Tak może wyglądać przykładowy dzień pracy ucznia w Collegium Futurum. W czasie pobytu w szkole realizuje swoje liczne projekty, uczy się intensywnie, uczęszcza na kursy języka angielskiego i niemieckiego, zdobywa kolejne kompetencje. Korzysta z osobistego komputera, specjalnego elektronicznego formularza, telefonów, specjalistycznych portali internetowych, telewizyjnych kanałów tematycznych i eksperckich blogów. SMS-uje, prowadzi konferencje online, bierze udział w konsultacjach i w ten sposób przygotowuje się nie tylko do zdania egzaminu zewnętrznego, ale przede wszystkim zdobywa kompetencje, które przydadzą mu się w przyszłości. Czy taka wizja może przerażać, budzić zainteresowanie, zniechęcać, inspirować, czy wywoływać jedynie lekkie zdziwienie lub obojętność?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uczeń przyszłości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uczeń przyszłości. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 14 czerwca 2010
Uczeń w Collegium Futurum
Zainspirowany artykułem dr Marii Zając zamieszczonym w e-mentorze opisałem jeden dzień ucznia w Collegium Futurum. Wyobraźmy sobie Adama. Jest uczniem pierwszej klasy liceum. Wstaje o godz. 7-ej. Jeszcze przy śniadaniu sprawdza w telefonie komórkowym pocztę, spodziewa się maila od swojego nauczyciela, zagląda na mikrobloga, na którym obserwuje swoich przyjaciół z Polski i zagranicy. W nocy najczęściej przybywają komunikaty ze szkoły Hansa w Toronto, z którą współpracuje jego szkoła, i której native speakers prowadzą zajęcia językowe online. W drodze do szkoły odsłuchuje kilka podcastów przygotowanych przez kolegów. Jeden z nich rekomendowany jest przez jego nauczyciela do aktualnego projektu. W szkole jest o godz. 8.15. Loguje się do szkolnej sieci i sprawdza dokumenty, które od wczoraj zostały udostępnione w szkolnej bazie w ramach realizowanego projektu. Aktualnie uczestniczy w pięciu dużych projektach szkolnych. To m.in. humanistyczny, przyrodniczo-chemiczny, matematyczno – fizyczny, artystyczny i indywidualny. Dziś pracuje głównie nad projektem humanistycznym. Do rozpoczęcia zajęć pozostaje jeszcze 30 minut. Przegląda elektroniczny kalendarz, sprawdza terminy aktualnych spotkań. Potwierdza dwa i odwołuje z nauczycielem historii, ponieważ nie otrzymał jeszcze map interaktywnych, które zamówił w cyfrowej księgarni. Wysyła elektroniczne zaproszenie na konsultacje z opiekunem projektu. Sprawdza menu szkolnej stołówki i zamawia na lunch sałatkę z pieczonym kurczakiem. Przegląda uaktualniony WebQuest, który uwzględnia jego uwagi, propozycje kolegów i przede wszystkim nauczyciela. Planuje poszczególne etapy realizacji projektu i skupia się na zadaniach, które zawiera jego WebQuest. W ramach zadań telefonuje do firmy realizującej najnowszą grę dydaktyczną do ostatniej lektury. Scenariusz powstał w ramach projektu i zawierał szczegółową charakterystykę bohaterów. W tym celu musiał bardzo szczegółowo przeczytać lekturę i przedstawić interaktywne ćwiczenia. Uzgadnia termin ostatecznej akceptacji scenariusza i wizerunku postaci. Po dwóch godzinach pracy, podczas której przegląda uważnie materiały, rozwiązuje zadania, otrzymuje na swoim komputerze komunikat przypominając o zajęciach z języka angielskiego, które odbędę się za 30 minut. Rozwiązuje przesłane dodatkowo przez nauczyciela zadania i odsłuchuje kilkakrotnie 3 minutowy wideocast z nagranym lektorem języka angielskiego. Wysyła odpowiedzi na platformę e-learningową szkoły, która odpowiada za kursy języków obcych. Po zajęciach z angielskiego idzie na lunch. Następnie rozmawia z kolegami, którzy są członkami jego zespołu projektowego. Ustala z nimi szczegóły prezentacji i kontynuuje analizę materiałów multimedialnych, które otrzymał od nauczyciela. Wybrane elementy wykorzysta w projekcie. Przygotowuje wyniki swojej pracy w postaci prezentacji wideo. Dołącza do niej raport i swoje tłumaczenie na język angielski. Zbliża się godzina 15-ta, za 45 minut będzie koniec zajęć. Spotyka się wraz z innymi kolegami na podsumowaniu dnia, gdzie przedstawia stan realizacji zadań w ramach projektu. Prezentuje zastosowanie zdobytej wiedzy, którą wykorzystał w materiałach wideo i raporcie. Odpowiada na pytania kolegów, nauczycieli oceniających wyniki jego pracy. Przedstawia opiekunowi kolejne zadania wynikające z harmonogramu projektu. Dostaje ocenę, która wpisywana jest do cyfrowego dziennika. W ciągu dnia zamieszcza na swoim mikroblogu relację z zadań i odbywa 20-to minutową konferencję online z ekspertem.
Tak może wyglądać przykładowy dzień pracy ucznia w Collegium Futurum. W czasie pobytu w szkole realizuje swoje liczne projekty, uczy się intensywnie, uczęszcza na kursy języka angielskiego i niemieckiego, zdobywa kolejne kompetencje. Korzysta z osobistego komputera, specjalnego elektronicznego formularza, telefonów, specjalistycznych portali internetowych, telewizyjnych kanałów tematycznych i eksperckich blogów. SMS-uje, prowadzi konferencje online, bierze udział w konsultacjach i w ten sposób przygotowuje się nie tylko do zdania egzaminu zewnętrznego, ale przede wszystkim zdobywa kompetencje, które przydadzą mu się w przyszłości. Czy taka wizja może przerażać, budzić zainteresowanie, zniechęcać, inspirować, czy wywoływać jedynie lekkie zdziwienie lub obojętność?
Tak może wyglądać przykładowy dzień pracy ucznia w Collegium Futurum. W czasie pobytu w szkole realizuje swoje liczne projekty, uczy się intensywnie, uczęszcza na kursy języka angielskiego i niemieckiego, zdobywa kolejne kompetencje. Korzysta z osobistego komputera, specjalnego elektronicznego formularza, telefonów, specjalistycznych portali internetowych, telewizyjnych kanałów tematycznych i eksperckich blogów. SMS-uje, prowadzi konferencje online, bierze udział w konsultacjach i w ten sposób przygotowuje się nie tylko do zdania egzaminu zewnętrznego, ale przede wszystkim zdobywa kompetencje, które przydadzą mu się w przyszłości. Czy taka wizja może przerażać, budzić zainteresowanie, zniechęcać, inspirować, czy wywoływać jedynie lekkie zdziwienie lub obojętność?
niedziela, 13 grudnia 2009
e-Akademia Przyszłości
To jeden z nielicznych znanych mi projektów wykorzystujący w pełni potencjał dzisiejszego pokolenia uczniów. Autorzy projektu wiedzą, jak ważne jest, aby umiejętności uczniów pokolenia Y zostały wykorzystane w codziennej pracy ucznia, aby energia, znajomość cyfrowej technologii, umiejętność posługiwania się komputerem zostały wykorzystane w pracy ucznia w szkole. Dlatego też oprócz zastosowania nowoczesnym metodologii zarządzania projektami, wyposażenia szkół w tablice interaktywne, przygotowano dla uczniów tzw. jednostki e-learningowe. Są to rozbudowane w pełni multimedialne materiały do kształcenia na różnych przedmiotach z wieloma ćwiczeniami, zadaniami i materiałami. W ramach projektu uczniowie będą kztałcić kompetencje, które zostały określone w Zalecenie Parlamentu Europejskiego i Radę Unii Europejskiej z dnia 18 grudnia 2006 roku. Uczniowie będą wykorzystywać w swojej edukacji sieć, Internet i stosować nowoczesne metody pracy. Jeżeli tak dużo czasu spędzają oni na internetowych forach, komunikatorach, grach sieciowych, dlaczego więc tej naturalnej umiejętności nie wykorzystać w szkole. W zderzeniu potencjału uczniów w posługiwaniu się cyfrową technologią z działaniami w ramach projektu osiągniemy efekt synergii.
W e-Akademii Przyszłość kształtowanych będzie siedem kompetencji kluczowych:
- porozumiewanie się w języku ojczystym,
- porozumiewanie się w językach obcych,
- kompetencje matematyczne i podstawowe kompetencje naukowo-techniczne,
- kompetencje informatyczne,
- umiejętność uczenia się,
- kompetencje społeczne i obywatelskie,
- inicjatywność i przedsiębiorczość.
Prowadzony przez Wydawnictwo Szkolne i Pedagogiczne projekt skierowany jest do 15 000 uczniów klas pierwszych z 200 gimnazjów z całej Polski. Do pracy w projekcie zostanie przygotowanych 1 500 nauczycieli To może być prawdziwy początek zmiany jakościowej polskiej szkoły. Potencjał projektu jest ogromny. Trzy lata jego trwania mogą utrwalić wiele pozytywnych zmian i postaw zarówno wśród uczniów jak i samych nauczycieli.


W e-Akademii Przyszłość kształtowanych będzie siedem kompetencji kluczowych:
- porozumiewanie się w języku ojczystym,
- porozumiewanie się w językach obcych,
- kompetencje matematyczne i podstawowe kompetencje naukowo-techniczne,
- kompetencje informatyczne,
- umiejętność uczenia się,
- kompetencje społeczne i obywatelskie,
- inicjatywność i przedsiębiorczość.
Prowadzony przez Wydawnictwo Szkolne i Pedagogiczne projekt skierowany jest do 15 000 uczniów klas pierwszych z 200 gimnazjów z całej Polski. Do pracy w projekcie zostanie przygotowanych 1 500 nauczycieli To może być prawdziwy początek zmiany jakościowej polskiej szkoły. Potencjał projektu jest ogromny. Trzy lata jego trwania mogą utrwalić wiele pozytywnych zmian i postaw zarówno wśród uczniów jak i samych nauczycieli.
poniedziałek, 30 listopada 2009
O kim zapomniała polska szkoła?
MEN ogłosił właśnie kolejny pomysł na zmiany w polskiej szkole. Tym razem uczniowie będą realizowali projekty edukacyjne. Aby uniknąć rywalizacji - jak twierdzi przedstawiciel MEN - nie będą one oceniane. Pomysłodawcom zależy na kształceniu kompetencji współpracy, a nie rywalizacji. Oprócz prezentacji – nowego elementu podczas egzaminu zewnętrznego, gimnazjalistom przybywa kolejne zadanie - realizacja projektu edukacyjnego. Znam wiele szkół, w których metoda projektu jest rozwiązaniem systemowym w ich programach. Zastanawiam się, na czym więc polega innowacyjność propozycji MEN. Wartością może być fakt, że teraz każda szkoła będzie musiała zrealizować taki projekt i stanie się on obowiązkowy dla wszystkich uczniów. Oby nie wypaczyć idei tak, jak stało się to w przypadku awansu zawodowego. Dr John Medina z Seatle twierdzi w wywiadzie udzielonym miesięcznikowi „Edukacja i Dialog”, że wszelkie zmiany powinny być przeprowadzane tak, jakbyśmy tworzyli nową wersję samolotu. Najpierw cel, wizja, projekt, konstrukcja, badania i wreszcie pilotaż, ewaluacja i wdrożenie. Ta zasada powinna dotyczyć szczególnie sytuacji, których przedmiotem eksperymentu jest uczeń. Wprowadzanie zmian dla samych zmian, bez podporządkowania ich szerszej wizji i kierowanie się jedynie impulsem na pewno nie modernizuje polskiej szkoły.
Próbujemy zmieniać system oświaty, ale to tylko drobne korekty, bardziej lifting. Takie działania nie uzdrowią polskiej szkoły. To już nie wystarczy. To nie przeładowany program nauczania, ale brak właściwego środowiska, w którym uczy się obecnie uczeń, świadczy o anachroniczności szkoły. Dziś to przestarzałe "fabryki wiedzy" z wydzielonymi salami, klasami, szeregowo ustawionymi ławkami, dzwonkami i korytarzami, na których przebywają podczas przerw uczniowie. Z badań dra Mediny wynika, że planując zmiany w edukacji powinniśmy pamiętać przede wszystkim o zmianie modelu kształcenia i metod pracy ucznia. Gdybyśmy chcieli stworzyć środowisko do nauki i pracy, gdzie mózg pracuje efektywnie – twierdzi dr Medina, wtedy musielibyśmy zburzyć nasze tradycyjne szkoły i firmy i zbudować je od nowa.
Szkoła zajęła się jedynie kształceniem przyszłych profesorów akademickich. Zapomniała w ogóle o muzykach, tancerzach, plastykach i innych artystach czy też sportowcach. Dlatego niezauważeni w szkole szukają uznania i możliwości konfrontacji w takich programach jak Mam talent, You Can Dance, czy Idol. Tam rzeczywiście ich talent zostanie zauważony, doceniony i rzetelnie oceniony. Właśnie ogłoszono kolejne eliminacje do piątej już edycji You Can Dance. Odbywać się będą w wielu polskich miastach. W każdym setki chętnych, którzy w szkole nie mogą wykorzystać swoich naturalnych zasobów i talentów. Może warto więc pomyśleć, aby zamiast dokładać uczniom i nauczycielom kolejne zadania, stworzyć system, w którym talent w szkole nie jest marnowany, ale rozwijany i otoczony profesjonalną opieką. Pozwólmy nie tylko fizykom, chemikom, czy biologom odnosić w naszych szkołach sukcesy, ale również tym, których talent sprawia radość i tym samym uczyni w przyszłości szczęśliwymi i spełnionymi osobami. Czy doczekamy się szkoły, która ceni każdą bez wyjątku indywidualność, nie gubi nikogo i o nikim nie zapomina?


Próbujemy zmieniać system oświaty, ale to tylko drobne korekty, bardziej lifting. Takie działania nie uzdrowią polskiej szkoły. To już nie wystarczy. To nie przeładowany program nauczania, ale brak właściwego środowiska, w którym uczy się obecnie uczeń, świadczy o anachroniczności szkoły. Dziś to przestarzałe "fabryki wiedzy" z wydzielonymi salami, klasami, szeregowo ustawionymi ławkami, dzwonkami i korytarzami, na których przebywają podczas przerw uczniowie. Z badań dra Mediny wynika, że planując zmiany w edukacji powinniśmy pamiętać przede wszystkim o zmianie modelu kształcenia i metod pracy ucznia. Gdybyśmy chcieli stworzyć środowisko do nauki i pracy, gdzie mózg pracuje efektywnie – twierdzi dr Medina, wtedy musielibyśmy zburzyć nasze tradycyjne szkoły i firmy i zbudować je od nowa.
