Na początek zbliżającego się roku szkolnego proponuję kolejny interesujący wywiad z archiwum miesięcznika Edukacja i Dialog. W rozmowie red. Anny Raczyńskiej z prof. Mariuszem Zawodniakiem poruszanych jest kilka ważnych dla szkoły wyzwań, ważnych również dziś. Na czym polega konfrontacja teorii z codzienną szkolną praktyką? Jaką rolę odgrywa humanistyka w cyfrowym świecie? Profesor Zawodniak jest twórcą pojęcia i koncepcji szkoły nowej generacji. Mówi nie tylko o znaczeniu nauczycieli w przekształcaniu dzisiejszej szkoły, ale również o sposobie funkcjonowania uczniów i specyfice środowiska edukacyjnego charakteryzującego jej nowy model.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prof. Mariusz Zawodniak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prof. Mariusz Zawodniak. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 28 sierpnia 2017
piątek, 29 lipca 2016
O ważnym i pilnym wyzwaniu
W szkole cały czas zadaje się więcej pytań typu: co?, kiedy?, gdzie? i kto?, niż dlaczego?, jaka jest tego przyczyna i jakie mogą być skutki? Znając odpowiedzi na pierwszy typ pytań określani jesteśmy często mianem erudyty. Ale w dobie łatwego i powszechnego dostępu do informacji dewaluuje się już ten typ wiedzy. Często prowadzi to do funkcjonowania wiedzy tabloidowej. Co zrobić, aby erudycja stała się prawdziwą wartością i nie sprowadzała się do prezentowania sensacyjnych newsów rodem z portalu Pudelek, ale była niezbędna w rozwoju uczniów we wszystkich sferach jego życia: intelektualnym, fizycznym, duchowym i emocjonalnym.
Etykiety:
Frederic Laloux,
Ken Wilber,
prof. Mariusz Zawodniak,
Reforma edukacji
sobota, 22 lutego 2014
Najpierw rzeczy najważniejsze, czyli rzecz o wychowaniu
Kilka lat temu dr Marzena Żylińska odważnie i wprost nawoływała do „przewrotu kopernikańskiego” w edukacji. Chciała zatrzymać nauczycieli i ruszyć uczniów. Ten oddolny ruch zmiany modelu szkoły zaowocował między innymi pomysłem realizowanym przez Centrum Nauki Kopernik we współpracy z Ministerstwem Edukacji Narodowej. Powstał projekt mający na celu upowszechnienie aktywnych metod pracy nauczyciela z uczniem. Autorzy chcą, aby polskie szkoły stały się miejscem, w których pobudza się ciekawość ucznia i angażuje się go do samodzielnego poznawania świata oraz dba o wykorzystanie drzemiącego w nim potencjału. Wszytko po to, aby stworzyć w szkole przyjazne środowisko dla pracy mózgu. Od ogłoszenia swoistego apelu: wymyślmy szkołę na nowo, wzrosła na pewno świadomość archaiczności szkoły. Wielu znalazło potwierdzenie konieczności zmian. Jest więc nadzieja na powszechne zrozumienie, że dzięki badaniom nad mózgiem dzisiejsza szkoła nie służy zdolnościom uczenia się oraz pracy uczniów i nauczycieli. Zbliża się moment, gdy przekroczymy punkt krytyczny w rekonstruowaniu funkcjonującego od ponad stu lat modelu bismarkowskiej szkoły i zastąpimy szkołą nowej generacji, o której pisze prof. Mariusz Zawodniak. Żeby mówić o przygotowaniu do rozwijania innowacyjnej przestrzeni edukacyjnej w ponowoczesnym społeczeństwie, należy uwzględnić trzy ważne elementy:
- stworzyć wizję szkoły, a w niej miejsce na budowanie postaw opartych na cechach charakteru,
- znaleźć funkcję dla nowych technologii,
- zaprojektować przestrzeń dla nowych propozycji dydaktycznych.
Etykiety:
dr Marzena Żylińska,
Guy Claxton,
Horst Siebert,
Iwona Majewska-Opiełka,
Martin Seligman,
Marzanna Kielar,
Philip Zimbardo,
prof. Andrzej Murzyn,
prof. Janusz Morbitzer,
prof. Mariusz Zawodniak,
Ulrich Beck
sobota, 20 lipca 2013
Dlaczego nie teraz? Czyli kiedy?
