Racjonalność dzisiejszej szkoły charakteryzują masowość, obowiązek szkolny i zunifikowane programy. Szkołę konstytuuje dziś działanie „wszyscy to samo, tak samo i w tym samym czasie”. Jeżeli chcemy w prostu sposób zakwestionować racjonalność dzisiejszej szkoły, to co w zamian? Jak powinien być zorganizowany jej inny model? Czy jest możliwe nowe jej zdefiniowanie? Jak brzmi racjonalność edukacji nowego wymiaru i proces jej transformacji?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dr Marzena Żylińska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dr Marzena Żylińska. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 31 października 2019
Oczywistość czy herezja?
Etykiety:
dr Anna Okońska-Walkowicz,
dr Marzena Żylińska,
Jan Wróbel,
prof. Robert Kwaśnica,
prof. Tomasz Szkudlarek,
szkoła nowej generacji,
wspieranie uczniów w rozwoju,
wychowanie
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Pokażmy nasze szkoły
Dlaczego cały czas jesteśmy na kolanach? Dlaczego po 25 latach od momentu rozpoczęcia transformacji polityczno - ekonomicznej, nie możemy znaleźć w sobie tyle odwagi, aby zacząć mówić o naszych doświadczeniach, naszych sukcesach i o naszych ideach? Nastał czas, aby to wreszcie zrobić.
Etykiety:
Agata Ludwa,
dr Marzena Żylińska,
Ewa Radanowicz,
Iwona Majewska-Opiełka,
Jarosław Pytlak,
Joanna Piasta-Siechowicz,
logodydaktyka,
Margret Rasfeld,
Mariusz Budzyński,
prof. Philip Zimbardo
sobota, 22 lutego 2014
Najpierw rzeczy najważniejsze, czyli rzecz o wychowaniu
Kilka lat temu dr Marzena Żylińska odważnie i wprost nawoływała do „przewrotu kopernikańskiego” w edukacji. Chciała zatrzymać nauczycieli i ruszyć uczniów. Ten oddolny ruch zmiany modelu szkoły zaowocował między innymi pomysłem realizowanym przez Centrum Nauki Kopernik we współpracy z Ministerstwem Edukacji Narodowej. Powstał projekt mający na celu upowszechnienie aktywnych metod pracy nauczyciela z uczniem. Autorzy chcą, aby polskie szkoły stały się miejscem, w których pobudza się ciekawość ucznia i angażuje się go do samodzielnego poznawania świata oraz dba o wykorzystanie drzemiącego w nim potencjału. Wszytko po to, aby stworzyć w szkole przyjazne środowisko dla pracy mózgu. Od ogłoszenia swoistego apelu: wymyślmy szkołę na nowo, wzrosła na pewno świadomość archaiczności szkoły. Wielu znalazło potwierdzenie konieczności zmian. Jest więc nadzieja na powszechne zrozumienie, że dzięki badaniom nad mózgiem dzisiejsza szkoła nie służy zdolnościom uczenia się oraz pracy uczniów i nauczycieli. Zbliża się moment, gdy przekroczymy punkt krytyczny w rekonstruowaniu funkcjonującego od ponad stu lat modelu bismarkowskiej szkoły i zastąpimy szkołą nowej generacji, o której pisze prof. Mariusz Zawodniak. Żeby mówić o przygotowaniu do rozwijania innowacyjnej przestrzeni edukacyjnej w ponowoczesnym społeczeństwie, należy uwzględnić trzy ważne elementy:
- stworzyć wizję szkoły, a w niej miejsce na budowanie postaw opartych na cechach charakteru,
- znaleźć funkcję dla nowych technologii,
- zaprojektować przestrzeń dla nowych propozycji dydaktycznych.
Etykiety:
dr Marzena Żylińska,
Guy Claxton,
Horst Siebert,
Iwona Majewska-Opiełka,
Martin Seligman,
Marzanna Kielar,
Philip Zimbardo,
prof. Andrzej Murzyn,
prof. Janusz Morbitzer,
prof. Mariusz Zawodniak,
Ulrich Beck
środa, 13 listopada 2013
Niewidzialny mur
Zastanawiam się, jak długo jeszcze będzie funkcjonowała szkoła w tak archaicznym już i nieprzystającym do zewnętrznego świata modelu? Odtwarzany na świecie system trwa już niemal dwieście lat. Mam wrażenie, że bardzo wielu nie dostrzega faktu, że żyjemy w dobie informacyjnej lawiny! Funkcjonująca na wzór pruskiej armii szkoła nie ma już dziś uzasadnienia. Szkoła potrzebuje przebudowy na wzór inicjatywy, jaka zrodziła się w Niemczech.
Coś, co wydaje się niemożliwe, w każdej chwili może się zmienić. Tak stało się z murem berlińskim. Miał trwać dziesiątki lat, wielu go już nie zauważało, wielu też godziło się z tym faktem. Przetrwał dwadzieści osiem. Runął dużo szybciej, nieoczekiwanie i wbrew powszechnie panującym poglądam. Upadł i dał początek nowemu porządkowi. Otrzymaliśmy wolność wyboru. Od tego momentu mogliśmy decydować o wielu sprawach sami przejmując odpowiedzialność za jakość naszego funkcjonowania. Wyzwolona została energia milionów Polaków. Dziś brakuje nie tylko tamtego entuzjazmu, ale też zrozumienia sensu i prawdziwego zaangażowania w realizację kolejnych edukacyjnych reform. Szkoła tworzy niewidzialny mur pomiędzy światem ponowoczesnej rzeczywistości charakteryzującej się płynnością, nieliniowością i ciągłą zmianą a światem feudalnej organizacji pracy i nauki, którego funkcją było przygotowanie posłusznych i uległych urzędników. Tworzy mur, który musi wreszcie runąć. Jak trafnie zauważa Marzena Żylińska trudno mieć zaufanie do systemu, który deklaruje, że wie, jak przygotować uczniów do funkcjonowania w przyszłości. Dziś trudno przewidzić, jak będzie wyglądała za kilka lat. Ani instytucje nadzoru pedagogicznego - na czele z MEN, ani urzędnicy, nie mogą mieć już tej pewności. Dzieje się coś niebezpiecznego. Szkoła stała się dziś miejscem oduczania tego wszystkiego, co rzeczywiście ważne jest dla społeczeństwa ery postindustrialnej. Głośno mówi się, że nie uczy współpracy, odpowiedzialności, samozarządzania, planowania i zarządzania procesem uczenia się uczniów. Nie rozwija charakteru, postaw i nawyków skutecznego działania. Planujemy i drobiazgowo dokumentujemy niemal wszystko, przygotowujemy do reprodukowania wiedzy, trenujemy do algorytmicznych działań. Brakuje w szkole samodzielności, przedsiębiorczości i inicjatywności. W podobny sposób traktuje się nauczycieli. Oferuje się im całą masę materiałów dydaktycznych, scenariuszy, konspektów i biurokratycznych instrukcji. W dobie ograniczonego dostępu do informacji miało to sens i było celowe. Nadal jednak centralnie sterowany sytem próbuje unifikować i standaryzować co tylko się da. Dla każdego ten sam rozmiar. Dziś już nie ma takiej potrzeby. Machina systemu zabija często inicjatywność, kreatywność i twórczość. Zwalnia nauczycieli z poszukiwań nowych propozycji. Testostocentryczny system zniszczył szkołę. I nadal sankcjonujemy ten fakt. Tym razem już centralnie tworząc kolejne wystandryzowane materiały. Nieważne, że cyfrowe, ale odpowiadające filozofii scentralizowanego i biurokratycznego systemu, którego celem jest pełna kontrola i przekonanie, że ministerialni urzędnicy wiedzą najlepiej.
