Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aleksandra Pezda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aleksandra Pezda. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 września 2013

Trzy powody, dla których szkoły nie odpowiadają na wyzwania wspólczesnego świata

Aleksandra Pezda ogłosiła swoją książką koniec ery kredy, a ostatnia książka dr Marzeny Żylińskiej „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi” jest początkiem budowy nowego modelu edukacji. Poddając krytyce tkwiący w feudalnych strukturach system, przedstawia powody, dla których szkoła musi się zmienić. Obie prace dokonują zmiany w myśleniu o uczeniu się i nauczaniu. Zmieniają świadomość kreując nowy paradygmat edukacji.

Czy uda się w polskiej szkole przewrót na miarę tego kopernikańskiego? Funkcjonujący na wzór pruskiego państwa system edukacji od 200 lat się nie zmienia. Ale przecież szkoły nieustannie poddawane są transformacji. Od ponad dwóch wieków przeżyły wiele reform. I tych organizacyjnych, i tych programowych. Dziś to już nie wystarcza, mimo że powoli zmieniają się obecne miejsca uczenia. Coraz więcej w nich tablic interaktywnych, projektorów, tabletów i dużych monitorów telewizyjnych. Dyrektorzy z dumą wymieniają kwoty, które zostały wydane na zakup nowoczesnych technologii. Mimo to, nie chciałbym chodzić do dzisiejszej szkoły. Przerażają mnie klasy z szeregiem ławek ustawionych w rzędach, biurka nauczycielskie w centralnych punktach i smutne gazetki szkolne na ścianach długich korytarzy. Na dodatek dzwonki, które wywołują odruch Pawłowa. Do tego podobne do siebie lekcje - każda z odwiecznymi rytuałami, które funkcjonują w niezmienionej formie od dwóch niemal wieków. Są wyjątki, ale to nie zmienia szkoły systemowo, ani jej modelu, ani funkcji i archaicznego już paradygmatu. Bez względu na to, ile będzie technologii, atrakcyjnych aplikacji, to cały czas są to założenia edukacji pruskiego modelu. Zastanawiam się, dlaczego przy tak licznych zmianach wymuszanych licznymi reformami, tak niewiele szkół odpowiada na wyzwania zewnętrznego świata. Globalizacja, łatwy dostęp do informacji, nowe style zachowań, nawyki pokolenia dzisiejszych uczniów i gospodarka, której siłą jest umiejętność zarządzania informacją. Niewiele się zmienia mimo zainwestowanych w edukację miliardów. Nie odegrały tej roli projekty finansowane ze środków unijnych, nakłady na doskonalenie nauczycieli, czy nowczesne technologie. Nie następuje ewolucja w funkcjonowaniu i organizacji pracy czterech i pół miliona uczniów i ponad pół miliona nauczycieli. Niewiele też zmienia szkołę coraz bardziej powszechna potrzeba jej nieuchronnej zmiany, bo mimo powszechnej już krytyki w mediach - szkoła nadal nie odpowiada na wyzwania współczesnego świata. Pozostają jedynie deklaracje kolejnych ministrów, niewiele znaczące akcje i mało istotne programy.

Szukam powodów braku zmian, które  odpowiadałyby potrzebom globalnej gospodarki w świecie mobilnej technologii, wniosków z badań nad mózgiem i nowych koncepcji edukacyjnych. Szukam i znajduję trzy, które decydują o braku przełomu w edukacji, a w szczególności w szkole.

Powód pierwszy - brak wizji edukacji i zrozumienia jej celu
Powtarzam od dawna, że brakuje wizji narodowej edukacji, stąd też trudno sformułować ją w pojedynczej szkole. Na szczęście są tacy, którzy próbują to robić na poziomie lokalnych strategii edukacyjnych unikając w ten sposób przypadkowych działań, problemów z podjęciem decyzji i nieświadomych wyborów dotyczących również zakupów, szkoleń, doboru nauczycieli i stylu zarządzania. Na naszych oczach dokonuje się redefinicja szkoły, nauczyciela i dydaktyki. Warunek - musi istnieć spójna koncepcja, która przekształci obecny fundament systemu edukacji w motywujące, pełne pasji i zaangażowania środowisko uczenia się ucznia i pracy nauczyciela. Dziś powinno to być miejsce kształcenia umiejętności zdobywania informacji, selekcjonowania jej, przetwarzania i wyciągania wniosków. To również miejsce rozwijania kompetencji społecznych i tych związanych z kreatywnością, przedsiębiorczością i uczeniem się przez całe życie.