Ośrodki akademickie, biznes i organizacje pozarządowe zajęły się budowaniem nowego modelu edukacji. Widząc bezsilność ministerialnych urzędników, a raczej ogromną ich inercję i dostrzegając coraz wyraźniej nieskuteczność obecnego modelu edukacji, postanowiono działać i nie czekać, aż decydenci i politycy podejmą decyzje. Na propozycje wielkich zmian z ich strony nie mamy co liczyć. Zbliżają się przecież wybory. Dziś podejmowane są jedynie decyzje, które mogą służyć poprawie wyników w sondażach.
Stworzenie modelu „szkoły nowej generacji” zainicjowane przez prof. Zawodniaka nie jest łatwe. Zastanawia jednak fakt, że tak bardzo aktywni w sieci ministrowie (byli i obecni) zdając sobie sprawę z konieczności zmian nie próbują budować systemowych rozwiązań dotyczących nowej koncepcji szkoły. Działania są pojedynczymi akcjami. Nowa podstawa programowa, zmienione egzaminy maturalne, elektroniczny podręcznik niewiele zmienią. Działania te same w sobie na pewno cenne, ale nie są (r)ewolucją, bo nie dokonują transformacji wyeksploatowanego dziś systemu. Niestety, ani badania, pilotaże, debaty, kongresy nie mają większego wpływu na kształt i zmianę prawa oświatowego. Dalej uczymy w szkołach zaprojektowanych jak fabryki. Niczym nie różni się model organizacji zajęć uczenia w szkole podstawowej od zajęć dorosłego już licealisty. Zdrowy rozsądek i logika podpowiadają, że zmianie edukacji powinna towarzyszyć nie tylko zmiana świadomości, ale rozumienia znaczenia przestrzeni edukacyjnej i stworzenia modelu 24/7. Dziś szkoła to 8 godzin siedzenia ucznia w szkolnej ławce z kilkoma godzinami sportu przez 5 dni w tygodniu przez maksymalnie 36 tygodni w roku. Czymś oczywistym jest już - jako systemowe rozwiązanie - poszerzenie dominującej przestrzeni akademickiej (systemu klasowo - lekcyjnego) o przestrzeń społeczną (publiczną) i wirtualną oraz przestrzeń kultury. Tak dzieje się w wielu funkcjonujących na świecie szkołach i projektowanych budynkach łączących w sobie wiele społecznie użytecznych funkcji.
Budujmy więc szkołę rozwijającą w uczniach element związany z kreatywnością, badaniem i współpracą. Natomiast to co rutynowe, powtarzalne i dające się sprowadzić do prostych algorytmów powinno być jedynie częścią postulowanego modelu edukacji. Pilnym i bardzo ważnym jest łączenie tradycyjnej edukacji z edukacją w sieci i rozwijaniem w szkole twórczości, inicjatywności i przedsiębiorczości. Wykorzystajmy do budowy nowej organizacji pracy szkoły potencjał i funkcję znaczących dla edukacji przestrzeni. Spójny model szkoły XXI wieku zakłada integrację tej szkolnej, wirtualnej, społecznej z przestrzenią kultury.
Wzory mamy. Możemy uczyć się od najlepszych. Inspirują nas nie tylko Ken Robinson, ale także Salman Khan z jednym z najważniejszym - moim zdanie - projektem edukacyjnym na świecie. W sieci dostępny jest Marc Prensky, czy Don Tapscott, ale również polscy eksperci. Cóż z tego, że mamy miliony odwiedzin stron z ich wykładami, jeżeli od pierwszego wystąpienia Robinsona na TED (2006) minęło 7 lat, a jego krytyczna ocena edukacji nie straciła ani trochę na aktualności. Dalej zachwyca, wielu irytuje, ale na szczęście też bardzo wielu inspiruje. Mamy w Polsce nauczycieli, którzy zainicjowali zmiany, dla nich prezentacje na kanałach tematycznych YouTube to nie tylko ciekawy wykład, ale impuls do zmian. To często kluczowy argument w poszukiwaniu nowych rozwiązań. Szkoła jest potrzebna, tak jak potrzebny jest nauczyciel. Problem polega na tym, że nowy model edukacji zakłada nie tylko zupełnie nową jej funkcję, która implikuje nową organizację pracy i zupełnie nową rolę nauczyciela, a w konsekwencji kształcenie i rozwijanie w uczniach nowych kompetencji. Zarówno tych zdefiniowanych przez Parlament Europejski, jak i przez ekspertów Partnerstwa na rzecz Umiejętności XXI Wieku.
