Choć zarzekałem się, że nie widzę sensu w kontynuowaniu wpisów na blogu, jednak wracam. Wracam po czterech latach z nowym pomysłem, nową propozycją i nowymi rozwiązaniami, które dotyczą roli i funkcji sztucznej inteligencji (SI) we współczesnej edukacji. Zaryzykuję stwierdzenie, że sztuczna inteligencja ma potencjał, by zastąpić nauczycieli w ich codziennej pracy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nauczyciel przyszłości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nauczyciel przyszłości. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 6 sierpnia 2024
Rewolucja w edukacji. Sztuczna inteligencja w szkołach
Etykiety:
AI,
Chen Qiufan,
Edukacja,
Edukacja przyszłości,
Jacek Dukaj,
Kai-Fu Lee,
Nauczyciel przyszłości,
SI,
Sztuczna inteligencja
piątek, 28 stycznia 2011
Czy mamy problem?
Obejrzałem kilka dnia temu film o wolnych szkołach w Danii. Jego przesłanie: jak dziś kształcić odpowiedzialne postawy, proaktywne zachowania, demokratyczne zasady i ponoszenie konsekwencji za własne wybory. Recepta w dużym uproszczeniu jest następująca: uczniowie wyznaczają sobie, czego się uczą, kiedy i w jakim czasie oraz określają konsekwencje, jakie poniosą z powodu niedotrzymania terminów, realizacji planu i zobowiązań. Oczywiście odbywa się to w określonych ramach i oparte jest na ścisłych regułach, których broni szkolny system praw i obowiązków. Tę koncepcję dydaktyczno-wychowawczą oprócz zaangażowanych nauczycieli wspierają rodzice. Historia wolnych szkół sięga początków ubiegłego wieku. Dziś, jak nigdy wcześniej znajduje się dla podobnych programów kształcenia silne argumenty. Pojawiło się pokolenie, którego zachowania ukształtowała cyfrowa technologia, pokolenie, któremu brakuje cierpliwości, które kwestionuje autorytet nauczyciela, które bacznie obserwuje świat i zachowania polityków, celebrytów. Pokolenie to z uwagą śledzi firmy niszczące środowisko i korporacje lekceważące swoich klientów i natychmiast demaskuje ich nieetyczne zachowania. Pokolenie to znakomicie porusza się w świecie globalnej sieci, kwestionuje i łamie stereotypy, kulturowe wzorce i zachowania. Powodów do poszukiwania nowych metod i modeli pracy w dzisiejszej szkole jest wiele. Niepokoi mnie jednak fakt, że nadal słyszę podczas zajęć z nauczycielami krytykę dzisiejszej młodzieży i tęsknotę do takich zachowań, które pamiętaj z własnej edukacji. Wątpi się w potencjał dzisiejszego pokolenie i jego kondycje przy jednoczesnym kwestionowaniu poszukiwań nowych metod pracy, które wykorzystują siłę dzisiejszych nastolatków. Nauczyciele pytają m.in. :
Dlaczego projektować i tworzyć nową przestrzeń do nauki?
Czy rzeczywiście nowoczesna technologia jest nam w szkole potrzebna?
Czy webquest może być efektywnym narzędziem pracy nauczyciela?
Co zmienia w szkole tablica interaktywna?
Dlaczego mamy wykorzystytwać wikipedię, kiedy jest w niej tyle błędów?
Po co blog w edukacji?
Czego dobrego może nauczyć internet i telewizja?
Czy rzeczywiście uczeń może decydował o tym, a jaki sposób chce się uczyć?
Na portalu nowoczesnej edukacji przeczytałem komentarz pod jednym z artykułów, że poszukiwania nowych form pracy to tzw. niedzielna dydaktyka i nie ma ona nic wspólnego z edukacją. Jego autor krytykuje innowacyjne podejście do nauki, nowe modele dydaktyczne i z ironią wyraża się o projektowaniu oraz aranżowaniu nowej przestrzeni szkolnej. Jak więc pogodzić oczekiwania pokolenia, które zaczyna za chwilę swoją karierę zawodową z postawami nauczycieli, którzy nie widzą uzasadnienia dla nowych rozwiązań dydaktycznych? Czy rzeczywiście jest to problem?
Potrzebujemy nie tylko doskonale przygotowanych do zdawania egzaminów uczniów, ale w pełni odpowiedzialnych, świadomych swoich możliwości, współdziałających i kreatywnych obywateli, którzy niebawem zaczną kierować firmami, uczyć w szkole, leczyć nas i zarządzać instytucjami państwa. Potrzebujemy też nauczycieli, którzy rozumieją dzisiejsze wyzwania. Dziś są w naszych klasach uczniowie, którzy niedługo nas zastąpią. W naszych rękach mamy wiedzę i narzędzia pozwalające przygotować wrażliwe i pozbawione cynizmu pokolenia. Czy potrafimy je wykorzystać?
Dlaczego projektować i tworzyć nową przestrzeń do nauki?
Czy rzeczywiście nowoczesna technologia jest nam w szkole potrzebna?
Czy webquest może być efektywnym narzędziem pracy nauczyciela?
Co zmienia w szkole tablica interaktywna?
Dlaczego mamy wykorzystytwać wikipedię, kiedy jest w niej tyle błędów?
Po co blog w edukacji?
Czego dobrego może nauczyć internet i telewizja?
Czy rzeczywiście uczeń może decydował o tym, a jaki sposób chce się uczyć?
Na portalu nowoczesnej edukacji przeczytałem komentarz pod jednym z artykułów, że poszukiwania nowych form pracy to tzw. niedzielna dydaktyka i nie ma ona nic wspólnego z edukacją. Jego autor krytykuje innowacyjne podejście do nauki, nowe modele dydaktyczne i z ironią wyraża się o projektowaniu oraz aranżowaniu nowej przestrzeni szkolnej. Jak więc pogodzić oczekiwania pokolenia, które zaczyna za chwilę swoją karierę zawodową z postawami nauczycieli, którzy nie widzą uzasadnienia dla nowych rozwiązań dydaktycznych? Czy rzeczywiście jest to problem?
Potrzebujemy nie tylko doskonale przygotowanych do zdawania egzaminów uczniów, ale w pełni odpowiedzialnych, świadomych swoich możliwości, współdziałających i kreatywnych obywateli, którzy niebawem zaczną kierować firmami, uczyć w szkole, leczyć nas i zarządzać instytucjami państwa. Potrzebujemy też nauczycieli, którzy rozumieją dzisiejsze wyzwania. Dziś są w naszych klasach uczniowie, którzy niedługo nas zastąpią. W naszych rękach mamy wiedzę i narzędzia pozwalające przygotować wrażliwe i pozbawione cynizmu pokolenia. Czy potrafimy je wykorzystać?
niedziela, 30 maja 2010
Gazeta Wyborcza o szkole przyszłości
W ubiegłym tygodniu Gazeta Wyborcza w ramach akcji Szkoła 2.0 rozpoczęła dyskusję o dzisiejszej szkole i jej kondycji. Akcji towarzyszyło hasło Koniec epoki kredy:
Dziennikarze z lokalnych redakcji GW odwiedzali szkoły, szukali interesujących sposobów wykorzystania technologii cyfrowych. Miałem okazję rozmawiać z Aleksandrą Lewińską o nowej roli nauczycieli. Zachęcam do lektury.
Belfer z "You Can Dance"
Jak naprawdę jest z polską szkołą w dobie sieci? Po co w ogóle nam szkoła, skoro w domu jest internet? I kim powinien być dziś dla uczniów nauczyciel?
Postanowiliśmy to sprawdzić. Posłaliśmy 25 reporterów do szkół - do podstawówek, gimnazjów, liceów w dużych i małych miastach. Wrócili do szkół, które kończyli - niektórzy nawet 30 lat temu. Od dzisiaj przez cały tydzień w "Gazecie" będą się dzielić tym, co odkryli.
Dziennikarze z lokalnych redakcji GW odwiedzali szkoły, szukali interesujących sposobów wykorzystania technologii cyfrowych. Miałem okazję rozmawiać z Aleksandrą Lewińską o nowej roli nauczycieli. Zachęcam do lektury.
Belfer z "You Can Dance"
niedziela, 14 lutego 2010
Profesjonalny dialog w szkole
Uczestniczyłem w minionym tygodniu w charakterze gościa w posiedzeniu rady pedagogicznej. Ostatni raz było to 13 lat temu. Przeraziłem się, bo miałem wrażenie, że czas się zatrzymał. Nauczyciele byli w tych samych gorsetach biurokratycznych procedur. Przyjęli role, w których nie do końca czuli się dobrze. Wszystko jak w kiepskim tetrze. Aktorzy grają bez przekonania i bez jakiejkolwiek energii wygłaszają przypisane im kwestie. Brak zaangażowania, brak energii, brak jakiekolwiek emocji i pasji. Te 2,5 godziny nie uczyniły szkoły lepszą, nie wpłynęły też na zrozumienie zachowań uczniów. Nie przybliżyły do stworzenia w szkole efektywnego miejsca uczenia się. Usłyszałem za to kilkanaście razy i w różnych kontekstach o testowaniu, sprawdzianach, o próbnych egzaminach, o kolejnej próbie testu i jego nowych terminach. Miałem wrażenie, że zadaniem szkoły jest tylko i wyłącznie testowanie, sprawdzanie i kontrolowanie. A cały ten proces należy dokumentować w różnej formie. Nadzór nad szkołą wymaga odpowiedniej ilości dokumentów – przekonywali kuratoryjni urzędnicy na spotkaniu w dyrektorami. Bez tego nikt nie uwierzy, że nauczyciele uczą, a uczniowie ciężko pracują. Dlatego też konieczne jest wypełnianie kart, uzupełnianie zestawień, tabel, sporządzanie protokołów itd. Niepokoją mnie kolejne pomysły MEN, które koncentrują się na zupełnie nieistotnych sprawach. Nie jestem przekonany, czy praca nad kolejnym rozporządzeniem dotyczącym oceniania zachowania rzeczywiście poprawi sytuację w szkole? Nie mam pewności, czy słuszne jest szukanie oszczędności w odbieraniu instytucjom naukowym organizacji olimpiad. Nie wierzę, aby nowy system oceny szkół sprawił, że staną się lepsze. Dziś kolejny pomysł MEN ma sprawić jeszcze większy nadzór nad szkołami. Kłóci mi się to z deklaracjami o autonomii szkoły i nauczycieli w realizacji podstawy programowej. Mieliśmy już system mierzenia jakości. Poprzednie procedury pomiaru nie rozwiązały rzeczywistych problemów polskiej szkół. Stały się za to sposobem na stworzenie świetnie działającego systemu zarabiania pieniędzy przez kontrolerów kuratoryjnych, rzekomych ekspertów i edukatorów. Nie sądzę, aby tym razem było inaczej.
Czas więc zmienić nie tylko treść odgrywanego spektaklu, ale stworzyć nową jego dramaturgię. Wprowadzić więcej pasjonatów, profesjonalistów oraz prawdziwych ekspertów. i zastanowić się, co rzeczywiście uczyni szkołę miejscem przygotowującym uczniów do ustawicznego rozwoju. W jakie kompetencje należy wyposażyć ich, aby w przyszłości mogli odnosić sukcesy? Jakie umiejętności powinni posiadać uczniowie, które bez względu na to, jak będzie rozwijał się świat, będą przydatne i potrzebne do samorealizacji. To o tym powinniśmy rozmawiać podczas rad pedagogicznych. Tam powinien odbywać się profesjonalny dialog, tam należy dyskutować o silnych stronach uczniów i szukać sposobów wspierania ich indywidualnego rozwoju. Potrzebujemy do tego nie tylko wiedzy, ale też umiejętności, która pozwoli nam na efektywne zarządzanie kapitałem intelektualnym zarówno uczniów, jak i nauczycieli.
Kilka lat temu wdrażałem w jednej z publicznych instytucji komputerowy system do pracy grupowej. Obieg dokumentacji, kalendarze, organizacja spotkań pozwalały na zminimalizowanie zbędnych spotkań. Czas zaoszczędzony przeznaczaliśmy przede wszystkim na pracę, która rzeczywiście przyczynia się do stworzenia dodatkowej wartości. Może to moment na zmianę systemu pracy również w szkole. Zbyt rzadko spotykają się nauczyciele na radach pedagogicznych, aby tracić czas na odczytywanie dokumentów, przedstawianie zestawień i mało potrzebnych liczb, które i tak nie mówią nic o tym, czy uczniowie realizują swoje pasje i rozwijają talenty, czy będę przydatni dla kraju, czy są przygotowani do dokonywania właściwych wyborów i funkcjonowania w społeczeństwie obywatelskim. Niestety, nie znalazłem odpowiedz na pytania podczas ostatniej rady. Nie dowiedziałem się, jak pracować z uczniem zdolnym, jak pomóc uczniom stawać się lepszymi. Trudno zmienić szkołę, jeżeli odpowiedzialni za nią skupiają się na sprawach, które niekoniecznie pomagają uczniom w rozwoju. Warto zastanowić się, jakie czynności mogą zdecydowanie zwiększyć skuteczność pracy szkoły. Póki co, gasimy tylko pożary, a nie myślimy w kategoriach strategii dla polskiej szkoły.