Powód drugi - brak w szkole systemowego myślenia
W świecie edukacji, która opiera się na kontroli, testowaniu, standaryzacji i formatowaniu uczniów, brakuje systemowego myślenia w rozumieniu znaczenia zmian zachodzących wokół. Nadal nie myśli się w niej o kształceniu i rozwijaniu kompetencji. Nie ma w świecie powszechnego relatywizmu spójnego systemu oddziaływań wychowawczych. Niedostateczny jest też system kształcenia i doskonalenia nauczycieli. Nie istnieje spójna filozofii funkcjonowania ucznia w ponowoczesnym świecie. Biurokratyczny charakter pracy, coraz mniejsza autonomia szkoły. Do tego dyrektor w rozbudowanym i niezwykle zhierarchizowanym systemie. Prawo zaczyna ingerować w najbardziej szczegółowe i mało istotne obszary funkcjonowania szkoły. Dyrektor poddany jest coraz bardziej wymyślnej i niezrozumiałej kontroli już nie tylko nadzoru pedagogicznego. Brak myślenia systemowego, rządzą mody i przypadkowe propozycje nie związane z wartościami podzielanymi przez szkolną społeczność. Opór wobec zmian spowodowany jest brakiem zrozumienia dla częstych i niewiele już znaczących ministerialnych pomysłów. Naczyciele nie dostrzegają ich sensu. Przez to brak motywacji do szukania, eksperymentowania i tworzenia nowych rozwiązań szkolnej dydaktyki. Nie znajdują powodu, dla którego mieliby zmieniać szkoły w organizacje uczące się, bo kryterium oceny ich skuteczności są wyniki testów. A one same wpisują się w machinę wszechobecnej kontroli i są zaprzeczeniem wszelkiej indywidualności i kreatywności.

Powód trzeci - brak odwagi w podjęciu decyzji realizowania scenariuszy rozwoju edukacji
Nie ma u odpowiedzialnych za edukację determinacji, wiedzy i woli, które pomogłyby podjąć decyzję budowy szkoły przyszłości w oparciu o najnowsze badania w zakresie pedagogiki, psychologii, neuronauk, ekonomii i socjologii. Ci którzy decydują dziś o losach milionów uczniów w szkole tkwią z biurokratycznym modelu. Ministerstwo kontroluje kuratorów, ci z kolei szkoły, a dyrektorzy nauczycieli i na końcu tej drabiny uczniów. To model feudalnej struktury. Dziś niewielu próbuje odpowiedzieć na pytanie, jak wykorzystać potencjał uczniów i nauczycieli, jak sprawić, aby cyfrowa technologia nie stała się celem w samym sobie. Nadal nie ma jasnej odpowiedzi na pytanie o jej rolę w szkolnej klasie. Od lat zmienia ona styl naszej codziennej pracy w domu, ale w niewielkim stopniu w szkołach. Dzisiejsza rzeczywistość i wyzwania to wielokrotny wybór, wzrost znaczenia struktur sieciowych w zarządzaniu i działaniu, koncentracja na potencjale uczniów, budowanie postaw proaktywnych, kształcenie nawyków skutecznego działania, rozwijanie przedsiębiorczościi kreatywności. Decydenci i urzędnicy nie identyfikują nawyków współczesnego pokolenia, nie rozumieją wpływu technologii na zmiany w zachowaniach. Technologia ma wpływ na kształtowanie u uczniów nowych nawyków, ale to nie ona jest najważniejsza. Najważniejsza jest odwaga w podjęciu decyzji o uwolnieniu szkoły z krępujących ją ograniczeń, zaprzestania centralnego zarządzania oświatą, zrezygnowania z ogromnej ilości testów i rozbudowanej kontroli.

niedziela, 11 grudnia 2011

Polski kompleks?