„Chcemy stworzyć rodzaj inkubatora edukacyjnej przedsiębiorczości, ale także stworzyć mechanizmy rynkowej samoregulacji promującej rozwiązania wartościowe i przeciwdziałającej psuciu standardów. Chcemy zainicjować współpracę jednostek naukowych i badawczych z biznesem, która służyć ma realizacji konkretnych projektów i rozwoju potrzebnej infrastruktury technologicznej i know-how.” (fragm. otwartego listu Oświatowej Fundacji Filmowej)To nie jedyna oddolna inicjatywa, ani jedyny apel. Jest ich dużo więcej. Biznes realizuje wiele cennych projektów współfinansowanych z funduszy europejskich. Niestety, projekty te żyją tak długo, jak długo są finansowane. Brak wizji wykorzystania ich potencjału sprawia, że zainwestowane miliony nie budują nowej koncepcji edukacji, jej nowego modelu. Akademicy z Poznania zaangażowali się w projekt Kolegium Śniadeckich, Polska Akademia Nauk w Eduscience, a na styku nauki i organizacji pozarządowych realizowany jest od 1997 roku program GLOBE koncentrujący się na rozwijaniu kompetencji badawczych uczniów. Organizacje pozarządowe poszukują wsparcia biznesu dla własnych propozycji. Temu ma służyć Pakt dla Edukacji (2013). Wcześniej, na Kongresie Obywatelskich ogłoszono Pakt dla Szkoły (2011). Mijają kolejne lata, a opinia o polskiej szkole nie poprawia się wcale. Narzekają już nie tylko dziennikarze, kadra akademicka, ale sami rodzice, uczniowie i nauczyciele. Ci ostatni skupiając się na portalach społecznościowych sami rozpoczęli edukacyjne zmiany. Wszystkim tym aktywnościom towarzyszy wspólne przekonanie - dzisiejszy model edukacji wyczerpał się i sprawą już nie tylko ważną, ale bardzo pilną staje się konieczność redefinicji edukacji, pojęcia szkoły, jej funkcji i roli nauczyciela.
Stworzenie modelu „szkoły nowej generacji” zainicjowane przez prof. Zawodniaka nie jest łatwe. Zastanawia jednak fakt, że tak bardzo aktywni w sieci ministrowie (byli i obecni) zdając sobie sprawę z konieczności zmian nie próbują budować systemowych rozwiązań dotyczących nowej koncepcji szkoły. Działania są pojedynczymi akcjami. Nowa podstawa programowa, zmienione egzaminy maturalne, elektroniczny podręcznik niewiele zmienią. Działania te same w sobie na pewno cenne, ale nie są (r)ewolucją, bo nie dokonują transformacji wyeksploatowanego dziś systemu. Niestety, ani badania, pilotaże, debaty, kongresy nie mają większego wpływu na kształt i zmianę prawa oświatowego. Dalej uczymy w szkołach zaprojektowanych jak fabryki. Niczym nie różni się model organizacji zajęć uczenia w szkole podstawowej od zajęć dorosłego już licealisty. Zdrowy rozsądek i logika podpowiadają, że zmianie edukacji powinna towarzyszyć nie tylko zmiana świadomości, ale rozumienia znaczenia przestrzeni edukacyjnej i stworzenia modelu 24/7. Dziś szkoła to 8 godzin siedzenia ucznia w szkolnej ławce z kilkoma godzinami sportu przez 5 dni w tygodniu przez maksymalnie 36 tygodni w roku. Czymś oczywistym jest już - jako systemowe rozwiązanie - poszerzenie dominującej przestrzeni akademickiej (systemu klasowo - lekcyjnego) o przestrzeń społeczną (publiczną) i wirtualną oraz przestrzeń kultury. Tak dzieje się w wielu funkcjonujących na świecie szkołach i projektowanych budynkach łączących w sobie wiele społecznie użytecznych funkcji.