Czas więc zmienić nie tylko treść odgrywanego spektaklu, ale stworzyć nową jego dramaturgię. Wprowadzić więcej pasjonatów, profesjonalistów oraz prawdziwych ekspertów. i zastanowić się, co rzeczywiście uczyni szkołę miejscem przygotowującym uczniów do ustawicznego rozwoju. W jakie kompetencje należy wyposażyć ich, aby w przyszłości mogli odnosić sukcesy? Jakie umiejętności powinni posiadać uczniowie, które bez względu na to, jak będzie rozwijał się świat, będą przydatne i potrzebne do samorealizacji. To o tym powinniśmy rozmawiać podczas rad pedagogicznych. Tam powinien odbywać się profesjonalny dialog, tam należy dyskutować o silnych stronach uczniów i szukać sposobów wspierania ich indywidualnego rozwoju. Potrzebujemy do tego nie tylko wiedzy, ale też umiejętności, która pozwoli nam na efektywne zarządzanie kapitałem intelektualnym zarówno uczniów, jak i nauczycieli.
Kilka lat temu wdrażałem w jednej z publicznych instytucji komputerowy system do pracy grupowej. Obieg dokumentacji, kalendarze, organizacja spotkań pozwalały na zminimalizowanie zbędnych spotkań. Czas zaoszczędzony przeznaczaliśmy przede wszystkim na pracę, która rzeczywiście przyczynia się do stworzenia dodatkowej wartości. Może to moment na zmianę systemu pracy również w szkole. Zbyt rzadko spotykają się nauczyciele na radach pedagogicznych, aby tracić czas na odczytywanie dokumentów, przedstawianie zestawień i mało potrzebnych liczb, które i tak nie mówią nic o tym, czy uczniowie realizują swoje pasje i rozwijają talenty, czy będę przydatni dla kraju, czy są przygotowani do dokonywania właściwych wyborów i funkcjonowania w społeczeństwie obywatelskim. Niestety, nie znalazłem odpowiedz na pytania podczas ostatniej rady. Nie dowiedziałem się, jak pracować z uczniem zdolnym, jak pomóc uczniom stawać się lepszymi. Trudno zmienić szkołę, jeżeli odpowiedzialni za nią skupiają się na sprawach, które niekoniecznie pomagają uczniom w rozwoju. Warto zastanowić się, jakie czynności mogą zdecydowanie zwiększyć skuteczność pracy szkoły. Póki co, gasimy tylko pożary, a nie myślimy w kategoriach strategii dla polskiej szkoły.
poniedziałek, 11 stycznia 2010
Nowa rola nauczyciela
Moje ostatnie szkolenie rady pedagogicznej w Gdańsku rozpocząłem pytaniem, czy mam prowokować, czy inspirować? W ten sposób zamierzałem się dowiedzieć, z jakim nastawieniem nauczyciele przyszli na zajęcia. Wygrała opcja prowokacji. W ten sposób zaraz po pokazaniu pierwszego filmu wywołałem dyskusję. Reakcje były różne. Jedni próbowali przekonać mnie, że to, o czym mówię i pokazuję nie ma znaczenia dla dzisiejszej szkoły. Inni natomiast próbowali przekonać mnie, że dzisiejsza szkoła jest dobra i doskonale przygotowuje uczniów do przyszłości. Byli i tacy, którzy są świadomi konieczności zmian, jakie muszą zajść w polskiej szkole. Najwięcej emocji jednak wywołała charakterystyka pokolenia Y. Próbowano nawet kwestionować fakt istnienia tej generacji. Dla mnie ostatnie zajęcia były bardzo ważne i byłem z nich zadowolony.
Bez względu na to, czy spotykam się z otwartymi na nowe idee osobami, czy też kontestującymi i negatywnie nastawionymi nauczycielami, to widzę w tym szansę rozwoju mojego warsztatu. Szukam bowiem argumentów, nowego podejścia, ciekawego materiału. Rozwijam umiejętności skutecznej komunikacji, aktywnego i empatycznego słuchania. Różnie się to kończy, ale podczas ostatniego szkolenia udało się poruszyć nauczycieli i wywołać dyskusję. To ważne, bo temat był interesujący, aktualny i ciekawy, aczkolwiek nie był wygodny dla nauczycieli. Pokazywał przepaść, jaka istnieje między nauczycielami i "generacją google". Problem polega na tym, że nauczyciele nie chcą zobaczyć w obecnej sytuacji szansy na stworzenie swoistej synergii w zderzeniu swojego ogromnego doświadczenia z umiejętnościami i potencjałem uczniów w zakresie korzystania z technologii cyfrowej. Szkoła wymaga zmiany paradygmatu i zmiany w rozumieniu nowej roli nauczyciela. Wielu z nich nie chce uznać faktu, że dziś uczniowie mają dużo łatwiejszy dostęp do informacji w domu niż w szkole. Uczą tak, jakby sala lekcyjna była jedynym miejscem dostarczania informacji i wiedzy.
Jestem w stanie zrozumieć podczas zajęć zgorzkniałość niektórych nauczycieli i ich irytację. Powodów na pewno jest kilka. Jednym z nich, to konieczność pozostania po całym dniu pracy w szkole. Nikt tego nie lubi. Innym powodem może być niskie poczucie własnej wartości nauczycieli. Potrzebują akceptacji. Ponieważ nie mogą znaleźć siły w sobie, to jej potwierdzenia poszukują na zewnątrz. Przed szkołą stoi zupełnie nowe wyzwanie. Na ostatnich zajęciach przekonywałem nauczycieli, że następuje zmiana roli nauczyciela w kierunku eksperta od uczenia się i znajomości zasad funkcjonowania mózgu. Nauczyciel, jak lider, staje się osobą, która stymuluje w uczniach rozwój najlepszych cech charakteru, która motywuje i wspiera rozwój indywidualnych talentów ucznia. Szkoła jest też idealnym miejscem do kształcenia postaw społecznych i być początkiem budowania społeczeństwa obywatelskiego.


Bez względu na to, czy spotykam się z otwartymi na nowe idee osobami, czy też kontestującymi i negatywnie nastawionymi nauczycielami, to widzę w tym szansę rozwoju mojego warsztatu. Szukam bowiem argumentów, nowego podejścia, ciekawego materiału. Rozwijam umiejętności skutecznej komunikacji, aktywnego i empatycznego słuchania. Różnie się to kończy, ale podczas ostatniego szkolenia udało się poruszyć nauczycieli i wywołać dyskusję. To ważne, bo temat był interesujący, aktualny i ciekawy, aczkolwiek nie był wygodny dla nauczycieli. Pokazywał przepaść, jaka istnieje między nauczycielami i "generacją google". Problem polega na tym, że nauczyciele nie chcą zobaczyć w obecnej sytuacji szansy na stworzenie swoistej synergii w zderzeniu swojego ogromnego doświadczenia z umiejętnościami i potencjałem uczniów w zakresie korzystania z technologii cyfrowej. Szkoła wymaga zmiany paradygmatu i zmiany w rozumieniu nowej roli nauczyciela. Wielu z nich nie chce uznać faktu, że dziś uczniowie mają dużo łatwiejszy dostęp do informacji w domu niż w szkole. Uczą tak, jakby sala lekcyjna była jedynym miejscem dostarczania informacji i wiedzy.
Jestem w stanie zrozumieć podczas zajęć zgorzkniałość niektórych nauczycieli i ich irytację. Powodów na pewno jest kilka. Jednym z nich, to konieczność pozostania po całym dniu pracy w szkole. Nikt tego nie lubi. Innym powodem może być niskie poczucie własnej wartości nauczycieli. Potrzebują akceptacji. Ponieważ nie mogą znaleźć siły w sobie, to jej potwierdzenia poszukują na zewnątrz. Przed szkołą stoi zupełnie nowe wyzwanie. Na ostatnich zajęciach przekonywałem nauczycieli, że następuje zmiana roli nauczyciela w kierunku eksperta od uczenia się i znajomości zasad funkcjonowania mózgu. Nauczyciel, jak lider, staje się osobą, która stymuluje w uczniach rozwój najlepszych cech charakteru, która motywuje i wspiera rozwój indywidualnych talentów ucznia. Szkoła jest też idealnym miejscem do kształcenia postaw społecznych i być początkiem budowania społeczeństwa obywatelskiego.
środa, 23 grudnia 2009
Gry edukacyjne w pracy nauczyciela przyszłości

Wspólnie z Bartoszem Kramkiem pracowaliśmy ostatnio dla Wydawnictwa Szkolnego PWN nad artykułem poświęconym wykorzystaniu zasobów sieci w edukacji. Opisywaliśmy możliwości i praktykę pracy nauczycieli z narzędziami takimi jak blogi, mikroblogi, wiki, transmisje online oraz o jednym z najważniejszych trendów we współczesnej edukacji - grach internetowych spełniających funkcję dydaktyczną.
Polem zwiększania efektywności edukacji poprzez łączenie jej z rozrywką jest tzw. edutainment. Obejmuje on wszelkiego rodzaju gry edukacyjne, rozwijające myślenie logiczne i strategiczne, umiejętności dedukcyjne, kojarzenie faktów oraz wykorzystywanie ich do rozwiązywania problemów. Przykładem portalu edukcyjnego opartego na edutainment jest Edugames.pl - nowy, ambitny projekt realizowany przez Escola (Grupa Etendard).
Jak wskazują wyniki badań, 84% młodych ludzi gra w gry komputerowe przynajmniej raz na 2 tygodnie. Z kolei 95% nauczycieli nigdy w takie gry nie grało. Czas więc na zmianę i wykorzystanie fascynacji uczniów grami komputerowymi w szkolnej dydaktyce.
Jak gry edukacyjne sprawdzają się w praktyce? Autorzy artykułu "Szkoła Gier, które bawią i uczą", opublikowanego na łamach Think.org.pl przytaczają doświadczenia amerykańskich pedagogów:
Jak zauważają nauczyciele (...) ta metoda edukacji, nawet trudnych zagadnień matematycznych, jest lepiej akceptowana przez uczniów niż jakakolwiek inna. Nie mają tu też znaczenia indywidualne zdolności – każdy, lepszy lub gorszy z matematyki, jeśli tylko załapię sens gry, zdobywa wiedzę, której nauczyciel często nie był w stanie skutecznie przekazać w inny sposób. I to jest prawdziwa siła gier edutainment.
Edutainment będzie ważnym aspektem realizacji projektu dydaktycznego w słupskim Collegium Futurum - Szkole przyszłości. Dzięki wsparciu firm takich jak IBM, Young Digital Planet, Etendard i TransmisjeOnline oraz zaangażowaniu w prace prężnej grupy osób, projekt rozwija się dynamicznie, dzięki czemu jesteśmy na dobrej drodze do realizacji obranych celów: uruchomienia najnowocześniejszej w Polsce i jednej z najbardziej innowacyjnych placówek oświatowych na świecie. W ramach projektu, Escola jako jeden z liderów rynku nowoczesnych technologii edukacyjnych dostarczy platformę e-learningową oraz narzędzia pracy i zasoby edutainment.

Etykiety:
Bartosz Kramek,
Collegium Futurum,
Edugames.pl,
edutainment,
Nauczyciel przyszłości,
Szkoła przyszłości
poniedziałek, 14 grudnia 2009
Od Jaworzynki do Mysłowic
Minął prawie rok od szkolenia w Jaworzynce grupy nauczycieli, którzy dzięki swojej postawie pozwolili mi uwierzyć, że zmiana polskiej edukacji jest możliwa, że są w szkołach liderzy, którzy rozumieją, jak bardzo zmienił się świat wokół nas, jak inne są oczekiwania wobec szkoły dzisiejszych rodziców i uczniów. Nauczyciele rozpoczęli zmianę od samych siebie, swojego nastawienia, swoich przekonań na temat własnego warsztatu pracy.
Każda zmiana zaczyna się od pojedynczego człowieka. Również ta największa i najważniejsza, jaką jest właśnie edukacja. Dlatego dużą nadzieję wiążę z faktem, że grupa aktywnych nauczycieli konsekwentnie wprowadza nowe modele edukacji oparte na dydaktyce wykorzystującej możliwości Internetu i potencjał technologii Web 2.0 Ci sami nauczyciele zaczęli szkolić już innych. Tak zaczyna się prawdziwa zmiana. Dziś obecni są m.in. na blogach, mikrologach, stosują webquesty i technologie wiki. Dzielą się swoimi doświadczeniami w sieci, uczą się i poszukują przestrzeni na spotkanie uczniów generacji Y z własnym doświadczeniem pedagogicznym. Tworzą społeczność, do której zapraszają swoich uczniów i wychowanków. Ta grupa nauczycieli zdaje sobie sprawę, że dzisiejsze pokolenie funkcjonuje w zupełnie innej rzeczywistości i potrzebuje innego języka w porozumiewaniu się ze sobą. Nie dziwi ich, że prezes Young Digital Planet w wywiadzie dla Edukacji i Dialogu mówi, że nie wyobraża sobie apostoła, który chce ewangelizować innych mówiąc do nich niezrozumiałym językiem. Oni starają się język uczniów lepiej poznać, bo wiedzą, że technologia cyfrowa jest dla nich czymś naturalnym. Mają świadomość, że 75% nauczycieli kształciło się w poprzedniej epoce. Był to zupełnie inny system polityczno - społeczno - ekonomiczny. Nieznany i niezrozumiały dla dzisiejszych uczniów. Do nich o ważnych sprawach można mówić ich językiem i jednocześnie budować zachowania etyczne i przybliżać do wartości.
Trzeba się pogodzić, że dziś młodzież uważa maila za coś wolnego, że więcej czasu spędza przed monitorem komputera niż telewizora, że nie dziali świata na wirtualny i realny a nauczyciel i szkoła nie są najważniejszym źródłem informacji. Dziś 84% uczniów gra przynajmniej 2 razy w tygodniu w gry interaktywne, za to aż 95% nauczycieli nigdy tego nie robiło. Jak więc przekonać nauczycieli, że edukacja oparta na nowych technologiach może być atrakcyjniejsza i jednocześnie uczyć i odgrywać istotną rolę w kształtowaniu nowych nawyków. Nauczyciele nie konkurują więc ze światem cyfrowym, ale szukają możliwości stworzenia w szkole autentycznego miejsca uczenia się i czerpania z tego prawdziwej radości. Zdają sobie sprawę, że zmienia się funkcja szkoły, bo staje się ona miejscem kształcenia kompetencji związanych z wyszukiwaniem, przetwarzaniem informacji oraz tworzeniem własnych koncepcji i kreatywnych pomysłów. Młodzież przygotowuje się w ten sposób do ciągłego i samodzielnego uczenia się. Tym samym do wprowadzanie kolejnych zmian. Tylko w ten sposób młodzież gotowa jest na zderzenie z trudną do przewidzenia przyszłością.
Cieszę się, że mogłem ponownie spotkać się z fantastycznymi nauczycielami. To była ich inicjatywa. Organizatorem szkolenia w ramach projektu "Przystosowanie kwalifikacji zawodowych nauczycieli do nowych potrzeb rynku edukacyjnego" jest Stowarzyszenie Rodziców na Rzecz Pomocy Szkołom "Przyjazna Szkoła". Po roku do Mysłowic przybyli prawie wszyscy, którzy uczestniczyli w szkoleniu w Jaworzynce. Są jeszcze bardziej otwarci, pełni pomysłów, poszukujący i pokorni wobec nowych trendów. To oni mają wizję nowoczesnej edukacji i konsekwentnie ją realizują w kręgu własnego wpływu. Nie czekają na kolejne rozporządzenia, instrukcje i zalecenia. Taka postawa nie jest jeszcze powszechna wśród nauczycieli, ale ziarno zostało zasiane. Spotkanie pozwoliło mi uwierzyć w siłę pojedynczych nauczycieli i zmiany w edukacji. Zainspirowany takimi postawami z wiarą podchodzę do projektu Szkoła przyszłości w Słupsku. Dostałem ogromny zastrzyk energii. Dziękuję za to spotkanie!