Szkoła zajęła się jedynie kształceniem przyszłych profesorów akademickich. Zapomniała w ogóle o muzykach, tancerzach, plastykach i innych artystach czy też sportowcach. Dlatego niezauważeni w szkole szukają uznania i możliwości konfrontacji w takich programach jak Mam talent, You Can Dance, czy Idol. Tam rzeczywiście ich talent zostanie zauważony, doceniony i rzetelnie oceniony. Właśnie ogłoszono kolejne eliminacje do piątej już edycji You Can Dance. Odbywać się będą w wielu polskich miastach. W każdym setki chętnych, którzy w szkole nie mogą wykorzystać swoich naturalnych zasobów i talentów. Może warto więc pomyśleć, aby zamiast dokładać uczniom i nauczycielom kolejne zadania, stworzyć system, w którym talent w szkole nie jest marnowany, ale rozwijany i otoczony profesjonalną opieką. Pozwólmy nie tylko fizykom, chemikom, czy biologom odnosić w naszych szkołach sukcesy, ale również tym, których talent sprawia radość i tym samym uczyni w przyszłości szczęśliwymi i spełnionymi osobami. Czy doczekamy się szkoły, która ceni każdą bez wyjątku indywidualność, nie gubi nikogo i o nikim nie zapomina?
czwartek, 12 listopada 2009
Szkoła przyszłości w Słupsku – cz. 1.
Dziś spotkałem się z nauczycielami społecznego liceum i gimnazjum w Słupsku. Prezentowałem koncepcję szkoły, którą rozpoczynamy wdrażać od nowego roku. Spotkanie po latach przywołało wiele miłych wspomnień. 14 lat temu rozpocząłem w tej szkole prace nad wdrożeniem autorskiej koncepcji liceum. Nie były to jednak łatwe początki. Jak każda zmian, tak i ta wzbudzała emocje, niepewność, strach. Podchodzono do pomysłu nieufnie, nie wierzono, że koncepcja szkoły się przyjmie. Z rezerwą angażowano się wówczas w ten projekt. Jednak udało się i bardzo szybko przekonaliśmy się, że zmiana powinna być kojarzona jako nowe wyzwanie. Każda zmiana jest zmianą na lepsze – takie towarzyszyło nam z czasem przekonanie. Wszystko to dzięki wspólnej pracy, zaufaniu i pełnemu zaangażowaniu nie tylko nauczycieli, ale rodziców i przedstawicieli zarządu. To czas, kiedy w szkole trzeba było otwierać dodatkowe klasy i remontować pomieszczenia w budynku. Chętnych było więcej niż miejsc, a życie w szkole toczyło się do późnych godzin wieczornych. Panował twórcza atmosfera i duch innowacyjności. Teraz, kiedy po latach przedstawiłem kolejny nowy pomysł na szkołę nie towarzyszyły już negatywne emocje. Pojawiło się kilka standardowych pytań, które nie dotyczyły samej koncepcji, ale sposobu jej realizacji i podstaw teoretycznych. Pomysł na szkołę jest prosty. Wystarczy uzmysłowić sobie, że dziś edukacja odbywa się nie tylko w szkole, że funkcja szkoły nie może ograniczyć się tylko do przekazywania wiedzy, że zadaniem szkoły nie jest wyłącznie przygotowanie do kolejnego etapu kształcenia, ale to, że szkoła ma przygotować do życia w przyszłości, do funkcjonowania w świecie, którego nie potrafimy zdefiniować, w którym nie jesteśmy wstanie zdefiniować zawodów przyszłości. Jakiekolwiek prognozowanie świata za pięć lat jest równie trudne jak jego projekcja za lat dwadzieścia.
Pierwotnie szkoła miała nazywać się Hypertext Schoool Project 21 (HSP21). Jej angielska nazwa (wymyślona przez jednego z pracowników naukowych) nie została jednak przeze mnie zaakceptowana z powodu faktu, że tworzymy ją w Polsce. Szukamy polskiego odpowiednika. Jak więc powinna nazywać się szkoła przyszłości w Słupsku, na czym polega jej koncepcja? Wiemy, że edukacja odbywa się również w świecie wirtualnych gier, portali edukacyjnych, interaktywnych multimediów i aplikacji sieciowych. To prawdziwa konkurencja dla nauczycieli i szkoły. Edukacja odbywa się również tam, gdzie toczy się codzienne życie. Stąd coraz więcej zajęć w przestrzeni publicznej. Stąd wyjazdy na zielone szkoły, wycieczki edukacyjne do muzeów i ważnych miejsc w Polsce i zagranicą . Uczymy się nie tylko od nauczycieli, ale również od siebie nawzajem, kolegów i dzięki ogromnym zasobom Internetu. Wystarczy więc połączyć te trzy przestrzenie, w których toczy się dziś edukacja w spójny system. Warto do tego wykorzystać nowoczesną technologię i zacząć ją stosować w naturalny sposób, w jaki wykorzystujemy ją w swoim codziennym życiu. Zarówno nauczyciele, jak i uczniowie, rodzice, pracownicy dużych korporacji wykorzystują w swojej codziennej pracy telefony, komputery, komunikatory, urządzenia mobilne. Pokolenie Y stosuje w codziennych kontaktach dodatkowe funkcje swoich komórek, iPodów i odtwarzaczy mp3, czy mp4. Dlaczego więc to, z czego korzystamy wszyscy w codziennym życiu nie może zaistnieć na równych prawach w szkole? Dlaczego nie możemy wykorzystać z jednej strony potencjału uczniów w stosowaniu technologii cyfrowej, z drugiej zaś ogromnego potencjału nowoczesnych technologii? Przepis wydaje się prosty. Zacznijmy w systemowy sposób korzystać nie tylko z tablicy i tradycyjnych pomocy naukowych w postaci map, plansz i eksponatów. Włączmy do edukacji również edukację interaktywną, tablice multimedialne i mobilne urządzenia cyfrowe i wirtualną przestrzeń. Korzystajmy z blogów eksperckich, portali tematycznych i telewizyjnych kanałów edukacyjnych dostępnych w sieci, GPS oraz społeczności internetowych. Niech telefon stanie się równoprawnym narzędziem pracy w szkole w takim samym stopniu, w jakim korzystamy z niego w naszym codziennym życiu.
Tak więc pomysł na szkołę przyszłości w Słupsku wbrew pozorom nie jest rewolucyjny. To po prostu ewolucja szkoły w kierunku edukacji ery postindustrialnej. Polega na połączeniu w system różnych przestrzeni, w których odbywa się edukacja i zastosowania w niej nowoczesnych technologii. Stworzymy w ten sposób nie tylko nowoczesne środowisko uczenia się ucznia, rozwijania jego talentów, ale również zadbamy o rozwój dodatkowo sfery emocjonalnej, duchowej i fizycznej. Tym samym przygotujemy uczniów do funkcjonowania w przyszłości, ale też przy okazji ułatwimy przygotowanie do egzaminów, który nie powinien być – jak to ma miejsce teraz – celem samym w sobie. Jeżeli chcemy realizować edukacyjną misję wśród młodego pokolenia, to wykorzystajmy język, którym się ono posługuje i który doskonale znają.


Pierwotnie szkoła miała nazywać się Hypertext Schoool Project 21 (HSP21). Jej angielska nazwa (wymyślona przez jednego z pracowników naukowych) nie została jednak przeze mnie zaakceptowana z powodu faktu, że tworzymy ją w Polsce. Szukamy polskiego odpowiednika. Jak więc powinna nazywać się szkoła przyszłości w Słupsku, na czym polega jej koncepcja? Wiemy, że edukacja odbywa się również w świecie wirtualnych gier, portali edukacyjnych, interaktywnych multimediów i aplikacji sieciowych. To prawdziwa konkurencja dla nauczycieli i szkoły. Edukacja odbywa się również tam, gdzie toczy się codzienne życie. Stąd coraz więcej zajęć w przestrzeni publicznej. Stąd wyjazdy na zielone szkoły, wycieczki edukacyjne do muzeów i ważnych miejsc w Polsce i zagranicą . Uczymy się nie tylko od nauczycieli, ale również od siebie nawzajem, kolegów i dzięki ogromnym zasobom Internetu. Wystarczy więc połączyć te trzy przestrzenie, w których toczy się dziś edukacja w spójny system. Warto do tego wykorzystać nowoczesną technologię i zacząć ją stosować w naturalny sposób, w jaki wykorzystujemy ją w swoim codziennym życiu. Zarówno nauczyciele, jak i uczniowie, rodzice, pracownicy dużych korporacji wykorzystują w swojej codziennej pracy telefony, komputery, komunikatory, urządzenia mobilne. Pokolenie Y stosuje w codziennych kontaktach dodatkowe funkcje swoich komórek, iPodów i odtwarzaczy mp3, czy mp4. Dlaczego więc to, z czego korzystamy wszyscy w codziennym życiu nie może zaistnieć na równych prawach w szkole? Dlaczego nie możemy wykorzystać z jednej strony potencjału uczniów w stosowaniu technologii cyfrowej, z drugiej zaś ogromnego potencjału nowoczesnych technologii? Przepis wydaje się prosty. Zacznijmy w systemowy sposób korzystać nie tylko z tablicy i tradycyjnych pomocy naukowych w postaci map, plansz i eksponatów. Włączmy do edukacji również edukację interaktywną, tablice multimedialne i mobilne urządzenia cyfrowe i wirtualną przestrzeń. Korzystajmy z blogów eksperckich, portali tematycznych i telewizyjnych kanałów edukacyjnych dostępnych w sieci, GPS oraz społeczności internetowych. Niech telefon stanie się równoprawnym narzędziem pracy w szkole w takim samym stopniu, w jakim korzystamy z niego w naszym codziennym życiu.
Tak więc pomysł na szkołę przyszłości w Słupsku wbrew pozorom nie jest rewolucyjny. To po prostu ewolucja szkoły w kierunku edukacji ery postindustrialnej. Polega na połączeniu w system różnych przestrzeni, w których odbywa się edukacja i zastosowania w niej nowoczesnych technologii. Stworzymy w ten sposób nie tylko nowoczesne środowisko uczenia się ucznia, rozwijania jego talentów, ale również zadbamy o rozwój dodatkowo sfery emocjonalnej, duchowej i fizycznej. Tym samym przygotujemy uczniów do funkcjonowania w przyszłości, ale też przy okazji ułatwimy przygotowanie do egzaminów, który nie powinien być – jak to ma miejsce teraz – celem samym w sobie. Jeżeli chcemy realizować edukacyjną misję wśród młodego pokolenia, to wykorzystajmy język, którym się ono posługuje i który doskonale znają.
sobota, 7 listopada 2009
Co zrobić, kiedy inni nas nie rozumieją?
Za mną już dziewięć szkoleń organizowanych przez Wydawnictwo Szkolne PWN. Przed sobą mam jeszcze osiem warsztatów, m.in. w Kielcach, Łodzi, Poznaniu, Wrocławiu, Gdańsku i Toruniu. Każde spotkanie jest inne, na każdym inaczej reagują uczestnicy. Zdarza się, że dyskusje są tak żywe, że nie zawsze udaje się zaprezentować cały przygotowany materiał. Nie zawsze uczestnikom przychodzi łatwo zgodzić się z moją koncepcją transformacji polskiej szkoły. Nie każdy zmianę dostrzega jako konieczność i szansę na odkrycie nowej roli nauczyciela. Przy bardzo prostym i szybkim docieraniu do informacji i wiedzy powód, dla którego kiedyś przychodziło się do szkoły, przestał istnieć. Dziś szkoła stoi przed zupełnie nowymi wyzwaniami. Dziś przed nauczycielem pojawiają się zupełnie nowe zadania wymagające zmiany paradygmatu. O tym przekonuję na zajęciach. Zdarza się – choć rzadko, że moje poglądy nie są interpretowane zgodnie z moim zamiarem. Mam jednak silne przekonanie, które pozwala mi w takich sytuacjach właściwie reagować, że znaczenie komunikatu, to odpowiedź na niego. Moja wypowiedź znaczy dokładnie to, co zrozumiał mój słuchacz. Ilekroć słyszę, że ktoś inaczej zinterpretował moją wypowiedź, to sam przejmuję odpowiedzialność za tę sytuację. Mówię sobie wówczas, że widocznie byłem nieprecyzyjny, widocznie nie przedstawiłem właściwych argumentów. Nie staram się w takich sytuacjach wmawiać innym, że nie rozumieją, że niedokładnie słuchają. To dla mnie okazja, aby swój komunikat zmodyfikować, aby wzmocnić te elementy, które mogły zostać niezauważone. To znakomity sposób na doskonalenia komunikacji. Kiedy podczas zajęć uczestnicy swoimi wypowiedziami i komentarzami dowodzą, że zmieniają znaczenie i intencje moich wypowiedzi, to dla mnie pretekst, aby zastanowić się, dlaczego tak się dzieje? Co i jak powiedziałem, że nie zostałem właściwie zrozumiany. To stwarza miejsce na doskonalenie własnego warsztatu.
Podobnie traktowałem w szkole tzw. trudnych uczniów. Nie sztuka pracować z samodzielnymi, odpowiedzialnymi i świadomymi swoich celów ludźmi. Największe dla mnie wyzwanie to uczniowie niepokorni, zadający tysiące pytań, przerywający, dowcipkujący, cyniczni, ale też sprawiający kłopoty wychowawcze. Dla mnie to w takich uczniach tkwi zalążek czegoś niepospolitego. Jest w nich coś, co sprawić może, że w przyszłości zaczną podążać własną drogą, będę szukać nowych możliwości, będę walczyć ze stereotypami i szkodliwymi poglądami. To oni mogą zacząć zmieniać świat, to oni podejmują ryzyko porażki i konsekwencje z popełnianych błędów. To tacy uczniowie uczą pokory, zmuszają do doskonalenia warsztatu pracy. To dzięki nim poszukuję nowych metod, próbuję, testuję i cieszę się, że mogę się rozwijać. To dla mnie wyzwanie. W sytuacjach takich przejmuję odpowiedzialność za jakość prowadzonych zajęć, za jakość komunikacji, za jakość i dynamikę relacji z uczestnikami szkoleń. Nie walczę z przekonaniami innych. Nie jest możliwa ich natychmiastowa zmiana. Potrzeba nam wszystkim czasu i stworzenia przestrzeni, w której poczują się potrzebni, ważni, docenieni i przede wszystkim szanowani. Nie walczę z poglądami, z którymi nie mogę się utożsamić, ale staram się zrozumieć, jakie zachowania, umiejętności i doświadczenie mogło zbudować konkretne przekonanie. Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze mówię to, co inni chcieliby usłyszeć. To może być wygodne, ale też warto zacząć mówić innym to, co może być dla nich dobre, co może zmienić ich perspektywę postrzegania i budować nowe przekonania na własny temat. Wystarczy sięgnąć do wewnętrznych zasobów i budować na tym nowe przekonania. Warto, bo w ten sposób działając w kręgu własnego wpływu mogę rozpocząć zmianę tego, co mnie irytuje, niepokoi i po prostu angażuje. Jeżeli dołączę do tego pasję i dyscyplinę, to z pewnością uda się osiągnąć osobisty sukces.