Dziś powinniśmy odpowiedzieć sobie na dwa ważne pytania. Coraz więcej osób wie już, dlaczego szkoła powinna się zmienieć. Choć nie dla wszystkich jest to takie oczywiste. Twierdzą, że edukacja nie potrzebuje zmian, ale przede wszystkim spokoju. W ten sposób wielu usprawiedliwia brak podejmowania decyzji. Świat się zmienił, pojawiło się pokolenie, którego nawyki ukształtowała technologia. Mamy niemal nieograniczony dostęp do informacji i mobilnych technologii. Bezpowrotnie odebrano szkole monopol na przekazywanie informacji. Dawny powód przychodzenia do szkoły przestał mieć znaczenie. Szkoła nie może być dziś definiowana jako miejsce przekazywania wiedzy. Stąd uzasadnione jest poszukiwanie nowego modelu edukacji. Jest jeszcze drugie pytanie. Dużo ważniejsze od tego pierwszego. Potrzebujemy odpowiedzi na po co szkoła? Bo powód budowania dwieście lat temu systemu jest już nieaktualny. Profesor Szkudlarek podaje trzy funkcje szkoły. Transmisja kultury, zmiana społeczeństwa i rozwój jednostek. To miejsce, gdzie wychowujemy młodych ludzi, aby stworzyli świat lepszy niż jest. Zależy nam na zachowaniu ciągłości kulturowej, zachowaniu tożsamości społecznej, potrzebujemy świadomości ciągłości trwania. Obok wizji idealistycznej, czy konserwatywnej jest też ideologia liberalna, według której produktem szkoły ma być przygotowanie do życia jednostek. Powinniśmy wychowywać ludzi, aby umieli się ze sobą porozumiewać, którzy odnajdą swój potencjał i będą go rozwijać. Edukacja powinna być zindywidualizowana, trzeba rozwijać jednostki, aby wspólnie tworzyły i szanowały swoją odrębność. Profesor Szkudlarek twierdzi, że ideologie te są nawzajem sprzeczne i zawsze będą nam towarzyszyły polityczne konflikty. Może to jest powód, dla którego tak trudno jest określić podzielanej przez wszystkich misję narodowej edukacji?
Dlatego tak ważne jest, aby na to pytania odpowiedzieli decydenci, lokalna społeczność, dyrektorzy i nauczyciele konkretnych szkół. To tam odbywa się edukacja, to właśnie tam warto zadbać o to, aby odkryć sens angażowania się w pracę i naukę. Priorytetem pozostaje więc pytanie o autentyczną misję dzisiejszej szkoły - tej naszej, do której uczęszczają nasze dzieci.
Coś, co wydaje się niemożliwe, w każdej chwili może się zmienić. Tak stało się z murem berlińskim. Miał trwać dziesiątki lat, wielu go już nie zauważało, wielu też godziło się z tym faktem. Przetrwał dwadzieści osiem. Runął dużo szybciej, nieoczekiwanie i wbrew powszechnie panującym poglądam. Upadł i dał początek nowemu porządkowi. Otrzymaliśmy wolność wyboru. Od tego momentu mogliśmy decydować o wielu sprawach sami przejmując odpowiedzialność za jakość naszego funkcjonowania. Wyzwolona została energia milionów Polaków. Dziś brakuje nie tylko tamtego entuzjazmu, ale też zrozumienia sensu i prawdziwego zaangażowania w realizację kolejnych edukacyjnych reform. Szkoła tworzy niewidzialny mur pomiędzy światem ponowoczesnej rzeczywistości charakteryzującej się płynnością, nieliniowością i ciągłą zmianą a światem feudalnej organizacji pracy i nauki, którego funkcją było przygotowanie posłusznych i uległych urzędników. Tworzy mur, który musi wreszcie runąć. Jak trafnie zauważa Marzena Żylińska trudno mieć zaufanie do systemu, który deklaruje, że wie, jak przygotować uczniów do funkcjonowania w przyszłości. Dziś trudno przewidzić, jak będzie wyglądała za kilka lat. Ani instytucje nadzoru pedagogicznego - na czele z MEN, ani urzędnicy, nie mogą mieć już tej pewności. Dzieje się coś niebezpiecznego. Szkoła stała się dziś miejscem oduczania tego wszystkiego, co rzeczywiście ważne jest dla społeczeństwa ery postindustrialnej. Głośno mówi się, że nie uczy współpracy, odpowiedzialności, samozarządzania, planowania i zarządzania procesem uczenia się uczniów. Nie rozwija charakteru, postaw i nawyków skutecznego działania. Planujemy i drobiazgowo dokumentujemy niemal wszystko, przygotowujemy do reprodukowania wiedzy, trenujemy do algorytmicznych działań. Brakuje w szkole samodzielności, przedsiębiorczości i inicjatywności. W podobny sposób traktuje się nauczycieli. Oferuje się im całą masę materiałów dydaktycznych, scenariuszy, konspektów i biurokratycznych instrukcji. W dobie ograniczonego dostępu do informacji miało to sens i było celowe. Nadal jednak centralnie sterowany sytem próbuje unifikować i standaryzować co tylko się da. Dla każdego ten sam rozmiar. Dziś już nie ma takiej potrzeby. Machina systemu zabija często inicjatywność, kreatywność i twórczość. Zwalnia nauczycieli z poszukiwań nowych propozycji. Testostocentryczny system zniszczył szkołę. I nadal sankcjonujemy ten fakt. Tym razem już centralnie tworząc kolejne wystandryzowane materiały. Nieważne, że cyfrowe, ale odpowiadające filozofii scentralizowanego i biurokratycznego systemu, którego celem jest pełna kontrola i przekonanie, że ministerialni urzędnicy wiedzą najlepiej.
Dziś powinniśmy odpowiedzieć sobie na dwa ważne pytania. Coraz więcej osób wie już, dlaczego szkoła powinna się zmienieć. Choć nie dla wszystkich jest to takie oczywiste. Twierdzą, że edukacja nie potrzebuje zmian, ale przede wszystkim spokoju. W ten sposób wielu usprawiedliwia brak podejmowania decyzji. Świat się zmienił, pojawiło się pokolenie, którego nawyki ukształtowała technologia. Mamy niemal nieograniczony dostęp do informacji i mobilnych technologii. Bezpowrotnie odebrano szkole monopol na przekazywanie informacji. Dawny powód przychodzenia do szkoły przestał mieć znaczenie. Szkoła nie może być dziś definiowana jako miejsce przekazywania wiedzy. Stąd uzasadnione jest poszukiwanie nowego modelu edukacji. Jest jeszcze drugie pytanie. Dużo ważniejsze od tego pierwszego. Potrzebujemy odpowiedzi na po co szkoła? Bo powód budowania dwieście lat temu systemu jest już nieaktualny. Profesor Szkudlarek podaje trzy funkcje szkoły. Transmisja kultury, zmiana społeczeństwa i rozwój jednostek. To miejsce, gdzie wychowujemy młodych ludzi, aby stworzyli świat lepszy niż jest. Zależy nam na zachowaniu ciągłości kulturowej, zachowaniu tożsamości społecznej, potrzebujemy świadomości ciągłości trwania. Obok wizji idealistycznej, czy konserwatywnej jest też ideologia liberalna, według której produktem szkoły ma być przygotowanie do życia jednostek. Powinniśmy wychowywać ludzi, aby umieli się ze sobą porozumiewać, którzy odnajdą swój potencjał i będą go rozwijać. Edukacja powinna być zindywidualizowana, trzeba rozwijać jednostki, aby wspólnie tworzyły i szanowały swoją odrębność. Profesor Szkudlarek twierdzi, że ideologie te są nawzajem sprzeczne i zawsze będą nam towarzyszyły polityczne konflikty. Może to jest powód, dla którego tak trudno jest określić podzielanej przez wszystkich misję narodowej edukacji?
