Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ponowoczesna edukacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ponowoczesna edukacja. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 listopada 2013

Niewidzialny mur

Zastanawiam się, jak długo jeszcze będzie funkcjonowała szkoła w tak archaicznym już i nieprzystającym do zewnętrznego świata modelu? Odtwarzany na świecie system trwa już niemal dwieście lat. Mam wrażenie, że bardzo wielu nie dostrzega faktu, że żyjemy w dobie informacyjnej lawiny! Funkcjonująca na wzór pruskiej armii szkoła nie ma już dziś uzasadnienia. Szkoła potrzebuje przebudowy na wzór inicjatywy, jaka zrodziła się w Niemczech.

Coś, co wydaje się niemożliwe, w każdej chwili może się zmienić. Tak stało się z murem berlińskim. Miał trwać dziesiątki lat, wielu go już nie zauważało, wielu też godziło się z tym faktem. Przetrwał dwadzieści osiem. Runął dużo szybciej, nieoczekiwanie i wbrew powszechnie panującym poglądam. Upadł i dał początek nowemu porządkowi. Otrzymaliśmy wolność wyboru. Od tego momentu mogliśmy decydować o wielu sprawach sami przejmując odpowiedzialność za jakość naszego funkcjonowania. Wyzwolona została energia milionów Polaków. Dziś brakuje nie tylko tamtego entuzjazmu, ale też zrozumienia sensu i prawdziwego zaangażowania w realizację kolejnych edukacyjnych reform. Szkoła tworzy niewidzialny mur pomiędzy światem ponowoczesnej rzeczywistości charakteryzującej się płynnością, nieliniowością i ciągłą zmianą a światem feudalnej organizacji pracy i nauki, którego funkcją było przygotowanie posłusznych i uległych urzędników. Tworzy mur, który musi wreszcie runąć. Jak trafnie zauważa Marzena Żylińska trudno mieć zaufanie do systemu, który deklaruje, że wie, jak przygotować uczniów do funkcjonowania w przyszłości. Dziś trudno przewidzić, jak będzie wyglądała za kilka lat. Ani instytucje nadzoru pedagogicznego - na czele z MEN, ani urzędnicy, nie mogą mieć już tej pewności. Dzieje się coś niebezpiecznego. Szkoła stała się dziś miejscem oduczania tego wszystkiego, co rzeczywiście ważne jest dla społeczeństwa ery postindustrialnej. Głośno mówi się, że nie uczy współpracy, odpowiedzialności, samozarządzania, planowania i zarządzania procesem uczenia się uczniów. Nie rozwija charakteru, postaw i nawyków skutecznego działania. Planujemy i drobiazgowo dokumentujemy niemal wszystko, przygotowujemy do reprodukowania wiedzy, trenujemy do algorytmicznych działań. Brakuje w szkole samodzielności, przedsiębiorczości i inicjatywności. W podobny sposób traktuje się nauczycieli. Oferuje się im całą masę materiałów dydaktycznych, scenariuszy, konspektów i biurokratycznych instrukcji. W dobie ograniczonego dostępu do informacji miało to sens i było celowe. Nadal jednak centralnie sterowany sytem próbuje unifikować i standaryzować co tylko się da. Dla każdego ten sam rozmiar. Dziś już nie ma takiej potrzeby. Machina systemu zabija często inicjatywność, kreatywność i twórczość. Zwalnia nauczycieli z poszukiwań nowych propozycji. Testostocentryczny system zniszczył szkołę. I nadal sankcjonujemy ten fakt. Tym razem już centralnie tworząc kolejne wystandryzowane materiały. Nieważne, że cyfrowe, ale odpowiadające filozofii scentralizowanego i biurokratycznego systemu, którego celem jest pełna kontrola i przekonanie, że ministerialni urzędnicy wiedzą najlepiej.