Podobnie traktowałem w szkole tzw. trudnych uczniów. Nie sztuka pracować z samodzielnymi, odpowiedzialnymi i świadomymi swoich celów ludźmi. Największe dla mnie wyzwanie to uczniowie niepokorni, zadający tysiące pytań, przerywający, dowcipkujący, cyniczni, ale też sprawiający kłopoty wychowawcze. Dla mnie to w takich uczniach tkwi zalążek czegoś niepospolitego. Jest w nich coś, co sprawić może, że w przyszłości zaczną podążać własną drogą, będę szukać nowych możliwości, będę walczyć ze stereotypami i szkodliwymi poglądami. To oni mogą zacząć zmieniać świat, to oni podejmują ryzyko porażki i konsekwencje z popełnianych błędów. To tacy uczniowie uczą pokory, zmuszają do doskonalenia warsztatu pracy. To dzięki nim poszukuję nowych metod, próbuję, testuję i cieszę się, że mogę się rozwijać. To dla mnie wyzwanie. W sytuacjach takich przejmuję odpowiedzialność za jakość prowadzonych zajęć, za jakość komunikacji, za jakość i dynamikę relacji z uczestnikami szkoleń. Nie walczę z przekonaniami innych. Nie jest możliwa ich natychmiastowa zmiana. Potrzeba nam wszystkim czasu i stworzenia przestrzeni, w której poczują się potrzebni, ważni, docenieni i przede wszystkim szanowani. Nie walczę z poglądami, z którymi nie mogę się utożsamić, ale staram się zrozumieć, jakie zachowania, umiejętności i doświadczenie mogło zbudować konkretne przekonanie. Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze mówię to, co inni chcieliby usłyszeć. To może być wygodne, ale też warto zacząć mówić innym to, co może być dla nich dobre, co może zmienić ich perspektywę postrzegania i budować nowe przekonania na własny temat. Wystarczy sięgnąć do wewnętrznych zasobów i budować na tym nowe przekonania. Warto, bo w ten sposób działając w kręgu własnego wpływu mogę rozpocząć zmianę tego, co mnie irytuje, niepokoi i po prostu angażuje. Jeżeli dołączę do tego pasję i dyscyplinę, to z pewnością uda się osiągnąć osobisty sukces.
Etykiety:
Nauczyciel przyszłości,
Pokolenie Y,
Uczeń przyszłości
czwartek, 11 czerwca 2009
Czy dzisiejsza szkoła uczy?
Ogłoszono wyniki egzaminów po gimnazjum. Są złe i w dodatku gorsze niż rok temu. Od razu odezwali się eksperci winiąc za to szkołę, nauczycieli, którzy źle uczą. Posypały się na nich gromy. Sama pani minister stwierdziła, że szkoły powinny zabrać się do pracy. Nikt nie potrafi, a może po prostu nie chce zrozumieć, że system jest niewydolny. Pojawiły się głosy, że metody nie są odpowiednie, że system klasowo-lekcyjny i jego hierarchiczność już się nie sprawdzają. Szkoła oddaliła się od życia. Nie pozwala jej się być miejscem podobnym do tego, w którym pracują rodzice uczniów. System stworzony dla ery przemysłowej już się wyczerpał. Do szkoły chodzi zupełnie inne pokolenie. Mówimy o pokoleniu Y, ostatnio Z. Nieważne, jak je nazwiemy, istotne jest, aby stworzyć model szkoły, która przygotowuje uczniów do życia w erze gospodarki informacyjnej. Funkcjonujemy w świecie dynamicznie rozwijanej technologii informacyjnej. Od dawna piszę, namawiam na swoich szkoleniach, aby czerpać wzory z życia nowoczesnych organizacji biznesowych ery informacyjnej, o wielopoziomowych strukturach funkcjonowania. Marek Hyla ostatnio na swoim blogu stwierdza: „Moje biuro mieści się na moich kolanach. Komputer, telefon, dostęp do Internetu i mini drukarka. To wszystko niemal w jednym urządzeniu.” A jak jest w szkole? Ani przestrzeń, ani klasy z ustawionymi rzędami ławek, ani pracownie komputerowe nie pomagają przygotować uczniów do życia. Jeżeli nie możemy wykorzystywać na lekcji tego wszystkiego, z czego na co dzień korzysta się w miejscu pracy, to trudno mówić, że szkoła przybliża się do świata zewnętrznego.
Co zrobić, aby wychowywać szczęśliwe społeczeństwo już w szkole? Pozwólmy, aby szczęśliwym był zarówno prawnik, nauczyciel, lekarz, jak i sprzedawca, kasjer w hipermarkecie czy ślusarz. Niech każdy odnajdzie w sobie powołanie i je pielęgnuje. Niech podąża za swoich wewnętrznym głosem. System edukacji robi wszystko, aby wmówić nam, że każdy musi posiadać wyższe wykształcenie. Należy zmienić ten paradygmat. Ken Richardson w swoim wystąpieniu na ekskluzywnej konferencji TED (pisałem o tym na swoim blogu) powiada, że szkoła kształci od pasa w górę. Zapomina się bowiem o tancerzach z „You Can Dance” czy o wybitnych śpiewakach i innych pasjonatach z programu „Mam talent”. W styczniu tego roku ogłosiłem na swoim blogu śmierć szkoły ery industrialnej. Agresja, coraz gorsze wyniki egzaminów, utrata autorytetu szkoły, protest rodziców wobec wysyłania do szkoły już sześciolatków, dynamicznie rozwijany ruch na rzecz edukacji domowej – to sygnały, których nie wolno ignorować. Co jeszcze musi się wydarzyć, aby decydenci zrozumieli, że szkoła – fabryka, przestała być miejscem uczenia się uczniów? Przygotowujemy do egzaminów, tworzymy rankingi, każemy ścigać się uczniom nawzajem.
Krzywa Gaussa rozkładu inteligencji wskazuje, że tylko kilkanaście procent uczniów znajduje się w przedziale tych o najwyższym ilorazie. System oświaty z akademickim podejściem stworzony jest dla tych właśnie uczniów skazując pozostałych na klęskę już na starcie ich formalnej edukacji. Stąd korepetycje, wysyłanie uczniów do szkół językowych, dodatkowe zajęcia. Szkoła ma być miejscem uczenia się ucznia, rozwiązywania problemów, zbliżania do życia w przyszłości. Wraz ze zmianą modelu edukacji, dydaktyki, metod uczenia potrzeba zmiany roli nauczyciela. Niech on już nie rywalizuje z interesującymi treściami w sieci, telewizji. Niech zajmie się stwarzaniem w szkole okazji do uczenia się, tworzenia doświadczeń do rozwoju własnych talentów. Niech uczniowie poczują się w szkole, że są podmiotem edukacji. Niech ich naturalna umiejętność stosowania nowoczesnej technologii i mobilnych urządzeń zostanie wreszcie dostrzeżona, doceniona i wykorzystana w codziennej pracy na lekcjach. W szkole powinno być jak w życiu. A tak nie jest.
Zgłosiła się kilka dni temu do mnie dziennikarka TVN z prośbą o wskazanie szkół, dyrektorów, nauczycieli, którzy rzeczywiście doceniają potencjał nowoczesnej technologii i włączyli ją do codzienne praktyki i warsztatu pracy. Szukała nowego podejścia do edukacji, nowych metod, programów, koncepcji. Otrzymałem od niej maila, który potwierdza również moją diagnozę polskiej szkoły. Pisze do mnie: „Szukam czegoś, o czym naprawdę warto mówić i warto pokazać. (…) Póki co obraz nowoczesnej edukacji w polskiej szkole wygląda nędznie. Dużo mówienia, które nie przekłada się na działania. Naprawdę nie ma ludzi, którzy robią coś wyjątkowego? (…)Tablice interaktywne, wywiadówki on-line i dzienniczki internetowe i to wszystko, co udało mi się do tej pory wyśledzić. Wciąż nie mam ludzi – Zapaleńców, Fascynatów, Pedagogów z prawdziwego zdarzenia, którym się zwyczajnie chce ROBIĆ nowoczesną edukację. To smutne, ale nie tracę nadziei i liczę na pomoc.”
Mam wrażenie, że jedyną umiejętność, na której kształceniu koncentruje się polska szkoła, to umiejętność zdawania egzaminów i rozwiązywania testów. Uczniowie na pytanie, po co muszą się tego wszystkiego uczyć, słyszą odpowiedź, przyda się na egzaminie. Ja zapytałbym raczej, czy będzie przydatne w życiu, w przyszłości? Jak znaleźć przy takiej argumentacji motywację od uczenia się? Nie winię tutaj nauczycieli, ale system, którego nikt nie próbuje zmienić. Nie kwestionuję też treści programowych, ani celów zwartych w najnowszej podstawie programowej, ale model, w jakim uczniowie dziś funkcjonują w szkole. Mamy już wiele propozycji i scenariuszy dla nowej edukacji, brak jest jednak odważnych, którzy chcieliby podjąć się tego wyzwania. Dyskusja o to, czy wprowadzić do kanonu lektur Gombrowicza, czy z Sienkiewicza uczeń powinien znać tylko fragmenty, jest dla mnie wtórna wobec dyskusji o nowym modelu szkoły ery postindustrialnej.


Co zrobić, aby wychowywać szczęśliwe społeczeństwo już w szkole? Pozwólmy, aby szczęśliwym był zarówno prawnik, nauczyciel, lekarz, jak i sprzedawca, kasjer w hipermarkecie czy ślusarz. Niech każdy odnajdzie w sobie powołanie i je pielęgnuje. Niech podąża za swoich wewnętrznym głosem. System edukacji robi wszystko, aby wmówić nam, że każdy musi posiadać wyższe wykształcenie. Należy zmienić ten paradygmat. Ken Richardson w swoim wystąpieniu na ekskluzywnej konferencji TED (pisałem o tym na swoim blogu) powiada, że szkoła kształci od pasa w górę. Zapomina się bowiem o tancerzach z „You Can Dance” czy o wybitnych śpiewakach i innych pasjonatach z programu „Mam talent”. W styczniu tego roku ogłosiłem na swoim blogu śmierć szkoły ery industrialnej. Agresja, coraz gorsze wyniki egzaminów, utrata autorytetu szkoły, protest rodziców wobec wysyłania do szkoły już sześciolatków, dynamicznie rozwijany ruch na rzecz edukacji domowej – to sygnały, których nie wolno ignorować. Co jeszcze musi się wydarzyć, aby decydenci zrozumieli, że szkoła – fabryka, przestała być miejscem uczenia się uczniów? Przygotowujemy do egzaminów, tworzymy rankingi, każemy ścigać się uczniom nawzajem.
Krzywa Gaussa rozkładu inteligencji wskazuje, że tylko kilkanaście procent uczniów znajduje się w przedziale tych o najwyższym ilorazie. System oświaty z akademickim podejściem stworzony jest dla tych właśnie uczniów skazując pozostałych na klęskę już na starcie ich formalnej edukacji. Stąd korepetycje, wysyłanie uczniów do szkół językowych, dodatkowe zajęcia. Szkoła ma być miejscem uczenia się ucznia, rozwiązywania problemów, zbliżania do życia w przyszłości. Wraz ze zmianą modelu edukacji, dydaktyki, metod uczenia potrzeba zmiany roli nauczyciela. Niech on już nie rywalizuje z interesującymi treściami w sieci, telewizji. Niech zajmie się stwarzaniem w szkole okazji do uczenia się, tworzenia doświadczeń do rozwoju własnych talentów. Niech uczniowie poczują się w szkole, że są podmiotem edukacji. Niech ich naturalna umiejętność stosowania nowoczesnej technologii i mobilnych urządzeń zostanie wreszcie dostrzeżona, doceniona i wykorzystana w codziennej pracy na lekcjach. W szkole powinno być jak w życiu. A tak nie jest.
Zgłosiła się kilka dni temu do mnie dziennikarka TVN z prośbą o wskazanie szkół, dyrektorów, nauczycieli, którzy rzeczywiście doceniają potencjał nowoczesnej technologii i włączyli ją do codzienne praktyki i warsztatu pracy. Szukała nowego podejścia do edukacji, nowych metod, programów, koncepcji. Otrzymałem od niej maila, który potwierdza również moją diagnozę polskiej szkoły. Pisze do mnie: „Szukam czegoś, o czym naprawdę warto mówić i warto pokazać. (…) Póki co obraz nowoczesnej edukacji w polskiej szkole wygląda nędznie. Dużo mówienia, które nie przekłada się na działania. Naprawdę nie ma ludzi, którzy robią coś wyjątkowego? (…)Tablice interaktywne, wywiadówki on-line i dzienniczki internetowe i to wszystko, co udało mi się do tej pory wyśledzić. Wciąż nie mam ludzi – Zapaleńców, Fascynatów, Pedagogów z prawdziwego zdarzenia, którym się zwyczajnie chce ROBIĆ nowoczesną edukację. To smutne, ale nie tracę nadziei i liczę na pomoc.”
Mam wrażenie, że jedyną umiejętność, na której kształceniu koncentruje się polska szkoła, to umiejętność zdawania egzaminów i rozwiązywania testów. Uczniowie na pytanie, po co muszą się tego wszystkiego uczyć, słyszą odpowiedź, przyda się na egzaminie. Ja zapytałbym raczej, czy będzie przydatne w życiu, w przyszłości? Jak znaleźć przy takiej argumentacji motywację od uczenia się? Nie winię tutaj nauczycieli, ale system, którego nikt nie próbuje zmienić. Nie kwestionuję też treści programowych, ani celów zwartych w najnowszej podstawie programowej, ale model, w jakim uczniowie dziś funkcjonują w szkole. Mamy już wiele propozycji i scenariuszy dla nowej edukacji, brak jest jednak odważnych, którzy chcieliby podjąć się tego wyzwania. Dyskusja o to, czy wprowadzić do kanonu lektur Gombrowicza, czy z Sienkiewicza uczeń powinien znać tylko fragmenty, jest dla mnie wtórna wobec dyskusji o nowym modelu szkoły ery postindustrialnej.
poniedziałek, 1 czerwca 2009
W szkole jak w operze...