Każda zmiana zaczyna się od pojedynczego człowieka. Również ta największa i najważniejsza, jaką jest właśnie edukacja. Dlatego dużą nadzieję wiążę z faktem, że grupa aktywnych nauczycieli konsekwentnie wprowadza nowe modele edukacji oparte na dydaktyce wykorzystującej możliwości Internetu i potencjał technologii Web 2.0 Ci sami nauczyciele zaczęli szkolić już innych. Tak zaczyna się prawdziwa zmiana. Dziś obecni są m.in. na blogach, mikrologach, stosują webquesty i technologie wiki. Dzielą się swoimi doświadczeniami w sieci, uczą się i poszukują przestrzeni na spotkanie uczniów generacji Y z własnym doświadczeniem pedagogicznym. Tworzą społeczność, do której zapraszają swoich uczniów i wychowanków. Ta grupa nauczycieli zdaje sobie sprawę, że dzisiejsze pokolenie funkcjonuje w zupełnie innej rzeczywistości i potrzebuje innego języka w porozumiewaniu się ze sobą. Nie dziwi ich, że prezes Young Digital Planet w wywiadzie dla Edukacji i Dialogu mówi, że nie wyobraża sobie apostoła, który chce ewangelizować innych mówiąc do nich niezrozumiałym językiem. Oni starają się język uczniów lepiej poznać, bo wiedzą, że technologia cyfrowa jest dla nich czymś naturalnym. Mają świadomość, że 75% nauczycieli kształciło się w poprzedniej epoce. Był to zupełnie inny system polityczno - społeczno - ekonomiczny. Nieznany i niezrozumiały dla dzisiejszych uczniów. Do nich o ważnych sprawach można mówić ich językiem i jednocześnie budować zachowania etyczne i przybliżać do wartości.
Trzeba się pogodzić, że dziś młodzież uważa maila za coś wolnego, że więcej czasu spędza przed monitorem komputera niż telewizora, że nie dziali świata na wirtualny i realny a nauczyciel i szkoła nie są najważniejszym źródłem informacji. Dziś 84% uczniów gra przynajmniej 2 razy w tygodniu w gry interaktywne, za to aż 95% nauczycieli nigdy tego nie robiło. Jak więc przekonać nauczycieli, że edukacja oparta na nowych technologiach może być atrakcyjniejsza i jednocześnie uczyć i odgrywać istotną rolę w kształtowaniu nowych nawyków. Nauczyciele nie konkurują więc ze światem cyfrowym, ale szukają możliwości stworzenia w szkole autentycznego miejsca uczenia się i czerpania z tego prawdziwej radości. Zdają sobie sprawę, że zmienia się funkcja szkoły, bo staje się ona miejscem kształcenia kompetencji związanych z wyszukiwaniem, przetwarzaniem informacji oraz tworzeniem własnych koncepcji i kreatywnych pomysłów. Młodzież przygotowuje się w ten sposób do ciągłego i samodzielnego uczenia się. Tym samym do wprowadzanie kolejnych zmian. Tylko w ten sposób młodzież gotowa jest na zderzenie z trudną do przewidzenia przyszłością.
Cieszę się, że mogłem ponownie spotkać się z fantastycznymi nauczycielami. To była ich inicjatywa. Organizatorem szkolenia w ramach projektu "Przystosowanie kwalifikacji zawodowych nauczycieli do nowych potrzeb rynku edukacyjnego" jest Stowarzyszenie Rodziców na Rzecz Pomocy Szkołom "Przyjazna Szkoła". Po roku do Mysłowic przybyli prawie wszyscy, którzy uczestniczyli w szkoleniu w Jaworzynce. Są jeszcze bardziej otwarci, pełni pomysłów, poszukujący i pokorni wobec nowych trendów. To oni mają wizję nowoczesnej edukacji i konsekwentnie ją realizują w kręgu własnego wpływu. Nie czekają na kolejne rozporządzenia, instrukcje i zalecenia. Taka postawa nie jest jeszcze powszechna wśród nauczycieli, ale ziarno zostało zasiane. Spotkanie pozwoliło mi uwierzyć w siłę pojedynczych nauczycieli i zmiany w edukacji. Zainspirowany takimi postawami z wiarą podchodzę do projektu Szkoła przyszłości w Słupsku. Dostałem ogromny zastrzyk energii. Dziękuję za to spotkanie!
niedziela, 29 listopada 2009
Rozwój edukacji w świetle badań naukowych nad mózgiem
W najnowszym, specjalnym i jednocześnie podwójnym numerze miesięcznika "Edukacja i Dialog" zamieszczam wywiad z Johnem Mediną - dyrektorem Centrum Mózgu badającego możliwości przyswajania wiedzy przez mózg ludzki (Brain Center for Applied Learning and Research) na uniwersytecie Seattle Pacific University. Wywiad na moje specjalne zamówienie przeprowadziła Agnieszka Rynkiewicz - dyrektor w zarządzie Autism Society w Waszyngtonie. Zamieszczam fragment, który dla mnie jest kolejnym argumentem za zmianą modelu edukacji i jednocześnie jest inspiracją przy tworzeniu projektu "Szkoły przyszłości" w Słupsku. Cieszę się, że istnieje możliwość współpracy zarówno z Johnem Mediną, jak i Agnieszką Rynkiewicz z Waszyngtonu. Oficjalnym partnerem projektu jest Young Digital Planet. Wierzę, że ta współpraca pomoże stworzyć nowy paradygmat szkoły XXI wieku. Zapraszam do lektury:
Agnieszka Rynkiewicz: „ 12 SPOSOBÓW NA SUPERMÓZG. Jak przetrwać i dobrze sobie radzić w pracy, domu i szkole” (angielska wersja książki: „Brain Rules. 12 Principles for Surviving and Thriving at Work, Home, and School”). Jakie były okoliczności powstania tej książki i co zainspirowało Cię do napisania jej?
Dr John Medina: Książka powstała jako eksperyment. Zastanawiałem się, co stałoby się z edukacją lub z biznesem gdybyśmy oba chcieli zmienić tak aby działały one zgodnie z tym, jak tak naprawdę funkcjonuje nasz mózg. Zastanawiałem się w trakcie pisania tej książki, jak wyglądałaby wtedy typowa klasa w szkole, typowa firma lub typowy zakład pracy.
Nasza wiedza na temat mózgu nadal nie jest wielka. Wiemy jednak dobrze, co stanowi podstawy pracy mózgu. Wiemy także, że mózg nastawiony jest na rozwiązywanie problemów związanych z przetrwaniem w nieustannie zmieniających się warunkach środowiska zewnętrznego. Jest to główna myśl mojej książki i było to także natchnienie do jej napisania.
Według mnie gdybyśmy chcieli stworzyć środowisko do nauki, które jest całkowitym zaprzeczeniem środowiska w jakim mózg ludzki funkcjonuje najlepiej, to stworzylibyśmy typową klasę jaką mamy obecnie w szkole amerykańskiej. Gdybyśmy z kolei chcieli stworzyć firmę, która działałaby w całkowitym zaprzeczeniu do środowiska, w którym mózg ludzki pracuje najlepiej, to stworzylibyśmy nasze typowe biuro, gdzie stanowiska pracy oddzielone są i podzielone są na małe przestrzenie. Gdybyśmy jednak chcieli stworzyć środowisko do nauki i pracy, które jest prawdziwie zgodne z tym do czego nasz mózg przystosowany jest najlepiej i gdzie pracuje efektywnie, wtedy musielibyśmy zburzyć nasze tradycyjne szkoły i firmy i zbudować je od nowa. Moja książka dotyczy właśnie tego budowania szkół i firm od nowa.
(...)
Agnieszka Rynkiewicz: Jaka jest Twoja opinia na temat stworzenia modelu szkoły opartej na kształceniu wykorzystującym wirtualny kampus szkolny z biblioteką, salami wykładowymi i kinowymi, gdzie zajęcia prowadzone są z wykorzystaniem sieci przez zespół nauczycieli i ekspertów z różnych dziedzin i gdzie równolegle nauka odbywa się także w szkole tradycyjnej?
Dr John Medina: Myślę, że zanim jakikolwiek nowy model szkoły zostanie stworzony, poszczególne jego elementy wymagają przetestowania tak aby mieć pewność, że wysiłek i koszt warty jest tego projektu. Jest to niczym budowanie np. dwuosobowej samolotu od podstaw. Najpierw musi powstać projekt, potem ożebrowanie samolotu, następnie skrzydła i korpus. Następnie należy stworzyć silnik, umocować go w samolocie oraz dołączyć do niego masę oprzyrządowania. Potem następuje cała seria testów próbnych oraz lotów, a każdy etap tych testów wnosi nową wiedzę do projektu. Jeśli projekt działa i testy temu dowodzą, mamy także argumenty dla sponsorów aby ich przekonać, że model jest warty pracy, wysiłku i pieniędzy. Ta analogia odnosi się także do budowania modelu szkoły opartej na kształceniu wykorzystującym wirtualny kampus szkolny.
Wykorzystując więc metaforę Johna Mediny można powiedzieć że projekt "Szkoły przyszłości" już mamy, ożebrowanie samolotu również. Przed nami stworzenie silnika i testowanie. Dla nauczycieli, uczniów i rodziców to wielkie wyzwanie. Wierzę w zaangażowanie wszystkich zainteresowanych tym wyjątkowym projektem.


Agnieszka Rynkiewicz: „ 12 SPOSOBÓW NA SUPERMÓZG. Jak przetrwać i dobrze sobie radzić w pracy, domu i szkole” (angielska wersja książki: „Brain Rules. 12 Principles for Surviving and Thriving at Work, Home, and School”). Jakie były okoliczności powstania tej książki i co zainspirowało Cię do napisania jej?
Dr John Medina: Książka powstała jako eksperyment. Zastanawiałem się, co stałoby się z edukacją lub z biznesem gdybyśmy oba chcieli zmienić tak aby działały one zgodnie z tym, jak tak naprawdę funkcjonuje nasz mózg. Zastanawiałem się w trakcie pisania tej książki, jak wyglądałaby wtedy typowa klasa w szkole, typowa firma lub typowy zakład pracy.
Nasza wiedza na temat mózgu nadal nie jest wielka. Wiemy jednak dobrze, co stanowi podstawy pracy mózgu. Wiemy także, że mózg nastawiony jest na rozwiązywanie problemów związanych z przetrwaniem w nieustannie zmieniających się warunkach środowiska zewnętrznego. Jest to główna myśl mojej książki i było to także natchnienie do jej napisania.
Według mnie gdybyśmy chcieli stworzyć środowisko do nauki, które jest całkowitym zaprzeczeniem środowiska w jakim mózg ludzki funkcjonuje najlepiej, to stworzylibyśmy typową klasę jaką mamy obecnie w szkole amerykańskiej. Gdybyśmy z kolei chcieli stworzyć firmę, która działałaby w całkowitym zaprzeczeniu do środowiska, w którym mózg ludzki pracuje najlepiej, to stworzylibyśmy nasze typowe biuro, gdzie stanowiska pracy oddzielone są i podzielone są na małe przestrzenie. Gdybyśmy jednak chcieli stworzyć środowisko do nauki i pracy, które jest prawdziwie zgodne z tym do czego nasz mózg przystosowany jest najlepiej i gdzie pracuje efektywnie, wtedy musielibyśmy zburzyć nasze tradycyjne szkoły i firmy i zbudować je od nowa. Moja książka dotyczy właśnie tego budowania szkół i firm od nowa.
(...)
Agnieszka Rynkiewicz: Jaka jest Twoja opinia na temat stworzenia modelu szkoły opartej na kształceniu wykorzystującym wirtualny kampus szkolny z biblioteką, salami wykładowymi i kinowymi, gdzie zajęcia prowadzone są z wykorzystaniem sieci przez zespół nauczycieli i ekspertów z różnych dziedzin i gdzie równolegle nauka odbywa się także w szkole tradycyjnej?
Dr John Medina: Myślę, że zanim jakikolwiek nowy model szkoły zostanie stworzony, poszczególne jego elementy wymagają przetestowania tak aby mieć pewność, że wysiłek i koszt warty jest tego projektu. Jest to niczym budowanie np. dwuosobowej samolotu od podstaw. Najpierw musi powstać projekt, potem ożebrowanie samolotu, następnie skrzydła i korpus. Następnie należy stworzyć silnik, umocować go w samolocie oraz dołączyć do niego masę oprzyrządowania. Potem następuje cała seria testów próbnych oraz lotów, a każdy etap tych testów wnosi nową wiedzę do projektu. Jeśli projekt działa i testy temu dowodzą, mamy także argumenty dla sponsorów aby ich przekonać, że model jest warty pracy, wysiłku i pieniędzy. Ta analogia odnosi się także do budowania modelu szkoły opartej na kształceniu wykorzystującym wirtualny kampus szkolny.
Wykorzystując więc metaforę Johna Mediny można powiedzieć że projekt "Szkoły przyszłości" już mamy, ożebrowanie samolotu również. Przed nami stworzenie silnika i testowanie. Dla nauczycieli, uczniów i rodziców to wielkie wyzwanie. Wierzę w zaangażowanie wszystkich zainteresowanych tym wyjątkowym projektem.
sobota, 21 listopada 2009
Szkoła miejscem uczenia się ucznia
Zwróciła się do mnie ostatnio dziennikarka z miesięcznika „Claudia” z pytaniem, czy mógłbym polecić jej czytelniczkom programy wspierające uczenie się i zapamiętywanie. Jednocześnie poprosiła o wskazanie firm i szkół, które je realizują. Szczerze mówiąc nie znam w Polsce programów, które systemowo przygotowywałyby do uczenia się uczniów. Choć w jednej z warszawskich szkół podjęto się tego wyzwania, to jednak nie udało się projektu zakończyć. Jest też szkoła w Krakowie, która konsekwentnie tworzy warunki do doświadczania przez uczniów umiejętności uczenia się, jak się uczyć. Może jestem w błędzie i w Polsce jest więcej szkół, które problem ten rozwiązały systemowo. To przecież jedno z najważniejszych zadań dla polskiej szkoły. W dobie szybkiego i łatwego dostępu do informacji to właśnie szkoła powinna być miejscem uczenia się ucznia. Zawsze, kiedy to mówię, słyszę głosy oburzenia i zapewnienia, że szkoła przecież to robi i to od zawsze. Otóż nie, szkoła naucza, przekazuje wiedzę, ale nie stwarza środowiska ani przestrzeni, w której uczeń doświadcza jak się uczyć. Czy uczniowie mają zdiagnozowane swoje strategie uczenia się, czy je znają i w jaki sposób wykorzystują w codziennej praktyce? Ilu z nich zna techniki zapamiętywania, których nauczyli się w szkole, ilu z nich posiada umiejętność selektywnego czytania. Ilu uczniów zna techniki szybkiego czytania i potrafi je wykorzystać w codziennej pracy. Ilu z uczniów potrafi stosować efektywne metody notowania i stosuje mapy myśli? Znam nauczycieli, którzy próbują włączyć te zagadnienia do swoich programów nauczania i jednocześnie metod pracy z uczniami.
W Polsce mamy znakomitą tradycję w nauczaniu technik pracy umysłowej i zasad skutecznego działania. Pionierami prakseologii w Polsce są prof. Tadeusz Kotarbiński, prof. Jarosław Rudniański i prof. Zbigniew Pietrasiński. A obecnie są to popularne poradniki Marka Szurawskiego, czy Katarzyny Gozdek-Michaelis. Mówiąc o programach, które mogą pomóc w uczeniu się i zapamiętywaniu wyróżniam programy komputerowe umożliwiające rozpoznanie stylów i strategii uczenia się oraz kursy stacjonarne, podczas których uczestnicy poznają techniki uczenia się, zapamiętywania, szybkiego czytania, a także kreatywnego myślenia. Na początku lat 90-tych ubiegłego wieku pojawiło się mnóstwo poradników dotyczących wykorzystania badań nad mózgiem, m.in. Tony Buzana, Edwarda de Bono. Bestsellerem światowym stała się „Rewolucja w uczeniu” Gordona Drydena i Jeannette Vos, w której zebrano doświadczenia praktyków dotyczących strategii uczenia, zapamiętywania, ale zawierała też prezentację metod i narzędzi uczenia. Autorzy tych poradników byli w Polsce, uczestniczyłem w kilku takich spotkaniach. Sam jestem absolwentem kursu szybkiego czytania. Jako nauczyciel poznawałem kursach sposoby rozpoznawania u uczniów systemów reprezentacji, wykorzystywania w metaprogramów, czy stosowania map myśli w pracy dydaktycznej i - co ważne – również wychowawczej. Dużą popularnością cieszyły się i nadal się cieszą poradniki Howarda Gardnera o koncepcji wielorakich inteligencji. Wszystkie te metody są wykorzystywane obecnie przez firmy szkoleniowe, ale nie przez szkoły. A jeżeli w szkole, to incydentalnie a nie systemowo.
Na stronach internetowych można znaleźć testy pozwalający zdefiniować swoje dominujące inteligencje, style uczenia się i wartości, które kierują naszym postępowaniem i motywują do działania. Programy te nie są kursami pomagającymi w uczeniu się, ale dostarczają nam narzędzi, które pozwalają wykorzystywać nasze wewnętrzne zasoby w pracy umysłowej. Przede wszystkim pozwalają zdefiniować nasze systemy reprezentacyjne i dostosować narzędzia do indywidualnych strategii. Pomagają przezwyciężyć model masowej edukacji i dostosować proces uczenia się do indywidualnych preferencji ucznia. Programy zawierają wiedzę wspomnianych wcześniej autorów takich jak Edward de Bono, Tony Buzan, ale także Robert Fisher, Daniel Goleman, oraz Richard Bandler i John Grinder. Firmy szkoleniowe funkcjonujące na polskim rynku wykorzystują prace wszystkich wymienionych autorów próbując „opakować” wykorzystane teorie w atrakcyjną nazwę. Nie zawsze są to jednak wartościowe programy. Ostatnio ma polskim rynku ukazała się znakomita książka dra Johna Mediny „12 sposobów na supermózg” Znajduje się ona na liście 10 najważniejszych książek w biznesie New York Timesa. Autor jest biologiem molekularnym i przedstawia w niej wyniki badań nad mózgiem i ich wpływ na uczenie się i zapamiętywanie. Ponadto prezentuje sposoby wykorzystania tej wiedzy w codziennej pracy zarówno w szkole, jak i biznesie. To może być kolejna rewolucja, która pomoże zmienić obraz polskiej szkoły.