Dziś powinniśmy odpowiedzieć sobie na dwa ważne pytania. Coraz więcej osób wie już, dlaczego szkoła powinna się zmienieć. Choć nie dla wszystkich jest to takie oczywiste. Twierdzą, że edukacja nie potrzebuje zmian, ale przede wszystkim spokoju. W ten sposób wielu usprawiedliwia brak podejmowania decyzji. Świat się zmienił, pojawiło się pokolenie, którego nawyki ukształtowała technologia. Mamy niemal nieograniczony dostęp do informacji i mobilnych technologii. Bezpowrotnie odebrano szkole monopol na przekazywanie informacji. Dawny powód przychodzenia do szkoły przestał mieć znaczenie. Szkoła nie może być dziś definiowana jako miejsce przekazywania wiedzy. Stąd uzasadnione jest poszukiwanie nowego modelu edukacji. Jest jeszcze drugie pytanie. Dużo ważniejsze od tego pierwszego. Potrzebujemy odpowiedzi na po co szkoła? Bo powód budowania dwieście lat temu systemu jest już nieaktualny. Profesor Szkudlarek podaje trzy funkcje szkoły. Transmisja kultury, zmiana społeczeństwa i rozwój jednostek. To miejsce, gdzie wychowujemy młodych ludzi, aby stworzyli świat lepszy niż jest. Zależy nam na zachowaniu ciągłości kulturowej, zachowaniu tożsamości społecznej, potrzebujemy świadomości ciągłości trwania. Obok wizji idealistycznej, czy konserwatywnej jest też ideologia liberalna, według której produktem szkoły ma być przygotowanie do życia jednostek. Powinniśmy wychowywać ludzi, aby umieli się ze sobą porozumiewać, którzy odnajdą swój potencjał i będą go rozwijać. Edukacja powinna być zindywidualizowana, trzeba rozwijać jednostki, aby wspólnie tworzyły i szanowały swoją odrębność. Profesor Szkudlarek twierdzi, że ideologie te są nawzajem sprzeczne i zawsze będą nam towarzyszyły polityczne konflikty. Może to jest powód, dla którego tak trudno jest określić podzielanej przez wszystkich misję narodowej edukacji?

Dlatego tak ważne jest, aby na to pytania odpowiedzieli decydenci, lokalna społeczność, dyrektorzy i nauczyciele konkretnych szkół. To tam odbywa się edukacja, to właśnie tam warto zadbać o to, aby odkryć sens angażowania się w pracę i naukę. Priorytetem pozostaje więc pytanie o autentyczną misję dzisiejszej szkoły - tej naszej, do której uczęszczają nasze dzieci.

niedziela, 28 lipca 2013

Czarna dziura edukacji

Po symbolicznym końcu epoki kredy, który trzy lata temu swoją książką ogłosiła Aleksandra Pezda, nastąpiła era cyfrowej szkoły, a na jej użytek próbuje się zdefiniować nie tylko profil kompetencyjny „cyfrowego nauczyciela” i nowy model dydaktyczny, ale także pojęcie samego podręcznika. Brakuje jednak s y s t e m o w e g o podejścia w tworzeniu nowego modelu edukacji. Wielu zadaje sobie dziś pytanie, jak powinna wyglądać edukacja w świecie „płynnej nowoczesności”? Profesor Zbigniew Kwieciński w swojej ostatniej książce „Nurty pedagogii” omawia interesującą publikację Aharona Avirama, izraelskiego filozofa edukacji z Uniwersytetu Ben Guriona. Dokonując analizy jego prac przedstawia krytyczną ocenę Avirama dzisiejszej edukacji:
„(...) szkoła w jej powszechnie znanym kształcie pozostała jako organizacja nierozpoznaną ANOMALIĄ funkcjonalną i społeczną w zakresie jej: celów (efektów), treści (aktywności i programów realizujących przyjęte wartości), struktury organizacyjnej (zarządzanie, podejmowanie decyzji, wzory komunikacji), uczestnictwa (relacje podmiotów uczestniczących), zaangażowania uczestników i metod działania. (cyt. za prof. Z. Kwieciński, Nurty pedagogii, Impuls 2013, s. 108).
Funkcjonujemy w rzeczywistości braku celu instytucji edukacji i jej odstawania od wymogów dzisiejszego świata. Zdaję sobie sprawę, że nie jest łatwe wyznaczenie jasnego kierunku. Żyjemy bowiem w świecie relatywizmem, którego źródłem jest rozpad jednorodności, niestabilność i nieliniowość. Przejawia się to nie tylko na poziomie funkcjonowania jednostki, ale też na poziomie życia społeczno - kulturowego, koncepcji filozoficznych. Tę niestabilność i nieliniowość widać wyraźnie w rozwoju technologii i na rynku pracy. Nastała era ponowoczesności ze swoim atrybutem relatywizmu, a szkoła nadal funkcjonuje w paradygmacie myślenia modernistycznego.

Aharon Aviram w swojej pracy odsłania przepaść, jaka dzieli aspekty życia człowieka w ponowoczesności od stanu instytucji edukacyjnych. Zwraca uwagę na zupełny brak przystosowania dzisiejszej szkoły do wyzwań współczesnego świata. Niczego nie zmieniły tutaj wdrażanie ciągłych innowacji i „reform”. Szkoły nadal tkwią w starych schematach działania i nieużytecznym paradygmacie.