Dlatego tak ważne jest, aby na to pytania odpowiedzieli decydenci, lokalna społeczność, dyrektorzy i nauczyciele konkretnych szkół. To tam odbywa się edukacja, to właśnie tam warto zadbać o to, aby odkryć sens angażowania się w pracę i naukę. Priorytetem pozostaje więc pytanie o autentyczną misję dzisiejszej szkoły - tej naszej, do której uczęszczają nasze dzieci.
niedziela, 13 października 2013
Niewykorzystany potencjał zasobów w sieci
Internet zmienił styl życia, kulturę uczenia się, sposób komunikacji i model pracy - to banał. Tak jak banałem jest już mówienie, że w sieci jest wiele cennych treści, a internet to bogactwo i miejsce nowej rozrywki. A jednak potencjał sieci nie jest wykorzystany w szkole. To właśnie w niej uczniowie powinni kształtować, rozwijać i zmieniać swoje nawyki na przydatne w uczeniu się przez całe życie. Szkoła nie dba o rozwój tych kompetencji. Dla niej najdalszą perspektywą, którą trzeba zaplanować w działaniach, to trzy, cztery lata, czyli egzaminy. Nie interesują jej przygotowanie ucznia do życia za pięć, dziesięć lat, a co dopiero za lat trzydzieści, czy czterdzieści. Wtedy uczniowie będą u szczytu swoich karier zawodowych, będą chcieli być nadal aktywni, samodzielni, przedsiębiorczy i otwarci na zmiany. Sieć jako zasób w szkole nie istnieje i nie dlatego, że nie jest dostępna, bo w wielu szkołach jest szybki internet. To, czego brakuje, to przede wszystkim pomysłu na zmianę dydaktyki i metod uczenia się w szkolnej klasie z wykorzystaniem bogactwa sieci. Niedawno obejrzałem zajęcia w jednej z klas na południu Polski. W ramach konkursu uczniowie zostali wyposażeni w tablety. Jeden dla każdego. Sytuacja więc idealna. Niestety, z tabletami stało się tak, jak w przypadku tablic interaktywnych utrwalających dawny model edukacji. Nie zauważyłem żadnej zmiany organizacji ani przestrzeni, ani żadnych metod pracy. Jest tak jak dawniej - funkcjonuje odwieczny model szkoły fabryki. Nie zmieniły tego nowoczesne, wielofunkcyjne narzędzia, ani dostęp do sieci i ogromnych zasobów. Nie dokonała się zmiana sposobu pracy ucznia i nauczyciela. Nowoczesne tablety zastąpiły uczniom dotychczasowe podręczniki. Jest podobnie, jak w przypadku masowej zamiany klasycznej tablicy na interaktywną. Dalej uczy się tak samo.
Szkoła cały czas nie wyposaża ucznia w kompetencje, które są podstawą jego funkcjonowania w ponowoczesnym świecie charakteryzującym się niestabilnością, nieliniowością i rozpadem jednorodności. W polskiej szkole brakuje myślenia o zmianie organizacji pracy ucznia, jego funkcjonowaniu w szkolnej przestrzeni. Niewiele mówi się o jej organizacji, która powinna odpowiadać na potrzeby nowoczesnej edukacji. Doskonale ujęła to w swoim ostatnim artykule dr Marzena Żylińska. Do sal lekcyjnych wchodzi się z korytarzy jak do cel więziennych, a wszystko odbywa się w rytmie dzwonków odmierzających przerwy i lekcje. Taki model edukacji już się wyczerpał. Ten XIX-wieczny rodem z pruskiej organizacji, nie ma już uzasadnienia. I wcale nie chodzi o to, by było więcej interaktywnych tablic, multimedialnych prezentacji, czy popisów z wykorzystania coraz to doskonalszych i niezwykle interesujących aplikacji, ale o sposób funkcjonowania na zajęciach uczniów i nauczycieli. Sposób patrzenia na wychowanie, kształtowanie postaw, nawyków w oparciu o charakter. Szkołę należy przybliżyć do świata, który jest na zewnątrz. Świata, w którym praca oparta jest na umiejętności dostrzegania, analizowania i przetwarzania informacji, ale też umiejętności tworzenia nowych idei i koncepcji. Jeżeli nawet mamy nowoczesne narzędzia, to wtłaczamy je do starych nieaktualnych modeli dydaktycznych. Sposób pracy w dzisiejszej szkole nie zmienia się od ponad dwustu lat, ale na szczęście zaczyna być poddawany krytyce. Mimo to, tylko nieliczni próbują to zmienić. Jest już przynajmniej kilka sprawdzonych i skutecznych modeli pracy, które redefiniują dziś nasz sposób myślenia o funkcjonowaniu milionów uczniów i nauczycieli. Zmiana sposobu i stylu uczenia się powinna wymusić zmianę w organizacji przestrzeni. Znakomicie problem ten porusza 28. numer Mazowieckiego Kwartalnika Edukacyjnego Meritum. Nie wystarczy działanie pojedynczych nauczycieli w wybranych klasach, ale o podejście systemowe, o stworzenie przestrzeni dla funkcjonowania tych, którzy mają tworzyć i organizować świat w przyszłości, w której nas już nie będzie. Wbrew pozorom nie wychowujemy kreatywnych, samodzielnych, odpowiedzialnych obywateli. Za to doskonale przygotowujemy uczniów do odtwarzania starych, nieaktualnych już paradygmatów.
Potencjał technologii, zasobów w sieci i siła eksperckiej wiedzy nauczyciela powinny stworzyć nową przestrzeń uczenia się i nowy model pracy. Bliższy temu, w jakim funkcjonują rodzice naszych uczniów. Wówczas nastąpi nie tylko większe zrozumienie dla zmiany paradygmatu szkolnej dydaktyki, ale wsparcie rodziców, którzy pracując w nowoczesnych modelach organizacyjnych mogą wesprzeć w działaniach nie tylko własne dziecko, ale samą szkołę. Wdrożenie do pracy innowacyjnych metodyk projektowych i przygotowanie ucznia do pracy stanie się wspólnym wyzwaniem rodziców i nauczycieli.
Szkoła cały czas nie wyposaża ucznia w kompetencje, które są podstawą jego funkcjonowania w ponowoczesnym świecie charakteryzującym się niestabilnością, nieliniowością i rozpadem jednorodności. W polskiej szkole brakuje myślenia o zmianie organizacji pracy ucznia, jego funkcjonowaniu w szkolnej przestrzeni. Niewiele mówi się o jej organizacji, która powinna odpowiadać na potrzeby nowoczesnej edukacji. Doskonale ujęła to w swoim ostatnim artykule dr Marzena Żylińska. Do sal lekcyjnych wchodzi się z korytarzy jak do cel więziennych, a wszystko odbywa się w rytmie dzwonków odmierzających przerwy i lekcje. Taki model edukacji już się wyczerpał. Ten XIX-wieczny rodem z pruskiej organizacji, nie ma już uzasadnienia. I wcale nie chodzi o to, by było więcej interaktywnych tablic, multimedialnych prezentacji, czy popisów z wykorzystania coraz to doskonalszych i niezwykle interesujących aplikacji, ale o sposób funkcjonowania na zajęciach uczniów i nauczycieli. Sposób patrzenia na wychowanie, kształtowanie postaw, nawyków w oparciu o charakter. Szkołę należy przybliżyć do świata, który jest na zewnątrz. Świata, w którym praca oparta jest na umiejętności dostrzegania, analizowania i przetwarzania informacji, ale też umiejętności tworzenia nowych idei i koncepcji. Jeżeli nawet mamy nowoczesne narzędzia, to wtłaczamy je do starych nieaktualnych modeli dydaktycznych. Sposób pracy w dzisiejszej szkole nie zmienia się od ponad dwustu lat, ale na szczęście zaczyna być poddawany krytyce. Mimo to, tylko nieliczni próbują to zmienić. Jest już przynajmniej kilka sprawdzonych i skutecznych modeli pracy, które redefiniują dziś nasz sposób myślenia o funkcjonowaniu milionów uczniów i nauczycieli. Zmiana sposobu i stylu uczenia się powinna wymusić zmianę w organizacji przestrzeni. Znakomicie problem ten porusza 28. numer Mazowieckiego Kwartalnika Edukacyjnego Meritum. Nie wystarczy działanie pojedynczych nauczycieli w wybranych klasach, ale o podejście systemowe, o stworzenie przestrzeni dla funkcjonowania tych, którzy mają tworzyć i organizować świat w przyszłości, w której nas już nie będzie. Wbrew pozorom nie wychowujemy kreatywnych, samodzielnych, odpowiedzialnych obywateli. Za to doskonale przygotowujemy uczniów do odtwarzania starych, nieaktualnych już paradygmatów.