W Polsce mamy znakomitą tradycję w nauczaniu technik pracy umysłowej i zasad skutecznego działania. Pionierami prakseologii w Polsce są prof. Tadeusz Kotarbiński, prof. Jarosław Rudniański i prof. Zbigniew Pietrasiński. A obecnie są to popularne poradniki Marka Szurawskiego, czy Katarzyny Gozdek-Michaelis. Mówiąc o programach, które mogą pomóc w uczeniu się i zapamiętywaniu wyróżniam programy komputerowe umożliwiające rozpoznanie stylów i strategii uczenia się oraz kursy stacjonarne, podczas których uczestnicy poznają techniki uczenia się, zapamiętywania, szybkiego czytania, a także kreatywnego myślenia. Na początku lat 90-tych ubiegłego wieku pojawiło się mnóstwo poradników dotyczących wykorzystania badań nad mózgiem, m.in. Tony Buzana, Edwarda de Bono. Bestsellerem światowym stała się „Rewolucja w uczeniu” Gordona Drydena i Jeannette Vos, w której zebrano doświadczenia praktyków dotyczących strategii uczenia, zapamiętywania, ale zawierała też prezentację metod i narzędzi uczenia. Autorzy tych poradników byli w Polsce, uczestniczyłem w kilku takich spotkaniach. Sam jestem absolwentem kursu szybkiego czytania. Jako nauczyciel poznawałem kursach sposoby rozpoznawania u uczniów systemów reprezentacji, wykorzystywania w metaprogramów, czy stosowania map myśli w pracy dydaktycznej i - co ważne – również wychowawczej. Dużą popularnością cieszyły się i nadal się cieszą poradniki Howarda Gardnera o koncepcji wielorakich inteligencji. Wszystkie te metody są wykorzystywane obecnie przez firmy szkoleniowe, ale nie przez szkoły. A jeżeli w szkole, to incydentalnie a nie systemowo.
Na stronach internetowych można znaleźć testy pozwalający zdefiniować swoje dominujące inteligencje, style uczenia się i wartości, które kierują naszym postępowaniem i motywują do działania. Programy te nie są kursami pomagającymi w uczeniu się, ale dostarczają nam narzędzi, które pozwalają wykorzystywać nasze wewnętrzne zasoby w pracy umysłowej. Przede wszystkim pozwalają zdefiniować nasze systemy reprezentacyjne i dostosować narzędzia do indywidualnych strategii. Pomagają przezwyciężyć model masowej edukacji i dostosować proces uczenia się do indywidualnych preferencji ucznia. Programy zawierają wiedzę wspomnianych wcześniej autorów takich jak Edward de Bono, Tony Buzan, ale także Robert Fisher, Daniel Goleman, oraz Richard Bandler i John Grinder. Firmy szkoleniowe funkcjonujące na polskim rynku wykorzystują prace wszystkich wymienionych autorów próbując „opakować” wykorzystane teorie w atrakcyjną nazwę. Nie zawsze są to jednak wartościowe programy. Ostatnio ma polskim rynku ukazała się znakomita książka dra Johna Mediny „12 sposobów na supermózg” Znajduje się ona na liście 10 najważniejszych książek w biznesie New York Timesa. Autor jest biologiem molekularnym i przedstawia w niej wyniki badań nad mózgiem i ich wpływ na uczenie się i zapamiętywanie. Ponadto prezentuje sposoby wykorzystania tej wiedzy w codziennej pracy zarówno w szkole, jak i biznesie. To może być kolejna rewolucja, która pomoże zmienić obraz polskiej szkoły.
sobota, 7 listopada 2009
Co zrobić, kiedy inni nas nie rozumieją?
Za mną już dziewięć szkoleń organizowanych przez Wydawnictwo Szkolne PWN. Przed sobą mam jeszcze osiem warsztatów, m.in. w Kielcach, Łodzi, Poznaniu, Wrocławiu, Gdańsku i Toruniu. Każde spotkanie jest inne, na każdym inaczej reagują uczestnicy. Zdarza się, że dyskusje są tak żywe, że nie zawsze udaje się zaprezentować cały przygotowany materiał. Nie zawsze uczestnikom przychodzi łatwo zgodzić się z moją koncepcją transformacji polskiej szkoły. Nie każdy zmianę dostrzega jako konieczność i szansę na odkrycie nowej roli nauczyciela. Przy bardzo prostym i szybkim docieraniu do informacji i wiedzy powód, dla którego kiedyś przychodziło się do szkoły, przestał istnieć. Dziś szkoła stoi przed zupełnie nowymi wyzwaniami. Dziś przed nauczycielem pojawiają się zupełnie nowe zadania wymagające zmiany paradygmatu. O tym przekonuję na zajęciach. Zdarza się – choć rzadko, że moje poglądy nie są interpretowane zgodnie z moim zamiarem. Mam jednak silne przekonanie, które pozwala mi w takich sytuacjach właściwie reagować, że znaczenie komunikatu, to odpowiedź na niego. Moja wypowiedź znaczy dokładnie to, co zrozumiał mój słuchacz. Ilekroć słyszę, że ktoś inaczej zinterpretował moją wypowiedź, to sam przejmuję odpowiedzialność za tę sytuację. Mówię sobie wówczas, że widocznie byłem nieprecyzyjny, widocznie nie przedstawiłem właściwych argumentów. Nie staram się w takich sytuacjach wmawiać innym, że nie rozumieją, że niedokładnie słuchają. To dla mnie okazja, aby swój komunikat zmodyfikować, aby wzmocnić te elementy, które mogły zostać niezauważone. To znakomity sposób na doskonalenia komunikacji. Kiedy podczas zajęć uczestnicy swoimi wypowiedziami i komentarzami dowodzą, że zmieniają znaczenie i intencje moich wypowiedzi, to dla mnie pretekst, aby zastanowić się, dlaczego tak się dzieje? Co i jak powiedziałem, że nie zostałem właściwie zrozumiany. To stwarza miejsce na doskonalenie własnego warsztatu.
Podobnie traktowałem w szkole tzw. trudnych uczniów. Nie sztuka pracować z samodzielnymi, odpowiedzialnymi i świadomymi swoich celów ludźmi. Największe dla mnie wyzwanie to uczniowie niepokorni, zadający tysiące pytań, przerywający, dowcipkujący, cyniczni, ale też sprawiający kłopoty wychowawcze. Dla mnie to w takich uczniach tkwi zalążek czegoś niepospolitego. Jest w nich coś, co sprawić może, że w przyszłości zaczną podążać własną drogą, będę szukać nowych możliwości, będę walczyć ze stereotypami i szkodliwymi poglądami. To oni mogą zacząć zmieniać świat, to oni podejmują ryzyko porażki i konsekwencje z popełnianych błędów. To tacy uczniowie uczą pokory, zmuszają do doskonalenia warsztatu pracy. To dzięki nim poszukuję nowych metod, próbuję, testuję i cieszę się, że mogę się rozwijać. To dla mnie wyzwanie. W sytuacjach takich przejmuję odpowiedzialność za jakość prowadzonych zajęć, za jakość komunikacji, za jakość i dynamikę relacji z uczestnikami szkoleń. Nie walczę z przekonaniami innych. Nie jest możliwa ich natychmiastowa zmiana. Potrzeba nam wszystkim czasu i stworzenia przestrzeni, w której poczują się potrzebni, ważni, docenieni i przede wszystkim szanowani. Nie walczę z poglądami, z którymi nie mogę się utożsamić, ale staram się zrozumieć, jakie zachowania, umiejętności i doświadczenie mogło zbudować konkretne przekonanie. Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze mówię to, co inni chcieliby usłyszeć. To może być wygodne, ale też warto zacząć mówić innym to, co może być dla nich dobre, co może zmienić ich perspektywę postrzegania i budować nowe przekonania na własny temat. Wystarczy sięgnąć do wewnętrznych zasobów i budować na tym nowe przekonania. Warto, bo w ten sposób działając w kręgu własnego wpływu mogę rozpocząć zmianę tego, co mnie irytuje, niepokoi i po prostu angażuje. Jeżeli dołączę do tego pasję i dyscyplinę, to z pewnością uda się osiągnąć osobisty sukces.


Podobnie traktowałem w szkole tzw. trudnych uczniów. Nie sztuka pracować z samodzielnymi, odpowiedzialnymi i świadomymi swoich celów ludźmi. Największe dla mnie wyzwanie to uczniowie niepokorni, zadający tysiące pytań, przerywający, dowcipkujący, cyniczni, ale też sprawiający kłopoty wychowawcze. Dla mnie to w takich uczniach tkwi zalążek czegoś niepospolitego. Jest w nich coś, co sprawić może, że w przyszłości zaczną podążać własną drogą, będę szukać nowych możliwości, będę walczyć ze stereotypami i szkodliwymi poglądami. To oni mogą zacząć zmieniać świat, to oni podejmują ryzyko porażki i konsekwencje z popełnianych błędów. To tacy uczniowie uczą pokory, zmuszają do doskonalenia warsztatu pracy. To dzięki nim poszukuję nowych metod, próbuję, testuję i cieszę się, że mogę się rozwijać. To dla mnie wyzwanie. W sytuacjach takich przejmuję odpowiedzialność za jakość prowadzonych zajęć, za jakość komunikacji, za jakość i dynamikę relacji z uczestnikami szkoleń. Nie walczę z przekonaniami innych. Nie jest możliwa ich natychmiastowa zmiana. Potrzeba nam wszystkim czasu i stworzenia przestrzeni, w której poczują się potrzebni, ważni, docenieni i przede wszystkim szanowani. Nie walczę z poglądami, z którymi nie mogę się utożsamić, ale staram się zrozumieć, jakie zachowania, umiejętności i doświadczenie mogło zbudować konkretne przekonanie. Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze mówię to, co inni chcieliby usłyszeć. To może być wygodne, ale też warto zacząć mówić innym to, co może być dla nich dobre, co może zmienić ich perspektywę postrzegania i budować nowe przekonania na własny temat. Wystarczy sięgnąć do wewnętrznych zasobów i budować na tym nowe przekonania. Warto, bo w ten sposób działając w kręgu własnego wpływu mogę rozpocząć zmianę tego, co mnie irytuje, niepokoi i po prostu angażuje. Jeżeli dołączę do tego pasję i dyscyplinę, to z pewnością uda się osiągnąć osobisty sukces.
Etykiety:
Nauczyciel przyszłości,
Pokolenie Y,
Uczeń przyszłości
czwartek, 29 października 2009
Wydawnictwo Szkolne PWN wyznacza nowe standardy.
W ostatnim czasie możemy zaobserwować wiele ważnych inicjatyw związanych z wykorzystaniem w edukacji nowoczesnych technologii, kreowaniem kultury mediów i potrzebą dzielenia się wiedzą w tym obszarze. Niedawno jako internauta uczestniczyłem w konferencji online, którą prowadził prof. Miodek. Natomiast w Warszawie odbyła się konferencja Innowacyjne zarządzanie w polskiej oświacie, która zdaniem jej organizatorów była pierwszą w Polsce konferencją przeprowadzoną w formie Web 2.0 z jednoczesną możliwością uczestnictwa na żywo w debacie online. Niemal w tym samym czasie pojawiła się kolejna inicjatywa wykorzystująca przekaz w sieci. Tym razem Wydawnictwo Szkolne PWN postanowiło transmitować skierowane do nauczycieli warsztaty z nowoczesnych technologii. Wszystkie przeprowadziła firma TransmisjeOnline.pl - lider technologiczny na polskim rynku tego typu rozwiązań. Wydawnictwo już zapowiada, że nie jest to działanie jednorazowe i planuje kolejne. Pierwsza, pełna transmisja online z 4 godzinnego szkolenia zorganizowanego przez Wydawnictwo odbyła się 28 października br. Uczestniczyło w nich ponad 300 internautów. Ze zrozumieniem komentowali oni pewne niedoskonałości tego typu przekazu doceniając jednocześnie ważną inicjatywę, innowacyjną technologię i dużą wartość merytoryczną szkolenia. Projekt ten uważam za niezwykle udany z dwóch powodów. Po pierwsze, Wydawnictwo wyznaczyło nowy szlak dla form kontaktów ze swoimi klientami i jako pierwsze odważyło się eksperymentować w edukacji z tą formą doskonalenia. Jednocześnie stworzyło standardy w dostarczaniu nauczycielom wiedzy na żądanie w postaci bezpośrednich transmisji. To pierwsze w Polsce wydawnictwo, które swoje konferencje transmituje w sieci. To bardzo cenna inicjatywa.
Druga wartość, którą zyskało Wydawnictwo, to możliwość wykorzystania faktu niedoskonałości, jakie towarzyszyły transmisji online, do tworzenia przestrzeni do rozwoju tego typu inicjatyw. To doskonałe źródło zbierania informacji o tym, w jakich aspektach można działać lepiej oraz w jaki sposób należy usprawniać wykorzystanie nowych technologii. To okazja szukania odpowiedzi na pytanie: czego nie robić i jak uchronić się przed kolejnymi błędami. To innowacyjne podejście tworzy przestrzeń do eksperymentowania i rozwijania nowoczesnych rozwiązań w edukacji.
Dydaktyka, która nie boi się wykorzystania nowych rozwiązań technologicznych w procesie kształcenia i doskonalenia, wychodzi naprzeciw trendom zachodzącym w świecie biznesu i otaczającej nas rzeczywistości. Wytyczanie nowych kierunków, przebywanie w awangardzie, wymaga odwagi koniecznej do podejmowania eksperymentów. Wymaga odwagi koniecznej do błądzenia po ścieżce prób i błędów. Droga do prawdziwej innowacji to czasem konieczność odchodzenia od benchmarkingu i akceptacji związanego z tym ryzyka. W ten sposób wskazuje się na możliwości i ogromny potencjał tkwiący w transmisjach online.
Doświadczenia Wydawnictwa Szkolnego PWN to doskonałe studium przypadku, które może służyć wszystkim zainteresowanym rozwojem tej formy uczenia. Może być źródłem wiedzy pozwalającej na rozwój i doskonalenia formy przekazów online w edukacji. Biznes świetnie sobie z tym radzi. Przykłady szkoleń, warsztatów i konferencji online w działaniach komercyjnych są coraz liczniejsze. Czas, aby te formy stały się powszechne również w polskiej oświacie. Na pewno wiedza zdobyta przez Wydawnictwo pozwoli na tworzenie rozwiązań prawnych dotyczących określania standardów transmisji online w szkolnej praktyce. A doświadczenie to może być wykorzystane przez MEN przy tworzeniu kolejnych rozporządzeń dotyczących elektronicznych form kształcenia. Szybki rozwój przekazów w sieci będzie możliwy dzięki odważnym i jednocześnie pionierskim działaniom, jakie jest udziałem Wydawnictwa Szkolnego PWN. Dzięki posiadanej wizji i jasno sprecyzowanych celów oraz determinacji w systemie doskonalenia nauczycieli pojawiło się kolejne ważne rozwiązanie w nowoczesnej formie. Z zainteresowaniem będę obserwował dalszy rozwój transmisji online w polskiej edukacji i wykorzystania ich w dydaktyce szkolnej. Zamierzam wykorzystać to doświadczenie w swojej szkole jako systemowe rozwiązanie.