W ostatnim wywiadzie dla „Dziennika” Mariusz Treliński opowiada o swojej kolejnej inscenizacji w Operze Narodowej. Jego wyjątkowe spojrzenie na operę, to dla mnie kolejna inspiracja do rozważań o nowej szkoły. Reżyser uzasadnia, że opera opiera się na wielogatunkowości i jest hybrydowa. To jest jej prawdziwą wartością. Oczywiście sednem jest muzyka, ale… chodzi o to, jak ją się oprawi. A to zależy już od reżysera. Opera może być nudna i zachowawcza, ale może też przybrać nowoczesną, inspirującą i intrygującą formę. W tym ogromna rola kostiumologów, scenografów, reżyserów. Wszystkie inscenizacje Mariusza Trelińskiego są wyjątkowe i zachwycają publiczność teatrów operowych na świecie. Co to może mieć wspólnego ze szkołą? Opera szuka otwarcia, dopływu świeżej krwi, a śmierć gatunku – ogłaszana od czasu do czasu – cały czas nie następuje dzięki poszukiwaniom nowych form. Dzisiejsza szkoła też już się przeżyła, ale nadal trwa w swojej skostniałej formie. Stworzyliśmy w niej przede wszystkim miejsce na tropienie błędów zarówno uczniów, nauczycieli jak i samych dyrektorów. Ten ostatni odpowiada przed wizytatorem, który próbuje pokazać jego pomyłki, dyrektor odtwarza model „wspierającego” nadzoru w stosunku do nauczycieli. Na końcu jest uczeń, który przyłapany dowiaduje się, że nie wie, nie umie, nie potrafi, coś źle zrobił, błędnie obliczył, znowu się pomylił i jak zwykle zapomniał. Do tego nieustannie się wierci, rozmawia i nie słucha. Kogo w ten sposób kształcimy i wychowujemy? Dziś wydawać by się mogło, że szkoła to instytucja, która sens swojego istnienia znajduje właśnie na egzaminowaniu, testowaniu i przepytywaniu. Przygotowujemy do egzaminu i zdawania testów. Uzasadniamy sens uczenia się tylko dlatego, bo przyda się na egzaminie, bo może być na teście. Do tego powołano za pieniądze podatników instytucję centralną z regionalnymi oddziałami. Stworzono system, który co jakiś czas ujawnia małe i duże skandale. Czy można to zmienić? Wracam do opery i jej analogii ze szkołą. Mariusz Treliński mówi, że otwarcie na najróżniejsze poszukiwania – to szansa zaproszenia nowego pokolenia znakomitych artystów, zdolnych do odświeżenia gatunku. Proponuję więc mały eksperyment myślowy: zamieńmy słowo opera, artysta, publiczność na szkoła, nauczyciel, rodzice, a nawet naród. Okazuje się, że dzisiejsza szkoła również poszukuje nie tylko nowej krwi, nowej formy i nowego pokolenia nauczycieli, ale też otwartego i przede wszystkim odważnego oraz rozważnego dyrektora-reżysera, który ma ambicję robienia nowych rzeczy. Rodzice już poszukują nowej formy dla edukacji, innej szkoły, która przygotuje ich dzieci do przyszłości, a nie tylko zadawania egzaminów. Niedawno miałem okazję spotkać się z młodymi, świetnie wykształconymi rodzicami z pokolenia Y, którzy pod wpływem moich zajęć zaczęli dyskutować o modelu szkoły przyszłości. Składa się na nią różnorodność form i metod oraz miejsca pracy uczniów, ale również organizacja przestrzeni szkolnej. Od hierarchicznej struktury i systemów klasowo-lekcyjnych, poprzez modele pracy projektowej aż do aktywności w sieci i w wirtualnej szkole. A wszystko odbywa się z zastosowaniem nowoczesnej dydaktyki wykorzystującej technologie cyfrowe. Szkoła przyszłości, która zacznie działać już od września, zbudowała nową formułę, sięgając z jednej strony do jej sedna i podstawowej funkcji (uczenie się), z drugiej podejmuje wyzwania ery informacyjnej otwierając szerzej drzwi na innowacje. Obok publiczności konserwatywnej jest w tej szkole miejsce dla inteligencji, dla ludzi autentycznie interesujących się przyszłością swoich dzieci, którzy czytają książki, chodzą na wystawy czy do teatrów i słuchają koncertów. Jednak nie może to być rewolucja, ale ewolucyjne wprowadzanie zmian. Jako koordynator projektu chcę zaprosić młodą generację twórców portali społecznościowych, grafików 3D, pracowników agencji interaktywnych i specjalistów budowania wizerunku w sieci – to też rozszerzy krąg naszych widzów i wniesie nowe jakości. Jak zareaguje publiczność na tę propozycję, czy chętnie weźmie udział w jej współtworzeniu i aktywnym uczestnictwie? Wierzę, że to szkoła dla nowego pokolenia zarówno uczniów, rodziców jak i nauczycieli. Nie boję się marzyć, bo nasza najnowsza historia pokazuje, że to, co jeszcze niedawno było niemożliwe może być całkiem realne!


poniedziałek, 20 kwietnia 2009
Nauczyciele nowej generacji
Jakie powinno być pokolenie nauczycieli, które uczy generację Google? Spotykam w polskich szkołach nauczycieli nowej generacji, którzy zupełnie inaczej postrzegają swoją rolę w dzisiejszej szkole . Pokolenie to nie potrzebuje swojej wartości budować w oparciu o przywileje Karty Nauczyciela, gwarancje zatrudnienia, wcześniejszej emerytury i zabezpieczenia socjalnego. Ceni sobie dłuższe wakacje, kilka godzin dziennie zajęć dydaktycznych, możliwość wpływania na przyszłe pokolenia. Korzysta z tego i cieszy się, że przed nim tyle jest do zrobienia i osiągnięcia. Pokolenie to zna swoją wartość i wie, że przyszłość zależy od nich samych, od zdobytej wiedzy i umiejętności. Nauczyciele reprezentujący je posiadają kompetencje, które są cenne na rynku pracy i przydatne do ciągłego uczenia się i własnego rozwoju. Uczestniczą w wielu projektach finansowanych z Europejskich Funduszy Społecznych. W nich widzą szansę na dodatkowe źródło dochodów. Prowadzą zajęcia na uczelniach, szkolą innych nauczycieli, uczą języków i sami się ciągle doskonalą. Nie rozumieją często hierarchii panującej w szkole i tzw. życia pokoju nauczycielskiego. Szukają sposobów na tworzenie nowoczesnej dydaktyki i nie narzekają na ministerialny gorset. Wiedzą, że mają rację i są bezkompromisowi w swojej pracy. Rozumieją, że uczniowie cenią sobie interaktywną edukację, a szkoła bez dostępu i możliwości wykorzystania mobilnej technologii skazana jest na krytykę. Nauczyciele nowej generacji inaczej postrzegają siebie, swoją rolę w szkole i w relacjach z uczniami oraz innymi nauczycielami. Inaczej też budują swój autorytet. Uczestniczą w społecznościach internetowych, surfują i dzielą się swoją specjalistyczną wiedzą na portalach tematycznych. Chcą być prawdziwymi ekspertami od strategii uczenia się przez całe życie. Do nich właśnie kierowany jest ekskluzywny miesięcznik „Edukacja i Dialog”. To pismo dla nowocześnie myślących nauczycieli, którzy rozumieją, że dzisiejsza szkoła musi się zmienić, że zmienia się rola nauczyciela, że przestał on już być podstawowym źródłem wiedzy i nie może konkurować z setkami kanałów telewizyjnych oraz portalami internetowymi. Wspierają swoich uczniów, motywują i inspirują do wykorzystywania w pełni swoich zasobów i talentów. Przekonują ich, aby nie koncentrować się na deficytach, ale swoich mocnych stronach, bo to pozwala osiągnąć w życiu sukces. Takich właśnie nauczycieli zapraszam do szkoły przyszłości. O przynależności do nowej generacja nauczycieli nie decyduje wiek, miejsce zamieszkania, czy zakres działalności, ale postawa i świadomość wyzwań współczesnego świata.

poniedziałek, 9 lutego 2009
Błąd zaniechania w edukacji
W zarządzaniu często mówi się, że wiele większym błędem, niż zrobienie czegoś źle, jest błąd zaniechania. Dlaczego mówię o nim w kontekście budowania szkoły w społeczeństwie postindustrialnym? Błąd braku decyzji o tworzeniu nowego modelu szkoły powoduje, że zabieramy sobie szansę na zbudowanie lepszej, bardziej efektywnej i nowoczesnej edukacji. Zapewniam, że w tak pojmowanej szkole epoki postindustrialnej jest miejsce na rozwój społecznych kompetencji, na kształcenie i wychowanie szczęśliwego społeczeństwa, otwartego na zmiany, przedsiębiorczych obywateli z poczuciem własnej wartości, uczniów gotowych na przyjęcie wyzwań związanych z działaniem na rzecz modernizacji naszego kraju.
Często słyszę pytanie, dlaczego mamy zmieniać edukację, skoro nasi uczniowie wygrywają międzynarodowe olimpiady informatyczne, przewyższają wiedzą swoich rówieśników w amerykańskich szkołach, a my wykształceni w tamtej szkole wyrośliśmy na porządnych ludzi? Skoro tak, to dlaczego osiągamy tak słabe wyniki w badaniach PISA? Dlaczego w polskiej szkole jest agresja i przemoc, a uczniowie twierdzą, że źródłem wiarygodnej informacji jest częściej Internet niż nauczyciel? Odpowiedzią i argumentem za zmianą modelu i systemu kształcenia jest pojawienie się w polskich szkołach nowego pokolenia. Jak przypomina portal nowoczesnej edukacji Edunews.pl w 2001 roku Marc Prensky opublikował swój głośny artykuł pod tytułem „Cyfrowi tubylcy i cyfrowi imigranci”. Tak nazwał przedstawicieli młodszego (dorastającego już w erze informacyjnej) pokolenia i starszą generację, w której życie komputer wkroczył dopiero, kiedy jej członkowie dorastali lub byli już dorośli. Ten podział był bardzo cenny dla zrozumienia funkcjonowania jednostek w nowych warunkach, jakie nastały wraz z rozwojem Internetu, ale obecnie warto obecnie przyjrzeć się innym wymiarom, dzięki którym trwa cywilizacyjny rozwój. Wśród nich znajdziemy właśnie pojawienie się cyfrowej mądrości (ang. digital wisdom).
Kto zapłaci za błąd zaniechania w wprowadzeniu do szkół nowej dydaktyki? Kto obliczy koszty corocznego opóźnienia zmiany modelu edukacji. Kto oszacuje straty za brak przygotowania nauczycieli na wyzwania dzisiejszych czasów i stworzenia szkoły XXI wieku? Dlaczego nie chcemy wykorzystać naturalnych umiejętności pokolenia cyfrowego i stworzyć w szkole miejsce do rozwijania kompetencji społeczeństwa wiedzy? Co takiego musi się stać, aby decydenci zaczęli działać w bardziej zdecydowany sposób? Czy musi nas dosięgnąć w szkole kryzys, który sprawi, że zaczniemy szukać nowych rozwiązań, tak jak teraz poszukuje się 20 miliardów złotych oszczędności? Czy za ten błąd zaniechania nie płaci już dziś pokolenie cyfrowe?

Często słyszę pytanie, dlaczego mamy zmieniać edukację, skoro nasi uczniowie wygrywają międzynarodowe olimpiady informatyczne, przewyższają wiedzą swoich rówieśników w amerykańskich szkołach, a my wykształceni w tamtej szkole wyrośliśmy na porządnych ludzi? Skoro tak, to dlaczego osiągamy tak słabe wyniki w badaniach PISA? Dlaczego w polskiej szkole jest agresja i przemoc, a uczniowie twierdzą, że źródłem wiarygodnej informacji jest częściej Internet niż nauczyciel? Odpowiedzią i argumentem za zmianą modelu i systemu kształcenia jest pojawienie się w polskich szkołach nowego pokolenia. Jak przypomina portal nowoczesnej edukacji Edunews.pl w 2001 roku Marc Prensky opublikował swój głośny artykuł pod tytułem „Cyfrowi tubylcy i cyfrowi imigranci”. Tak nazwał przedstawicieli młodszego (dorastającego już w erze informacyjnej) pokolenia i starszą generację, w której życie komputer wkroczył dopiero, kiedy jej członkowie dorastali lub byli już dorośli. Ten podział był bardzo cenny dla zrozumienia funkcjonowania jednostek w nowych warunkach, jakie nastały wraz z rozwojem Internetu, ale obecnie warto obecnie przyjrzeć się innym wymiarom, dzięki którym trwa cywilizacyjny rozwój. Wśród nich znajdziemy właśnie pojawienie się cyfrowej mądrości (ang. digital wisdom).
Kto zapłaci za błąd zaniechania w wprowadzeniu do szkół nowej dydaktyki? Kto obliczy koszty corocznego opóźnienia zmiany modelu edukacji. Kto oszacuje straty za brak przygotowania nauczycieli na wyzwania dzisiejszych czasów i stworzenia szkoły XXI wieku? Dlaczego nie chcemy wykorzystać naturalnych umiejętności pokolenia cyfrowego i stworzyć w szkole miejsce do rozwijania kompetencji społeczeństwa wiedzy? Co takiego musi się stać, aby decydenci zaczęli działać w bardziej zdecydowany sposób? Czy musi nas dosięgnąć w szkole kryzys, który sprawi, że zaczniemy szukać nowych rozwiązań, tak jak teraz poszukuje się 20 miliardów złotych oszczędności? Czy za ten błąd zaniechania nie płaci już dziś pokolenie cyfrowe?
niedziela, 18 stycznia 2009
Pokolenie Y
Wczoraj spotkałem się z jedną z bohaterek reportażu o kobietach pokolenia Y zamieszczonym w styczniowym numerze „Twojego Stylu”. Zuza Scherer mieszka obecnie w Nowej Zelandii i jest osobą, dla której nie ma żadnych granic. Wystarczy wejść na jej stronę www i przekonać się. że brak granic rozumiem tutaj zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Moja bohaterka jest ekspertem ds. pokolenia Y i wspierana przez osobistego mentora i agenta sama buduje swoją markę w świecie biznesu. Kończyła liceum prywatne w Warszawie i bardzo dobrze mówi o swojej szkole i nauczycielach. Namawiam ją do tego, aby rozpoczęła stałą współpracę z miesięcznikiem „Edukacja i Dialog”. Przypomina mi bardzo uczniów liceum, które stworzyłem i prowadziłem w latach 90-tych. Wówczas szkoły niepubliczne były prawdziwą alternatywą dla ówczesnej edukacji. W centrum był uczeń, a nie program nauczania. Najważniejszy był rozwój talentów, choć nie do końca rozumieli to nauczyciele, którzy większość czasu uczyli w szkołach poprzedniego systemu. Szkołom niepublicznym trudno było konkurować w rankingach z renomowanymi publicznymi liceami. Rodzice często szukali potwierdzenia w wynikach publikowanych w prasie oświatowej. Przekonywałem ich, że rankingi nie odpowiadają na najważniejsze pytanie, nie mówią, czy ich dzieci są szczęśliwe, czy realizują swoje marzenia, czy szkoła kształci umiejętności potrzebne w przyszłości? Na tego typu odpowiedzi trzeba czekać latami. Ranking, który mówi jedynie o „tu i teraz” szkolnej rzeczywistości, nie daje odpowiedzi na najważniejsze pytanie dla edukacji, a mianowicie: czy wychowujemy i kształcimy szczęśliwe społeczeństwo, wolnych i spełnionych ludzi, realizujących swoje pasje i jednocześnie współodpowiedzialnych obywateli. Dopiero dziś mogę zweryfikować skuteczność swojego pomysłu na szkołę. Zuza Scherer z warszawskiego liceum, a także uczniowie, którzy kończyli liceum społeczne w Człuchowie i Słupsku są prawdziwym świadectwem, że pomysł i koncepcja autorskiego liceum sprawdziły się w praktyce. Po ukończeniu szkoły uczniowie najpierw zaczęli studiować na prestiżowych uczelniach w kraju i za granicą, następnie stworzyli ciekawe firmy, pełnią odpowiedzialne funkcje, pracują w bankach i międzynarodowych korporacjach. Tych, których spotykam twierdzą, że realizują swoje marzenia, pracują w firmach, które sami wybrali. Czują, że maja wpływ na przeobrażenie naszego kraju w różnych jego obszarach.
Zuza Scherer rozumie, że w dzisiejszym świecie sama może być marką. Nie rozumie natomiast, dlaczego tak często dla potwierdzenia swojej idei podpieramy się całym mnóstwem autorytetów. Czy sądzimy, że inni szybciej nam uwierzą? Dziwi się, że wiele osób, które prezentują swoje koncepcje na konferencjach, w mediach i podczas publicznych wystąpień powołują się na całą listę ekspertów. Twierdzi, że prezesi nowego pokolenia chcą wiedzieć, co my myślimy, jakie jest nasze zdanie. Nie interesuje ich zdanie na ten temat innych, nie jest też ważne CV, bo prezesi pokolenia Y i osoby odpowiedzialne za rekrutację szukają zupełnie inaczej swoich przyszłych pracowników. Zaglądają na strony internetowe kandydatów, ich blogi, sprawdzają znajomych na profesjonalnych portalach społecznościowych. Kiedy skarżyłem się na brak zrozumienia przez polskich nauczycieli i dyrektorów zasadności prezentacji rozwiązań i modeli biznesowych, stwierdziła, że w Nowej Zelandii nie ma konieczności przekładania każdego doświadczenia biznesowego na język edukacji. Tego dokonują już sami słuchacze i zainteresowani tym dyrektorzy. Po prostu wierzy się w samodzielność i kreatywność nauczycieli. Wystarczy tylko zmienić przekonanie i uwierzyć, że słuchacze mają w sobie dość wiedzy, aby sami mogli dokonać tego transferu w obszar doświadczeń edukacyjnych. Ostatnio prowadziłem zajęcia dla nauczycieli i dyrektorów szkół z województwa małopolskiego. Robiłem to wspólnie z prezesem jednej z najdynamiczniej rozwijających się agencji interaktywnych w Europie. Prezes należy do pokolenia Y i przekonywał, że warto budować własną markę w sieci. Mówił też, jak to robić skutecznie. Nie trzeba było o tym długo przekonywać nauczycieli. Zrozumieli i uwierzyli w siłę własnej marki. Okazuje się, że jest to kolejna umiejętność w gospodarce informacyjnej, która staje się nowym wyzwaniem, gdzie nie ma różnicy między światem realnym i wirtualnym. To kolejny znak czasu. Czy polska szkoła ma tego świadomość? Zajęcia z nauczycielami pozwalają wierzyć, że ziarno zostało zasiane, a dużą w tym zasługę miał wspomniany prezes pokolenia Y. Współpraca z nim jest równie fascynująca i inspirująca, jak spotkanie z Zuzą Scherer. Od tego pokolenia bardzo dużo się uczę!
