto tam zajrzeć i zobaczyć, o czym rozmawiają, czym się interesują i jak postrzegają dzisiejszą szkołę.
czwartek, 1 stycznia 2009
Koniec starej edukacji
Pierwszy dzień nowego roku to znakomita okazja, aby ogłosić rok 2009 początkiem końca XIX-wiecznej szkoły opartej na modelu fabryki. Niech rok 2009 jest prawdziwym początkiem szkoły gospodarki ery informacji. Szkoła jako najbardziej oddalone miejsce od rzeczywistego świata bez dostępu na zajęciach do sieci, tematycznych portali internetowych, specjalistycznych kanałów telewizyjnych, blogów eksperckich, telefonów komórkowych, GPS i tego wszystkiego, z czego korzystają współczesne globalne organizacje, już się wyczerpała. Od kilku już lat obserwujemy niezwykłe przyspieszenie w rozwoju technologii informacyjno-komunikacyjnych, którego potencjału nie wykorzystuje się w codziennej dydaktyce. Dziś młode pokolenie „Y” oczekuje od decydentów nowej edukacji i zrozumienia czasów, w jakich żyjemy. To prawdziwe wyzwanie dla edukacji, która (nie) przygotowuje do życia w przyszłości. Korzystamy ze starych metod uczenia, nie wykorzystujemy najnowszych osiągnięć dotyczących pracy mózgu. Uczeń, który ma przy sobie minikomputer w postaci telefonu i nie może z niego korzystać podczas zajęć, niebawem zacznie ucieka ze szkoły. Jak wskazują badania coraz więcej uczniów nie dostrzega sensu uczęszczania do dzisiejszej szkoły. Coraz więcej rodziców decyduje się na edukację pozaszkolną i korzysta z możliwości domowego nauczania. Archaiczny system doskonalenia nauczycieli wykorzystujący metody pracy, które wyczerpały już swoją formułę, na pewno nie pomaga w modernizacji edukacji. Zmieniając system kształcenia i doskonalenia nauczycieli możemy przyspieszyć transformację szkoły. Za to odpowiedzialne są również ośrodki doskonalenia nauczycieli. Zarówno centralne, jak i publiczne i niepubliczne ośrodki regionalne, które są bardziej elastyczne i innowacyjne od zbiurokratyzowanych instytucji państwowych.
Naszym priorytetem jest stworzenie nowoczesnej dydaktyki z nową przestrzenią w szkole i równoległe budowanie wirtualnego campusu, w którym będzie można realizować w zespołach uczniowskich interesujące projekty. Nie obawiajmy się, że obniży to poziom edukacji, Na pewno będą te projekty zawierały obowiązujące treści podstaw programowych. Należy tylko do realizacji tego celu zacząć wykorzystywać nie tylko nowe formy i modele dydaktyczne, ale przede wszystkim naturalne umiejętności pokolenia cyfrowego. Czy jesteśmy gotowi na to wyzwanie? Zapraszam do obejrzenia prezentacji, której premiera miała miejsce w listopadzie 2008 roku podczas III Konferencji "E-kształcenie w kolegiach - Nowe standardy" w Bielsku Białej.
Naszym priorytetem jest stworzenie nowoczesnej dydaktyki z nową przestrzenią w szkole i równoległe budowanie wirtualnego campusu, w którym będzie można realizować w zespołach uczniowskich interesujące projekty. Nie obawiajmy się, że obniży to poziom edukacji, Na pewno będą te projekty zawierały obowiązujące treści podstaw programowych. Należy tylko do realizacji tego celu zacząć wykorzystywać nie tylko nowe formy i modele dydaktyczne, ale przede wszystkim naturalne umiejętności pokolenia cyfrowego. Czy jesteśmy gotowi na to wyzwanie? Zapraszam do obejrzenia prezentacji, której premiera miała miejsce w listopadzie 2008 roku podczas III Konferencji "E-kształcenie w kolegiach - Nowe standardy" w Bielsku Białej.
poniedziałek, 15 grudnia 2008
Edukacja i Dialog w nowej odsłonie
Wspólnie ze znakomitym zespołem rozpoczynam nowy etap rozwoju Edukacji i Dialogu w kierunku nowoczesnego pisma dla nauczycieli. Ma ono inspirować, motywować i wyznaczać kierunki zmian w polskiej oświacie. Do zespołu redakcyjnego zostali zaproszeni znakomici specjaliści związani z szeroko rozumianą edukacją. Są to osoby ze środowisk akademickich, biznesowych, ale też związani ze szkolną oświatą.