Druga wartość, którą zyskało Wydawnictwo, to możliwość wykorzystania faktu niedoskonałości, jakie towarzyszyły transmisji online, do tworzenia przestrzeni do rozwoju tego typu inicjatyw. To doskonałe źródło zbierania informacji o tym, w jakich aspektach można działać lepiej oraz w jaki sposób należy usprawniać wykorzystanie nowych technologii. To okazja szukania odpowiedzi na pytanie: czego nie robić i jak uchronić się przed kolejnymi błędami. To innowacyjne podejście tworzy przestrzeń do eksperymentowania i rozwijania nowoczesnych rozwiązań w edukacji.
Dydaktyka, która nie boi się wykorzystania nowych rozwiązań technologicznych w procesie kształcenia i doskonalenia, wychodzi naprzeciw trendom zachodzącym w świecie biznesu i otaczającej nas rzeczywistości. Wytyczanie nowych kierunków, przebywanie w awangardzie, wymaga odwagi koniecznej do podejmowania eksperymentów. Wymaga odwagi koniecznej do błądzenia po ścieżce prób i błędów. Droga do prawdziwej innowacji to czasem konieczność odchodzenia od benchmarkingu i akceptacji związanego z tym ryzyka. W ten sposób wskazuje się na możliwości i ogromny potencjał tkwiący w transmisjach online.
Doświadczenia Wydawnictwa Szkolnego PWN to doskonałe studium przypadku, które może służyć wszystkim zainteresowanym rozwojem tej formy uczenia. Może być źródłem wiedzy pozwalającej na rozwój i doskonalenia formy przekazów online w edukacji. Biznes świetnie sobie z tym radzi. Przykłady szkoleń, warsztatów i konferencji online w działaniach komercyjnych są coraz liczniejsze. Czas, aby te formy stały się powszechne również w polskiej oświacie. Na pewno wiedza zdobyta przez Wydawnictwo pozwoli na tworzenie rozwiązań prawnych dotyczących określania standardów transmisji online w szkolnej praktyce. A doświadczenie to może być wykorzystane przez MEN przy tworzeniu kolejnych rozporządzeń dotyczących elektronicznych form kształcenia. Szybki rozwój przekazów w sieci będzie możliwy dzięki odważnym i jednocześnie pionierskim działaniom, jakie jest udziałem Wydawnictwa Szkolnego PWN. Dzięki posiadanej wizji i jasno sprecyzowanych celów oraz determinacji w systemie doskonalenia nauczycieli pojawiło się kolejne ważne rozwiązanie w nowoczesnej formie. Z zainteresowaniem będę obserwował dalszy rozwój transmisji online w polskiej edukacji i wykorzystania ich w dydaktyce szkolnej. Zamierzam wykorzystać to doświadczenie w swojej szkole jako systemowe rozwiązanie.
środa, 30 września 2009
Wydawnictwo Szkolne PWN dla nowoczesnej edukacji
Rozpoczynam cykl szkoleń, których organizatorem jest Wydawnictwo Szkolne PWN, a partnerem merytorycznym projektu „Edukacja i Dialog”. 17 konferencji w największych polskich miastach realizuję pod nazwą Nowoczesne technologie w nauczaniu. Rozpoczynają się 5 października i będą trwały aż do grudnia. Prezentuję przede wszystkim rozwiązania dydaktyczne skierowane do pracy z uczniami tzw. generacji Y. Warsztaty organizowane są w ośrodkach metodycznych – w aulach i salach o różnym standardzie. Jednak bez względu na to, czy mam ekran, czy tylko miejsce na ścianie, moje prezentacje są w pełni interaktywne nie tylko z uwagi na dialog z uczestnikami, ale również dzięki zastosowanym rozwiązaniom technologicznym. Stojąc przy wyświetlanym obrazie mam bezpośredni dostęp do zasobów mojego komputer, Internetu, filmów, podcastów, map, plansz, gier dydaktycznych i płyt CD. Wykorzystuję w tym celu znakomite mobilne tablice interaktywne ONfinity. Treść moich zajęć zaczerpnąłem z moich dotychczasowych doświadczeń z pracy ze studentami na AGH oraz materiałów publikowanych w „Edukacji i Dialogu”. Odwołuję się m.in. do felietonów naszych stałych autorów, licznych artykułów z działu Edukacja interaktywna, a także najnowszej książki - bestsellera New York Timesa - Johna Mediny „Brain Rules”, której publikację wybranych fragmentów rozpocząłem we wrześniowym numerze miesięcznika. Podczas zajęć zderzam doświadczenie, wiedzę i umiejętności nauczycieli z zachowaniami uczniów wychowanych w erze cyfrowych technologii. Z jednej strony mamy ogromny potencjał uczniów w wykorzystaniu nowoczesnych narzędzi informacyjno – komunikacyjnych, z drugiej zaś ogromną wiedzę ekspercką i liczne kompetencje nauczycieli. Co zrobić, aby te dwa światy zaczęły funkcjonować w pełnej synergii? Czy konfrontować je ze sobą? Jak stworzyć miejsce na współpracę? Gdzie znaleźć na nią przestrzeń? Co wspiera modernizację polskiej szkoły? Co można uczynić, aby szkoła stała się rzeczywiście miejscem uczenia się ucznia, a nie jedynie miejscem przekazywania informacji. Na zajęciach prezentuję model przejścia ze szkoły ery industrialnej do szkoły ery gospodarki informacji. Jak funkcjonować, aby potencjał zarówno nauczycieli jak i uczniów służył przygotowaniu do życia w przyszłości? Próbuję na te pytania odpowiedzieć na najbliższych konferencjach w Lublinie, Krakowie, Częstochowie, Rzeszowie, Tarnowie, Białymstoku, Warszawie, Łodzi, Katowicach, Gdańsku, Radomiu, Bydgoszczy, Toruniu, Płocku, Kielcach, Wrocławiu i Poznaniu. Zapraszam i liczę na komentarze uczestników.


Etykiety:
Nauczyciel przyszłości,
Pokolenie Y,
Szkoła przyszłości
czwartek, 11 czerwca 2009
Czy dzisiejsza szkoła uczy?
Ogłoszono wyniki egzaminów po gimnazjum. Są złe i w dodatku gorsze niż rok temu. Od razu odezwali się eksperci winiąc za to szkołę, nauczycieli, którzy źle uczą. Posypały się na nich gromy. Sama pani minister stwierdziła, że szkoły powinny zabrać się do pracy. Nikt nie potrafi, a może po prostu nie chce zrozumieć, że system jest niewydolny. Pojawiły się głosy, że metody nie są odpowiednie, że system klasowo-lekcyjny i jego hierarchiczność już się nie sprawdzają. Szkoła oddaliła się od życia. Nie pozwala jej się być miejscem podobnym do tego, w którym pracują rodzice uczniów. System stworzony dla ery przemysłowej już się wyczerpał. Do szkoły chodzi zupełnie inne pokolenie. Mówimy o pokoleniu Y, ostatnio Z. Nieważne, jak je nazwiemy, istotne jest, aby stworzyć model szkoły, która przygotowuje uczniów do życia w erze gospodarki informacyjnej. Funkcjonujemy w świecie dynamicznie rozwijanej technologii informacyjnej. Od dawna piszę, namawiam na swoich szkoleniach, aby czerpać wzory z życia nowoczesnych organizacji biznesowych ery informacyjnej, o wielopoziomowych strukturach funkcjonowania. Marek Hyla ostatnio na swoim blogu stwierdza: „Moje biuro mieści się na moich kolanach. Komputer, telefon, dostęp do Internetu i mini drukarka. To wszystko niemal w jednym urządzeniu.” A jak jest w szkole? Ani przestrzeń, ani klasy z ustawionymi rzędami ławek, ani pracownie komputerowe nie pomagają przygotować uczniów do życia. Jeżeli nie możemy wykorzystywać na lekcji tego wszystkiego, z czego na co dzień korzysta się w miejscu pracy, to trudno mówić, że szkoła przybliża się do świata zewnętrznego.
Co zrobić, aby wychowywać szczęśliwe społeczeństwo już w szkole? Pozwólmy, aby szczęśliwym był zarówno prawnik, nauczyciel, lekarz, jak i sprzedawca, kasjer w hipermarkecie czy ślusarz. Niech każdy odnajdzie w sobie powołanie i je pielęgnuje. Niech podąża za swoich wewnętrznym głosem. System edukacji robi wszystko, aby wmówić nam, że każdy musi posiadać wyższe wykształcenie. Należy zmienić ten paradygmat. Ken Richardson w swoim wystąpieniu na ekskluzywnej konferencji TED (pisałem o tym na swoim blogu) powiada, że szkoła kształci od pasa w górę. Zapomina się bowiem o tancerzach z „You Can Dance” czy o wybitnych śpiewakach i innych pasjonatach z programu „Mam talent”. W styczniu tego roku ogłosiłem na swoim blogu śmierć szkoły ery industrialnej. Agresja, coraz gorsze wyniki egzaminów, utrata autorytetu szkoły, protest rodziców wobec wysyłania do szkoły już sześciolatków, dynamicznie rozwijany ruch na rzecz edukacji domowej – to sygnały, których nie wolno ignorować. Co jeszcze musi się wydarzyć, aby decydenci zrozumieli, że szkoła – fabryka, przestała być miejscem uczenia się uczniów? Przygotowujemy do egzaminów, tworzymy rankingi, każemy ścigać się uczniom nawzajem.
Krzywa Gaussa rozkładu inteligencji wskazuje, że tylko kilkanaście procent uczniów znajduje się w przedziale tych o najwyższym ilorazie. System oświaty z akademickim podejściem stworzony jest dla tych właśnie uczniów skazując pozostałych na klęskę już na starcie ich formalnej edukacji. Stąd korepetycje, wysyłanie uczniów do szkół językowych, dodatkowe zajęcia. Szkoła ma być miejscem uczenia się ucznia, rozwiązywania problemów, zbliżania do życia w przyszłości. Wraz ze zmianą modelu edukacji, dydaktyki, metod uczenia potrzeba zmiany roli nauczyciela. Niech on już nie rywalizuje z interesującymi treściami w sieci, telewizji. Niech zajmie się stwarzaniem w szkole okazji do uczenia się, tworzenia doświadczeń do rozwoju własnych talentów. Niech uczniowie poczują się w szkole, że są podmiotem edukacji. Niech ich naturalna umiejętność stosowania nowoczesnej technologii i mobilnych urządzeń zostanie wreszcie dostrzeżona, doceniona i wykorzystana w codziennej pracy na lekcjach. W szkole powinno być jak w życiu. A tak nie jest.
Zgłosiła się kilka dni temu do mnie dziennikarka TVN z prośbą o wskazanie szkół, dyrektorów, nauczycieli, którzy rzeczywiście doceniają potencjał nowoczesnej technologii i włączyli ją do codzienne praktyki i warsztatu pracy. Szukała nowego podejścia do edukacji, nowych metod, programów, koncepcji. Otrzymałem od niej maila, który potwierdza również moją diagnozę polskiej szkoły. Pisze do mnie: „Szukam czegoś, o czym naprawdę warto mówić i warto pokazać. (…) Póki co obraz nowoczesnej edukacji w polskiej szkole wygląda nędznie. Dużo mówienia, które nie przekłada się na działania. Naprawdę nie ma ludzi, którzy robią coś wyjątkowego? (…)Tablice interaktywne, wywiadówki on-line i dzienniczki internetowe i to wszystko, co udało mi się do tej pory wyśledzić. Wciąż nie mam ludzi – Zapaleńców, Fascynatów, Pedagogów z prawdziwego zdarzenia, którym się zwyczajnie chce ROBIĆ nowoczesną edukację. To smutne, ale nie tracę nadziei i liczę na pomoc.”
Mam wrażenie, że jedyną umiejętność, na której kształceniu koncentruje się polska szkoła, to umiejętność zdawania egzaminów i rozwiązywania testów. Uczniowie na pytanie, po co muszą się tego wszystkiego uczyć, słyszą odpowiedź, przyda się na egzaminie. Ja zapytałbym raczej, czy będzie przydatne w życiu, w przyszłości? Jak znaleźć przy takiej argumentacji motywację od uczenia się? Nie winię tutaj nauczycieli, ale system, którego nikt nie próbuje zmienić. Nie kwestionuję też treści programowych, ani celów zwartych w najnowszej podstawie programowej, ale model, w jakim uczniowie dziś funkcjonują w szkole. Mamy już wiele propozycji i scenariuszy dla nowej edukacji, brak jest jednak odważnych, którzy chcieliby podjąć się tego wyzwania. Dyskusja o to, czy wprowadzić do kanonu lektur Gombrowicza, czy z Sienkiewicza uczeń powinien znać tylko fragmenty, jest dla mnie wtórna wobec dyskusji o nowym modelu szkoły ery postindustrialnej.