Zuza Scherer rozumie, że w dzisiejszym świecie sama może być marką. Nie rozumie natomiast, dlaczego tak często dla potwierdzenia swojej idei podpieramy się całym mnóstwem autorytetów. Czy sądzimy, że inni szybciej nam uwierzą? Dziwi się, że wiele osób, które prezentują swoje koncepcje na konferencjach, w mediach i podczas publicznych wystąpień powołują się na całą listę ekspertów. Twierdzi, że prezesi nowego pokolenia chcą wiedzieć, co my myślimy, jakie jest nasze zdanie. Nie interesuje ich zdanie na ten temat innych, nie jest też ważne CV, bo prezesi pokolenia Y i osoby odpowiedzialne za rekrutację szukają zupełnie inaczej swoich przyszłych pracowników. Zaglądają na strony internetowe kandydatów, ich blogi, sprawdzają znajomych na profesjonalnych portalach społecznościowych. Kiedy skarżyłem się na brak zrozumienia przez polskich nauczycieli i dyrektorów zasadności prezentacji rozwiązań i modeli biznesowych, stwierdziła, że w Nowej Zelandii nie ma konieczności przekładania każdego doświadczenia biznesowego na język edukacji. Tego dokonują już sami słuchacze i zainteresowani tym dyrektorzy. Po prostu wierzy się w samodzielność i kreatywność nauczycieli. Wystarczy tylko zmienić przekonanie i uwierzyć, że słuchacze mają w sobie dość wiedzy, aby sami mogli dokonać tego transferu w obszar doświadczeń edukacyjnych. Ostatnio prowadziłem zajęcia dla nauczycieli i dyrektorów szkół z województwa małopolskiego. Robiłem to wspólnie z prezesem jednej z najdynamiczniej rozwijających się agencji interaktywnych w Europie. Prezes należy do pokolenia Y i przekonywał, że warto budować własną markę w sieci. Mówił też, jak to robić skutecznie. Nie trzeba było o tym długo przekonywać nauczycieli. Zrozumieli i uwierzyli w siłę własnej marki. Okazuje się, że jest to kolejna umiejętność w gospodarce informacyjnej, która staje się nowym wyzwaniem, gdzie nie ma różnicy między światem realnym i wirtualnym. To kolejny znak czasu. Czy polska szkoła ma tego świadomość? Zajęcia z nauczycielami pozwalają wierzyć, że ziarno zostało zasiane, a dużą w tym zasługę miał wspomniany prezes pokolenia Y. Współpraca z nim jest równie fascynująca i inspirująca, jak spotkanie z Zuzą Scherer. Od tego pokolenia bardzo dużo się uczę!
Etykiety:
Autorytety dla edukacji,
Pokolenie Y,
Uczeń przyszłości
sobota, 10 stycznia 2009
Don Tapscott i autorzy raportu „Digital Youth Research” dla edukacji
W poprzednim poście ogłosiłem symboliczną śmierć starej edukacji. Tym bardziej nie zdziwiły mnie badania Ośrodka Badań Młodzieży Uniwersytetu Warszawskiego, z których wynika, że tylko 6 proc. warszawskich uczniów uznaje nauczycieli za ważne źródło wiedzy, natomiast aż 77 proc. twierdzi, że więcej dowiadują się od swoich kolegów i z Internetu. Znamienne jest to, że istotne dla funkcjonowania w erze cyfrowej umiejętności rozwijane są przez uczniów w sieci poza szkołą. Uczniowie kształcą w ten sposób innowacyjność, rozwiązywanie problemów, współpracę, komunikację, aktywne eksperymentowanie i posługiwanie najnowszą technologią informacyjno-komunikacyjną. Pamiętajmy jednocześnie, że nowoczesna technologia to nie wszystko. Jeśli szkoła ma pomóc uczniowi w podejmowaniu odpowiedzialności za własne życie, za własne zadania, za ludzi, których pozna i z którymi będzie pracował i żył, jeśli ma poruszyć jego wyobraźnię i natchnąć ducha, to warto pamiętać, że odkrywanie siebie samego jest ważniejsze niż odkrywanie świata, że życie to maraton, a nie wyścigi konne i wiedzieć „gdzie”, „jak” i „dlaczego” to ważniejsze, niż wiedzieć „co”. W szkole powinno być jak w pracy i vice versa.
Era przemysłowa ustąpiła miejsce gospodarce, w której wiedza stanowi główne źródło bogactwa. Czas więc w edukacji na zmianę nie tylko myślenia i budowania nowej świadomości, ale przede wszystkim sposobów działania w kierunku tworzenia nowego modelu kształcenia i doskonalenia nauczycieli. Zmiany i tak nastąpią, kiedy do głosu dojdzie pokolenie sieci. Jednak już dziś można stworzyć warunki do ich realizacji. Świat biznesu to rozumie, ale edukacja jako najważniejszy instrument modernizacji kraju zmienia się najwolniej i zdaje się nie zauważać potrzeby zmian. Edwin Bendyk w najnowszej „Polityce” (10 stycznia 2009) zastanawia się nawet czy edukacja nie jest czasem największym hamulcowym rozwoju naszego kraju. Pisze również o braku zrozumienia generacji Y przez dorosłych. Podobnie autorzy opublikowanego niedawno raportu „Digital Youth Research” i Don Tapscott –kanadyjski badacz Internetu – twierdzą, że dzieci sieci nie tylko słuchają innej muzyki i oglądają inne filmy niż ich nauczyciele, ale przede wszystkim korzystają z innych narzędzi do komunikacji. Wolą korzystać ze Skype’a i GG Network niż telefonu komórkowego. Niestety, do tej pory nie powstało żadne systemowe rozwiązanie stwarzające przestrzeń dla prawdziwych innowacji w edukacji. Stąd konieczność zupełnej zmiany sposobu uczenia zainicjowanej przez samych nauczycieli. O ile uczniowie świetnie sobie radzą z poruszaniem się po Internecie, o tyle trudniej jest im z informacji zdobytych w Internecie tworzyć nową wiedzę. Nauczyciele są więc osobami, które przede wszystkim organizują przestrzeń do uczenia się uczniów wykorzystując do tego nowoczesne metody i narzędzia pracy.
Ostatnio spotkałem się z fantastyczną grupą nauczycieli, którzy rozumieją, że sukces dzisiejszej szkoły polega przede wszystkim na korzystaniu z naturalnych umiejętności pokolenia cyfrowego. Stąd stosowane są na lekcjach blogi, webquesty, smsy, różne modele e-learningu. Spotkani przeze mnie nauczyciele sami prowadzą swoje blogi i udostępniają je w sieci. Stworzyli grupę na GoldenLine i w ten sposób współpracują umawiając się na spotkania nie tylko w sieci, informują o ważnych wydarzeniach edukacyjnych. Planują też spotkania w Second Life i stworzenie tam szkolnych klas, w których uczniowie będę mogli planować realizację swoich projektów. Nauczyciele nowej ery wymieniają się doświadczeniami, materiałami i szukają kolejnych propozycji. Nie udają, że wszystko wiedzą. Rozumieją, że uczniowie poszukują informacji w sieci, a nie w szkole. Mają świadomość, że najczęściej odwiedzany portal społecznościowy przez uczniów, to nie nasza-klasa.pl, ale przede wszystkim epuls.pl, grono.net, fotka.pl, wykop.pl, gdzie uczniowie tworzą swoje grupy i e-kluby z różnych dziedzin. Warto tam zajrzeć i zobaczyć, o czym rozmawiają, czym się interesują i jak postrzegają dzisiejszą szkołę.
Era przemysłowa ustąpiła miejsce gospodarce, w której wiedza stanowi główne źródło bogactwa. Czas więc w edukacji na zmianę nie tylko myślenia i budowania nowej świadomości, ale przede wszystkim sposobów działania w kierunku tworzenia nowego modelu kształcenia i doskonalenia nauczycieli. Zmiany i tak nastąpią, kiedy do głosu dojdzie pokolenie sieci. Jednak już dziś można stworzyć warunki do ich realizacji. Świat biznesu to rozumie, ale edukacja jako najważniejszy instrument modernizacji kraju zmienia się najwolniej i zdaje się nie zauważać potrzeby zmian. Edwin Bendyk w najnowszej „Polityce” (10 stycznia 2009) zastanawia się nawet czy edukacja nie jest czasem największym hamulcowym rozwoju naszego kraju. Pisze również o braku zrozumienia generacji Y przez dorosłych. Podobnie autorzy opublikowanego niedawno raportu „Digital Youth Research” i Don Tapscott –kanadyjski badacz Internetu – twierdzą, że dzieci sieci nie tylko słuchają innej muzyki i oglądają inne filmy niż ich nauczyciele, ale przede wszystkim korzystają z innych narzędzi do komunikacji. Wolą korzystać ze Skype’a i GG Network niż telefonu komórkowego. Niestety, do tej pory nie powstało żadne systemowe rozwiązanie stwarzające przestrzeń dla prawdziwych innowacji w edukacji. Stąd konieczność zupełnej zmiany sposobu uczenia zainicjowanej przez samych nauczycieli. O ile uczniowie świetnie sobie radzą z poruszaniem się po Internecie, o tyle trudniej jest im z informacji zdobytych w Internecie tworzyć nową wiedzę. Nauczyciele są więc osobami, które przede wszystkim organizują przestrzeń do uczenia się uczniów wykorzystując do tego nowoczesne metody i narzędzia pracy.
Ostatnio spotkałem się z fantastyczną grupą nauczycieli, którzy rozumieją, że sukces dzisiejszej szkoły polega przede wszystkim na korzystaniu z naturalnych umiejętności pokolenia cyfrowego. Stąd stosowane są na lekcjach blogi, webquesty, smsy, różne modele e-learningu. Spotkani przeze mnie nauczyciele sami prowadzą swoje blogi i udostępniają je w sieci. Stworzyli grupę na GoldenLine i w ten sposób współpracują umawiając się na spotkania nie tylko w sieci, informują o ważnych wydarzeniach edukacyjnych. Planują też spotkania w Second Life i stworzenie tam szkolnych klas, w których uczniowie będę mogli planować realizację swoich projektów. Nauczyciele nowej ery wymieniają się doświadczeniami, materiałami i szukają kolejnych propozycji. Nie udają, że wszystko wiedzą. Rozumieją, że uczniowie poszukują informacji w sieci, a nie w szkole. Mają świadomość, że najczęściej odwiedzany portal społecznościowy przez uczniów, to nie nasza-klasa.pl, ale przede wszystkim epuls.pl, grono.net, fotka.pl, wykop.pl, gdzie uczniowie tworzą swoje grupy i e-kluby z różnych dziedzin. Warto tam zajrzeć i zobaczyć, o czym rozmawiają, czym się interesują i jak postrzegają dzisiejszą szkołę.
niedziela, 14 grudnia 2008
Jimmy Wales - twórca Wikipedii o edukacji
Przeczytałem na portalu interaktywnie.com, że Jimmy Wales – twórca Wikipedii, zapowiada rewolucję w dziedzinie edukacji. Twierdzi, że młode pokolenie będzie uczyło się samodzielnie i w zgodzie z własnymi zainteresowaniami. Znane nam współcześnie szkoły - laboratoria językowe, to zdaniem Walesa przeszłość. Wiele już na ten temat pisałem. Zapowiadam od kilku już lat, że wiele aktywności szkolnych zostanie przeniesionych do Internetu. Wirtualne pracownie chemiczne, czy fizyczne, a także dostęp przez Internet do kanałów telewizyjnych to już rzeczywistość, w której porusza się nowe pokolenie uczniów w naturalny sposób. Wiedzę zdobywają właściwie korzystając z zasobów sieci, a także często z specjalistycznych programów telewizyjnych. Wirtualne środowisko i gry dydaktyczne pozwalają wykorzystać indywidualne preferencje, style i strategie uczenia się uczniów. Szkoła stanie się rzeczywistym miejscem uczenia się, a nie nauczania. Twierdzę, podobnie jak Wales, że nauczyciele będą pełnić w szkole zupełnie inną rolę niż dotychczas. Staną się mentorami i opiekunami uczniów i studentów. Agnieszka Maciuk z Vattenfall Heat Polska zwróciła uwagę, że polski system edukacji w ogóle kładzie nacisk na uczenie wiedzy, a nie umiejętności, uczniowie mają za mało zajęć praktycznych. Stąd nowe zadanie dla nauczycieli.
Kierunek zmian potwierdza również grupa ekspertów z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. W opublikowanym raporcie czytam, że w Polce pogłębia się przepaść między umiejętnościami nauczanymi w szkole i na studiach, a kompetencjami potrzebnymi na rynku pracy. Również przygotowanie absolwentów odbiega od oczekiwań pracodawców. Brak wykwalifikowanych pracowników ogranicza rozwój przedsiębiorstw. Zachęcam do lektury raportu i rekomendacji dotyczących niezbędnych zmian w szeroko rozumianym modelu kształcenia. Warto tutaj zajrzeć!
Kierunek zmian potwierdza również grupa ekspertów z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. W opublikowanym raporcie czytam, że w Polce pogłębia się przepaść między umiejętnościami nauczanymi w szkole i na studiach, a kompetencjami potrzebnymi na rynku pracy. Również przygotowanie absolwentów odbiega od oczekiwań pracodawców. Brak wykwalifikowanych pracowników ogranicza rozwój przedsiębiorstw. Zachęcam do lektury raportu i rekomendacji dotyczących niezbędnych zmian w szeroko rozumianym modelu kształcenia. Warto tutaj zajrzeć!
niedziela, 12 października 2008
Multitablica w praktyce
Podczas wczorajszego spotkania z nauczycielami z warszawskiej szkoły społecznej przy ul. Dziatwy uczestnicy stworzyli kilka interesujących propozycji interaktywnych ćwiczeń, które wykorzystują na zajęciach technologie informacyjno-komunikacyjne. Prezentowałem funkcje tablicy interaktywnej i wspólnie z nauczycielami doszliśmy do wniosku, że dzięki nim możemy zmienić model dydaktyki szkolnej. Interaktywna tablica powinna stać się miejscem, w którym odbywają się interaktywne prezentacje uczniów. Natomiast zadanie nauczyciela to zdefiniowanie problemu, który uczniowie mają rozwiązać, a wyniki swoich prac zaprezentować na multitablicach. Dzięki takim zadaniom uczniowie w naturalny sposób wykorzystują urządzenia mobilne, które stają się osobistymi pomocami dydaktycznymi. Tego typu wyzwanie staje się bardziej atrakcyjne dla uczniów, a szkoła kojarzy się jako miejsce nowoczesnej edukacji, w której uczeń się uczy i dzięki temu:
- rozwija talenty i zgodnie z teorią wielorakich inteligencji;
- w zależności od swoich zdolności angażuje się w poszczególne etapy pracy projektowej;
- wykorzystuje w pracy indywidualne preferencje modalne;
- w naturalny sposób stosuje swoje strategie uczenia się;
- poznaje zasady pracy grupowej i kształci umiejętności społeczne;
- stosuje częste powtórki zgodnie z zasadą skutecznego zapamiętywania;
- poznaje metodykę pracy projektowej;
- stosuje w praktyce narzędzia technologii informacyjno-komunikacyjnej.