Potencjał technologii, zasobów w sieci i siła eksperckiej wiedzy nauczyciela powinny stworzyć nową przestrzeń uczenia się i nowy model pracy. Bliższy temu, w jakim funkcjonują rodzice naszych uczniów. Wówczas nastąpi nie tylko większe zrozumienie dla zmiany paradygmatu szkolnej dydaktyki, ale wsparcie rodziców, którzy pracując w nowoczesnych modelach organizacyjnych mogą wesprzeć w działaniach nie tylko własne dziecko, ale samą szkołę. Wdrożenie do pracy innowacyjnych metodyk projektowych i przygotowanie ucznia do pracy stanie się wspólnym wyzwaniem rodziców i nauczycieli.
środa, 4 września 2013
Trzy powody, dla których szkoły nie odpowiadają na wyzwania wspólczesnego świata
Aleksandra Pezda ogłosiła swoją książką koniec ery kredy, a ostatnia książka dr Marzeny Żylińskiej „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi” jest początkiem budowy nowego modelu edukacji. Poddając krytyce tkwiący w feudalnych strukturach system, przedstawia powody, dla których szkoła musi się zmienić. Obie prace dokonują zmiany w myśleniu o uczeniu się i nauczaniu. Zmieniają świadomość kreując nowy paradygmat edukacji.
Czy uda się w polskiej szkole przewrót na miarę tego kopernikańskiego? Funkcjonujący na wzór pruskiego państwa system edukacji od 200 lat się nie zmienia. Ale przecież szkoły nieustannie poddawane są transformacji. Od ponad dwóch wieków przeżyły wiele reform. I tych organizacyjnych, i tych programowych. Dziś to już nie wystarcza, mimo że powoli zmieniają się obecne miejsca uczenia. Coraz więcej w nich tablic interaktywnych, projektorów, tabletów i dużych monitorów telewizyjnych. Dyrektorzy z dumą wymieniają kwoty, które zostały wydane na zakup nowoczesnych technologii. Mimo to, nie chciałbym chodzić do dzisiejszej szkoły. Przerażają mnie klasy z szeregiem ławek ustawionych w rzędach, biurka nauczycielskie w centralnych punktach i smutne gazetki szkolne na ścianach długich korytarzy. Na dodatek dzwonki, które wywołują odruch Pawłowa. Do tego podobne do siebie lekcje - każda z odwiecznymi rytuałami, które funkcjonują w niezmienionej formie od dwóch niemal wieków. Są wyjątki, ale to nie zmienia szkoły systemowo, ani jej modelu, ani funkcji i archaicznego już paradygmatu. Bez względu na to, ile będzie technologii, atrakcyjnych aplikacji, to cały czas są to założenia edukacji pruskiego modelu. Zastanawiam się, dlaczego przy tak licznych zmianach wymuszanych licznymi reformami, tak niewiele szkół odpowiada na wyzwania zewnętrznego świata. Globalizacja, łatwy dostęp do informacji, nowe style zachowań, nawyki pokolenia dzisiejszych uczniów i gospodarka, której siłą jest umiejętność zarządzania informacją. Niewiele się zmienia mimo zainwestowanych w edukację miliardów. Nie odegrały tej roli projekty finansowane ze środków unijnych, nakłady na doskonalenie nauczycieli, czy nowczesne technologie. Nie następuje ewolucja w funkcjonowaniu i organizacji pracy czterech i pół miliona uczniów i ponad pół miliona nauczycieli. Niewiele też zmienia szkołę coraz bardziej powszechna potrzeba jej nieuchronnej zmiany, bo mimo powszechnej już krytyki w mediach - szkoła nadal nie odpowiada na wyzwania współczesnego świata. Pozostają jedynie deklaracje kolejnych ministrów, niewiele znaczące akcje i mało istotne programy.
Szukam powodów braku zmian, które odpowiadałyby potrzebom globalnej gospodarki w świecie mobilnej technologii, wniosków z badań nad mózgiem i nowych koncepcji edukacyjnych. Szukam i znajduję trzy, które decydują o braku przełomu w edukacji, a w szczególności w szkole.
Powód pierwszy - brak wizji edukacji i zrozumienia jej celu
Powtarzam od dawna, że brakuje wizji narodowej edukacji, stąd też trudno sformułować ją w pojedynczej szkole. Na szczęście są tacy, którzy próbują to robić na poziomie lokalnych strategii edukacyjnych unikając w ten sposób przypadkowych działań, problemów z podjęciem decyzji i nieświadomych wyborów dotyczących również zakupów, szkoleń, doboru nauczycieli i stylu zarządzania. Na naszych oczach dokonuje się redefinicja szkoły, nauczyciela i dydaktyki. Warunek - musi istnieć spójna koncepcja, która przekształci obecny fundament systemu edukacji w motywujące, pełne pasji i zaangażowania środowisko uczenia się ucznia i pracy nauczyciela. Dziś powinno to być miejsce kształcenia umiejętności zdobywania informacji, selekcjonowania jej, przetwarzania i wyciągania wniosków. To również miejsce rozwijania kompetencji społecznych i tych związanych z kreatywnością, przedsiębiorczością i uczeniem się przez całe życie.
Powód drugi - brak w szkole systemowego myślenia
W świecie edukacji, która opiera się na kontroli, testowaniu, standaryzacji i formatowaniu uczniów, brakuje systemowego myślenia w rozumieniu znaczenia zmian zachodzących wokół. Nadal nie myśli się w niej o kształceniu i rozwijaniu kompetencji. Nie ma w świecie powszechnego relatywizmu spójnego systemu oddziaływań wychowawczych. Niedostateczny jest też system kształcenia i doskonalenia nauczycieli. Nie istnieje spójna filozofii funkcjonowania ucznia w ponowoczesnym świecie. Biurokratyczny charakter pracy, coraz mniejsza autonomia szkoły. Do tego dyrektor w rozbudowanym i niezwykle zhierarchizowanym systemie. Prawo zaczyna ingerować w najbardziej szczegółowe i mało istotne obszary funkcjonowania szkoły. Dyrektor poddany jest coraz bardziej wymyślnej i niezrozumiałej kontroli już nie tylko nadzoru pedagogicznego. Brak myślenia systemowego, rządzą mody i przypadkowe propozycje nie związane z wartościami podzielanymi przez szkolną społeczność. Opór wobec zmian spowodowany jest brakiem zrozumienia dla częstych i niewiele już znaczących ministerialnych pomysłów. Naczyciele nie dostrzegają ich sensu. Przez to brak motywacji do szukania, eksperymentowania i tworzenia nowych rozwiązań szkolnej dydaktyki. Nie znajdują powodu, dla którego mieliby zmieniać szkoły w organizacje uczące się, bo kryterium oceny ich skuteczności są wyniki testów. A one same wpisują się w machinę wszechobecnej kontroli i są zaprzeczeniem wszelkiej indywidualności i kreatywności.