W nowym formacie pismo ma odpowiadać na wyzwania XXI wieku. Czas masowej edukacji, masowej kultury, masowej produkcji kończy się wraz erą przemysłową. W czasach gospodarki opartej na wiedzy oczekujemy zupełnie nowej edukacji. Edukacja i Dialog w nowej formule odpowiada m.in. na następujące pytania:
• jak powinien wyglądać nowy model edukacji,
• które z trendów w edukacji mają wpływ na rozwój nowoczesnej edukacji,
• jak powinien wyglądać model edukacji XXI wieku w kontekście rozwoju technologii informacyjno - komunikacyjnych,
• w jaki sposób wychowywać,
• jak kształtować postawy patriotyczne,
• jak tworzyć udaną współpracę szkoły z rodzicami,
• co znaczy zarządzanie wiedzą w szkole,
• jak wygląda nowoczesny warsztat nauczyciela,
• jak wykorzystać w warsztacie dyrektora szkoły nowoczesne narzędzia zarządzania?
"Edukacja i Dialog" to pismo wydawane na świetnym papierze, z lakierowaną okładka. To ma być "Twój Styl" w wersji dla nauczycieli. Dlatego chcę włączyć tam dział z literaturą i muzyką, oraz modą dla nauczycieli. Nawiązuję współpracę z bankami, a także z biurami podróży, które podpowiadałyby, jak można tanio podróżować w niebanalny i atrakcyjny sposób. Jak ciekawie zacząć poznawać świat. Jednym z ważnych działów chciałbym, aby był ten o stylu życia, a w nim strona na temat wina, historii, szczepów, regionów. Bardzo zależy mi, aby środowisko nauczycieli mogło dzięki artykułom w "Edukacji i Dialogu" kreować interesujące życie, pełne pasji i spełnienia zawodowego. To tylko kwestia decyzji i priorytetów.
Warto zaznaczyć, że „Edukacja i Dialog” to projekt wielomedialny, na który składają się:
1. portal internetowy „Edukacji i Dialogu”,
2. cykl „Autorytety dla edukacji”,
3. nowoczesny miesięcznik w eleganckiej formie drukowanej.
Zapraszam do lektury i współpracy! Więcej na stronie www.eid.edu.pl
W nowym formacie pismo ma odpowiadać na wyzwania XXI wieku. Czas masowej edukacji, masowej kultury, masowej produkcji kończy się wraz erą przemysłową. W czasach gospodarki opartej na wiedzy oczekujemy zupełnie nowej edukacji. Edukacja i Dialog w nowej formule odpowiada m.in. na następujące pytania:
• jak powinien wyglądać nowy model edukacji,
• które z trendów w edukacji mają wpływ na rozwój nowoczesnej edukacji,
• jak powinien wyglądać model edukacji XXI wieku w kontekście rozwoju technologii informacyjno - komunikacyjnych,
• w jaki sposób wychowywać,
• jak kształtować postawy patriotyczne,
• jak tworzyć udaną współpracę szkoły z rodzicami,
• co znaczy zarządzanie wiedzą w szkole,
• jak wygląda nowoczesny warsztat nauczyciela,
• jak wykorzystać w warsztacie dyrektora szkoły nowoczesne narzędzia zarządzania?
"Edukacja i Dialog" to pismo wydawane na świetnym papierze, z lakierowaną okładka. To ma być "Twój Styl" w wersji dla nauczycieli. Dlatego chcę włączyć tam dział z literaturą i muzyką, oraz modą dla nauczycieli. Nawiązuję współpracę z bankami, a także z biurami podróży, które podpowiadałyby, jak można tanio podróżować w niebanalny i atrakcyjny sposób. Jak ciekawie zacząć poznawać świat. Jednym z ważnych działów chciałbym, aby był ten o stylu życia, a w nim strona na temat wina, historii, szczepów, regionów. Bardzo zależy mi, aby środowisko nauczycieli mogło dzięki artykułom w "Edukacji i Dialogu" kreować interesujące życie, pełne pasji i spełnienia zawodowego. To tylko kwestia decyzji i priorytetów.
Warto zaznaczyć, że „Edukacja i Dialog” to projekt wielomedialny, na który składają się:
1. portal internetowy „Edukacji i Dialogu”,
2. cykl „Autorytety dla edukacji”,
3. nowoczesny miesięcznik w eleganckiej formie drukowanej.