Oto dwa przykłady problemów przygotowanych przez nauczycieli, które uczniowie mają rozwiązać na lekcji języka francuskiego i angielskiego:
Problem 1. „Jak zasady ergonomiki wykorzystać przy projektowaniu pokoju ucznia”. W tym celu należy przygotować prezentację i opis pokojów uczniów, wykorzystać w ćwiczeniach interaktywnych słownictwo, a w szczególności zastosować przyimki i czasowniki. Uczniowie wykorzystują podcasty, zdjęcia cyfrowe, a multitablicę do zaprezentowania wyników prac.
Problem 2 „Trudne liczebniki – fonetyka w praktyce” Uczniowie angażują native speakerów i nagrywają wymowę liczebników, które stanowią kłopot, przygotowują interaktywne ćwiczenia na multitablicy o liczebnikach. W tym celu wykorzystują dyktafony i funkcje nagrywania w swoich telefonach komórkowych, zdjęcia cyfrowe i multitablice do prezentacji swoich ćwiczeń.
Zadania przygotowane przez nauczycieli na pewno angażują uczniów i rozwijają ich kreatywność. Jednocześnie uczniowie stają się autorami szkolnych zasobów edukacyjnych, które może nauczyciel wykorzystywać na kolejnych zajęciach. Nauczyciel staję się tym samym ekspertem, który ocenia merytoryczne aspekty uczniowskiego projektu. Jego opinia jest wyczekiwanym werdyktem niemal jak opinia jurorów z takich programach jak „You Can Dance”, czy „Mam talent”. Uczniowie przyzwyczajeni to natychmiastowych wyników, które otrzymują podczas gier komputerowych z uwagą oczekują na zdanie nauczyciela, które jest dla nich rozstrzygającą oceną.
- rozwija talenty i zgodnie z teorią wielorakich inteligencji;
- w zależności od swoich zdolności angażuje się w poszczególne etapy pracy projektowej;
- wykorzystuje w pracy indywidualne preferencje modalne;
- w naturalny sposób stosuje swoje strategie uczenia się;
- poznaje zasady pracy grupowej i kształci umiejętności społeczne;
- stosuje częste powtórki zgodnie z zasadą skutecznego zapamiętywania;
- poznaje metodykę pracy projektowej;
- stosuje w praktyce narzędzia technologii informacyjno-komunikacyjnej.
Oto dwa przykłady problemów przygotowanych przez nauczycieli, które uczniowie mają rozwiązać na lekcji języka francuskiego i angielskiego:
Problem 1. „Jak zasady ergonomiki wykorzystać przy projektowaniu pokoju ucznia”. W tym celu należy przygotować prezentację i opis pokojów uczniów, wykorzystać w ćwiczeniach interaktywnych słownictwo, a w szczególności zastosować przyimki i czasowniki. Uczniowie wykorzystują podcasty, zdjęcia cyfrowe, a multitablicę do zaprezentowania wyników prac.
Problem 2 „Trudne liczebniki – fonetyka w praktyce” Uczniowie angażują native speakerów i nagrywają wymowę liczebników, które stanowią kłopot, przygotowują interaktywne ćwiczenia na multitablicy o liczebnikach. W tym celu wykorzystują dyktafony i funkcje nagrywania w swoich telefonach komórkowych, zdjęcia cyfrowe i multitablice do prezentacji swoich ćwiczeń.
Zadania przygotowane przez nauczycieli na pewno angażują uczniów i rozwijają ich kreatywność. Jednocześnie uczniowie stają się autorami szkolnych zasobów edukacyjnych, które może nauczyciel wykorzystywać na kolejnych zajęciach. Nauczyciel staję się tym samym ekspertem, który ocenia merytoryczne aspekty uczniowskiego projektu. Jego opinia jest wyczekiwanym werdyktem niemal jak opinia jurorów z takich programach jak „You Can Dance”, czy „Mam talent”. Uczniowie przyzwyczajeni to natychmiastowych wyników, które otrzymują podczas gier komputerowych z uwagą oczekują na zdanie nauczyciela, które jest dla nich rozstrzygającą oceną.
sobota, 23 sierpnia 2008
Nastała era niepewności
Tom Peters w swojej znakomitej książce „Biznes od nowa” uświadamia nam, jak ważna jest potrzeba uważnego obserwowania otoczenia. W roku 1970 rozładowaniem statku zajmowało się 108 mężczyzn przez pięć dni! 30 lat później, w roku 2000 rozładowanie statku zawijającego do tego samego doku wymagało zatrudnienia 8 mężczyzn przez jeden dzień! Co z tego wynika? Otóż o 98,5% zredukowano robotników! Ilu z nich poradziło sobie z nową sytuacją? Ilu z nich było gotowych do zmiany? Kolejne zjawisko, które można w tej chwili zaobserwować, to zastępowanie rutynowej pracy tzw. pracowników umysłowych przez komputery. Wpłaty i wypłaty gotówki w bankomatach, sprzedaż jakichkolwiek biletów, odprawa paszportowo-bagażowa, informacje telefoniczne, a nawet tłumaczenia tekstów i wiele bardziej skomplikowanych czynności, które są jedynie nadzorowane przez człowieka. A więc za mniej więcej dziesięć lat 75-90% rutynowej pracy „białych kołnierzyków” – twierdzi Peters- przejmie komputer za 200 dolarów! Rezultat tych zmian widzimy już dziś, to m.in.:
• „białe kołnierzyki” (dawni tzw. pracownicy umysłowi) poszły w odstawkę
• stara biurokracja (czytaj: wieżowce pełne urzędników) się skończyła
• nowi „pracownicy umysłowi” naprawdę zarabiają umysłem
• „biurokracja jest droższa niż układ scalony”
• to, co było niewyobrażalne, jest wyobrażalne. Nie tylko prawdopodobne
Szkoła stoi przed kolejnym wyzwaniem: kariera uczęszczających obecnie do szkół uczniów wymagać będzie opanowania co najmniej 10 różnych zawodów, pracy w 5 różnych firmach i w 3 różnych branżach.
• Etat na całe życie to już przeszłość.
• Stabilne miejsce pracy w dużych przedsiębiorstwach należą do przeszłości.
To nie teoria!
To JUŻ się dzieje!
Gotowość do zmiany, ciągłego uczenia się i proaktywnego podejścia do życia, budowania charaktery w oparciu o działanie w kręgu własnego wpływu to postawa, którą powinniśmy budować w sobie i u naszych uczniów. To zadanie dla nowoczesnej edukacji, która wykracza poza powszechnie przyjęte paradygmaty. W nowych czasach koncentrujmy się na talentach i rozwijajmy je. Badania amerykańskie wykazały, że przeciętny pracownik średnio przeznacza na swoje doskonalenie zaledwie 6 minut dziennie. Czy wyobrażamy sobie, że tyle samo czasu na rozwój swojego talentu i podwyższenie swoich umiejętności poświęca pianista, śpiewaczka operowa... skrzypek... golfista... pilot... skoczek... chirurg? OCZYWIŚCIE, ŻE NIE. Co w tej sprawie dzieje się naszych szkołach? W jaki sposób systemowo dba się o rozwój talentów. Na ile uczniowie uświadamiają sobie, jak wielką rolę odgrywa talent w nowych czasach? Jak ważny staje się talent w czasach gospodarki opartej na wiedzy? To on stanowi największy kapitał, który stanie się źródłem siły finansowej. Pomóżmy naszym uczniom i przekażmy im to, że:
1. odkrywanie siebie samego jest ważniejsze niż odkrywanie świata,
2. każdy ma jakieś zdolności, talenty,
3. życie to maraton, a nie wyścigi konne,
4. wiedzieć „gdzie”, „jak” i „dlaczego” to ważniejsze, niż wiedzieć „co”,
5. życie to podróż, która zaczyna się w domu,
6. nauka to spokojne przemyślanie doświadczeń.
Z czym trzeba się zmierzyć w szkole przygotowującej do przyszłości?
Potrzebne są dziś talenty, pełne entuzjazmu i energii...! Zadaniem kadry zarządzającej oświaty, nauczycieli jest wyzwalanie entuzjazmu i energii. Sami powinni tryskać entuzjazmem, mieć marzenia, stawiać sobie wysoko poprzeczkę i chcieć zawojować świat. Nie zadawalać się niczym mniejszym. Muszą przekształcić siebie i swoich uczniów w prawdziwych liderów.
• „białe kołnierzyki” (dawni tzw. pracownicy umysłowi) poszły w odstawkę
• stara biurokracja (czytaj: wieżowce pełne urzędników) się skończyła
• nowi „pracownicy umysłowi” naprawdę zarabiają umysłem
• „biurokracja jest droższa niż układ scalony”
• to, co było niewyobrażalne, jest wyobrażalne. Nie tylko prawdopodobne
Szkoła stoi przed kolejnym wyzwaniem: kariera uczęszczających obecnie do szkół uczniów wymagać będzie opanowania co najmniej 10 różnych zawodów, pracy w 5 różnych firmach i w 3 różnych branżach.
• Etat na całe życie to już przeszłość.
• Stabilne miejsce pracy w dużych przedsiębiorstwach należą do przeszłości.
To nie teoria!
To JUŻ się dzieje!
Gotowość do zmiany, ciągłego uczenia się i proaktywnego podejścia do życia, budowania charaktery w oparciu o działanie w kręgu własnego wpływu to postawa, którą powinniśmy budować w sobie i u naszych uczniów. To zadanie dla nowoczesnej edukacji, która wykracza poza powszechnie przyjęte paradygmaty. W nowych czasach koncentrujmy się na talentach i rozwijajmy je. Badania amerykańskie wykazały, że przeciętny pracownik średnio przeznacza na swoje doskonalenie zaledwie 6 minut dziennie. Czy wyobrażamy sobie, że tyle samo czasu na rozwój swojego talentu i podwyższenie swoich umiejętności poświęca pianista, śpiewaczka operowa... skrzypek... golfista... pilot... skoczek... chirurg? OCZYWIŚCIE, ŻE NIE. Co w tej sprawie dzieje się naszych szkołach? W jaki sposób systemowo dba się o rozwój talentów. Na ile uczniowie uświadamiają sobie, jak wielką rolę odgrywa talent w nowych czasach? Jak ważny staje się talent w czasach gospodarki opartej na wiedzy? To on stanowi największy kapitał, który stanie się źródłem siły finansowej. Pomóżmy naszym uczniom i przekażmy im to, że:
1. odkrywanie siebie samego jest ważniejsze niż odkrywanie świata,
2. każdy ma jakieś zdolności, talenty,
3. życie to maraton, a nie wyścigi konne,
4. wiedzieć „gdzie”, „jak” i „dlaczego” to ważniejsze, niż wiedzieć „co”,
5. życie to podróż, która zaczyna się w domu,
6. nauka to spokojne przemyślanie doświadczeń.
Z czym trzeba się zmierzyć w szkole przygotowującej do przyszłości?
Potrzebne są dziś talenty, pełne entuzjazmu i energii...! Zadaniem kadry zarządzającej oświaty, nauczycieli jest wyzwalanie entuzjazmu i energii. Sami powinni tryskać entuzjazmem, mieć marzenia, stawiać sobie wysoko poprzeczkę i chcieć zawojować świat. Nie zadawalać się niczym mniejszym. Muszą przekształcić siebie i swoich uczniów w prawdziwych liderów.
wtorek, 22 lipca 2008
Autorytety dla edukacji.
Wspólnie z Janem Fazlagiciem zaczynamy poprzez organizację cyklu seminariów "Autorytety dla edukacji" tworzyć nową jakość w myśleniu o polskiej edukacji.
21 października br. rozpoczynamy cykl spotkań przeznaczonych dla szeroko rozumianego środowiska edukacyjnego i szkoleniowego w Polsce. Chcemy otworzyć środowisko liderów polskiej oświaty na wiedzę. Do udziału w spotkaniach zapraszamy także w równym stopniu przedstawicieli biznesu, przede wszystkim branży szkoleniowej, rekrutacyjnej HR
Napływ środków unijnych sprawia, że pojawia się potrzeba tworzenia coraz bardziej innowacyjnych projektów, w których biorą udział przedstawiciele różnego rodzaju instytucji. Nasze spotkania są szansą na nawiązanie kontaktów pomiędzy dotychczas raczej hermetycznym środowiskiem nauczycieli i dyrektorów szkół a firmami szkoleniowymi, specjalistami branży HR, firmami badawczymi itp.
Nasza misja
Chcemy popularyzować nowy sposób myślenia o zarządzaniu w oświacie polegający na wykorzystaniu i zaadaptowaniu najnowszej wiedzy funkcjonującej w biznesie w polskiej edukacji.
Dzięki wsparciu sponsorów, chcemy zaoferować pracownikom zniżki po to, aby liderzy polskiej oświaty mogli uczestniczyć w spotkaniach z najwyższej klasy światowej autorytetami w zakresie zarządzania, przywództwa, rozwoju osobistego i psychologii. Koszt udziału w najlepszych (jednodniowych) szkoleniach dla menedżerów wynosi często równowartość czteromiesięcznych zarobków nauczyciela lub dyrektora szkoły. Nie chcemy, aby ambitni liderzy polskiej oświaty byli wykluczeni z możliwości wchłaniania najlepszej wiedzy o zarządzaniu tylko z powodu bariery finansowej.
Naszym celem jest zaoferowanie możliwości obcowania z najwyższej klasy wiedzą menedżerską. Zapraszamy prelegentów m.in. z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych. Chcemy budować poczucie wartości wśród pracowników polskiej oświaty poprzez organizację szkoleń z najlepszymi autorytetami w doskonałych warunkach (wysokiej klasy hotele lub centra konferencyjne). Zależy nam oprócz najwyższej jakości treści na formie i oprawie!
Dzięki organizacji naszych spotkań w warunkach, jaka dotychczas była oferowana wyłącznie przedstawicielom biznesu, chcemy budować świadomość znaczenia wiedzy menedżerskiej w oświacie, a także poczucie wartości w środowisku pracowników oświaty.
Naszą wizją jest stworzenie faktycznej elity liderów polskiej edukacji, przy czym jedynym kryterium przyjęcia będzie autentyczna chęć dzielenia się wiedzą i uczestniczenia w rozwoju wiedzy o zarządzaniu oświatą.
Patronat nad konferencją przejął
Personel i Zarządzanie, Grupa Infor
Informacja dla sponsorów i partnerów medialnych
Dlaczego warto się z nami związać?
Zespół organizatorów stanowią eksperci z zakresu zarządzania w polskiej oświacie, co gwarantuje właściwy dobór prelegentów i dotarcie do grupy docelowej.