Budujmy więc szkołę rozwijającą w uczniach element związany z kreatywnością, badaniem i współpracą. Natomiast to co rutynowe, powtarzalne i dające się sprowadzić do prostych algorytmów powinno być jedynie częścią postulowanego modelu edukacji. Pilnym i bardzo ważnym jest łączenie tradycyjnej edukacji z edukacją w sieci i rozwijaniem w szkole twórczości, inicjatywności i przedsiębiorczości. Wykorzystajmy do budowy nowej organizacji pracy szkoły potencjał i funkcję znaczących dla edukacji przestrzeni. Spójny model szkoły XXI wieku zakłada integrację tej szkolnej, wirtualnej, społecznej z przestrzenią kultury.
Wzory mamy. Możemy uczyć się od najlepszych. Inspirują nas nie tylko Ken Robinson, ale także Salman Khan z jednym z najważniejszym - moim zdanie - projektem edukacyjnym na świecie. W sieci dostępny jest Marc Prensky, czy Don Tapscott, ale również polscy eksperci. Cóż z tego, że mamy miliony odwiedzin stron z ich wykładami, jeżeli od pierwszego wystąpienia Robinsona na TED (2006) minęło 7 lat, a jego krytyczna ocena edukacji nie straciła ani trochę na aktualności. Dalej zachwyca, wielu irytuje, ale na szczęście też bardzo wielu inspiruje. Mamy w Polsce nauczycieli, którzy zainicjowali zmiany, dla nich prezentacje na kanałach tematycznych YouTube to nie tylko ciekawy wykład, ale impuls do zmian. To często kluczowy argument w poszukiwaniu nowych rozwiązań. Szkoła jest potrzebna, tak jak potrzebny jest nauczyciel. Problem polega na tym, że nowy model edukacji zakłada nie tylko zupełnie nową jej funkcję, która implikuje nową organizację pracy i zupełnie nową rolę nauczyciela, a w konsekwencji kształcenie i rozwijanie w uczniach nowych kompetencji. Zarówno tych zdefiniowanych przez Parlament Europejski, jak i przez ekspertów Partnerstwa na rzecz Umiejętności XXI Wieku.
Etykiety:
Don Tapscott,
Eduscience,
GLOBE,
Ken Robinson,
Marc Prensky,
prof. Mariusz Zawodniak
piątek, 5 kwietnia 2013
Co zagraża dziś szkole?
Wśród wizji i scenariuszy przyszłości pojawiają się również takie, które mówią o końcu szkoły. Śmierć odległości - tak prof. Piotr Płoszajski określił sytuację stworzoną przez sieć. Internet i technologie sprawiły, że mamy dostęp do najlepszych szkół, uniwersytetów, nauczycieli i ekspertów. I nie ma znaczenia miejsce naszego zamieszkania. Zagrożeniem dla dzisiejszej szkoły jest ona sama. Tak samo jak zagrożeniem dla nauczyciela jest właśnie nauczyciel. Jeżeli nadal będzie pogłębiać się przepaść pomiędzy szkołą a światem zewnętrznym, jeżeli szkoła będzie najbardziej oddalonym miejscem od rzeczywistych wyzwań, to powód, dla którego przychodzimy dziś jeszcze do szkoły, przestanie mieć naprawdę jakiekolwiek znaczenie, nie będzie już istnieć. Utwierdził mnie w tym przekonaniu artykuł prof. Mariusza Zawodniaka (Edukacja 2.0. Poblemy z (post)modernizacją [w:] PC WORLD Raport, nr 1/2012):
Po czym poznać, że szkoła jest uczącą się organizacją? Senge wymienia jej pięć cech: myślenie systemowe, modele myślowe, wspólna wizja, zespołowe uczenie się, mistrzostwo osobiste. Której brakuje w polskiej szkole? Istnieją szkoły, które są znakomitym przykładem organizacji poszukującej nowych idei, inicjujące pracę zespołową. I takie, które analizują swoje założenia, przekonania, obrazy i wyobrażenia o świecie. Znam nieliczne z jasną wizją tego, co chcą osiągnąć. Jednak to tylko wyjątki. Bo sam pojedynczy nauczyciel stosujący nowoczesne metody, doskonalący się i śledzący najnowsze trendy nie uczyni szkoły uczącą się organizacją. Ale to może być początek jej tworzenia. Bo przecież każda zmiana zaczyna się od pojedynczego człowieka, a jedno z praw efektywnej szkoły mówi, że jej skuteczność zależy od skuteczności pojedynczych ludzi tam zatrudnionych. A sukces od zdolności do tworzenia wartości, za którą inni będą podążać. Potrzeba systemowego podejścia jest niezwykle ważna, bo ucząca się organizacja opiera działanie przede wszystkim na modelu myślenia systemowego i odpowiedzi na pytanie, jak wykorzystać je w organizowaniu pracy szkoły? Jak usprawnić wadliwe mechanizmy organizacyjne, zgłębiając zarówno naturę błędu w podejmowaniu decyzji, jak i naturę sukcesu? W jaki sposób wykorzystać twórcze możliwości jednostki, rozpoznawać i redukować ograniczenia w rozumieniu problemów oraz emocjonalne zagrożenia? Jak budować prawdziwy zespół, będący czymś więcej niż sumą jednostek, zdolny do nieustannego rozwoju? Ważne jest pozyskiwanie informacji na temat popełnianych błędów i wskazówek, w jaki sposób należy te błędy skorygować.