Co zrobić, aby wychowywać szczęśliwe społeczeństwo już w szkole? Pozwólmy, aby szczęśliwym był zarówno prawnik, nauczyciel, lekarz, jak i sprzedawca, kasjer w hipermarkecie czy ślusarz. Niech każdy odnajdzie w sobie powołanie i je pielęgnuje. Niech podąża za swoich wewnętrznym głosem. System edukacji robi wszystko, aby wmówić nam, że każdy musi posiadać wyższe wykształcenie. Należy zmienić ten paradygmat. Ken Richardson w swoim wystąpieniu na ekskluzywnej konferencji TED (pisałem o tym na swoim blogu) powiada, że szkoła kształci od pasa w górę. Zapomina się bowiem o tancerzach z „You Can Dance” czy o wybitnych śpiewakach i innych pasjonatach z programu „Mam talent”. W styczniu tego roku ogłosiłem na swoim blogu śmierć szkoły ery industrialnej. Agresja, coraz gorsze wyniki egzaminów, utrata autorytetu szkoły, protest rodziców wobec wysyłania do szkoły już sześciolatków, dynamicznie rozwijany ruch na rzecz edukacji domowej – to sygnały, których nie wolno ignorować. Co jeszcze musi się wydarzyć, aby decydenci zrozumieli, że szkoła – fabryka, przestała być miejscem uczenia się uczniów? Przygotowujemy do egzaminów, tworzymy rankingi, każemy ścigać się uczniom nawzajem.
Krzywa Gaussa rozkładu inteligencji wskazuje, że tylko kilkanaście procent uczniów znajduje się w przedziale tych o najwyższym ilorazie. System oświaty z akademickim podejściem stworzony jest dla tych właśnie uczniów skazując pozostałych na klęskę już na starcie ich formalnej edukacji. Stąd korepetycje, wysyłanie uczniów do szkół językowych, dodatkowe zajęcia. Szkoła ma być miejscem uczenia się ucznia, rozwiązywania problemów, zbliżania do życia w przyszłości. Wraz ze zmianą modelu edukacji, dydaktyki, metod uczenia potrzeba zmiany roli nauczyciela. Niech on już nie rywalizuje z interesującymi treściami w sieci, telewizji. Niech zajmie się stwarzaniem w szkole okazji do uczenia się, tworzenia doświadczeń do rozwoju własnych talentów. Niech uczniowie poczują się w szkole, że są podmiotem edukacji. Niech ich naturalna umiejętność stosowania nowoczesnej technologii i mobilnych urządzeń zostanie wreszcie dostrzeżona, doceniona i wykorzystana w codziennej pracy na lekcjach. W szkole powinno być jak w życiu. A tak nie jest.
Zgłosiła się kilka dni temu do mnie dziennikarka TVN z prośbą o wskazanie szkół, dyrektorów, nauczycieli, którzy rzeczywiście doceniają potencjał nowoczesnej technologii i włączyli ją do codzienne praktyki i warsztatu pracy. Szukała nowego podejścia do edukacji, nowych metod, programów, koncepcji. Otrzymałem od niej maila, który potwierdza również moją diagnozę polskiej szkoły. Pisze do mnie: „Szukam czegoś, o czym naprawdę warto mówić i warto pokazać. (…) Póki co obraz nowoczesnej edukacji w polskiej szkole wygląda nędznie. Dużo mówienia, które nie przekłada się na działania. Naprawdę nie ma ludzi, którzy robią coś wyjątkowego? (…)Tablice interaktywne, wywiadówki on-line i dzienniczki internetowe i to wszystko, co udało mi się do tej pory wyśledzić. Wciąż nie mam ludzi – Zapaleńców, Fascynatów, Pedagogów z prawdziwego zdarzenia, którym się zwyczajnie chce ROBIĆ nowoczesną edukację. To smutne, ale nie tracę nadziei i liczę na pomoc.”
Mam wrażenie, że jedyną umiejętność, na której kształceniu koncentruje się polska szkoła, to umiejętność zdawania egzaminów i rozwiązywania testów. Uczniowie na pytanie, po co muszą się tego wszystkiego uczyć, słyszą odpowiedź, przyda się na egzaminie. Ja zapytałbym raczej, czy będzie przydatne w życiu, w przyszłości? Jak znaleźć przy takiej argumentacji motywację od uczenia się? Nie winię tutaj nauczycieli, ale system, którego nikt nie próbuje zmienić. Nie kwestionuję też treści programowych, ani celów zwartych w najnowszej podstawie programowej, ale model, w jakim uczniowie dziś funkcjonują w szkole. Mamy już wiele propozycji i scenariuszy dla nowej edukacji, brak jest jednak odważnych, którzy chcieliby podjąć się tego wyzwania. Dyskusja o to, czy wprowadzić do kanonu lektur Gombrowicza, czy z Sienkiewicza uczeń powinien znać tylko fragmenty, jest dla mnie wtórna wobec dyskusji o nowym modelu szkoły ery postindustrialnej.
niedziela, 7 czerwca 2009
Mikroblogi w edukacji
Kiedy podczas ostatniej konferencji organizowanej przez miesięcznik Edukacja i Dialog mój znajomy - jeden z jej uczestników - powiedział, że wykorzystując Twittera na bieżąco zamieszcza w sieci informacje o jej przebiegu, zacząłem zastanawiać się, jak wykorzystać miniblogi w szkolnej dydaktyce? Osoby, które na bieżąco dowiadywały się o tezach prezentowanych na seminarium mogły doświadczać w jakimś stopniu bezpośredniej obecności i udziału w spotkaniu. Mogły też komentować wpisy, tak jak ma to miejsce na zwykłym blogu. Po spotkaniu znajomy swoje notatki zamieścił i udostępnił na swojej stronie internetowej. Dostępne są po zalogowaniu w zakładce Konferencje na stronie Szkolenia XXI wieku. Można z nich korzystać w każdej chwili w celu przypomnienia lub wykorzystania w tworzeniu artykułów, podsumowań i relacji ze spotkań. Zresztą sposobów wykorzystania serwisów mikroblogów może być wiele. Myślę, że to dopiero początek.
Miniblogi stały się w ostatnim czasie niezwykle popularne. Wykorzystywał je podczas kampanii wyborczej sztab Baracka Obamy. Dzięki nim można było uczestniczyć w jego podróżach będąc w dowolnym miejscu na świecie i jednocześnie brać udział w jego debatach i spotkaniach z wyborcami. Milion obserwatorów odnotowała na swoim profilu Twittera Oprah Winfrey. Użytkownicy Twittera chcieli na bieżąco być informowani o jej działaniach. Najpopularniejsze serwisy minimlogowe to Pinger, Twitter, Blip Flaker.
- W czerwcu przekroczymy 6 mln przesłanych wiadomości - prognozuje Marcin Jagodziński z GG Network, współtwórca polskiego serwisu Blip.pl – Największe natężenie wysyłanych wiadomości obserwujemy w czasie rozmaitych wydarzeń: sportowych, politycznych czy medialnych, są one na bieżąco komentowane przez Blipujących.
Tom Peters powiada, że w szkole powinno być jak w życiu. Obserwując więc ogromne zainteresowaniem mikroblogami wśród moich znajomych, przypuszczam, że chcieliby od czasu do czasu towarzyszyć nauczycielom i wychowawcom swoich dzieci w ich działaniach zawodowych. Natężenie wzrastałoby np. przed sprawdzianami. Wówczas sami uczniowie mogliby śledzić pracę nauczyciela, który przygotowuje właśnie zagadnienia do klasówki i informuje o postępach na swoim miniblogu. Oczywiście, pod warunkiem, że prowadzi takiego mikrobloga. Tylko wówczas uczeń może dołączyć do grona towarzyszących wybranemu nauczycielowi osób. Nauczyciel mógłby zapowiadać swoim uczniom te aktywności, które potencjalnie zainteresują jego uczniów. Jestem przekonany, że chętnie uczestniczyliby również w momentach sprawdzania ich prac lub zadań domowych. Wyobrażam sobie, jak uczniowie z niecierpliwością czekają na ocenę swojej pracy. O osobach „pokoleniu Z” mówi się, że mail w dzisiejszych czasach jest dla nich zbyt wolnym sposobem komunikacji. Oczekują oni natychmiastowej reakcji i odpowiedzi. Stąd taka popularność sms-ów, a ostatnio miniblogów. Ciekawe byłoby, gdyby w ten sam sposób zdawano relacje swoim nieobecnym na lekcjach kolegom. Chorzy uczniowie śledziliby relacje z przebiegu lekcji lub ciekawych wycieczek.
Wg marcowych danych z Megapanelu polski portal społecznościowy Blip jest obecnie trzecim po Pingerze i Twitterze serwisem mikroblogowym w Polsce. Czy pomoże to budować nowe relacje między uczniami i nauczycielami? Jak może to wpłynąć na zaangażowanie i motywację uczniów? Warto śledzić rozwój mikrologów wykorzystując jednocześnie ich potencjał w szkole.
Zestawienie i porównanie najpopularniejszych mikroblogów w sieci przedstawia Krzysztof Adamus z Interaktywnie.com
O serwisach miniblogowych, ich rozwoju i zastosowaniu można przeczytać na portalu Interaktywnie.com
O swoich doświadczeniach z Twitterem pisze na swoim blogu Szkolenia XXI wieku Marek Hyla. Warto zajrzeć na np. wpis i komentarze "Microbloging – wyniki eksperymentu". Wystarczy się tylko zarejestrować i już można korzystać.
O fenomenie Twittera w showbiznesie można przeczytać na stronie Dziennika Internautów


Miniblogi stały się w ostatnim czasie niezwykle popularne. Wykorzystywał je podczas kampanii wyborczej sztab Baracka Obamy. Dzięki nim można było uczestniczyć w jego podróżach będąc w dowolnym miejscu na świecie i jednocześnie brać udział w jego debatach i spotkaniach z wyborcami. Milion obserwatorów odnotowała na swoim profilu Twittera Oprah Winfrey. Użytkownicy Twittera chcieli na bieżąco być informowani o jej działaniach. Najpopularniejsze serwisy minimlogowe to Pinger, Twitter, Blip Flaker.
- W czerwcu przekroczymy 6 mln przesłanych wiadomości - prognozuje Marcin Jagodziński z GG Network, współtwórca polskiego serwisu Blip.pl – Największe natężenie wysyłanych wiadomości obserwujemy w czasie rozmaitych wydarzeń: sportowych, politycznych czy medialnych, są one na bieżąco komentowane przez Blipujących.
Tom Peters powiada, że w szkole powinno być jak w życiu. Obserwując więc ogromne zainteresowaniem mikroblogami wśród moich znajomych, przypuszczam, że chcieliby od czasu do czasu towarzyszyć nauczycielom i wychowawcom swoich dzieci w ich działaniach zawodowych. Natężenie wzrastałoby np. przed sprawdzianami. Wówczas sami uczniowie mogliby śledzić pracę nauczyciela, który przygotowuje właśnie zagadnienia do klasówki i informuje o postępach na swoim miniblogu. Oczywiście, pod warunkiem, że prowadzi takiego mikrobloga. Tylko wówczas uczeń może dołączyć do grona towarzyszących wybranemu nauczycielowi osób. Nauczyciel mógłby zapowiadać swoim uczniom te aktywności, które potencjalnie zainteresują jego uczniów. Jestem przekonany, że chętnie uczestniczyliby również w momentach sprawdzania ich prac lub zadań domowych. Wyobrażam sobie, jak uczniowie z niecierpliwością czekają na ocenę swojej pracy. O osobach „pokoleniu Z” mówi się, że mail w dzisiejszych czasach jest dla nich zbyt wolnym sposobem komunikacji. Oczekują oni natychmiastowej reakcji i odpowiedzi. Stąd taka popularność sms-ów, a ostatnio miniblogów. Ciekawe byłoby, gdyby w ten sam sposób zdawano relacje swoim nieobecnym na lekcjach kolegom. Chorzy uczniowie śledziliby relacje z przebiegu lekcji lub ciekawych wycieczek.
Wg marcowych danych z Megapanelu polski portal społecznościowy Blip jest obecnie trzecim po Pingerze i Twitterze serwisem mikroblogowym w Polsce. Czy pomoże to budować nowe relacje między uczniami i nauczycielami? Jak może to wpłynąć na zaangażowanie i motywację uczniów? Warto śledzić rozwój mikrologów wykorzystując jednocześnie ich potencjał w szkole.
Zestawienie i porównanie najpopularniejszych mikroblogów w sieci przedstawia Krzysztof Adamus z Interaktywnie.com
O serwisach miniblogowych, ich rozwoju i zastosowaniu można przeczytać na portalu Interaktywnie.com
O swoich doświadczeniach z Twitterem pisze na swoim blogu Szkolenia XXI wieku Marek Hyla. Warto zajrzeć na np. wpis i komentarze "Microbloging – wyniki eksperymentu". Wystarczy się tylko zarejestrować i już można korzystać.
O fenomenie Twittera w showbiznesie można przeczytać na stronie Dziennika Internautów
Etykiety:
biznes dla edukacji,
Blip,
Flaker,
Nauczyciel przyszłości,
Pinger,
Twitter
poniedziałek, 1 czerwca 2009
W szkole jak w operze...
W ostatnim wywiadzie dla „Dziennika” Mariusz Treliński opowiada o swojej kolejnej inscenizacji w Operze Narodowej. Jego wyjątkowe spojrzenie na operę, to dla mnie kolejna inspiracja do rozważań o nowej szkoły. Reżyser uzasadnia, że opera opiera się na wielogatunkowości i jest hybrydowa. To jest jej prawdziwą wartością. Oczywiście sednem jest muzyka, ale… chodzi o to, jak ją się oprawi. A to zależy już od reżysera. Opera może być nudna i zachowawcza, ale może też przybrać nowoczesną, inspirującą i intrygującą formę. W tym ogromna rola kostiumologów, scenografów, reżyserów. Wszystkie inscenizacje Mariusza Trelińskiego są wyjątkowe i zachwycają publiczność teatrów operowych na świecie. Co to może mieć wspólnego ze szkołą? Opera szuka otwarcia, dopływu świeżej krwi, a śmierć gatunku – ogłaszana od czasu do czasu – cały czas nie następuje dzięki poszukiwaniom nowych form. Dzisiejsza szkoła też już się przeżyła, ale nadal trwa w swojej skostniałej formie. Stworzyliśmy w niej przede wszystkim miejsce na tropienie błędów zarówno uczniów, nauczycieli jak i samych dyrektorów. Ten ostatni odpowiada przed wizytatorem, który próbuje pokazać jego pomyłki, dyrektor odtwarza model „wspierającego” nadzoru w stosunku do nauczycieli. Na końcu jest uczeń, który przyłapany dowiaduje się, że nie wie, nie umie, nie potrafi, coś źle zrobił, błędnie obliczył, znowu się pomylił i jak zwykle zapomniał. Do tego nieustannie się wierci, rozmawia i nie słucha. Kogo w ten sposób kształcimy i wychowujemy? Dziś wydawać by się mogło, że szkoła to instytucja, która sens swojego istnienia znajduje właśnie na egzaminowaniu, testowaniu i przepytywaniu. Przygotowujemy do egzaminu i zdawania testów. Uzasadniamy sens uczenia się tylko dlatego, bo przyda się na egzaminie, bo może być na teście. Do tego powołano za pieniądze podatników instytucję centralną z regionalnymi oddziałami. Stworzono system, który co jakiś czas ujawnia małe i duże skandale. Czy można to zmienić? Wracam do opery i jej analogii ze szkołą. Mariusz Treliński mówi, że otwarcie na najróżniejsze poszukiwania – to szansa zaproszenia nowego pokolenia znakomitych artystów, zdolnych do odświeżenia gatunku. Proponuję więc mały eksperyment myślowy: zamieńmy słowo opera, artysta, publiczność na szkoła, nauczyciel, rodzice, a nawet naród. Okazuje się, że dzisiejsza szkoła również poszukuje nie tylko nowej krwi, nowej formy i nowego pokolenia nauczycieli, ale też otwartego i przede wszystkim odważnego oraz rozważnego dyrektora-reżysera, który ma ambicję robienia nowych rzeczy. Rodzice już poszukują nowej formy dla edukacji, innej szkoły, która przygotuje ich dzieci do przyszłości, a nie tylko zadawania egzaminów. Niedawno miałem okazję spotkać się z młodymi, świetnie wykształconymi rodzicami z pokolenia Y, którzy pod wpływem moich zajęć zaczęli dyskutować o modelu szkoły przyszłości. Składa się na nią różnorodność form i metod oraz miejsca pracy uczniów, ale również organizacja przestrzeni szkolnej. Od hierarchicznej struktury i systemów klasowo-lekcyjnych, poprzez modele pracy projektowej aż do aktywności w sieci i w wirtualnej szkole. A wszystko odbywa się z zastosowaniem nowoczesnej dydaktyki wykorzystującej technologie cyfrowe. Szkoła przyszłości, która zacznie działać już od września, zbudowała nową formułę, sięgając z jednej strony do jej sedna i podstawowej funkcji (uczenie się), z drugiej podejmuje wyzwania ery informacyjnej otwierając szerzej drzwi na innowacje. Obok publiczności konserwatywnej jest w tej szkole miejsce dla inteligencji, dla ludzi autentycznie interesujących się przyszłością swoich dzieci, którzy czytają książki, chodzą na wystawy czy do teatrów i słuchają koncertów. Jednak nie może to być rewolucja, ale ewolucyjne wprowadzanie zmian. Jako koordynator projektu chcę zaprosić młodą generację twórców portali społecznościowych, grafików 3D, pracowników agencji interaktywnych i specjalistów budowania wizerunku w sieci – to też rozszerzy krąg naszych widzów i wniesie nowe jakości. Jak zareaguje publiczność na tę propozycję, czy chętnie weźmie udział w jej współtworzeniu i aktywnym uczestnictwie? Wierzę, że to szkoła dla nowego pokolenia zarówno uczniów, rodziców jak i nauczycieli. Nie boję się marzyć, bo nasza najnowsza historia pokazuje, że to, co jeszcze niedawno było niemożliwe może być całkiem realne!