W polskiej oświacie zatrudnionych jest w sumie około 600 tys. osób – to olbrzymia grupa docelowa, która chętnie korzysta z informacji. Nasza konferencja tworzy wiarygodny i przyjazny kontekst dla Państwa przekazu reklamowego - daje to gwarancję wysokiego CPR
Nasze przedsięwzięcie nie jest jednorazowe – planujemy organizowanie cyklicznych imprez tego rodzaju, docelowo 2-3 w roku. Związanie się z nami daje dodatkowe korzyści wynikające z długookresowym wsparciem tej samej inicjatywy.
Jesteśmy pierwszym tego typu przedsięwzięciem w Polsce
Nasze zasady:
1. Oferować najlepszej jakości wiedzę dla osób zainteresowanych edukacją i szkoleniami.
2. Tworzyć społeczności liderów zmian w polskiej oświacie dzięki tej wiedzy.
3. Łączyć sieci społeczne funkcjonujące dotychczas osobno. Jedne z nich działają wśród pracowników oświaty inne w branży HR w biznesie. Chcemy tworzyć połączenia ku obopólnej korzyści.
4. Chcemy walczyć ze stereotypem wykluczonego i skrzywdzonego nauczyciela: chcemy pokazać Polakom energicznych i przedsiębiorczych nauczycieli i pracowników oświaty, którzy sukces wcale nie okupując w nauczaniu potrafią połączyć z niezależnością finansowym.
5. Chcemy zainspirować jak największą rzeszę nauczycieli do pozytywnego myślenia o swoim zawodzie a w dłuższej perspektywie na podniesieniu prestiżu zawodu nauczyciele, co niewątpliwie doprowadzi do większego zainteresowania tym zawodem wśród najlepszych absolwentów szkół.
6. Stwarzać przestrzeń do transferu najwartościowszej wiedzy menedżerskiej z biznesu do edukacji.
7. Poprzez organizację konferencji uczestniczyć w budowaniu wielkiej strategii modernizacyjnej Polski, aby energię i potrzebę młodych nauczycieli zamienić w budowanie nowoczesnego systemu oświaty. Pragnieniem nas wszystkich w tym jest zrobienie skoku cywilizacyjnego, który zbliży nas do świata zachodniego.
A teraz kilka słów o najbliższej konferencji z cyklu "Autorytety dla edukacji":
Termin: 21 października
Miejsce: Hotelu Marriott
Organizator: redakcja miesięcznika „Edukacja i Dialog” http://www.eid.edu.pl
Uczestnicy: 200 dyrektorów szkół z całej Polski, przedstawiciele biznesu, przede wszystkim branży szkoleniowej, rekrutacyjnej HR
PROMINENT VOICES IN EDUCATION
Planowane spotkanie będzie prezentacją dwóch autorskich koncepcji związanych z doskonaleniem kompetencji kadry menedżerskiej oświaty i psychologii zarządzania:
1. System demonstrowania kompetencji wg autorskiej koncepcji dra Jacka Nashera
2. Uczenie się przez emocje wg metody strukturyzowanego afektywnego uczenia się i nauczania autorstwa Lindella Smitha
Informacje o prelegentach:
Jack Nasher (Dr. Lord Jack G.O. Nasher-Awakemian, J.D., M.A., M.Sc. (Oxon)) wykłada na temat psychologii zarządzania, a szczególnie przywództwa i samorozwoju. Pracował dla takich firm jak: T-Mobile, Sanofi-Aventis, Siemens, Bosch, Bank Sarasin czy Ashurst Lawyers. Jack Nasher jest wybitnym mówcą, prowadzi prezentacje na najwyższym światowym poziomie, występował m.in. w telewizji niemieckiej PRO Sieben (link do Youtube http://www.youtube.com/watch?v=aOwnCN5LKJc&feature=related ).
Lindell Smith (BA, MDiv, MPP, MTh (Oxon)), jest doktorantem The European Graduate School w Saas Fee w Szwajcarii. Ukończył studia na Uniwersytecie w Oksfordzie z zakresu filologii, psychologii i teologii.
21 października br. rozpoczynamy cykl spotkań przeznaczonych dla szeroko rozumianego środowiska edukacyjnego i szkoleniowego w Polsce. Chcemy otworzyć środowisko liderów polskiej oświaty na wiedzę. Do udziału w spotkaniach zapraszamy także w równym stopniu przedstawicieli biznesu, przede wszystkim branży szkoleniowej, rekrutacyjnej HR
Napływ środków unijnych sprawia, że pojawia się potrzeba tworzenia coraz bardziej innowacyjnych projektów, w których biorą udział przedstawiciele różnego rodzaju instytucji. Nasze spotkania są szansą na nawiązanie kontaktów pomiędzy dotychczas raczej hermetycznym środowiskiem nauczycieli i dyrektorów szkół a firmami szkoleniowymi, specjalistami branży HR, firmami badawczymi itp.
Nasza misja
Chcemy popularyzować nowy sposób myślenia o zarządzaniu w oświacie polegający na wykorzystaniu i zaadaptowaniu najnowszej wiedzy funkcjonującej w biznesie w polskiej edukacji.
Dzięki wsparciu sponsorów, chcemy zaoferować pracownikom zniżki po to, aby liderzy polskiej oświaty mogli uczestniczyć w spotkaniach z najwyższej klasy światowej autorytetami w zakresie zarządzania, przywództwa, rozwoju osobistego i psychologii. Koszt udziału w najlepszych (jednodniowych) szkoleniach dla menedżerów wynosi często równowartość czteromiesięcznych zarobków nauczyciela lub dyrektora szkoły. Nie chcemy, aby ambitni liderzy polskiej oświaty byli wykluczeni z możliwości wchłaniania najlepszej wiedzy o zarządzaniu tylko z powodu bariery finansowej.
Naszym celem jest zaoferowanie możliwości obcowania z najwyższej klasy wiedzą menedżerską. Zapraszamy prelegentów m.in. z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych. Chcemy budować poczucie wartości wśród pracowników polskiej oświaty poprzez organizację szkoleń z najlepszymi autorytetami w doskonałych warunkach (wysokiej klasy hotele lub centra konferencyjne). Zależy nam oprócz najwyższej jakości treści na formie i oprawie!
Dzięki organizacji naszych spotkań w warunkach, jaka dotychczas była oferowana wyłącznie przedstawicielom biznesu, chcemy budować świadomość znaczenia wiedzy menedżerskiej w oświacie, a także poczucie wartości w środowisku pracowników oświaty.
Naszą wizją jest stworzenie faktycznej elity liderów polskiej edukacji, przy czym jedynym kryterium przyjęcia będzie autentyczna chęć dzielenia się wiedzą i uczestniczenia w rozwoju wiedzy o zarządzaniu oświatą.
Patronat nad konferencją przejął
Personel i Zarządzanie, Grupa Infor
Informacja dla sponsorów i partnerów medialnych
Dlaczego warto się z nami związać?
Zespół organizatorów stanowią eksperci z zakresu zarządzania w polskiej oświacie, co gwarantuje właściwy dobór prelegentów i dotarcie do grupy docelowej.
W polskiej oświacie zatrudnionych jest w sumie około 600 tys. osób – to olbrzymia grupa docelowa, która chętnie korzysta z informacji. Nasza konferencja tworzy wiarygodny i przyjazny kontekst dla Państwa przekazu reklamowego - daje to gwarancję wysokiego CPR
Nasze przedsięwzięcie nie jest jednorazowe – planujemy organizowanie cyklicznych imprez tego rodzaju, docelowo 2-3 w roku. Związanie się z nami daje dodatkowe korzyści wynikające z długookresowym wsparciem tej samej inicjatywy.
Jesteśmy pierwszym tego typu przedsięwzięciem w Polsce
Nasze zasady:
1. Oferować najlepszej jakości wiedzę dla osób zainteresowanych edukacją i szkoleniami.
2. Tworzyć społeczności liderów zmian w polskiej oświacie dzięki tej wiedzy.
3. Łączyć sieci społeczne funkcjonujące dotychczas osobno. Jedne z nich działają wśród pracowników oświaty inne w branży HR w biznesie. Chcemy tworzyć połączenia ku obopólnej korzyści.
4. Chcemy walczyć ze stereotypem wykluczonego i skrzywdzonego nauczyciela: chcemy pokazać Polakom energicznych i przedsiębiorczych nauczycieli i pracowników oświaty, którzy sukces wcale nie okupując w nauczaniu potrafią połączyć z niezależnością finansowym.
5. Chcemy zainspirować jak największą rzeszę nauczycieli do pozytywnego myślenia o swoim zawodzie a w dłuższej perspektywie na podniesieniu prestiżu zawodu nauczyciele, co niewątpliwie doprowadzi do większego zainteresowania tym zawodem wśród najlepszych absolwentów szkół.
6. Stwarzać przestrzeń do transferu najwartościowszej wiedzy menedżerskiej z biznesu do edukacji.
7. Poprzez organizację konferencji uczestniczyć w budowaniu wielkiej strategii modernizacyjnej Polski, aby energię i potrzebę młodych nauczycieli zamienić w budowanie nowoczesnego systemu oświaty. Pragnieniem nas wszystkich w tym jest zrobienie skoku cywilizacyjnego, który zbliży nas do świata zachodniego.
A teraz kilka słów o najbliższej konferencji z cyklu "Autorytety dla edukacji":
Termin: 21 października
Miejsce: Hotelu Marriott
Organizator: redakcja miesięcznika „Edukacja i Dialog” http://www.eid.edu.pl
Uczestnicy: 200 dyrektorów szkół z całej Polski, przedstawiciele biznesu, przede wszystkim branży szkoleniowej, rekrutacyjnej HR
PROMINENT VOICES IN EDUCATION
Planowane spotkanie będzie prezentacją dwóch autorskich koncepcji związanych z doskonaleniem kompetencji kadry menedżerskiej oświaty i psychologii zarządzania:
1. System demonstrowania kompetencji wg autorskiej koncepcji dra Jacka Nashera
2. Uczenie się przez emocje wg metody strukturyzowanego afektywnego uczenia się i nauczania autorstwa Lindella Smitha
Informacje o prelegentach:
Jack Nasher (Dr. Lord Jack G.O. Nasher-Awakemian, J.D., M.A., M.Sc. (Oxon)) wykłada na temat psychologii zarządzania, a szczególnie przywództwa i samorozwoju. Pracował dla takich firm jak: T-Mobile, Sanofi-Aventis, Siemens, Bosch, Bank Sarasin czy Ashurst Lawyers. Jack Nasher jest wybitnym mówcą, prowadzi prezentacje na najwyższym światowym poziomie, występował m.in. w telewizji niemieckiej PRO Sieben (link do Youtube http://www.youtube.com/watch?v=aOwnCN5LKJc&feature=related ).
Lindell Smith (BA, MDiv, MPP, MTh (Oxon)), jest doktorantem The European Graduate School w Saas Fee w Szwajcarii. Ukończył studia na Uniwersytecie w Oksfordzie z zakresu filologii, psychologii i teologii.
sobota, 19 lipca 2008
Total Quality Management i przedwojenne gimnazjum w Rydzynie
Chciałbym wrócić do niedocenionej cały czas idei zarządzania szkołą zgodnie z filozofią Total Quality Management - TQM (kompleksowym zarządzaniu jakością). Cykl seminariów prowadzonych przez prof. Andrzeja Blikle w Centralnym Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli zainspirował mnie pod koniec lat 90-tych do propagowania TQM w prowadzonych przeze mnie szkołach. Natomiast lektura książki „Szkoły jakości. Wprowadzenie do Total Quality Management w edukacji” Johna J. Bonstingla, która trafiła do polskich czytelników dzięki wydawnictwom CODN, spowodowała, że skontaktowałem się z jej autorem i zaprosiłem do swojej szkoły. Dziś na całym świecie szkoły propagujące TQM współpracują ze sobą w sieci szkół ASCD. Moje działania w szkole rozpocząłem od określenia postaw, które mogą kreować nowe zachowania projakościowe. Sięgnąłem do polskich tradycji, wykorzystując to wszystko, co w polskiej oświacie było i jest dobre oraz wartościowe. Wzorem stało się przedwojenne gimnazjum w Rydzynie. Choć historia tej szkoły jest krótka - tylko 11 lat (wojna przerwała jej funkcjonowanie), to może się ona poszczycić wspaniałymi wynikami. Jednakże kryteria oceny efektywności programu w Rydzynie są odmienne niż te, które dziś potocznie funkcjonują w świadomości rodziców, nauczycieli i dyrektorów większości szkół. W ocenie osiągnięć tego liceum brano pod uwagę m.in.:
- umiejętności samodzielnego uczenia się i wolę ciągłego kształcenia się,
- poważne zainteresowanie przynajmniej jedną dziedziną wiedzy,
- pasja pracy zawodowej i ewentualnie społecznej i oddanie się jej,
- dobre rozeznanie w problematyce społecznej,
- głęboko wpojone poczucie patriotyzmu,
- wysoki poziom moralny,
- uczciwość myśli i postępowania, prawość i odwaga cywilna.
Przekonanie o wysokim poziomie pracy w szkole rydzyńskiej znalazło swoje odbicie w wyborze pracy naukowej przez wielu absolwentów. Spośród 114 uczniów, którzy zdali maturę, 12 zostało profesorami polskich wyższych uczelni, 6 docentami i 9 doktorami. Ponadto czterech zostało profesorami w USA i Kanadzie, uzyskując osiągnięcia liczące się w skali światowej (…) Otrzymali 7 nagród państwowych, opatentowali około 150 wynalazków, ogłosili około 1000 publikacji w dziewięciu językach. Czternastu współpracowało z zagranicznymi ośrodkami naukowymi i gospodarczymi, trzech było ekspertami ONZ. Ponadto 70 absolwentów poza pracą zawodową zajmowało się pracą społeczną.
Tylko taka perspektywa oceny efektywności pracy szkoły, może być obiektywna, ocena jakości pracy szkoły dokonywana na podstawie tylko liczby olimpijczyków i wyników egzaminów wstępnych jest myląca. Dopiero losy absolwentów, ich udział w życiu kraju, osobiste szczęście mogą w pełni dać odpowiedź, czy szkoła wykształciła w uczniach określone postawy i cechy charakteru i czy w efekcie była szkołą skuteczną. Ocena szkoły wykorzystująca takie kryteria jest bardziej zasadna, pozwala spojrzeć na pracę nauczyciela szerzej, jako osobę odpowiedzialną za losy kraju.
Czy nie warto więc dziś pokusić się, by z takiej perspektywy oceniać skuteczność polskiej szkoły?
Więcej o zastosowaniu TQM w szkole można znaleźć w "Edukacji i Dialogu"
- umiejętności samodzielnego uczenia się i wolę ciągłego kształcenia się,
- poważne zainteresowanie przynajmniej jedną dziedziną wiedzy,
- pasja pracy zawodowej i ewentualnie społecznej i oddanie się jej,
- dobre rozeznanie w problematyce społecznej,
- głęboko wpojone poczucie patriotyzmu,
- wysoki poziom moralny,
- uczciwość myśli i postępowania, prawość i odwaga cywilna.
Przekonanie o wysokim poziomie pracy w szkole rydzyńskiej znalazło swoje odbicie w wyborze pracy naukowej przez wielu absolwentów. Spośród 114 uczniów, którzy zdali maturę, 12 zostało profesorami polskich wyższych uczelni, 6 docentami i 9 doktorami. Ponadto czterech zostało profesorami w USA i Kanadzie, uzyskując osiągnięcia liczące się w skali światowej (…) Otrzymali 7 nagród państwowych, opatentowali około 150 wynalazków, ogłosili około 1000 publikacji w dziewięciu językach. Czternastu współpracowało z zagranicznymi ośrodkami naukowymi i gospodarczymi, trzech było ekspertami ONZ. Ponadto 70 absolwentów poza pracą zawodową zajmowało się pracą społeczną.