Zapraszam do lektury i współpracy! Więcej na stronie www.eid.edu.pl
niedziela, 14 grudnia 2008
Jimmy Wales - twórca Wikipedii o edukacji
Przeczytałem na portalu interaktywnie.com, że Jimmy Wales – twórca Wikipedii, zapowiada rewolucję w dziedzinie edukacji. Twierdzi, że młode pokolenie będzie uczyło się samodzielnie i w zgodzie z własnymi zainteresowaniami. Znane nam współcześnie szkoły - laboratoria językowe, to zdaniem Walesa przeszłość. Wiele już na ten temat pisałem. Zapowiadam od kilku już lat, że wiele aktywności szkolnych zostanie przeniesionych do Internetu. Wirtualne pracownie chemiczne, czy fizyczne, a także dostęp przez Internet do kanałów telewizyjnych to już rzeczywistość, w której porusza się nowe pokolenie uczniów w naturalny sposób. Wiedzę zdobywają właściwie korzystając z zasobów sieci, a także często z specjalistycznych programów telewizyjnych. Wirtualne środowisko i gry dydaktyczne pozwalają wykorzystać indywidualne preferencje, style i strategie uczenia się uczniów. Szkoła stanie się rzeczywistym miejscem uczenia się, a nie nauczania. Twierdzę, podobnie jak Wales, że nauczyciele będą pełnić w szkole zupełnie inną rolę niż dotychczas. Staną się mentorami i opiekunami uczniów i studentów. Agnieszka Maciuk z Vattenfall Heat Polska zwróciła uwagę, że polski system edukacji w ogóle kładzie nacisk na uczenie wiedzy, a nie umiejętności, uczniowie mają za mało zajęć praktycznych. Stąd nowe zadanie dla nauczycieli.
Kierunek zmian potwierdza również grupa ekspertów z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. W opublikowanym raporcie czytam, że w Polce pogłębia się przepaść między umiejętnościami nauczanymi w szkole i na studiach, a kompetencjami potrzebnymi na rynku pracy. Również przygotowanie absolwentów odbiega od oczekiwań pracodawców. Brak wykwalifikowanych pracowników ogranicza rozwój przedsiębiorstw. Zachęcam do lektury raportu i rekomendacji dotyczących niezbędnych zmian w szeroko rozumianym modelu kształcenia. Warto tutaj zajrzeć!
Kierunek zmian potwierdza również grupa ekspertów z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. W opublikowanym raporcie czytam, że w Polce pogłębia się przepaść między umiejętnościami nauczanymi w szkole i na studiach, a kompetencjami potrzebnymi na rynku pracy. Również przygotowanie absolwentów odbiega od oczekiwań pracodawców. Brak wykwalifikowanych pracowników ogranicza rozwój przedsiębiorstw. Zachęcam do lektury raportu i rekomendacji dotyczących niezbędnych zmian w szeroko rozumianym modelu kształcenia. Warto tutaj zajrzeć!
niedziela, 23 listopada 2008
Rok 2009 będzie Europejskim Rokiem Kreatywności i Innowacyjności
Komisja Europejska ogłosiła rok 2009 Europejskim Rokiem Kreatywności i Innowacyjności. Ponieważ Unia Europejska dąży do osiągnięcia pozycji najbardziej konkurencyjnej gospodarki opartej na wiedzy, należy rozwinąć umiejętności w dziedzinach, które zmierzają do budowy społeczeństwa zorientowanego na wiedzę. Obszary te, to min. nauka, ekonomia, matematyka, biznes, media, badania, a także społeczny i regionalny rozwój Unii Europejskiej. Każdy kreatywny pomysł, który nie został wdrożony, nie można nazwać innowacją. Zastanawiam się, jak na to kolejne wyzwanie Komisji Europejskiej zareagują nasze szkoły i cały system doskonalenia. Na portalu Edunews.pl została zamieszczona mapa umiejętności XXI wieku. Jedną z kluczowych umiejętności społeczeństwa wiedzy jest właśnie kreatywność i innowacyjność, którą autorzy definiują jako:
- wykazywanie się pomysłowością i oryginalnymi pomysłami w pracy,
- rozwijanie i wprowadzanie nowych pomysłów w życie i dzielenie się nimi z innymi,
- bycie otwartym i tolerancyjnym na inne sposoby myślenia,
- zaangażowanie w innowacyjne działania, które mogą przynieść trwały i wymierny efekt.