„Po raz pierwszy - twierdzi autor - nasze możliwości i nasza gotowość wyprzedzają w znacznym stopniu to, co oferują szkoły. I po raz pierwszy w takim stopniu nasze pozaszkone działania o charakterze edukacyjnym wykraczają poza to, co robimy na lekcjach i w salach wykładowych. O czyją więc przyszłość możemy być spokojni? - pyta profesor. Zwykła logika zdarzeń nie pozostawia wątpliwości, ze skoro sieć stała się miejscem spotkań i robienia zakupów, miejscem pracy i rozmaitej rozrywki, to w oczywisty sposób stanie się także miejscem nauki (niezależnie od tego, jaką to przybierze ostateczną postać). Wiadomo, że to kwestia czasu”Moja codzienna praktyka pokazuje, że w szkole coraz mniej jest już zaangażowania, pasji i prawdziwej radości z uczenia. Może to utopia, ale wierzę w siłę nauczycieli i w to, że szkoła przetrwa. Przetrwa, ale pod warunkiem, że stanie się prawdziwą orgnizacją uczącą się i świadomą celu. Zgodnie z definicją zaproponowaną przez Petera Senge to organizacja zdolna do ciągłego uczenia się, adaptująca się do zmiennych warunków funkcjonowania. Ten stan można osiągnąć poprzez otwartość nauczycieli na nowe idee i trendy oraz stałe doskonalenie się. Ucząca się organizacja (szkoła) inicjuje i wspiera te działania i sama ciągle się przekształca. Mimo licznych programów, projektów i akcji, daleko jej jeszcze do tego.
Po czym poznać, że szkoła jest uczącą się organizacją? Senge wymienia jej pięć cech: myślenie systemowe, modele myślowe, wspólna wizja, zespołowe uczenie się, mistrzostwo osobiste. Której brakuje w polskiej szkole? Istnieją szkoły, które są znakomitym przykładem organizacji poszukującej nowych idei, inicjujące pracę zespołową. I takie, które analizują swoje założenia, przekonania, obrazy i wyobrażenia o świecie. Znam nieliczne z jasną wizją tego, co chcą osiągnąć. Jednak to tylko wyjątki. Bo sam pojedynczy nauczyciel stosujący nowoczesne metody, doskonalący się i śledzący najnowsze trendy nie uczyni szkoły uczącą się organizacją. Ale to może być początek jej tworzenia. Bo przecież każda zmiana zaczyna się od pojedynczego człowieka, a jedno z praw efektywnej szkoły mówi, że jej skuteczność zależy od skuteczności pojedynczych ludzi tam zatrudnionych. A sukces od zdolności do tworzenia wartości, za którą inni będą podążać. Potrzeba systemowego podejścia jest niezwykle ważna, bo ucząca się organizacja opiera działanie przede wszystkim na modelu myślenia systemowego i odpowiedzi na pytanie, jak wykorzystać je w organizowaniu pracy szkoły? Jak usprawnić wadliwe mechanizmy organizacyjne, zgłębiając zarówno naturę błędu w podejmowaniu decyzji, jak i naturę sukcesu? W jaki sposób wykorzystać twórcze możliwości jednostki, rozpoznawać i redukować ograniczenia w rozumieniu problemów oraz emocjonalne zagrożenia? Jak budować prawdziwy zespół, będący czymś więcej niż sumą jednostek, zdolny do nieustannego rozwoju? Ważne jest pozyskiwanie informacji na temat popełnianych błędów i wskazówek, w jaki sposób należy te błędy skorygować.