Tylko taka perspektywa oceny efektywności pracy szkoły, może być obiektywna, ocena jakości pracy szkoły dokonywana na podstawie tylko liczby olimpijczyków i wyników egzaminów wstępnych jest myląca. Dopiero losy absolwentów, ich udział w życiu kraju, osobiste szczęście mogą w pełni dać odpowiedź, czy szkoła wykształciła w uczniach określone postawy i cechy charakteru i czy w efekcie była szkołą skuteczną. Ocena szkoły wykorzystująca takie kryteria jest bardziej zasadna, pozwala spojrzeć na pracę nauczyciela szerzej, jako osobę odpowiedzialną za losy kraju.
Czy nie warto więc dziś pokusić się, by z takiej perspektywy oceniać skuteczność polskiej szkoły?
Więcej o zastosowaniu TQM w szkole można znaleźć w "Edukacji i Dialogu"
sobota, 7 czerwca 2008
Zmiana paradygmatu postrzegania
Barak Obama ubiegający się o urząd prezydenta jest dowodem, jak bardzo zmieniła się nasza świadomość. Jeszcze kilkanaście lat temu trudno było sobie wyobrazić, że na prezydenta Stanów Zjednoczonych będzie kandydował czarnoskóry obywatel. Tak samo jak nieprawdopodobnym było, że o urząd prezydenta może ubiegać się kobieta. Właśnie zakończył się wyścig o nominację prezydencką. Ścigali się kobieta z afroamerykaninem. Świat się zmienił. To nie Obama zmienia Amerykę, ale świadomość ludzi, którzy gotowi są na zmianę i przesunięcie paradygmatu. To, co do niedawna było niemożliwe, dziś staje się faktem. Tak jest w Stanach, a jak wygląda zmiana paradygmatu w Polsce? Coraz częściej i więcej mówi się o alternatywnych metodach kształcenia jako odpowiedzi na problemy w polskiej szkole. Uczestniczyłem wczoraj w spotkaniu, na którym prezentowano szkoły w Stanach, Europie, Azji, gdzie wykorzystuje się w procesie edukacji medytację transcendentalną. Byli na nim przedstawiciele centralnych ośrodków doskonalenia nauczycieli. Jednak zainteresowanie efektami stosowania medytacji w szkole jest na razie niewielkie. Widzę dużą rezerwę, ale też sceptycyzm dla takich metod. Od lat próbuje walczyć się bezsilnie z agresją, nadpobudliwością, narkotykami i alkoholem w szkole problemów nie da się rozwiązać starymi metodami. Potrzebujemy nowych narzędzi, które pozwolą poszerzyć naszą percepcję i świadomość. Propagatorzy medytacji twierdzą, że sukces szkoły, nauczyciela i programu zależy przede wszystkim od cechy czujności czy świadomości samych uczniów. Jeśli uczniowie są śpiący, tępi, nieszczęśliwi, źli czy podrażnieni ich świadomość nie posiada cechy czujności, która jest potrzebna dla optymalnego uczenia się. Ich chłonność maleje a myślenie nie jest jasne. Badania naukowe potwierdzają, że technika transcendentalnej medytacji w większym stopniu aktywuje całkowity potencjał mózgu, co powoduje większa czujność przy jednoczesnym zrelaksowaniu czy inaczej mówiąc - przebudzenie. W pełni rozwinięty umysł jest w pełni przebudzony. Pełny potencjał świadomości, który charakteryzuje się funkcjonowaniem pełni mózgu i wyrażonymi umysłowymi i fizycznymi zdolnościami, naturalnie rozwija się poprzez regularne stosowanie medytacji.
Wpływ medytacji na potencjał umysłowy, zdrowie, zachowania społeczne i środowisko udokumentowano w ponad 600 badaniach naukowych. Badania przeprowadzono w 200 ośrodkach badawczych w 30 krajach, a opublikowano je w ponad 100 renomowanych pismach naukowych. Jestem ciekawy, czy tak niekonwencjonalne podejście może zostać zaakceptowane przez polską szkołę. W wybranych szkołach do normalnych programów nauczania włączono medytację po 20 minut na początku zajęć i zakończeniu dnia. Dwa razy dziennie chętni uczniowie medytują kilkadziesiąt minut dziennie. Rezultaty są obiecujące, zaobserwowano wzrost inteligencji, zdolność do ucznia się i zdolności intelektualne, poprawę wyników w nauce, zwiększenie kreatywności, optymalizacją działania mózgu. Są szkoły, które kompleksowo podeszły do wykorzystania pozytywnych efektów medytacji. Zaczęto projektować i budować również budynki szkolne, w których przestrzeń, sale lekcyjne i organizacja pomieszczeń w całym budynku wykorzystują wiedzę w zakresie ergonomii. Fundacja słynnego reżysera Davida Lyncha wspiera działania związane z propagowaniem wiedzy na temat roli i znaczenia medytacji w edukacji.
Czy może to być atrakcyjna propozycja dla edukacji XXI wieku i jej problemów?
Wpływ medytacji na potencjał umysłowy, zdrowie, zachowania społeczne i środowisko udokumentowano w ponad 600 badaniach naukowych. Badania przeprowadzono w 200 ośrodkach badawczych w 30 krajach, a opublikowano je w ponad 100 renomowanych pismach naukowych. Jestem ciekawy, czy tak niekonwencjonalne podejście może zostać zaakceptowane przez polską szkołę. W wybranych szkołach do normalnych programów nauczania włączono medytację po 20 minut na początku zajęć i zakończeniu dnia. Dwa razy dziennie chętni uczniowie medytują kilkadziesiąt minut dziennie. Rezultaty są obiecujące, zaobserwowano wzrost inteligencji, zdolność do ucznia się i zdolności intelektualne, poprawę wyników w nauce, zwiększenie kreatywności, optymalizacją działania mózgu. Są szkoły, które kompleksowo podeszły do wykorzystania pozytywnych efektów medytacji. Zaczęto projektować i budować również budynki szkolne, w których przestrzeń, sale lekcyjne i organizacja pomieszczeń w całym budynku wykorzystują wiedzę w zakresie ergonomii. Fundacja słynnego reżysera Davida Lyncha wspiera działania związane z propagowaniem wiedzy na temat roli i znaczenia medytacji w edukacji.
Czy może to być atrakcyjna propozycja dla edukacji XXI wieku i jej problemów?
poniedziałek, 2 czerwca 2008
... i złe wiadomości
Przedstawiciele pokolenia „Y” nie mają szacunku dla prywatności. Zostali wychowani w świecie programów typu reality show, takich jak Big Brother. Uważają, że prywatność to zbędna fanaberia.
Ponieważ byli od dziecka prowadzeni przez rodziców, brak im umiejętności samodzielnego podejmowania decyzji. Rodzice planowali ich życie w najmniejszych szczegółach. Teraz oczekują tego od pracodawcy. Pracodawca powinien więc przejąć rolę matki, okazując troskę, wyznaczając cele i pomagając w rozwoju zawodowym.
Wysuwają nierealistyczne oczekiwania. Przedstawiciele pokolenia Y uważają, że „mogą zmienić cały świat w ciągu pierwszego dnia pracy”. Zostali wychowani na narcyzów, a konfrontacja z rzeczywistością jest dla nich wielkim przeżyciem.
Brakuje im cierpliwości. Zostali wychowani w środowisku, gdzie każde działanie jest natychmiast wynagradzane. Nie wiedzą, co znaczy czekać 30 dni na otwarcie rachunku bankowego, a 2 lata na kupno samochodu za talon itd.
Charakteryzuje ich niższa etyka pracy.
Czasami brakuje im umiejętności interpersonalnych, popełniają błędy gramatyczne, nie wiedzą jak prowadzić konwersację. Trudniej im rozwiązywać codzienne konflikty. Często nie potrafią napisać listu, ponieważ na co dzień komunikują się sms-ami.
Powstaje przepaść między uczniami i nauczycielami w zakresie stosowania i używania technologii ICT. Nauczyciele nie mogą już konkurować z informacją i wiedzą zawartą w Internecie. Coraz częściej uczniowie posiadają bardziej aktualne niż te, które prezentuje na lekcji nauczyciel. Do tego uczniowie posługują się sprawniej językiem angielskim, znajomość drugiego języka obcego staje się coraz powszechniejsza. Nauczyciele mogą w łatwy sposób stracić swój autorytet, są coraz bardziej sfrustrowani, odczuwają ogromny dystans, który dzieli ich do kompetencji cyfrowych uczniów. Ale znajomość ICT to nie wszystko! Przed nauczycielami w szkole stoi kolejne nowe wzywania. Mogą oni m.in. pomóc uczniom w ocenie wartości informacji, mogą wskazać sposoby jej wartościowania, stworzyć warunki do rozwijania umiejętności tworzenia na jej podstawie nowej wiedzy. Nauczyciel może być osobą ułatwiającą uczniom pracy ze stresem, motywować go do pracy, pomóc rozpoznać uczniowi jego strategię uczenia się i nauczyć go ja wykorzystywać w codziennej praktyce. Może być doradcą w jego karierze naukowej i zawodowej. Wierzę, że niebawem nauczyciel stanie się dla rodziców najważniejszym ekspertem od uczenia się wykorzystując najnowsze osiągnięcia w pracy mózgu. Warto o tym pamiętać już dziś przygotowując nauczycieli do nowej roli. Więcej można przeczytać w publikacji Edukacja dla modernizacji i rozwoju przygotowana pod kierunkiem dra Jana A. Fazlagicia
Ponieważ byli od dziecka prowadzeni przez rodziców, brak im umiejętności samodzielnego podejmowania decyzji. Rodzice planowali ich życie w najmniejszych szczegółach. Teraz oczekują tego od pracodawcy. Pracodawca powinien więc przejąć rolę matki, okazując troskę, wyznaczając cele i pomagając w rozwoju zawodowym.
Wysuwają nierealistyczne oczekiwania. Przedstawiciele pokolenia Y uważają, że „mogą zmienić cały świat w ciągu pierwszego dnia pracy”. Zostali wychowani na narcyzów, a konfrontacja z rzeczywistością jest dla nich wielkim przeżyciem.
Brakuje im cierpliwości. Zostali wychowani w środowisku, gdzie każde działanie jest natychmiast wynagradzane. Nie wiedzą, co znaczy czekać 30 dni na otwarcie rachunku bankowego, a 2 lata na kupno samochodu za talon itd.
Charakteryzuje ich niższa etyka pracy.
Czasami brakuje im umiejętności interpersonalnych, popełniają błędy gramatyczne, nie wiedzą jak prowadzić konwersację. Trudniej im rozwiązywać codzienne konflikty. Często nie potrafią napisać listu, ponieważ na co dzień komunikują się sms-ami.
Powstaje przepaść między uczniami i nauczycielami w zakresie stosowania i używania technologii ICT. Nauczyciele nie mogą już konkurować z informacją i wiedzą zawartą w Internecie. Coraz częściej uczniowie posiadają bardziej aktualne niż te, które prezentuje na lekcji nauczyciel. Do tego uczniowie posługują się sprawniej językiem angielskim, znajomość drugiego języka obcego staje się coraz powszechniejsza. Nauczyciele mogą w łatwy sposób stracić swój autorytet, są coraz bardziej sfrustrowani, odczuwają ogromny dystans, który dzieli ich do kompetencji cyfrowych uczniów. Ale znajomość ICT to nie wszystko! Przed nauczycielami w szkole stoi kolejne nowe wzywania. Mogą oni m.in. pomóc uczniom w ocenie wartości informacji, mogą wskazać sposoby jej wartościowania, stworzyć warunki do rozwijania umiejętności tworzenia na jej podstawie nowej wiedzy. Nauczyciel może być osobą ułatwiającą uczniom pracy ze stresem, motywować go do pracy, pomóc rozpoznać uczniowi jego strategię uczenia się i nauczyć go ja wykorzystywać w codziennej praktyce. Może być doradcą w jego karierze naukowej i zawodowej. Wierzę, że niebawem nauczyciel stanie się dla rodziców najważniejszym ekspertem od uczenia się wykorzystując najnowsze osiągnięcia w pracy mózgu. Warto o tym pamiętać już dziś przygotowując nauczycieli do nowej roli. Więcej można przeczytać w publikacji Edukacja dla modernizacji i rozwoju przygotowana pod kierunkiem dra Jana A. Fazlagicia
niedziela, 1 czerwca 2008
Dobre wiadomości...
Coraz więcej mówi się dziś o nowym pokoleniu. W przeciwieństwie do grupy osób, do których często należą również nauczyciele, pokolenie to wyróżniają charakterystyczne zachowania. Dla pokolenia młodych ludzi język cyfrowy jest naturalnym językiem, którym się posługują. Natomiast nauczyciele w dużej mierze musieli tego języka się nauczyć. Również ja uczyłem się obsługi komputera będąc już nauczycielem z 10 letnim stażem Nie jest to dla mnie „naturalny” język, ale „drugi”, który opanowałem gorzej i na pewno nie potrafię się nim posługiwać tak sprawnie, jak młode pokolenie. Na potrzeby publikacji pt. Edukacja dla modernizacji i rozwoju utworzone zostało poniższe zestawienie:
Dobre wiadomości
Przedstawiciele pokolenia „Y” posiadają wiele umiejętności, których nauczyli się często poza szkołą, a które są cenne dla potencjalnych pracodawców: znają się na komputerach. „Potrafią odnaleźć informacje, o których istnieniu nawet nie wiedzą” (inna sprawa, że często nie wiedzą, co z tymi informacjami zrobić).
Są świetnie przygotowani do poruszania się w obszarach związanych z gospodarką globalną i różnorodnością kulturową,
Lepiej radzą sobie z pracą zespołową niż młodzież urodzona w latach 70. Oceniają siebie samych w stosunku do rówieśników, tworzą społeczności i często się ze sobą komunikują.
Potrafią wykonywać wiele zadań w tym samym czasie (90 proc. badanych osób, w wieku 18-24 lat uważa, że słuchanie iPoda w czasie pracy zwiększa ich produktywność). Młodzież odczuwa nudę, jeśli brakuje im ciągłego strumienia bodźców w postaci muzyki i obrazu.
Dobre wiadomości
Przedstawiciele pokolenia „Y” posiadają wiele umiejętności, których nauczyli się często poza szkołą, a które są cenne dla potencjalnych pracodawców: znają się na komputerach. „Potrafią odnaleźć informacje, o których istnieniu nawet nie wiedzą” (inna sprawa, że często nie wiedzą, co z tymi informacjami zrobić).
Są świetnie przygotowani do poruszania się w obszarach związanych z gospodarką globalną i różnorodnością kulturową,
Lepiej radzą sobie z pracą zespołową niż młodzież urodzona w latach 70. Oceniają siebie samych w stosunku do rówieśników, tworzą społeczności i często się ze sobą komunikują.
Potrafią wykonywać wiele zadań w tym samym czasie (90 proc. badanych osób, w wieku 18-24 lat uważa, że słuchanie iPoda w czasie pracy zwiększa ich produktywność). Młodzież odczuwa nudę, jeśli brakuje im ciągłego strumienia bodźców w postaci muzyki i obrazu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)