Kto ma tego nauczyć, czy nauczyciel może dać coś więcej, niż sam posiada i potrafi? Jak wielu z nauczycieli traktuje innowacyjność w dydaktyce jako normę, ale i konieczność w rozwoju własnego warsztatu pracy?
W sieci znalazłem wiele interesujących dyskusji wokół prezentacji, którą zamieszczam niżej. Czy to możliwe? Tablica za 90 dolarów? A jednak... Zachęcam do obejrzenia filmu i refleksji nad przygotowaniem w naszych szkołach uczniów do kreatywnego i innowacyjnego podejścia. Czy jesteśmy gotowi na to wyzwanie w dzisiejszej szkole, która cały czas tkwi w modelu edukacji XIX wieku?
- wykazywanie się pomysłowością i oryginalnymi pomysłami w pracy,
- rozwijanie i wprowadzanie nowych pomysłów w życie i dzielenie się nimi z innymi,
- bycie otwartym i tolerancyjnym na inne sposoby myślenia,
- zaangażowanie w innowacyjne działania, które mogą przynieść trwały i wymierny efekt.
Kto ma tego nauczyć, czy nauczyciel może dać coś więcej, niż sam posiada i potrafi? Jak wielu z nauczycieli traktuje innowacyjność w dydaktyce jako normę, ale i konieczność w rozwoju własnego warsztatu pracy?
W sieci znalazłem wiele interesujących dyskusji wokół prezentacji, którą zamieszczam niżej. Czy to możliwe? Tablica za 90 dolarów? A jednak... Zachęcam do obejrzenia filmu i refleksji nad przygotowaniem w naszych szkołach uczniów do kreatywnego i innowacyjnego podejścia. Czy jesteśmy gotowi na to wyzwanie w dzisiejszej szkole, która cały czas tkwi w modelu edukacji XIX wieku?
czwartek, 30 października 2008
Instytucje - usankcjonowany chaos
Przypomniałem sobie ostatnio rozmowę z przedstawicielem jednego z ośrodków szkoleniowych w Holandii. To odpowiednik samorządowego ośrodka doskonalenia nauczycieli w Polsce. Działają one przede wszystkim na użytek szkół. Pomagają im w rozwiązywaniu problemów metodycznych, wychowawczych, a także w zakresie zarządzania. Ośrodki te finansowane są przede wszystkim przez szkoły, które dostrzegają sens ich istnienia i widzą potrzebę funkcjonowania placówki doradczo-konsultingowej w obszarze edukacji. To w ośrodkach prowadzone są badania, to tam zespoły konsultantów rozwiązują i przygotowują programy dla szkół, zarówno szkoleniowe, jak i naprawcze. Wygląda to tak, że szkoła zgłasza problem konsultantom takiego ośrodka, a ten wykorzystując swoje zasoby lub zapraszając innych ekspertów do współpracy przygotowuje programy. Spotkałem się z działaniem grupy ekspertów dla jednej z warszawskich szkół. Zwróciła się ona z prośbą do konsultantów ds. zrządzania oświatą o rozwiązanie problemu i zbudowania zintegrowanego systemu zarządzania wiedzą w szkole. Przez kilka tygodni konsultanci pracowali z dyrektorem szkoły i wybranymi nauczycielami nad rozwiązaniem problemu, opracowaniu programów szkoleń, które rzeczywiście odpowiadają potrzebom szkoły. Dziś szkoła ta jest jedną z najlepszych szkół w Warszawie. Zrozumiała, że sama nie jest w stanie rozwiązać swojego problemu. Skorzystała z pomocy tych, którzy posiadają wiedzę oraz umiejętności i potrafią skutecznie pomagać innym. W tym widzę cel i misję funkcjonowania organizacji konsultingowych i doradczych. Taka instytucja bez wątpienia usprawiedliwia swoje istnienie. Właśnie dowiedziałem się o powołaniu nowej placówki o charakterze konsultingowej specjalizującej się w zarządzaniu oświatą. Przygotowuje ona nie tylko szkolenia, tworzy programy i dostarcza specjalistyczną wiedzę, ale prowadzi również badania w dziedzinie oświaty. Rzeczywiście pomaga rozwiązywać problemy polskich nauczycieli. Warto, aby takich instytucji przybywało, tym bardziej, że można korzystać z unijnych funduszy, które rzeczywiście inwestują w polską edukację, a nie tworzą kolejne projekty i ich budżety. Postuluję, aby stworzyć listę problemów polskiej oświaty i odpowiedzieć sobie na pytanie, które z instytucji do tego powołanych rzeczywiście je rozwiązują w sposób, który satysfakcjonuje nauczycieli stojących codziennie przy tablicy. Które z tych problemów istnieją od zawsze i cały czas pozostają nierozwiązane?