środa, 20 maja 2009
Budujemy społeczność nauczycieli pokolenia Y
Z satysfakcją ogłaszam uruchomienie wyjątkowego portalu dla nauczycieli. „Edukacja i Dialog” - miesięcznik liderów edukacji zamierza skupić wokół pisma i na powstałym portalu społecznościowym osoby, które chcą promować nową dydaktykę szkolną, tworzyć i realizować wizję edukacji uwzględniającą potrzeby gospodarki opartej na wiedzy.
Zdaję sobie sprawę, że w szkołach, do których uczęszczają uczniowie „pokolenia cyfrowców” potrzeba zmiany paradygmatu postrzegania roli nauczyciela. W czasach gospodarki informacyjnej powinien on przede wszystkim organizować uczniom zarówno przestrzeń jak i doświadczenia do uczenia się, w których szkoła staje się rzeczywistym miejscem pozyskiwania i przetwarzania informacji oraz tworzenia wiedzy.
Kluczowe kompetencje społeczeństwa informacyjnego to te, które pozwolą uczniowi na ciągłe doskonalenie się oraz pracę nad własnym rozwojem. Dzisiejsi nauczyciele stoją przed dylematem, na ile nowoczesne narzędzia i technologie informacyjno-komunikacyjne mogą być wykorzystane w codziennej praktyce szkolnej? Czy mogą one pomóc uczniom w naturalny sposób zdobywać kompetencje? Czy koncentracja na technologii cyfrowej może zakłócić rozwój duchowy i emocjonalny uczniów? Jak sprawić, aby rozwijały się wszystkie sfery życia ucznia? Anna Okońska Walkowicz twierdzi, że jest to prawdziwy dylemat wizjonerów i pragmatyków. To również dylematy współczesnej szkoły, która znalazła się w punkcie zwrotnym. Futurolodzy przepowiadają edukację bez typowej szkoły, a rozwój edukacji domowej i powolne zmniejszenie się roli szkoły, jako głównego źródła dostarczania wiedzy potwierdza zasadność tej tezy. Pragmatycy z kolei przestrzegają przed zbytnim zachłyśnięciem się technologią cyfrową. Uczniowie ze swoim naturalnym umiejętnościami posługiwania się nią postrzegają szkołę jako element hamujący rozwój ich talentów. O potrzebie i znaczeniu nowego paradygmatu modelu szkoły i roli edukacji mówi znakomicie Ken Robinson. W poniższej prezentacji przekonuje, jak fascynująca może być szkolna edukacja, bo to ona pozawala nam przenieść się w przyszłość, której nie możemy uchwycić. Pięknie o nauczycielach mówi Iwona Majewska Opiełka. Twierdzi, że jako jedni z nielicznych mają oni okazję dotykać przyszłości. To niezwykły zawód, którego prestiż możemy ciągle budować przełamując funkcjonujące stereotypy.
Portal „Edukacji i Dialogu” jest wyzwaniem dla wszystkich poszukujących inspiracji do działania, osób myślących w podobny sposób. To portal dla tych, którzy nie godzą się na szkołę zabijającą kreatywność, talenty i naturalną potrzebę uczenia się poprzez zabawę. Czas na zmianę zasad, na których zbudowano edukację ery przemysłowej. Żyjemy w czasach wielorakiego wyboru i pozwólmy, aby można było z tego daru korzystać również w edukacji. Pomóc nam w tym mogą blogi ekspertów, którzy zostali zaproszeni do współpracy z portalem. To głos tych, którzy w edukacji widzą szansę na poprawę jakości życia każdego z nas. Ich wiedza może być dla nas wsparciem w codziennej praktyce szkolnej.
Ponieważ prezentacja jest długa, podzielona została na dwie części. Zachęcam do refleksji na temat przyszłości naszej edukacji. Naprawdę warto!
Część I
Część II


Zdaję sobie sprawę, że w szkołach, do których uczęszczają uczniowie „pokolenia cyfrowców” potrzeba zmiany paradygmatu postrzegania roli nauczyciela. W czasach gospodarki informacyjnej powinien on przede wszystkim organizować uczniom zarówno przestrzeń jak i doświadczenia do uczenia się, w których szkoła staje się rzeczywistym miejscem pozyskiwania i przetwarzania informacji oraz tworzenia wiedzy.
Kluczowe kompetencje społeczeństwa informacyjnego to te, które pozwolą uczniowi na ciągłe doskonalenie się oraz pracę nad własnym rozwojem. Dzisiejsi nauczyciele stoją przed dylematem, na ile nowoczesne narzędzia i technologie informacyjno-komunikacyjne mogą być wykorzystane w codziennej praktyce szkolnej? Czy mogą one pomóc uczniom w naturalny sposób zdobywać kompetencje? Czy koncentracja na technologii cyfrowej może zakłócić rozwój duchowy i emocjonalny uczniów? Jak sprawić, aby rozwijały się wszystkie sfery życia ucznia? Anna Okońska Walkowicz twierdzi, że jest to prawdziwy dylemat wizjonerów i pragmatyków. To również dylematy współczesnej szkoły, która znalazła się w punkcie zwrotnym. Futurolodzy przepowiadają edukację bez typowej szkoły, a rozwój edukacji domowej i powolne zmniejszenie się roli szkoły, jako głównego źródła dostarczania wiedzy potwierdza zasadność tej tezy. Pragmatycy z kolei przestrzegają przed zbytnim zachłyśnięciem się technologią cyfrową. Uczniowie ze swoim naturalnym umiejętnościami posługiwania się nią postrzegają szkołę jako element hamujący rozwój ich talentów. O potrzebie i znaczeniu nowego paradygmatu modelu szkoły i roli edukacji mówi znakomicie Ken Robinson. W poniższej prezentacji przekonuje, jak fascynująca może być szkolna edukacja, bo to ona pozawala nam przenieść się w przyszłość, której nie możemy uchwycić. Pięknie o nauczycielach mówi Iwona Majewska Opiełka. Twierdzi, że jako jedni z nielicznych mają oni okazję dotykać przyszłości. To niezwykły zawód, którego prestiż możemy ciągle budować przełamując funkcjonujące stereotypy.
Portal „Edukacji i Dialogu” jest wyzwaniem dla wszystkich poszukujących inspiracji do działania, osób myślących w podobny sposób. To portal dla tych, którzy nie godzą się na szkołę zabijającą kreatywność, talenty i naturalną potrzebę uczenia się poprzez zabawę. Czas na zmianę zasad, na których zbudowano edukację ery przemysłowej. Żyjemy w czasach wielorakiego wyboru i pozwólmy, aby można było z tego daru korzystać również w edukacji. Pomóc nam w tym mogą blogi ekspertów, którzy zostali zaproszeni do współpracy z portalem. To głos tych, którzy w edukacji widzą szansę na poprawę jakości życia każdego z nas. Ich wiedza może być dla nas wsparciem w codziennej praktyce szkolnej.
Ponieważ prezentacja jest długa, podzielona została na dwie części. Zachęcam do refleksji na temat przyszłości naszej edukacji. Naprawdę warto!
Część I
Część II
sobota, 18 kwietnia 2009
O inspiracji, motywacji i autorytetach....
W szkołach uczy się młodzież określana mianem "generacji Z". Tym różni się od pokolenia Y, że komunikacja mailowa jest dla nich już za wolna. Potrzebują natychmiastowego feedbacku. Na odpowiedź nie czekają po kilka godzin, udzielają jej i oczekują na nią niemal w tym samym momencie. Ci uczniowie potrzebują nauczycieli, którzy inaczej pojmują edukację i przygotowanie do życia w przyszłości. Na te problemy zwrócił mi ostatnio uwagę Marek Hyla, autor znakomitego podręcznika o e-learningu i jednocześnie bloga Szkolenia XXI wieku, który od kilku miesięcy rekomenduję tutaj. Spotkałem się z autorem kilka dni temu i pozostaję pod wrażeniem wyczucia przez niego chwili, świadomości ogromnej potrzeby w naszym życiu autorytetów i obecności mistrzów. Rozmawialiśmy o ludziach, którzy są ważni w naszym zawodowym rozwoju. Marek Hyla opowiadał o Williamie Hortonie - konsultancie zajmującym się efektywnym wykorzystaniem mediów cyfrowych i narzędzi komunikacyjnych. Natomiast ja odwoływałem się do Zygmunta Baumana, którego obaj bardzo cenimy za dystans do dzisiejszego świata przy jednoczesnym rozumieniu roli i wpływu technologii na nasze życie i obraz dzisiejszego świata. Marek Hyla mówił o nowej edukacji w przestrzeni pozaszkolnej na przykładzie amerykańskich parków narodowym, a ja o koncepcji szkoły przyszłości. Takie spotkania niezwykle inspirują i powodują, że człowiek nabiera nowej motywacji do działania.
Mam nadzieję, że Marek Hyla zgodzi się na stałe współpracować z "Edukacją i Dialogiem" . Bardzo liczę na jego regularne artykuły i felietony.

Mam nadzieję, że Marek Hyla zgodzi się na stałe współpracować z "Edukacją i Dialogiem" . Bardzo liczę na jego regularne artykuły i felietony.
Etykiety:
Nauczyciel przyszłości,
Pokolenie Y,
Szkoła przyszłości
niedziela, 22 lutego 2009
Kodeks nauczyciela w dzisiejszej szkole
W najnowszej książce Setha Godina znalazłem kilka zasad, które kieruje do biznesu. Jak zwykle włączam swój „translator” i od razu zastanawiam się, czy mają jakikolwiek związek również z edukacją. Próbuję je przełożyć na język dzisiejszej szkoły. Czy zmieniają naszą osobistą perspektywę patrzenia również na rolę nauczyciela?
W dzisiejszych czasach sukces nie zależy już od tego, ile godzin spędzisz w pracy, lecz od tego, czy jesteś gotowy podjąć ryzyko. Musisz być niezwykły i oryginalny, w przeciwnym razie zginiesz w tłumie. Jeśli nie chcesz zostać w tyle w pogoni za uczniami, przestrzegaj podstawowych zasad:
1. Szanuj uczniów, ponieważ teraz mają większą władzę niż kiedykolwiek.
2. Nie stój w miejscu i bądź otwarty na zmiany.
3. Wyrzuć stary obiektyw, przez który patrzysz na rzeczywistość i wykorzystaj zoom, by spojrzeć na nią z szerszej perspektywy.
4. Nie kłam i nie oszukuj, bo Twoi uczniowie zawsze się o tym dowiedzą.
5. Nie próbuj konkurować z Internetem i nie tylko. Konkuruj z sobą samym i stawaj się z każdym dniem lepszym, niż byłeś wczoraj.
Która z zasad wywołuje w nas bunt, opór i złość? Która z tych zasad jest nagminnie łamana lub ignorowana w dzisiejszej szkole? Która zasada jest dla nas najtrudniejsza do stosowania?
Odpowiedź na te pytania, to kolejne wyzwanie dla nauczyciela w szkole postindustrialnej!