Powód trzeci - brak odwagi w podjęciu decyzji realizowania scenariuszy rozwoju edukacji
Nie ma u odpowiedzialnych za edukację determinacji, wiedzy i woli, które pomogłyby podjąć decyzję budowy szkoły przyszłości w oparciu o najnowsze badania w zakresie pedagogiki, psychologii, neuronauk, ekonomii i socjologii. Ci którzy decydują dziś o losach milionów uczniów w szkole tkwią z biurokratycznym modelu. Ministerstwo kontroluje kuratorów, ci z kolei szkoły, a dyrektorzy nauczycieli i na końcu tej drabiny uczniów. To model feudalnej struktury. Dziś niewielu próbuje odpowiedzieć na pytanie, jak wykorzystać potencjał uczniów i nauczycieli, jak sprawić, aby cyfrowa technologia nie stała się celem w samym sobie. Nadal nie ma jasnej odpowiedzi na pytanie o jej rolę w szkolnej klasie. Od lat zmienia ona styl naszej codziennej pracy w domu, ale w niewielkim stopniu w szkołach. Dzisiejsza rzeczywistość i wyzwania to wielokrotny wybór, wzrost znaczenia struktur sieciowych w zarządzaniu i działaniu, koncentracja na potencjale uczniów, budowanie postaw proaktywnych, kształcenie nawyków skutecznego działania, rozwijanie przedsiębiorczościi kreatywności. Decydenci i urzędnicy nie identyfikują nawyków współczesnego pokolenia, nie rozumieją wpływu technologii na zmiany w zachowaniach. Technologia ma wpływ na kształtowanie u uczniów nowych nawyków, ale to nie ona jest najważniejsza. Najważniejsza jest odwaga w podjęciu decyzji o uwolnieniu szkoły z krępujących ją ograniczeń, zaprzestania centralnego zarządzania oświatą, zrezygnowania z ogromnej ilości testów i rozbudowanej kontroli.
Czy uda się w polskiej szkole przewrót na miarę tego kopernikańskiego? Funkcjonujący na wzór pruskiego państwa system edukacji od 200 lat się nie zmienia. Ale przecież szkoły nieustannie poddawane są transformacji. Od ponad dwóch wieków przeżyły wiele reform. I tych organizacyjnych, i tych programowych. Dziś to już nie wystarcza, mimo że powoli zmieniają się obecne miejsca uczenia. Coraz więcej w nich tablic interaktywnych, projektorów, tabletów i dużych monitorów telewizyjnych. Dyrektorzy z dumą wymieniają kwoty, które zostały wydane na zakup nowoczesnych technologii. Mimo to, nie chciałbym chodzić do dzisiejszej szkoły. Przerażają mnie klasy z szeregiem ławek ustawionych w rzędach, biurka nauczycielskie w centralnych punktach i smutne gazetki szkolne na ścianach długich korytarzy. Na dodatek dzwonki, które wywołują odruch Pawłowa. Do tego podobne do siebie lekcje - każda z odwiecznymi rytuałami, które funkcjonują w niezmienionej formie od dwóch niemal wieków. Są wyjątki, ale to nie zmienia szkoły systemowo, ani jej modelu, ani funkcji i archaicznego już paradygmatu. Bez względu na to, ile będzie technologii, atrakcyjnych aplikacji, to cały czas są to założenia edukacji pruskiego modelu. Zastanawiam się, dlaczego przy tak licznych zmianach wymuszanych licznymi reformami, tak niewiele szkół odpowiada na wyzwania zewnętrznego świata. Globalizacja, łatwy dostęp do informacji, nowe style zachowań, nawyki pokolenia dzisiejszych uczniów i gospodarka, której siłą jest umiejętność zarządzania informacją. Niewiele się zmienia mimo zainwestowanych w edukację miliardów. Nie odegrały tej roli projekty finansowane ze środków unijnych, nakłady na doskonalenie nauczycieli, czy nowczesne technologie. Nie następuje ewolucja w funkcjonowaniu i organizacji pracy czterech i pół miliona uczniów i ponad pół miliona nauczycieli. Niewiele też zmienia szkołę coraz bardziej powszechna potrzeba jej nieuchronnej zmiany, bo mimo powszechnej już krytyki w mediach - szkoła nadal nie odpowiada na wyzwania współczesnego świata. Pozostają jedynie deklaracje kolejnych ministrów, niewiele znaczące akcje i mało istotne programy.
Szukam powodów braku zmian, które odpowiadałyby potrzebom globalnej gospodarki w świecie mobilnej technologii, wniosków z badań nad mózgiem i nowych koncepcji edukacyjnych. Szukam i znajduję trzy, które decydują o braku przełomu w edukacji, a w szczególności w szkole.
Powód pierwszy - brak wizji edukacji i zrozumienia jej celu
Powtarzam od dawna, że brakuje wizji narodowej edukacji, stąd też trudno sformułować ją w pojedynczej szkole. Na szczęście są tacy, którzy próbują to robić na poziomie lokalnych strategii edukacyjnych unikając w ten sposób przypadkowych działań, problemów z podjęciem decyzji i nieświadomych wyborów dotyczących również zakupów, szkoleń, doboru nauczycieli i stylu zarządzania. Na naszych oczach dokonuje się redefinicja szkoły, nauczyciela i dydaktyki. Warunek - musi istnieć spójna koncepcja, która przekształci obecny fundament systemu edukacji w motywujące, pełne pasji i zaangażowania środowisko uczenia się ucznia i pracy nauczyciela. Dziś powinno to być miejsce kształcenia umiejętności zdobywania informacji, selekcjonowania jej, przetwarzania i wyciągania wniosków. To również miejsce rozwijania kompetencji społecznych i tych związanych z kreatywnością, przedsiębiorczością i uczeniem się przez całe życie.
Powód drugi - brak w szkole systemowego myślenia
W świecie edukacji, która opiera się na kontroli, testowaniu, standaryzacji i formatowaniu uczniów, brakuje systemowego myślenia w rozumieniu znaczenia zmian zachodzących wokół. Nadal nie myśli się w niej o kształceniu i rozwijaniu kompetencji. Nie ma w świecie powszechnego relatywizmu spójnego systemu oddziaływań wychowawczych. Niedostateczny jest też system kształcenia i doskonalenia nauczycieli. Nie istnieje spójna filozofii funkcjonowania ucznia w ponowoczesnym świecie. Biurokratyczny charakter pracy, coraz mniejsza autonomia szkoły. Do tego dyrektor w rozbudowanym i niezwykle zhierarchizowanym systemie. Prawo zaczyna ingerować w najbardziej szczegółowe i mało istotne obszary funkcjonowania szkoły. Dyrektor poddany jest coraz bardziej wymyślnej i niezrozumiałej kontroli już nie tylko nadzoru pedagogicznego. Brak myślenia systemowego, rządzą mody i przypadkowe propozycje nie związane z wartościami podzielanymi przez szkolną społeczność. Opór wobec zmian spowodowany jest brakiem zrozumienia dla częstych i niewiele już znaczących ministerialnych pomysłów. Naczyciele nie dostrzegają ich sensu. Przez to brak motywacji do szukania, eksperymentowania i tworzenia nowych rozwiązań szkolnej dydaktyki. Nie znajdują powodu, dla którego mieliby zmieniać szkoły w organizacje uczące się, bo kryterium oceny ich skuteczności są wyniki testów. A one same wpisują się w machinę wszechobecnej kontroli i są zaprzeczeniem wszelkiej indywidualności i kreatywności.