Czy wywiad z Markiem Prenskym w Gazecie Wyborczej (10-11 grudnia 2011) słusznie został nazwany kontrowersyjnym? Ten amerykański pisarz i publicysta wprowadził do naszego dyskursu o edukacji m.in. takie pojęcia jak cyfrowy tubylec i cyfrowy imigrant. Tym ostatnim nazywa pokolenie, dla którego cyfrowy świat jest nadal czymś obcym. Bardzo szybko pojęcia te zostały spopularyzowane w środowisku edukacyjnym w Polsce m.in. przez Lechosława Hojnackiego, Marcina Polaka, Edwina Bendyka, profesora Sysłę, czy prof. Morbitzera. Metafora ta pomaga zrozumieć i wytłumaczyć zachowania dzisiejszego pokolenia uczniów i nauczycieli. To od Aleksandry Pezdy - znakomitej dziennikarki walczącej o nową edukację, zaczęła się prawdziwa edukacyjna debata w Gazecie Wyborczej i ważna akcja społeczne Szkoła 2.0. Dziennikarka skutecznie udowadnia, że dzisiejsza szkoła nie jest w stanie sprostać wyzwaniom współczesnego świata. Dowodzi w swoich licznych publikacjach, że dotychczasowy paradygmat patrzenia na edukację jest nieskuteczny. Podróżuje po świecie, podgląda, promuje dobre praktyki, pisze książki i działa na rzecz promocji nowej szkoły. Dla mnie niezwykle irytującym okazuje się, że bardzo często dopiero wywiady, wystąpienia i artykuły zagranicznych autorytetów stają się pretekstem do dyskusji o kondycji współczesnej szkoły. Dlaczego mając tak wielu specjalistów w Polsce musimy cały czas podpierać się Kenem Robinsonem, Markiem Prenskym, czy Donem Tapscottem? Sam zresztą popełniam często ten błąd. Dlaczego nie słuchamy naszych ekspertów, dlaczego nie chcemy im wierzyć? Dlaczego przemawiają do nas głośniej autorytety zza granicy. Kilka lat temu w Polityce pojawił się ważny artykuł Marzeny Żylińskiej, która dowodziła, że szkoła szkodzi na mózg. Natomiast w miesięczniku Fokus Joanna Nikodemska nawołuje, aby nie dać zapuszkować w szkołach naszych dzieci. Edwin Bendyk regularnie pisze o pokoleniu sieci i jego niewykorzystanym potencjale, a Iwona Majewska Opiełka mówi o kształtowaniu wsród uczniów postaw opartych na charakterze i przekonuje, że zadaniem dzisiejszej szkoły jest wychowanie odpowiedzialnego, proaktywnego, kreatywnego społeczeństwa oraz charyzmatycznych liderów. Od 15 lat prof. Agnieszka Kłakówna krytykuje polską testomanię i przedstawia nową wizję edukacji humanistycznej. Swój udział w debacie na temat wyzwań edukacyjnych w cyfrowym świecie ma również miesięcznik Edukacja i Dialog. Spośród rodziców odważnym głosem jest blog Wiesława Mariańskiego. Przykładów można mnożyć więcej. Skąd bierze się więc ten nasz kompleks? Powołujemy się na zagraniczne autorytety, a nie wykorzystujemy własnych. Skąd w nas ten brak wiary w siłę naszych publicystów, naukowców, dziennikarzy i praktyków, którzy od dawna mówią to, co dziś w rozmowie Markiem Prenskym nazywa się kontrowersyjnym poglądem na edukację. Być może nadal jest to kontrowersyjne w Polsce, ale również w Polsce jest artykułowane przez polskich specjalistów równie odważnie i zdecydowanie od lat. Czy dopiero zagraniczny autorytet uwiarygadnia nas? Na portalu Edunews.pl znajdujemy głosy polskich ekspertów, którzy od dawna widzą w Polsce konieczność podążania za indywidujalną pasją, zmianą podstawy programowej, tworzenia nowego modelu dydaktycznego, czy nowej generacji podręczników. To Polacy mówią o neurodydaktyce, konieczności problemowego nauczania, odejścia od standardyzacji, testowania i ciągłego egzaminowania. Zbiurokratyzowana polska szkoła, w której największy udział ma MEN - zwany często największym hamulcowym polskiej oświaty - nie zmieni się, jeżeli nie uwierzymy w swój potencjał, swoją eksperckość i konieczność zaakceptowania nowej wizji polskiej szkoły postulowanej przez polskich ekspertów. To dzięki nim możemy stać się przykładem nowoczesnej edukacji. Być tymi, którzy będą autorytetami w globalnym świecie. Już dwa lata temu na łamach miesięcznika Edukacja i Dialog w wywiadze zatytułowanym Zdążyć, zanim wyprzedzą mówiłem to, co dziś w rozmowie z Aleksandrą Pezdą mówi Marc Prensky. Chcę być nauczycielem, który wraz z wieloma podobnie myślącymi zostanie usłyszany. Szukajmy w Polsce tych, którzy rozumieją naszą kulturę i specyfikę naszego systemu oświaty. Wykorzystajmy potencjał narodowej dyskusji i wnioski z ostatniego Kongresu Obywatelskiego. Mamy swoje autorytety, swoich ekspertów, naukowców i swoich publicystów, którzy mogą pomóc nam w tworzeniu nowego porządku edukacyjnego w Polsce. Uwierzymy w siebie. Witold Kołodziejczyk | Utwórz swoją wizytówkę