poniedziałek, 22 września 2008
Pytania kluczem do prawdziwej edukacji
Profesor Jan Potworowski w swoim wykładzie podczas ostatniej edycji "Kampanii na rzecz uczenia", która tym razem odbywała się w Malborku, zwrócił uwagę na ważną rolę pytań w edukacji nawołując tym samym do powrotu do źródeł edukacji - spotkania ucznia i mistrza.
Na pytanie, dlaczego nauczyciele stawiają pytania, słyszy się najczęściej odpowiedź, że chcą oni pobudzić zrozumienie pojęć, procedur, sprawdzić wiedzę i umiejętności i wreszcie chcą dokonać przeglądu, czego uczniowie już się nauczyli. Jednak w praktyce połowa tych pytań są typu:
Kto jeszcze nie oddał pracy domowej?
Gdzie jest list od twoich rodziców?
Czy każdy ma przy sobie podręcznik?
Kto chciałby na to odpowiedzieć?
Kto z was nie wiedział o spotkaniu?
Piotrze, czy ty uważasz?
Z kolei druga połowa z 400 pytań stawianych w ciągniu dnia przez nauczyciela, to pytania z kategorii zapamiętywania:
Ile 17 x 9?
Gdzie zmarł Napoleon?
Do jakiego gatunku nalezy wieloryb?
A jak odpowiedział na to Tadeusz?
Czy po spółgłoskach zawsze piszemy "rz"?
Kto i w jaki sposób pokonał Trojańczyków?
Rzadko natomiast pojawiają sie pytania takie jak:
Wyjaśnij dlaczego? Co, twoim zdaniem, jest lepsze…? Dlaczego? W jaki sposób można rozwiązać taki problem…? Jak myślisz, co stanie się jeżeli…? Jakie są słabe i mocne strony tego rozwiązania…? Jak reagujesz na takie twierdzenie? Uzasadnij odpowiedź. Jaki wniosek można wyciągnąć z…? Uzasadnij. Jak to jest powiązane z tym, czego uczyliśmy się wcześniej? A już sporadycznie nauczyciele zadają pytania typy: Proszę, podaj nowy przykład ilustrujący twoją tezę…, Niezupełnie rozumiem twoje rozwiążanie, Wyjaśniej mi, proszę, raz jeszcze twój punkt widzenia, Nie jestem przekonany do twojego rozwiązania – ale chętnie wysłucham raz jeszcze, być może to mnie przekonana.
Uczniowie we współczesnym świecie muszą sobie radzić z rozwiązywaniem problemów. Kluczem do przygotowania ich do funkcjonowania w sytuacjach nowych, nieznanych i nietypowych, może być umiejętność stawiania trafnych pytań problemowych i odpowiedzi na nie.
Profesor Potworowski w swoich wnioskach na zakończenie wykładu zwrócił uwagę na fakt oczywisty, choć ignorowany przez większość nauczycieli, że szkoła to miejsce uczenia się ucznia. Zasadniej jest więc przedstawić uczniom problem do rozwiązania i zapytać, jak doszli do jego rozwiązania, niż prezentować gotowe wnioski. Naszym zadaniem jest wspomagać myślenie i uczenie się uczniów w grupie, a nie karmienie ich gotowymi rozwiązaniami - nawoływał profesor. O wiele większy osiągniemy efekt, kiedy postawimy uczniom problem, niż jak będziemy ich jedynie nauczać. W naturalny sposób uczniowie sami dojdą do rozwiązań. Efekt zapamiętania będzie na pewno trwalszy.
Sięgnijmy do podstaw edukacji i pozwólmy naszym uczniom na prawdziwą naukę rozwiązywania problemów. Niech szkoła stanie się miejscem uczenia się ucznia, rozwijania jego naturalnych talentów i wspierania indywidualnej kariery
Na pytanie, dlaczego nauczyciele stawiają pytania, słyszy się najczęściej odpowiedź, że chcą oni pobudzić zrozumienie pojęć, procedur, sprawdzić wiedzę i umiejętności i wreszcie chcą dokonać przeglądu, czego uczniowie już się nauczyli. Jednak w praktyce połowa tych pytań są typu:
Kto jeszcze nie oddał pracy domowej?