Powód trzeci - brak odwagi w podjęciu decyzji realizowania scenariuszy rozwoju edukacji
Nie ma u odpowiedzialnych za edukację determinacji, wiedzy i woli, które pomogłyby podjąć decyzję budowy szkoły przyszłości w oparciu o najnowsze badania w zakresie pedagogiki, psychologii, neuronauk, ekonomii i socjologii. Ci którzy decydują dziś o losach milionów uczniów w szkole tkwią z biurokratycznym modelu. Ministerstwo kontroluje kuratorów, ci z kolei szkoły, a dyrektorzy nauczycieli i na końcu tej drabiny uczniów. To model feudalnej struktury. Dziś niewielu próbuje odpowiedzieć na pytanie, jak wykorzystać potencjał uczniów i nauczycieli, jak sprawić, aby cyfrowa technologia nie stała się celem w samym sobie. Nadal nie ma jasnej odpowiedzi na pytanie o jej rolę w szkolnej klasie. Od lat zmienia ona styl naszej codziennej pracy w domu, ale w niewielkim stopniu w szkołach. Dzisiejsza rzeczywistość i wyzwania to wielokrotny wybór, wzrost znaczenia struktur sieciowych w zarządzaniu i działaniu, koncentracja na potencjale uczniów, budowanie postaw proaktywnych, kształcenie nawyków skutecznego działania, rozwijanie przedsiębiorczościi kreatywności. Decydenci i urzędnicy nie identyfikują nawyków współczesnego pokolenia, nie rozumieją wpływu technologii na zmiany w zachowaniach. Technologia ma wpływ na kształtowanie u uczniów nowych nawyków, ale to nie ona jest najważniejsza. Najważniejsza jest odwaga w podjęciu decyzji o uwolnieniu szkoły z krępujących ją ograniczeń, zaprzestania centralnego zarządzania oświatą, zrezygnowania z ogromnej ilości testów i rozbudowanej kontroli.
Etykiety:
Aleksandra Pezda,
dr Marzena Żylińska,
Szkoła przyszłości
poniedziałek, 26 marca 2012
Szkole brakuje zaangażowania
Narzekamy, że uczniowie nie mają motywacji. Ale czy na pewno tylko o to nam chodzi? Kiedy widzę sukcesy młodych ludzi nie tylko w telewizyjnych programach typu Mam talent, to trudno jest mi się zgodzić, że mamy jej deficyt. Przecież poziom, który prezentują wystawiając się na ocenę jurorów wymagało ogromnej dyscypliny, wysiłku, a przede wszystkich konsekwentnej pracy i bardzo często też odwagi. Mają bardzo wyraźnie sprecyzowane cele, które nie zawsze są tożsame z tym, czego oczekuje się od nich w szkole. Tylko ludzie o wyraźnie określonych priorytetach i charakterze są niezwykle zmotywowani. Nie zawsze jednak szkoła to zauważa i docenia. Problem tkwi nie w braku motywacji, ale zupełnie w czym innym. To brak zaangażowania. I nie dotyczy to tylko uczniów. Elementem odróżniającym zaangażowanie uczniów od wewnętrznej motywacji jest to, że starania tych zaangażowanych zmierzają w pożądanym przez szkołę kierunku, a praca wewnętrznie zmotywowanych - już nie zawsze. Mamy ambitnych uczniów zmotywowanych w realizację swoich osobistych celów, ale bardzo często niezaangażowanych na zajęciach. Skarżą się na to nauczyciele, rodzice. Przyznają się do tego sami uczniowie. A przecież szkoła powinna być naturalnym miejscem, gdzie motywacja i zaangażowanie powinny iść w parze. To w szkole uczniowie powinni rozwijać talenty i otrzymać wsparcie w dążeniu do osiągnięcia mistrzowstwa w tym, co jest ich siłą. Prowadzone przez Instytut Gallupa od 25 lat badania wyraźnie wskazują, że talenty są trwałe, ale dla każego różne. Najlepiej rozwijamy się koncentrując na naszych silnych stronach. W ten sposób wykorzystujemy swój osobisty potencjał. To decyduje o prawdziwym sukcesie. Polska szkoła przyjęła jednak błędne założenie twierdząc, że możemy stać się kompetentni w każdej dziedzinie. Trudno jej zaakceptować, że uczenie się wszystkiego i przez wszystkich, a w dodatku w tym samym tempie nie jest możliwe. Dużym błędem jest też koncentracja i ciągłe przypominanie uczniom o ich deficytach wskazując najczęściej ich słabe strony. Zapominamy, że szkoła nie przygotowuje jedynie przyszłych profesorów. Do niej chodzą też przyszli artyści, sportowcy i rzemieślnicy. Świat potrzebuje mechniaków samochodowych, hydraulików, elektryków, ogrodników, kucharzy, czy sprzedawców. Sytuacja w dzisiejszej szkole przypomina mi bajkę, w której zwierzęta zmuszone były do uczenia się wszystkiego wbrew swojej naturze i predyspozycjom. Skończyło się totalną klęską. Wiewórka nie umiała pływać tak jak kaczka. Kaczka nie była tak szybka jak zając. Ten z kolei nie potrafił skakać po drzewach. Zwierzęta zbuntowały się przeciwko takim metodom pracy. W tym tkwi przyczyna frustracji, stresu i braku prawdziwego zaangażowania uczniów.
Polska szkoła z jednej strony koncentruje się na brakach i sposobach ich niwelowania. Z drugiej skupia się na przekonaniu, że miernikiem sukcesu uczniów i skuteczności nauczycieli mają być znakomicie zdane testy. Najważniejszy cel - dobrze wypaść na egzaminie i zająć wysoką pozycję w rankingach. A wszystko to kosztem czasu i energii, które mógłby uczeń wraz z nauczycielem zainwestować w rozwój swoich talentów i mocnych stron. Nasz system edukacji - jak twierdzi dr Marzena Żylińska - zapętlił się i powoduje, że nauczyciele znaleźli się w sytuacji bez wyjścia. Z jednej strony wiedzą, że powinni rozwijać u uczniów autonomię, kreatywność i innowacyjne podejście do problemów, a z drugiej muszą ich przygotować do zdawania testów opartych na zero-jedynkowym kluczu.
W szkole tak długo będziemy mówili o braku zaangażowania, dopóki nie zmieni się jej podstawowych założeń i filozofii funkcjonowania. Dopóki nie zrozumiemy i nie zaczniemy koncentrować czasu i energi na rozwoju indywidualnego potencjału, będziemy mieli konflikt między zmotywowanymi do osiągania osobistych celów uczniów, a ich zaangażowaniem w codzienne lekcje. Nie pomagają w tym ani kolejne reformy, ani zmiany podstawy programowej, a już na pewno likwidowanie szkół. Zacząć należy od poznania i zrozumienia celów i misji edukacji. Testomania zabija w szkole kreatywność, samodzielność i przede wszystkim zwalnia z odpowiedzialności. Chcemy, aby nasi uczniowie byli nie tylko zmotywowani, ale przede wszystkim zaangażowani. I zrozumieli, o co chodzi w ich edukacji, uczeniu się i w codziennym przychodzeniu do szkoły. Zaangażowanie jest odpowiedzią na pytanie: o co chodzi w szkole, a motywacja związana jest raczej z tym: o co chodzi mnie. Czy w szkole motywacja i zanngażowanie mogą mieć wspólny cel? Najważniejsze, to zrozumieć, że uczniowie mają motywację, ale nie zawsze są zaangażowani, bo często nie rozumieją archaicznego już modelu edukacji. Trudno zaangażować się w coś, czego się nie rozumie. Brakuje wyraźnie określonej misji polskiej szkoły i sensownej odpowiedzi na pytanie, po co przychodzimy codziennie do szkoły? Czy ruszenie skostniałego modelu pracy, zmiana sposobu myślenia i przekonań ministerialnych urzędników są możliwe z obecnie funkcjonującym prawem oświatowym?