„Umiejętność posługiwania się komputerem - twierdzi prof. Zawodniak, zapał do korzystania z zasobów sieci, do ich przetwarzania i do generowania rzeczy nowych, zdolność wykorzystywania rozmaitych narzędzi komunikacyjnych, a do tego otwartość, autokreacyjność, interaktwyność, mobilność - otóż to wszystko sprawia, że co najmniej w jakimś stopniu jesteśmy przygotowani do uczenia się przy komputerze i przez internet, do edukacji na odległość nawet bez udziału nauczyciela, do samodzielnego odkrywania i samodzielnie tworzenia.”Od dawna już można zaobserwować gotowość do wdrożenia nowych form i modeli edukacyjnych. Wystarczy obsewować pokolenie dzisiejszych uczniów i wielu nauczycieli, którzy traktują technologie cyfrowe i zasoby sieci jako naturalne środowisko zdobywania informacji i uczenia się poza szkołą. Przykładem jest ogromny sukces Kahn Academy. Wielu nauczycieli działa, uczy się, śledzi trendy i modyfikuje swoje formy i metody pracy. Często samotnie, bez wsparcia innych. Nie można dłużej czekać i udawać, że się nie widzi kryzysu w szkole, że nieakceptowane przez nas zachowania uczniów to manifestacja przeciwko archaicznemu już modelowi szkoły i upominanie się o nadanie prawdziwego sensu edukacji. Na nowo musimy odkryć powód, dla którego uczniowie będą chcieli przychodzić do szkoły, anagażować się w uczenie i rozwój swoich talentów. Bo przekazywanie informacji, ich odtwarzanie i rozwiązywanie testów w szkolnej ławce już nie wystarczą. Nawet wówczas, gdy z tabletami i e-podręcznikami w ręku oraz nauczycielem przy interaktywnej tablicy. To złudzenie. W ten sposób utrwalamy jedynie nieskuteczny, nieefektywny i wyeksploatowany już model edukacji. Jeżeli szkoła nie stanie się w pełni uczącą się organizacją, zniszczy sama siebie.
czwartek, 30 sierpnia 2012
Dlaczego brakuje nam entuzjazmu?
Już po raz kolejny piszę tutaj o kapitale społecznym, którego budowanie powinna wspierać również szkoła. Wiarygodność, zaufanie, współpraca, odpowiedzialność, uczciwość to przecież pozaekonomiczne czynniki rozwoju i modernizacji kraju. Dzięki wiarygodności instytucji, firm, organizacji i osób, które są źródłem zaufania, podejmujemy działania, dokonujemy wyborów i zaczynamy ze sobą współpracować. Tak, jak trudno je się buduje, tak bardzo szybko można je utracić. Właśnie to obserwuję w dzisiejszej publicznej przestrzeni. Kolejne działania, a raczej zaniechania instytucji państwa, których jestem świadkiem w ostatnim czasie, pokazują, że poziom zaufania do nich zamiast wzrastać, coraz bardziej się obniża. Nie jestem pewien, czy zwrócone zostaną mi pieniądze, które wpłacę do banku podlegającemu nadzorowi. Nie mam gwarancji, że środki gromadzone w funduszach emerytalnych, wrócą do mnie. Z poważnie ograniczonym zaufaniem i dużą niepewnością kupuję bilet lotniczy, wycieczkę w biurze podróży, czy inwestuję w nowy produkty bankowy. Moje i milionów obywateli decyzje mają wpływ na rozwój gospodarki. Tracąc zaufanie do siebie nawzajem zaczynamy ostrożnie i z rezerwą odnosić się do jakichkolwiek inicjatyw, nawet tych najbardziej cennych i budowanych na pozytywnych intencjach.