Fakt, wiele się zmieniło w naszych szkołach, przybyły interaktywne tablice, projektory multimedialne, mobilne technologie i dostęp do portali z edukacyjnymi zasobami. Ale to dziś już nie wystarcza! Oczywiście, wdrożenie nowych technologii wymusiło zmiany w modelu uczenia (się) i zachowaniach samych nauczycieli. Póki co, jest to cały czas nieliczna grupa, ale bardzo aktywna, pełna entuzjazmu i gotowa do współpracy oraz dzielenia się swoim doświadczeniem. Ma siłę - zaraża swoim entuzjazmem i inspiruje innych. Czy te oddolne pojedyncze, często samotne działania wśród półmilionowej grupy nauczycieli rzeczywiście tworzą szkołę nowej jakości? Obserwacja i analiza różnych systemów edukacji uprawnia Avirama do kontrowersyjnych sformułowań:
„(...) nauczyciele pozostali przy swoich autorytarnych rolach; nauczanie pozostawiono podzielone na dyscypliny akademickie i przedmioty szkolne; nauczyciele i uczniowie tkwili w dotychczasowych metodologiach i podejściach dydaktycznych; sprzeczne z sobą projekty, interwencje, procesy zmian, reformy i restrukturyzacje przynosiły efekt „wiele hałasu o nic”; narastała histeria nauczycieli, administratorów szkół i uczniów, gorączka poszukiwania pożądanych rozwiązań na poziomie państwa, społeczności, rodziców, młodzieży i ekspertów, zamęt słowny w gadaninie oświatowej, mylenie słów i czynów” (cyt. za prof. Z. Kwieciński, Nurty pedagogii, Impuls 2013, s. 107)
Nikt już nie zaprzecza, że nasze zachowania, nawyki i sposób uczenia się zmienia technologia. Ale to tylko jeden z aspektów naszej aktywność. Mimo że powszechnym jest mówienie o sile technologii, to wbrew oczekiwaniom nie zmieniło to do tej pory organizacji pracy szkoły, a tym samy uczniów i nauczycieli. Technologia i jej wykorzystanie w szkolnej klasie to tylko jeden z aspektów manifestowania zjawisk ponowoczesności. Trudno przekonać dziś edukacyjnych reformatorów, że niewiele się zmieni od zainstalowania interaktywnej tablicy, czy wdrożenia e-podręcznika.

Mimo wielu działań i podejmowanych od czasu transformacji ustrojowej inicjatyw, to nie dostrzegam zmian, które byłyby na miarę szkoły w ponowoczesnym świecie. Niepokój o ciągły brak odpowiedzi na pytanie o wartość edukacji w definiowanej przez relatywizm rzeczywistości zamieściłem tutaj dwa lata temu w artykule "Płynna nowoczesność edukacji", a ostatnio w publikacji Jakich pilnych zmian potrzebuje polska szkoła? Moje przekonanie i powtarzany od dawna apel o konieczność stworzenia wizji i celów strategicznych edukacji znajduje potwierdzenie w pracy Avirama.
„Przez dwie generacje tkwimy w czarnej dziurze braku celów edukacyjnych. Jest to stan groźny dla nauczycieli, dyrektorów, polityków i samorządów, a także dla filozofów i teoretyków, dla edukacji w małej skali i w dowolnie wielkiej skali. Jest to sytuacja bez precedensu w całej historii cywilizacji. W miejsce fundamentalnych, spójnych wizji dobrego życia, które zachodnie społeczeństwa wiodły przez całe ich dzieje, mamy teraz głuchą dziurę, a cele edukacji pozostawiamy zdrowemu rozsądkowi technokratów.” (cyt. za prof. Z. Kwieciński, Nurty pedagogii, Impuls 2013, s. 107)
Aviram - twierdzi prof. Kwieciński - wyraźnie oddziela cząstkowe cele edukacji od strategicznego podejścia. Nie tylko poddaje krytyce obecny stan edukacji, ale przedstawia propozycje pozytywne podejmując wysiłek na rzecz przedefiniowania celów edukacji. Wierząc, że technologia zmieni nasze szkoły, decydenci odpowiedzialni za edukację oddali część odpowiedzialności za nią branży IT. Mamy sytuację, w której stary paradygmat edukacji nie przystaje do świata, który charakteryzuje niejednorodność, niestabilność i nieliniowość niemal we wszystkich aspektach życia społeczno - ekonomicznego. Ta czarna dziura się powiększa.