Gdzie jest list od twoich rodziców?
Czy każdy ma przy sobie podręcznik?
Kto chciałby na to odpowiedzieć?
Kto z was nie wiedział o spotkaniu?
Piotrze, czy ty uważasz?
Z kolei druga połowa z 400 pytań stawianych w ciągniu dnia przez nauczyciela, to pytania z kategorii zapamiętywania:
Ile 17 x 9?
Gdzie zmarł Napoleon?
Do jakiego gatunku nalezy wieloryb?
A jak odpowiedział na to Tadeusz?
Czy po spółgłoskach zawsze piszemy "rz"?
Kto i w jaki sposób pokonał Trojańczyków?
Rzadko natomiast pojawiają sie pytania takie jak:
Wyjaśnij dlaczego? Co, twoim zdaniem, jest lepsze…? Dlaczego? W jaki sposób można rozwiązać taki problem…? Jak myślisz, co stanie się jeżeli…? Jakie są słabe i mocne strony tego rozwiązania…? Jak reagujesz na takie twierdzenie? Uzasadnij odpowiedź. Jaki wniosek można wyciągnąć z…? Uzasadnij. Jak to jest powiązane z tym, czego uczyliśmy się wcześniej? A już sporadycznie nauczyciele zadają pytania typy: Proszę, podaj nowy przykład ilustrujący twoją tezę…, Niezupełnie rozumiem twoje rozwiążanie, Wyjaśniej mi, proszę, raz jeszcze twój punkt widzenia, Nie jestem przekonany do twojego rozwiązania – ale chętnie wysłucham raz jeszcze, być może to mnie przekonana.
Uczniowie we współczesnym świecie muszą sobie radzić z rozwiązywaniem problemów. Kluczem do przygotowania ich do funkcjonowania w sytuacjach nowych, nieznanych i nietypowych, może być umiejętność stawiania trafnych pytań problemowych i odpowiedzi na nie.
Profesor Potworowski w swoich wnioskach na zakończenie wykładu zwrócił uwagę na fakt oczywisty, choć ignorowany przez większość nauczycieli, że szkoła to miejsce uczenia się ucznia. Zasadniej jest więc przedstawić uczniom problem do rozwiązania i zapytać, jak doszli do jego rozwiązania, niż prezentować gotowe wnioski. Naszym zadaniem jest wspomagać myślenie i uczenie się uczniów w grupie, a nie karmienie ich gotowymi rozwiązaniami - nawoływał profesor. O wiele większy osiągniemy efekt, kiedy postawimy uczniom problem, niż jak będziemy ich jedynie nauczać. W naturalny sposób uczniowie sami dojdą do rozwiązań. Efekt zapamiętania będzie na pewno trwalszy.
Sięgnijmy do podstaw edukacji i pozwólmy naszym uczniom na prawdziwą naukę rozwiązywania problemów. Niech szkoła stanie się miejscem uczenia się ucznia, rozwijania jego naturalnych talentów i wspierania indywidualnej kariery
wtorek, 16 września 2008
Prof. Jan Potworowski o dobrej edukacji
Pamiętajmy, że szkoła jest miejscem uczenia się uczniów, a nie nauczania, przypomina prof. Potworowski, którego wykład miałem ostatnio okazję wysłuchać. Dotyczył on tworzenia nowych sytuacji dydaktycznych w edukacji. Możemy zmienić dynamikę naszych zajęć zmieniając jedynie pytania, które wymagają od ucznia nie tylko prezentacji wiedzy, ale przede wszystkim pomagają uczniom rozwiązywać prawdziwe problemy. Profesor Potworowski przedstawił przykład organizacji przestrzeni szkolnej, która może służyć twórczym zachowaniom nauczycieli i uczniów wspierając nowoczesny model dydaktyki. Przestawił kilka prostych, ale cały czas ignorowanych prawd na temat organizacji uczenia się uczniów w szkolnej klasie. Jeżeli szkołę będziemy traktowali jako miejsce uczenia się ucznia, wówczas zmienić się może sam system oceniani, który całkowicie odmieni zaangażowanie się uczniów w uczenie się grupie i ich motywację do nauki. W prosty sposób możemy ocenianie wartościujące zamienić na ocenianie wspierające uczenie się.