Nie mam już zaufania do działań instytucji, które powinny być przykładem wiarogodności, a dziś w szczególności do ministra edukacji narodowej, którego decyzje zmieniają się jak w kalejdoskopie, a ich skutki odczuwają dziś nie tylko samorządy, ale uczniowie, nauczyciele i rodzice. Nie mogę mieć zaufania do MEN w sytuacji, kiedy brakuje jasnej wizji narodowej edukacji, a strategia długofalowa, jak słusznie zauważył profesor Mariusz Zawodniak, kończy się na roku 2013. Dziś w przededniu rozpoczęcia roku szkolnego odbywa się debata organizowana przez Prezydenta RP na temat nauczania historii. Gdyby istniał jasny cel edukacji historycznej, a nie doraźny, nie musiałyby się odbywać takie spotkania. Ich znaczenie w tym momencie jest naprawdę znikome. Wobec wielu nieprawidłowości przy realizacji strategicznych dla edukacji projektów i braku odpowiedzi na wiele ważnych pytań dotyczących celu i zasadności tych działań, nie można z przekonaniem i z entuzjazmem podejmować się wyzwań i realizacji zadań. Instytucja odpowiedzialna za system edukacji jest niewiarygodna i traci z każdym rokiem społeczne zaufanie.
W tej sytuacji trudno dziwić się rezerwie, z jaką nauczyciele podchodzą do działań MEN. Częste wycofywanie się lub zaniechanie urzędników w podejmowaniu decyzji, kierowanie się chwilowym interesem, realizowanie akcji edukacyjnych na wzór czynów społecznych, nie mogą budzić zaufania i być motorem modernizacji szkoły i zmiany coraz bardziej niewydolnego systemu edukacji. Masowa produkcja i kultura ustępują indywidualizacji i personalizacji. Nie inaczej powinno być z edukacją. Jej masowy model zakładający, że w tym samym czasie, w jednej klasie dla każdego ucznia to samo i w tym samym tempie, już się wyczerpał i nie ma jakiegokolwiek uzasadnienia. Nowoczesna technologia nauczania to nie tylko narzędzia i mobilne technologie, ale też metody nauczania i uczenia się, modele edukacyjne, nowoczesna dydaktyka, a także zasoby sieci internetowej i niewykorzystany potencjał samych uczniów. Wyzwania, przed jakimi stoją dziś nauczyciele, jeżeli nie zostaną wsparte wiarygodnością ministerialnych decyzji, nie będą podjęte. A szansa na rozwój i modernizację polskiej szkoły po raz kolejny zostanie zaprzepaszczona.
wtorek, 31 lipca 2012
Dokąd zmierza polska szkoła, czyli rzecz o braku wizji
„Próba ogniowa, którą przechodzimy, ukaże nas w świetle honoru, albo hańby, wszystkim przyszłym pokoleniom. My - właśnie my tutaj - sprawujemy władzę i ponosimy ostateczną odpowiedzialność.” (Abraham Lincoln, 1809 - 1865)
Gdybym miał wymienić największe zaniechanie w polskiej szkole, to na pewno wskazałbym na brak jasnej wizji narodowej edukacji. Upominam się o to od dawna. A apel profesora Mariusza Zawodniaka, który ukazał się dziś w sieci, to wołanie o uzasadnienie braku jakichkolwiek zmian ze strony decydentów. To, co dziś nazywa się reformą, to jedynie lifting, który próbuje ukryć niedoskonałość i ułomność obecnego modelu edukacji. Prawdy o niewydolności systemu nie można przykryć okrągłymi zdaniami i nowomową.
„Chciałbym zatem - pisze na swoim blogu profesor Zawodniak - usłyszeć coś w rodzaju exposé ministra edukacji, który uspokoi mnie (i innych wątpiących w ten system obywateli), że polska szkoła naprawdę zyskuje na podtrzymywaniu obecnych rozwiązań i tym samym nie wymaga żadnych fundamentalnych zmian. A jeśli w planach jest modernizacja systemu – czego sobie i wszystkim życzę – to tym bardziej wysłuchałbym założeń na jej temat (...) Chciałbym usłyszeć, jak to się dzieje, i za sprawą czego, że tradycyjny system, od dziesiątków lat praktycznie niezmieniany, świetnie sobie radzi w XXI wieku, że wychodzi naprzeciw oczekiwaniom szkół wyższych i rynków pracy, że wreszcie zadowala samych uczniów i ich rodziców. W czym tkwi sekret tego systemu, że przez tak długie lata gwarantuje sukces? Bo rozumiem, że tak to widzą zarządzający oświatą!”