W dzisiejszych czasach sukces nie zależy już od tego, ile godzin spędzisz w pracy, lecz od tego, czy jesteś gotowy podjąć ryzyko. Musisz być niezwykły i oryginalny, w przeciwnym razie zginiesz w tłumie. Jeśli nie chcesz zostać w tyle w pogoni za uczniami, przestrzegaj podstawowych zasad:
1. Szanuj uczniów, ponieważ teraz mają większą władzę niż kiedykolwiek.
2. Nie stój w miejscu i bądź otwarty na zmiany.
3. Wyrzuć stary obiektyw, przez który patrzysz na rzeczywistość i wykorzystaj zoom, by spojrzeć na nią z szerszej perspektywy.
4. Nie kłam i nie oszukuj, bo Twoi uczniowie zawsze się o tym dowiedzą.
5. Nie próbuj konkurować z Internetem i nie tylko. Konkuruj z sobą samym i stawaj się z każdym dniem lepszym, niż byłeś wczoraj.
Która z zasad wywołuje w nas bunt, opór i złość? Która z tych zasad jest nagminnie łamana lub ignorowana w dzisiejszej szkole? Która zasada jest dla nas najtrudniejsza do stosowania?
Odpowiedź na te pytania, to kolejne wyzwanie dla nauczyciela w szkole postindustrialnej!
sobota, 21 lutego 2009
Inna edukacja? Inny dialog?
Właśnie ukazał się nowy numer Edukacji i Dialogu. Nowoczesny miesięcznik, który ukazuje się już 24 lata, przeżywa swoją drugą młodość. Właśnie otrzymałem kolejne maile, z których wynika, że pismo zachwyca czytelników:
„…dziękuję za "EiD", naprawdę piękne wydanie, zarówno pod względem zawartości, jak i szaty graficznej…”
„…pozwalam sobie złożyć wyrazy uznania za pomysł odnowienia szaty graficznej Pisma. EiD wygląda imponująco. Estetyka Pisma podkreśla jego wysoki poziom merytoryczny. W głębokim pokłonie dla Pana pracy nad tworzeniem nowoczesnego wymiaru edukacji i trudu dla całej Redakcji - zauroczona Pismem…”
„…Na obecnym rynku wydawniczym Edukacja i Dialog to czasopismo wyjątkowe. Rzadko kiedy udaje się połączyć w tak znakomity sposób pierwiastek intelektualny z pierwiastkiem estetycznym.”
Piękną misją Edukacji i Dialogu jest przede wszystkim wykreowanie w społeczeństwie nowej świadomości w postrzeganiu wizerunku nauczyciela. Pisma kierowane do dyrektorów i nauczycieli bardzo często poprzez tematykę, infantylizację języka, sposób traktowania czytelnika, a ostatnio nawet schlebianie tanimi horoskopami, na pewno nie budują rangi tego zawodu. EiD nie ma na polskim rynku swojego odpowiednika. Świadomie ucieka od formy, które powielane są przez różnych wydawców. Seth Godin w swojej najnowszej książce „Teraz małe jest wielkie” pisze o benchmarku. W latach 90-tych sam namawiałem w swoich artykułach do naśladowania przez szkoły tych, którym udało się osiągnąć sukces. Zachęcałem, aby odwoływać się do sprawdzonych rozwiązań, programów, modeli i tradycji. Namawiałem, aby dyrektorzy wzorowali się na najlepszych modelach zarządzania i stamtąd czerpali wiedzę dla własnego rozwoju. Dziś mam jednak świadomość, że było to tylko bicie rekordów innych, a nie realizacja własnych pomysłów. Wiem, że prawdziwy sukces można odnieść wówczas, gdy przestanie się porównywać z innymi i spróbuje odważyć się na robienie czegoś niezwykłego. Dla mnie tym niezwykłym jest właśnie Edukacja i Dialog, pismo liderów edukacji. Dotychczas funkcjonujące o nauczycielach stereotypy, są zastąpione obrazem nauczyciela o wysokim poczuciu własnej wartości, przedsiębiorczego, zadowolonego z życia, pełnego pasji i spełnionego zawodowo. W ten sposób stworzyłem nową przestrzeń i dałem szansę na funkcjonowanie jednego z najbardziej opiniotwórczych pism dla środowiska oświatowego. Do zespołu zostali zaproszeni nie tylko akademicy z Polski, ale również naukowcy i eksperci z Kanady, Stanów Zjednoczonych, Holandii, Anglii, Ukrainy, a nawet dalekiej Nowej Zelandii.
W styczniu powstał w EiD nowy dział „Suknie, bukiety i nuty”, a w nim wybitny znawca wina przybliża jego tajemnicę. Jest to zarazem historia naszej cywilizacji. Pismo odwołuje się do czterech sfer i potrzeb naszego rozwoju: intelektualnego, fizycznego, emocjonalnego i duchowego. W dziale „Styl życia” przygotowywane są m.in. artykuły o modzie, muzyce i literaturze. W odróżnieniu do innych pism poruszających podobną tematykę, Edukacja i Dialog ma ambicję kreować najbardziej ambitne książki, płyty, spektakle i wydarzenia kulturalne. Nauczyciel w postindustrialnej szkole posiada zupełnie nowy profil kompetencyjny. To przede wszystkim ekspert w dziedzinie strategii uczenia. Stąd EiD zawiera działy związane z psychologią i edukacją interaktywną. Artykuły mają pomóc nauczycielom stać się wybitnymi specjalistami w dziedzinie pracy i możliwości ludzkiego mózgu. Oprócz wersji drukowanej istnieje internetowy portal oraz cykl Autorytety dla edukacji. Są to ekskluzywne seminaria z wybitnymi ekspertami, które pozwalają na rozwijanie i doskonalenie przez nauczycieli cech prawdziwego lidera - promotora edukacji w czasach gospodarki opartej na wiedzy.

„…dziękuję za "EiD", naprawdę piękne wydanie, zarówno pod względem zawartości, jak i szaty graficznej…”
„…pozwalam sobie złożyć wyrazy uznania za pomysł odnowienia szaty graficznej Pisma. EiD wygląda imponująco. Estetyka Pisma podkreśla jego wysoki poziom merytoryczny. W głębokim pokłonie dla Pana pracy nad tworzeniem nowoczesnego wymiaru edukacji i trudu dla całej Redakcji - zauroczona Pismem…”
„…Na obecnym rynku wydawniczym Edukacja i Dialog to czasopismo wyjątkowe. Rzadko kiedy udaje się połączyć w tak znakomity sposób pierwiastek intelektualny z pierwiastkiem estetycznym.”
Piękną misją Edukacji i Dialogu jest przede wszystkim wykreowanie w społeczeństwie nowej świadomości w postrzeganiu wizerunku nauczyciela. Pisma kierowane do dyrektorów i nauczycieli bardzo często poprzez tematykę, infantylizację języka, sposób traktowania czytelnika, a ostatnio nawet schlebianie tanimi horoskopami, na pewno nie budują rangi tego zawodu. EiD nie ma na polskim rynku swojego odpowiednika. Świadomie ucieka od formy, które powielane są przez różnych wydawców. Seth Godin w swojej najnowszej książce „Teraz małe jest wielkie” pisze o benchmarku. W latach 90-tych sam namawiałem w swoich artykułach do naśladowania przez szkoły tych, którym udało się osiągnąć sukces. Zachęcałem, aby odwoływać się do sprawdzonych rozwiązań, programów, modeli i tradycji. Namawiałem, aby dyrektorzy wzorowali się na najlepszych modelach zarządzania i stamtąd czerpali wiedzę dla własnego rozwoju. Dziś mam jednak świadomość, że było to tylko bicie rekordów innych, a nie realizacja własnych pomysłów. Wiem, że prawdziwy sukces można odnieść wówczas, gdy przestanie się porównywać z innymi i spróbuje odważyć się na robienie czegoś niezwykłego. Dla mnie tym niezwykłym jest właśnie Edukacja i Dialog, pismo liderów edukacji. Dotychczas funkcjonujące o nauczycielach stereotypy, są zastąpione obrazem nauczyciela o wysokim poczuciu własnej wartości, przedsiębiorczego, zadowolonego z życia, pełnego pasji i spełnionego zawodowo. W ten sposób stworzyłem nową przestrzeń i dałem szansę na funkcjonowanie jednego z najbardziej opiniotwórczych pism dla środowiska oświatowego. Do zespołu zostali zaproszeni nie tylko akademicy z Polski, ale również naukowcy i eksperci z Kanady, Stanów Zjednoczonych, Holandii, Anglii, Ukrainy, a nawet dalekiej Nowej Zelandii.
W styczniu powstał w EiD nowy dział „Suknie, bukiety i nuty”, a w nim wybitny znawca wina przybliża jego tajemnicę. Jest to zarazem historia naszej cywilizacji. Pismo odwołuje się do czterech sfer i potrzeb naszego rozwoju: intelektualnego, fizycznego, emocjonalnego i duchowego. W dziale „Styl życia” przygotowywane są m.in. artykuły o modzie, muzyce i literaturze. W odróżnieniu do innych pism poruszających podobną tematykę, Edukacja i Dialog ma ambicję kreować najbardziej ambitne książki, płyty, spektakle i wydarzenia kulturalne. Nauczyciel w postindustrialnej szkole posiada zupełnie nowy profil kompetencyjny. To przede wszystkim ekspert w dziedzinie strategii uczenia. Stąd EiD zawiera działy związane z psychologią i edukacją interaktywną. Artykuły mają pomóc nauczycielom stać się wybitnymi specjalistami w dziedzinie pracy i możliwości ludzkiego mózgu. Oprócz wersji drukowanej istnieje internetowy portal oraz cykl Autorytety dla edukacji. Są to ekskluzywne seminaria z wybitnymi ekspertami, które pozwalają na rozwijanie i doskonalenie przez nauczycieli cech prawdziwego lidera - promotora edukacji w czasach gospodarki opartej na wiedzy.
sobota, 10 stycznia 2009
Don Tapscott i autorzy raportu „Digital Youth Research” dla edukacji
W poprzednim poście ogłosiłem symboliczną śmierć starej edukacji. Tym bardziej nie zdziwiły mnie badania Ośrodka Badań Młodzieży Uniwersytetu Warszawskiego, z których wynika, że tylko 6 proc. warszawskich uczniów uznaje nauczycieli za ważne źródło wiedzy, natomiast aż 77 proc. twierdzi, że więcej dowiadują się od swoich kolegów i z Internetu. Znamienne jest to, że istotne dla funkcjonowania w erze cyfrowej umiejętności rozwijane są przez uczniów w sieci poza szkołą. Uczniowie kształcą w ten sposób innowacyjność, rozwiązywanie problemów, współpracę, komunikację, aktywne eksperymentowanie i posługiwanie najnowszą technologią informacyjno-komunikacyjną. Pamiętajmy jednocześnie, że nowoczesna technologia to nie wszystko. Jeśli szkoła ma pomóc uczniowi w podejmowaniu odpowiedzialności za własne życie, za własne zadania, za ludzi, których pozna i z którymi będzie pracował i żył, jeśli ma poruszyć jego wyobraźnię i natchnąć ducha, to warto pamiętać, że odkrywanie siebie samego jest ważniejsze niż odkrywanie świata, że życie to maraton, a nie wyścigi konne i wiedzieć „gdzie”, „jak” i „dlaczego” to ważniejsze, niż wiedzieć „co”. W szkole powinno być jak w pracy i vice versa.
Era przemysłowa ustąpiła miejsce gospodarce, w której wiedza stanowi główne źródło bogactwa. Czas więc w edukacji na zmianę nie tylko myślenia i budowania nowej świadomości, ale przede wszystkim sposobów działania w kierunku tworzenia nowego modelu kształcenia i doskonalenia nauczycieli. Zmiany i tak nastąpią, kiedy do głosu dojdzie pokolenie sieci. Jednak już dziś można stworzyć warunki do ich realizacji. Świat biznesu to rozumie, ale edukacja jako najważniejszy instrument modernizacji kraju zmienia się najwolniej i zdaje się nie zauważać potrzeby zmian. Edwin Bendyk w najnowszej „Polityce” (10 stycznia 2009) zastanawia się nawet czy edukacja nie jest czasem największym hamulcowym rozwoju naszego kraju. Pisze również o braku zrozumienia generacji Y przez dorosłych. Podobnie autorzy opublikowanego niedawno raportu „Digital Youth Research” i Don Tapscott –kanadyjski badacz Internetu – twierdzą, że dzieci sieci nie tylko słuchają innej muzyki i oglądają inne filmy niż ich nauczyciele, ale przede wszystkim korzystają z innych narzędzi do komunikacji. Wolą korzystać ze Skype’a i GG Network niż telefonu komórkowego. Niestety, do tej pory nie powstało żadne systemowe rozwiązanie stwarzające przestrzeń dla prawdziwych innowacji w edukacji. Stąd konieczność zupełnej zmiany sposobu uczenia zainicjowanej przez samych nauczycieli. O ile uczniowie świetnie sobie radzą z poruszaniem się po Internecie, o tyle trudniej jest im z informacji zdobytych w Internecie tworzyć nową wiedzę. Nauczyciele są więc osobami, które przede wszystkim organizują przestrzeń do uczenia się uczniów wykorzystując do tego nowoczesne metody i narzędzia pracy.
Ostatnio spotkałem się z fantastyczną grupą nauczycieli, którzy rozumieją, że sukces dzisiejszej szkoły polega przede wszystkim na korzystaniu z naturalnych umiejętności pokolenia cyfrowego. Stąd stosowane są na lekcjach blogi, webquesty, smsy, różne modele e-learningu. Spotkani przeze mnie nauczyciele sami prowadzą swoje blogi i udostępniają je w sieci. Stworzyli grupę na GoldenLine i w ten sposób współpracują umawiając się na spotkania nie tylko w sieci, informują o ważnych wydarzeniach edukacyjnych. Planują też spotkania w Second Life i stworzenie tam szkolnych klas, w których uczniowie będę mogli planować realizację swoich projektów. Nauczyciele nowej ery wymieniają się doświadczeniami, materiałami i szukają kolejnych propozycji. Nie udają, że wszystko wiedzą. Rozumieją, że uczniowie poszukują informacji w sieci, a nie w szkole. Mają świadomość, że najczęściej odwiedzany portal społecznościowy przez uczniów, to nie nasza-klasa.pl, ale przede wszystkim epuls.pl, grono.net, fotka.pl, wykop.pl, gdzie uczniowie tworzą swoje grupy i e-kluby z różnych dziedzin. Warto tam zajrzeć i zobaczyć, o czym rozmawiają, czym się interesują i jak postrzegają dzisiejszą szkołę.
Era przemysłowa ustąpiła miejsce gospodarce, w której wiedza stanowi główne źródło bogactwa. Czas więc w edukacji na zmianę nie tylko myślenia i budowania nowej świadomości, ale przede wszystkim sposobów działania w kierunku tworzenia nowego modelu kształcenia i doskonalenia nauczycieli. Zmiany i tak nastąpią, kiedy do głosu dojdzie pokolenie sieci. Jednak już dziś można stworzyć warunki do ich realizacji. Świat biznesu to rozumie, ale edukacja jako najważniejszy instrument modernizacji kraju zmienia się najwolniej i zdaje się nie zauważać potrzeby zmian. Edwin Bendyk w najnowszej „Polityce” (10 stycznia 2009) zastanawia się nawet czy edukacja nie jest czasem największym hamulcowym rozwoju naszego kraju. Pisze również o braku zrozumienia generacji Y przez dorosłych. Podobnie autorzy opublikowanego niedawno raportu „Digital Youth Research” i Don Tapscott –kanadyjski badacz Internetu – twierdzą, że dzieci sieci nie tylko słuchają innej muzyki i oglądają inne filmy niż ich nauczyciele, ale przede wszystkim korzystają z innych narzędzi do komunikacji. Wolą korzystać ze Skype’a i GG Network niż telefonu komórkowego. Niestety, do tej pory nie powstało żadne systemowe rozwiązanie stwarzające przestrzeń dla prawdziwych innowacji w edukacji. Stąd konieczność zupełnej zmiany sposobu uczenia zainicjowanej przez samych nauczycieli. O ile uczniowie świetnie sobie radzą z poruszaniem się po Internecie, o tyle trudniej jest im z informacji zdobytych w Internecie tworzyć nową wiedzę. Nauczyciele są więc osobami, które przede wszystkim organizują przestrzeń do uczenia się uczniów wykorzystując do tego nowoczesne metody i narzędzia pracy.
Ostatnio spotkałem się z fantastyczną grupą nauczycieli, którzy rozumieją, że sukces dzisiejszej szkoły polega przede wszystkim na korzystaniu z naturalnych umiejętności pokolenia cyfrowego. Stąd stosowane są na lekcjach blogi, webquesty, smsy, różne modele e-learningu. Spotkani przeze mnie nauczyciele sami prowadzą swoje blogi i udostępniają je w sieci. Stworzyli grupę na GoldenLine i w ten sposób współpracują umawiając się na spotkania nie tylko w sieci, informują o ważnych wydarzeniach edukacyjnych. Planują też spotkania w Second Life i stworzenie tam szkolnych klas, w których uczniowie będę mogli planować realizację swoich projektów. Nauczyciele nowej ery wymieniają się doświadczeniami, materiałami i szukają kolejnych propozycji. Nie udają, że wszystko wiedzą. Rozumieją, że uczniowie poszukują informacji w sieci, a nie w szkole. Mają świadomość, że najczęściej odwiedzany portal społecznościowy przez uczniów, to nie nasza-klasa.pl, ale przede wszystkim epuls.pl, grono.net, fotka.pl, wykop.pl, gdzie uczniowie tworzą swoje grupy i e-kluby z różnych dziedzin. Warto tam zajrzeć i zobaczyć, o czym rozmawiają, czym się interesują i jak postrzegają dzisiejszą szkołę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)