Polska szkoła z jednej strony koncentruje się na brakach i sposobach ich niwelowania. Z drugiej skupia się na przekonaniu, że miernikiem sukcesu uczniów i skuteczności nauczycieli mają być znakomicie zdane testy. Najważniejszy cel - dobrze wypaść na egzaminie i zająć wysoką pozycję w rankingach. A wszystko to kosztem czasu i energii, które mógłby uczeń wraz z nauczycielem zainwestować w rozwój swoich talentów i mocnych stron. Nasz system edukacji - jak twierdzi dr Marzena Żylińska - zapętlił się i powoduje, że nauczyciele znaleźli się w sytuacji bez wyjścia. Z jednej strony wiedzą, że powinni rozwijać u uczniów autonomię, kreatywność i innowacyjne podejście do problemów, a z drugiej muszą ich przygotować do zdawania testów opartych na zero-jedynkowym kluczu.
W szkole tak długo będziemy mówili o braku zaangażowania, dopóki nie zmieni się jej podstawowych założeń i filozofii funkcjonowania. Dopóki nie zrozumiemy i nie zaczniemy koncentrować czasu i energi na rozwoju indywidualnego potencjału, będziemy mieli konflikt między zmotywowanymi do osiągania osobistych celów uczniów, a ich zaangażowaniem w codzienne lekcje. Nie pomagają w tym ani kolejne reformy, ani zmiany podstawy programowej, a już na pewno likwidowanie szkół. Zacząć należy od poznania i zrozumienia celów i misji edukacji. Testomania zabija w szkole kreatywność, samodzielność i przede wszystkim zwalnia z odpowiedzialności. Chcemy, aby nasi uczniowie byli nie tylko zmotywowani, ale przede wszystkim zaangażowani. I zrozumieli, o co chodzi w ich edukacji, uczeniu się i w codziennym przychodzeniu do szkoły. Zaangażowanie jest odpowiedzią na pytanie: o co chodzi w szkole, a motywacja związana jest raczej z tym: o co chodzi mnie. Czy w szkole motywacja i zanngażowanie mogą mieć wspólny cel? Najważniejsze, to zrozumieć, że uczniowie mają motywację, ale nie zawsze są zaangażowani, bo często nie rozumieją archaicznego już modelu edukacji. Trudno zaangażować się w coś, czego się nie rozumie. Brakuje wyraźnie określonej misji polskiej szkoły i sensownej odpowiedzi na pytanie, po co przychodzimy codziennie do szkoły? Czy ruszenie skostniałego modelu pracy, zmiana sposobu myślenia i przekonań ministerialnych urzędników są możliwe z obecnie funkcjonującym prawem oświatowym?
sobota, 31 grudnia 2011
Moje autorytety
Nie rozstaję się prawie z komputerem, a ostatnio z iPadem. Mam dostęp do internetu w podróży, w pracy i w domu. Mobilny internet ułatwia mi kontakt i pomaga w szybkim pozyskiwaniu niezbędnych informacji. Szukam i wybieram te hotele, kawiarnie i miejsca pracy, w których jest dostęp do sieci WiFi. Znajduję ich w Polsce coraz więcej. Do bezprzewodowego dostępu do internetu przyzwyczaili się uczniowie w naszej szkole. Korzystają z niego zarówno w czasie zajęć, jak i podczas przerw. Zmusza ich do tego sytuacja. Plan zajęć dostępny jest tylko w wersji on-line. Dzienniki lekcyjne są jedynie w wersji cyfrowej. Większość wykorzystywanych w szkole pomocy to interaktywne, multimedialne materiały dostępne na żądanie i w zasięgu jednego kliknięcia. Zmienia się szkoła, zmienia styl pracy i życia. Dla tej nowej rzeczywistości tworzymy nowe modele dydaktyki i wykorzystujemy najnowszą wiedzę dotyczącą uczenia się i pracy mózgu.
Codziennie szukam autorytetów, ekspertów i liderów, którzy mogą pomóc w mojej pracy dydaktycznej. Chcę uczyć się od najlepszych. Pomaga mi w tym codzienna lektura stron internetowych, portali i blogów. Najczęściej zaczynam dzień od bloga Iwony Majewskiej - Opiełki. Tam znajduję inspirację, motywację i siłę do podejmowania kolejnych nowych wyzwań. Pozytywnej energii, wiedzy ze świata literatury, kultury i niebanalnego stylu życia dostarcza mi blog Remigiusza Grzeli. Niezwykle ważną w poszukiwaniu nowoczesnych rozwiązań dydaktycznych i zastosowania technologii cyfrowej w szkole i życiu jest strona Lechosława Hojnackiego. Jego pogląd na temat funkcjonowania systemu edukacji i pokolenia dzisiejszych uczniów jest dla mnie szczególnie cenny i bardzo potrzebny. Natomiast od Wiesława Mariańskiego otrzymuję impuls do spojrzenia na sprawy edukacji z innej perspektywy. Autor rodzicielskiego bloga pozwala dostrzeć zupełnie nową perspektywę w myśleniu o szkole. Merytoryczny i potrzebny w mojej zawodowej pracy jest autorski blog dr Marzeny Żylińskiej, która dla mnie jest jednym z najważniejszych ekspertów w dziedzinie neurodydaktyki. I wreszcie ważnym wydarzeniem edukacyjnym jest pojawienie się w grudniu br. strony prof. Mariusza Zawodniaka - promotora Szkoły Nowej Generacji i autora ważnych tekstów w miesięczniku Edukacja i Dialog. Wszystkie te osoby to autorytey w swoich dziedzinach, które nie zdają sobie sprawy, że swoją ekspercką wiedzą, kulturą i rzetelnym podejściem do zagadnień edukacji wspierają moje działania w poszukiwaniu lepszej szkoły, nowoczesnej dydaktyki i skutecznych koncepcji wychowawczych.
Na koniec muszę wspomnieć o najważniejszej dla promocji nowoczesnej edukacji stronie tworzonej przez Marcina Polaka. Jego Portal Nowoczesnej Edukacji Edunews umożliwia kontakt z autorytetami z całego świata. To właśnie tam mam dostęp do najważniejszcyh raportów, diagnoz, analiz i wyników badań dotyczących edukacji. Tam mogę czytać teksty m.in. prof. Janusza Morbitzera i prof. Macieja Sysły. Edunews.pl to najważniejszy i najbardziej opiniotwórczy portal edukacyjny w Polsce. Trudno wyobrazić mi sobie pracę bez informacji, poglądów i wiedzy udostępnianych na stronach tego portalu.
Koniec roku to znakomita okazja, aby podziękować wszystkim autorom stron, portali i blogów za wsparcie, inspirację i prawdziwą wartościową wiedzę. Dziękuję za pomoc w moim osobistym i zawodowym rozwoju. Życzę wszystkim wytrwałości i konsekwencji w pracy na rzecz polskiej szkoły.
Ważne dla mnie linki ważnych dla mnie osób:
Iwona Majewska - Opiełka
Remigiusz Grzela
Lechosław Hojnacki
Wiesław Mariański
dr Marzena Żylińska
prof. Mariusz Zawodniak
Portal o Nowoczesnej Edukacji EDUNEWS
Witold Kołodziejczyk | Utwórz swoją wizytówkę
Codziennie szukam autorytetów, ekspertów i liderów, którzy mogą pomóc w mojej pracy dydaktycznej. Chcę uczyć się od najlepszych. Pomaga mi w tym codzienna lektura stron internetowych, portali i blogów. Najczęściej zaczynam dzień od bloga Iwony Majewskiej - Opiełki. Tam znajduję inspirację, motywację i siłę do podejmowania kolejnych nowych wyzwań. Pozytywnej energii, wiedzy ze świata literatury, kultury i niebanalnego stylu życia dostarcza mi blog Remigiusza Grzeli. Niezwykle ważną w poszukiwaniu nowoczesnych rozwiązań dydaktycznych i zastosowania technologii cyfrowej w szkole i życiu jest strona Lechosława Hojnackiego. Jego pogląd na temat funkcjonowania systemu edukacji i pokolenia dzisiejszych uczniów jest dla mnie szczególnie cenny i bardzo potrzebny. Natomiast od Wiesława Mariańskiego otrzymuję impuls do spojrzenia na sprawy edukacji z innej perspektywy. Autor rodzicielskiego bloga pozwala dostrzeć zupełnie nową perspektywę w myśleniu o szkole. Merytoryczny i potrzebny w mojej zawodowej pracy jest autorski blog dr Marzeny Żylińskiej, która dla mnie jest jednym z najważniejszych ekspertów w dziedzinie neurodydaktyki. I wreszcie ważnym wydarzeniem edukacyjnym jest pojawienie się w grudniu br. strony prof. Mariusza Zawodniaka - promotora Szkoły Nowej Generacji i autora ważnych tekstów w miesięczniku Edukacja i Dialog. Wszystkie te osoby to autorytey w swoich dziedzinach, które nie zdają sobie sprawy, że swoją ekspercką wiedzą, kulturą i rzetelnym podejściem do zagadnień edukacji wspierają moje działania w poszukiwaniu lepszej szkoły, nowoczesnej dydaktyki i skutecznych koncepcji wychowawczych.