W podobnym tonie wypowiada się profesor Bogusław Śliwerski w rozmowie z Anną Raczyńską twierdząc, że "na stronie internetowej MEN znajdziemy hasła o przyjaznej szkole, szkole z pasją, ale strategii rozwoju edukacji nie ma. Stąd powinna nas niepokoić sytuacja, kiedy politycy odpowiedzialni za państwo najpierw coś proponują, potem po cichu się z tego wycofują". Żadna reforma się nie uda, jeżeli nie będzie miała oparcia w rozwiązaniach systemowych oraz w powszechnie rozumianej i akceptowanej wizji edukacji.
W przestrzeni publicznej brakuje poważnej debaty. Nie ma też czytelnej strategii państwa dotyczącej już nie tylko edukacji, ale sytuacji młodych ludzi w wieku 16-24 lata. To przecież jedna z najbardziej licznych grup demograficznych w Polsce. To prawie 6 milinów ludzi, którzy wkraczają na rynek pracy lub wkrótce będą szukali na nim swojego miejsca. Czy są przegranym pokoleniem, jak twierdzi premier Włoch Mario Monti o dzisiejszych młodych ludziach w swoim kraju. Czy nadzieję na lepszą sytuacją mogą posiadać jedynie następne pokolenia? Dlaczego nie myśli się w tej perspektywie o obecnie uczęszczających do szkół? Niekorzystne trendy demograficzne i społeczno-ekonomiczne zdefiniowane w raporcie Polska 2030 nakładają na tę grupę ogromną odpowiedzialność za kontynuację rozwoju gospodarczego i społecznego kraju. Czy rzeczywiście przygotowujemy ich do tej roli?
Każdy z nas osobiście musi zmierzyć się z wyzwaniami współczesnego świata. Jak poradzą sobie z nimi i politycy, ministrowie, decydenci odpowiedzialni za edukację pokolenia uczęszczającego do naszych szkół? Podążanie wyłącznie za doraźnymi potrzebami i interesami partyjnymi nie wystarczy. Potrzebujemy impulsu i energii, które wyzwolą entuzjazm i najlepsze cechy charakteru młodego pokolenia. Historia będzie o nas pamiętać i będzie rozliczać za nasz wkład. Dziś może jedynie za zaniechania i brak odwagi oraz odpowiedzialności.
Niezwykle aktualnie brzmią słowa Lincolna wypowiedziane niemal 200 lat temu o tym, że "dogmaty spokojnej przeszłości nie pasują do dzisiejszej zawieruchy. Teraźniejszość jest pełna wyzwań. My musimy im sprostać. A że nasza sprawa jest nowa, musimy myśleć po nowemu i działać po nowemu". Musimy odrzucić stare modele i paradygmaty z nas samych, a wtedy zmienimy nie tylko szkołę, ale nasz kraj. Sytuacja jest nowa, potrzebujemy nowego impulsu, kierunku i odpowiedzialnej roli państwa w tworzeniu polskiej edukacji.
Polska szkoła potrzebuje przywództwa, liderów, a co za tym idzie śmiałej i jasnej wizji oraz misji, aby trud pracy 600 tysięcznej armii nauczycieli nie poszedł na marne. Potrzebujemy poważnej debaty na temat strategii rozwoju oświaty w Polsce z udziałem wszystkich istotnych środowisk. Także Parlamentu. Dziś działania ministerstwa są pozorowane. "Władzy - twierdzi profesor Śliwerski - odpowiada bardziej organizowanie akcji typu: „Nauczyciel z klasą” czy „Szkoła z klasą”, bo taka akcyjność jest doraźna i szybko się wypala. Tymczasem ona jest przede wszystkim demoralizująca. Najpierw pełna aktywizacja na czas akcji, a potem szybki powrót do poprzedniego stanu. To jest jak czyn społeczny w PRL-u."
Parafrazując słowa Lincolna pamiętać powinniśmy, że przed historią nie uciekniemy i będziemy odpowiadać za to, co dziś robimy. Pamięć o nas zostanie bez naszej zgody. Jaka ona będzie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)