środa, 20 sierpnia 2008
Czas na zmianę, czyli jak zostać jej pozytywnym agentem?
W znakomitej książce Roberta Kroola „Wolni i zniewoleni. Refleksje o mistycznej sztuce upadków i wzlotów” autor pyta, jak można wywołać przemianę:
• przerażenia w optymizm
• niepewności w wiarę w siebie
• niezdecydowania w działanie
• słabości w siłę tworzenia
• niewiedzy w pasję i zainteresowanie
• tchórzostwa w decyzje i odwagę
• sceptycyzmu w konstruktywny krytycyzm
• zniechęcenia w determinację
• snu o przeszłości w doświadczenie służące nowej przyszłości
Z kolei ja sam zastanawiam się, co zrobić, by ludzie ze sfery bólu, strachu i niepewności przeszli na stronę radości, odwagi i nowych doświadczeń, które pozwolą im się w pełni rozwijać. Colin Sisson w książce „Wewnętrzne przebudzenie” podaje prosty model funkcjonowania ofiary i tym samym wskazuje na wzorce jej zachowania. Są to m.in. przyjęcie roli biedactwa, męczennika, ciemiężyciela/oskarżyciela, siłacza, egotysty, konkurenta, czy zbawcy. Często odgrywamy dwie lub więcej ról jednocześnie. Równolegle występują reakcje uwarunkowane jako kamuflaż lęku, takie jak gniew, poczucie winy, depresja, smutek brak zaufania.
Możemy w prosty sposób ze stanu ofiary przejść do stanu wolności, w którym następuje pełna integracja: emocji, ciała, ducha i intelektu. Boimy się tak bardzo krytyki i osądu innych, że trzymamy się kurczowo fałszywego wyobrażenia o sobie i własnej wspaniałości. Sam wpadłem kiedyś w taką pułapkę. Warsztaty prowadzone w Polsce przez Sissona pozwoliły mi pozbyć się fałszywych wyobrażeń o własnej wspaniałości. W tym tkwi istota świadomego życia – uczciwość wobec siebie. Zastosowanie prostego modelu przejścia ze stanu ofiary w stan radości jest krokiem, który może odmienić nas i tym samym rozpocząć proces zmian wokół nas. Każda zmiana zaczyna się od pojedynczego człowieka. I jeszcze jedno założenie, które prezentuję na zajęciach, to fakt, że posiadamy wszystko, czego potrzebujemy do tego, aby zamienić zniechęcenie i determinację w chęć pozytywnego działania. Robert Dilts stworzył model neurologiczny, który pozwala uzmysłowić sobie nasze wewnętrzne zasoby potrzebne do odniesienia sukcesu i jednocześnie uświadomić, że to nie kwestia braku umiejętności, tylko decyzji, czy chcemy to zrobić. Nie wszyscy mają odwagę przyznać się do tego i rozpocząć wewnętrzna przemianę. Jesteśmy rządzeni przez dwie motywacje. Kiedy pojawia się coś nowego, natychmiast dają one o sobie znać. Sprawdzamy, czy sytuacja nie jest niebezpieczna - fizycznie, emocjonalnie lub intelektualnie – bądź też, czy coś nie pozbawi nas naszych przyjemności. Mamy przecież skłonność do pozostawania w granicach doświadczeń znanych, obdarzonych naszym zaufanie, przeżytych – w nich czujemy się najbezpieczniej. Zmiana niesie ze sobą zbyt duże ryzyko bólu lub utraty przyjemności.
Czas na zmianę – jak zostać jej pozytywnym agentem?
Świat się zmienia. Zmienia się otoczenie gospodarcze, ekonomiczne. Okoliczności zmieniają się a człowiek próbuje się do tego dostosować. Czy ludzie zmieniają się naprawdę świadomie, czy reagują jedynie na sytuacje tworzone przez innych i siebie samych, bezmyślnie, reaktywnie? W jaki sposób w takim razie zarządzać zmianą, co zrobić, by na wszystkich poziomach organizacji firmy była ona akceptowana? Co możemy zrobić, aby zmiany następowały naprawdę w najlepszym dla nas i naszej organizacji kierunku? To są pytania dla lidera i członków organizacji XXI wieku. Próbuję przekonać na zajęciach, że prawdziwe zarządzanie zmianą nie istnieje. Możemy zarządzać firmą, kierować ludźmi. To oni mogą dokonać zmian, jeżeli zechcą, jeżeli będą świadomi i przekonani o jej potrzebie.