Na koniec muszę wspomnieć o najważniejszej dla promocji nowoczesnej edukacji stronie tworzonej przez Marcina Polaka. Jego Portal Nowoczesnej Edukacji Edunews umożliwia kontakt z autorytetami z całego świata. To właśnie tam mam dostęp do najważniejszcyh raportów, diagnoz, analiz i wyników badań dotyczących edukacji. Tam mogę czytać teksty m.in. prof. Janusza Morbitzera i prof. Macieja Sysły. Edunews.pl to najważniejszy i najbardziej opiniotwórczy portal edukacyjny w Polsce. Trudno wyobrazić mi sobie pracę bez informacji, poglądów i wiedzy udostępnianych na stronach tego portalu.
Koniec roku to znakomita okazja, aby podziękować wszystkim autorom stron, portali i blogów za wsparcie, inspirację i prawdziwą wartościową wiedzę. Dziękuję za pomoc w moim osobistym i zawodowym rozwoju. Życzę wszystkim wytrwałości i konsekwencji w pracy na rzecz polskiej szkoły.
Ważne dla mnie linki ważnych dla mnie osób:
Iwona Majewska - Opiełka
Remigiusz Grzela
Lechosław Hojnacki
Wiesław Mariański
dr Marzena Żylińska
prof. Mariusz Zawodniak
Portal o Nowoczesnej Edukacji EDUNEWS
Witold Kołodziejczyk | Utwórz swoją wizytówkę
Etykiety:
dr Marzena Żylińska,
Iwona Majewska Opiełka,
Lechosław Hojnacki,
Marcin Polak,
prof. Janusz Morbitzer,
prof. Maciej Sysło,
prof. Mariusz Zawodniak.,
Wiesław Mariański
niedziela, 27 listopada 2011
Nic się nie zmienia
Ile jeszcze musi upłynąć czasu, aby edukacja przystawała do wyzwań, jakie stoją przed współczesnym światem? Martwi mnie, że ostatni Kongres Obywatelski nie wniósł niczego nowego do mojej wiedzy o problemach dzisiejszej edukacji. Choć dla wielu jego uczestników był przełomem w patrzeniu na współczesny model kształcenia. A to za sprawą znakomicie dobranych panelistów. I to oni byli w stanie zwrócić uwagę na to, na co inni wskazują od dawna. Występujący podczas Kongresu publicyści, naukowcy, przedsiębiorcy, przedstawiciele organizacji pozarządowych, od dawna mówią o potrzebie „przewrotu kopernikańskiego” w edukacji. Zarówno Edwin Bendyk, jak i dr Marzena Żylińska, czy prof. Agnieszka Kłakówna kolejny już raz zwracają uwagę, że system edukacji to zbiurokratyzowana i nieefektywna machina, która pochłania energię i czas setek tysięcy nauczycieli marnując jednocześnie możliwości uczniów. Eksperci od lat twierdzą, że system klasowo-lekcyjny oparty na modelu fabryki już się wyczerpał. Współczesna wiedza o mózgu i neurodydaktyka dostarczają nam argumentów za jak najszybszą zmianą funkcjonowania uczniów, bo szkoła nie tylko nie wykorzystuje ich potencjału, ale wręcz szkodzi rozwojowi. Edwin Bendyk twierdzi, że system egzaminów i koncentracja nauczycieli jedynie na przygotowaniu uczniów do zdawania jest szkodliwy i niszczący. Ken Robinson, którego wideoprezentacja została przedstawiona podczas ostatniego Kongresu, mówi o archaicznym modelu edukacji od wielu lat. Przeraża, że jego tezy są nadal aktualne. Wielu się z tym zgadza, ale niewiele z tego wynika i niewiele się dzieje na poziomie ministerialnych decyzji. Brakuje w szkole czasu na formację młodych ludzi, kształcenie charakterów i rozwijanie kompetencji kluczowych potrzebnych w dzisiejszym świecie. Również „Pakt dla szkoły”, którego wartość trudno jest przecenić, to dokument, w którym pojawiają się założenia od dawna obecne na portalu Edunews.pl. Współautorka, prof. Agnieszka Kłakówna zwracała już uwagę na poprzednich Kongresach Obywatelskich i w swoich licznych publikacjach na nieadekwatny model powszechnej edukacji. Od tego czasu mieliśmy już trzech ministrów. Trafnie ujął to na swoim rodzicielskim blogu Wiesław Mariański twierdząc, że zmiana kierowcy w zdezelowanym samochodzie na niewiele się przyda. I wzywa MEN wraz z innymi ekspertami do zmiany filozofii współczesnego kształcenia. Szkoła produkuje absolwentów, którzy coraz trudniej poruszają się na rynku pracy, nie są przygotowani do wyzwań, jakie pojawiają się we współczesnym świecie. Tylko nieliczni potrafią sobie poradzić. Smutne, bo kiedy słyszy się o masowej edukacji i dużym odsetku scholaryzacji, to w zestawieniu z rzeszą pracujących poniżej swoich możliwości, sfustrowanych, niezadowolonych i oburzonych młodych ludzi jest przerażająca. Z tej perspektywy przeznaczane na edukację finanse są zmarnowane i wydawane nieefektywnie. To nie jest problem tylko polskiej szkoły. Edukacja nie przygotowuje do funkcjonowania w świecie globalnych i ciągłych zmian. Szkoła nie ukształtowała takich cech charakteru jak odpowiedzialność, samodzielność, współzależność. Nie kształci kompetencji społecznych, nie rozwija postaw przedsiębiorczych, kreatywności i innowacyjności. Dopóki szkoła nie zmieni się w autonomiczną organizację, której funkcją jest zapewnienie uczniom realizację potrzeb psychicznych, rozwinięcie umiejętności uczenia się i kształcenia kluczowych kompetencji ponadakademickich, problem będzie coraz bardziej narastał, aż wybuchnie społecznym niezadowoleniem. Mam wrażenie, że machina biurokratyczna MEN istnieje sama dla siebie i aby uzasadnić potrzebę swojego istnienia produkuje masę nowych obowiązków dla dyrektorów i system kontroli oraz nadzoru. Brakuje zaufania i mimo deklaracji o potrzebie budowania w szkole kapitału społecznego, niewiele się robi w MEN. Wobec takich cech pokolenia dzisiejszych uczniów jak kastomizacja, mobilność, elastyczność, szybkość, czy baczna obserwacja, dzisiejszy system edukacji jest bezsilny. Robiąc to samo, w taki sam sposób i od lat w oparciu o te same założenia, nie zmieni się nic. Trudno oczekiwać od systemu edukacji efektywności, jeżeli tkwimy w tych samych paradygmatach. A one są już nieużyteczne, wręcz szkodliwe.
Witold Kołodziejczyk | Utwórz swoją wizytówkę
Subskrybuj:
Posty (Atom)