• przerażenia w optymizm
• niepewności w wiarę w siebie
• niezdecydowania w działanie
• słabości w siłę tworzenia
• niewiedzy w pasję i zainteresowanie
• tchórzostwa w decyzje i odwagę
• sceptycyzmu w konstruktywny krytycyzm
• zniechęcenia w determinację
• snu o przeszłości w doświadczenie służące nowej przyszłości
Z kolei ja sam zastanawiam się, co zrobić, by ludzie ze sfery bólu, strachu i niepewności przeszli na stronę radości, odwagi i nowych doświadczeń, które pozwolą im się w pełni rozwijać. Colin Sisson w książce „Wewnętrzne przebudzenie” podaje prosty model funkcjonowania ofiary i tym samym wskazuje na wzorce jej zachowania. Są to m.in. przyjęcie roli biedactwa, męczennika, ciemiężyciela/oskarżyciela, siłacza, egotysty, konkurenta, czy zbawcy. Często odgrywamy dwie lub więcej ról jednocześnie. Równolegle występują reakcje uwarunkowane jako kamuflaż lęku, takie jak gniew, poczucie winy, depresja, smutek brak zaufania.
Możemy w prosty sposób ze stanu ofiary przejść do stanu wolności, w którym następuje pełna integracja: emocji, ciała, ducha i intelektu. Boimy się tak bardzo krytyki i osądu innych, że trzymamy się kurczowo fałszywego wyobrażenia o sobie i własnej wspaniałości. Sam wpadłem kiedyś w taką pułapkę. Warsztaty prowadzone w Polsce przez Sissona pozwoliły mi pozbyć się fałszywych wyobrażeń o własnej wspaniałości. W tym tkwi istota świadomego życia – uczciwość wobec siebie. Zastosowanie prostego modelu przejścia ze stanu ofiary w stan radości jest krokiem, który może odmienić nas i tym samym rozpocząć proces zmian wokół nas. Każda zmiana zaczyna się od pojedynczego człowieka. I jeszcze jedno założenie, które prezentuję na zajęciach, to fakt, że posiadamy wszystko, czego potrzebujemy do tego, aby zamienić zniechęcenie i determinację w chęć pozytywnego działania. Robert Dilts stworzył model neurologiczny, który pozwala uzmysłowić sobie nasze wewnętrzne zasoby potrzebne do odniesienia sukcesu i jednocześnie uświadomić, że to nie kwestia braku umiejętności, tylko decyzji, czy chcemy to zrobić. Nie wszyscy mają odwagę przyznać się do tego i rozpocząć wewnętrzna przemianę. Jesteśmy rządzeni przez dwie motywacje. Kiedy pojawia się coś nowego, natychmiast dają one o sobie znać. Sprawdzamy, czy sytuacja nie jest niebezpieczna - fizycznie, emocjonalnie lub intelektualnie – bądź też, czy coś nie pozbawi nas naszych przyjemności. Mamy przecież skłonność do pozostawania w granicach doświadczeń znanych, obdarzonych naszym zaufanie, przeżytych – w nich czujemy się najbezpieczniej. Zmiana niesie ze sobą zbyt duże ryzyko bólu lub utraty przyjemności.
Czas na zmianę – jak zostać jej pozytywnym agentem?
Świat się zmienia. Zmienia się otoczenie gospodarcze, ekonomiczne. Okoliczności zmieniają się a człowiek próbuje się do tego dostosować. Czy ludzie zmieniają się naprawdę świadomie, czy reagują jedynie na sytuacje tworzone przez innych i siebie samych, bezmyślnie, reaktywnie? W jaki sposób w takim razie zarządzać zmianą, co zrobić, by na wszystkich poziomach organizacji firmy była ona akceptowana? Co możemy zrobić, aby zmiany następowały naprawdę w najlepszym dla nas i naszej organizacji kierunku? To są pytania dla lidera i członków organizacji XXI wieku. Próbuję przekonać na zajęciach, że prawdziwe zarządzanie zmianą nie istnieje. Możemy zarządzać firmą, kierować ludźmi. To oni mogą dokonać zmian, jeżeli zechcą, jeżeli będą świadomi i przekonani o jej potrzebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)