poniedziałek, 3 października 2011

Nauczyciel w świecie mobilnych technologii

Od tygodnia jestem w Toronto. Kiedy wsiadam do metra, znajduję zawsze ten sam widok. Ludzi w róźnym wieku trzymających w ręku telefony, iPady, mini konsole do gier i wirtualne słowniki. Czytają, oglądają filmy, piszą lub słuchają muzyki. To nie są pojedyncze przypadki i to nie są tylko młodzi ludzie. 30 lat temu, kiedy wsiadałem do autobusu, najczęściej wyciągałem gazetę lub książkę. Dziś również, choć równie często laptopa. Nadal skracamy sobie czas podróży czytając, ale już z ekranów naszych mobilnych urządzeń. Coraz więcej osób, twierdzi, że nie widzi różnicy w tradycyjnej lekturze, czy tej na iPadzie. Wielu twierdzi, że cyfrowa książka jest wygodniejsza i bardziej praktyczna. Zmienia się pokolenie i zmianiają nasze nawyki. Trudno odwrócić te tendencje i nie ma też takiej potrzeby. Właśnie tutaj i teraz dostrzegam jeszcze bardziej konieczność prawdziwych zmian w funkcjonowaniu szkoły.


Małgorzata Kowalczuk z portalu Edunews.pl przedstawiła ostatnio pięć cech współczesnego nauczyciela. Aleksandra Pezda napisała dla nich poradnik "Koniec epoki kredy". Krok po kroku uczy, jak wykorzystać współczesne technologie i społecznościowe portale w edukacji. Niewiele to zmienia. Wartości tej wyjątkowej książki dla nowoczesnej szkoły nie jesteśmy gotowi jeszcze dziś docenić. Autorka burzy stereotypy o zachowaniach nauczycieli i prowokuje do zmian. Ci, którzy korzystają z możliwości technologii i interaktywnych narzędzi społecznościowych mogą znaleźć potwierdzenie dla swoich działań. Wielu zainspiruje. Ale cały czas są to osoby, które widzą siłę i potencjał współczesnej technologii. Ci którzy tego nie dostrzegają nie przejmują się tym utwierdzając siebie i innych w przekonaniu, że dotychczasowa dydaktyka przecież się sprawdziła. Pokolenie wykształcone 30-40 lat temu nie widzi już potrzeby stosowania cyfrowych narzędzi na lekcjach. W szkołach nadal zdecydowana większość nauczycieli to pokolenie, którego edukacja zakończyła się w ubiegłym wieku. Przyzwyczajone do podręczników, tradycyjnej tablicy i dydaktyki opartej na modelu klasowo-lekcyjnym niekoniecznie widzi wartość w technologii. Nie jest to jedynie ich wina, ale systemu, słabego dostępu w szkole do narzędzi cyfrowych, moblinych urządzeń, czy dostępu do sieci internetowej. Współczesnego pokolenia nauczycieli praktycznie nie trzeba już uczyć, jak korzystać z technologii. Ale też niewielu młodych ludzi chce uczyć innych i trafia do szkoły. Nie przyciągają ich ani warunki finansowe, ani stereotyp wykreowany przez samych nauczycieli, którzy często narzękają na swoją pracę nie dostrzegająć przywilejów wynikających z uczenia innych. Przynajmniej tak jest w Polsce. Nie odwrócimy dziś zachodzących trendów, również tych związanych z rozwojem mobilnej technologii, nie dokonamy też jakiejkolwiek jakościowej zmiany, póki do szkół nie trafi pokolenie, którego nawyki wykształcił cyfrowy świat. Mobilność urządzeń zmienia styl życia. Pozwala na ciągły niemal kontakt i bycie nieustannie online.

Historia, która wydarzyła mi się ostanianio nie miałaby miejsca, gdyby nie stały dostęp do sieci. Na Facebooku dowiedziałem się o koncercie w Toronto młodego pianisty, którego słuchałem w sierpniu w Warszawskiej Filharmonii. Zrobił wówczas na mnie wielkie wrażenie. Zostawiłem pod postem informację, że właśnie jestem w Toronto i jeżeli mi się uda, to będę na koncercie. Po kilku minutach otrzymuję zaproszenie i adres, pod którym będą na mnie czekały dwa bilety. To prosty przykład, jak możemy się komunikować w globalnym świecie, podążać za wpisami i obserwować swoich znajomych i przyjaciół. Oczywiście, jeżeli na to nawzajem sami pozwolimy i będziemy tym naprawdę zainteresowani. Nie ma żadnego przymusu. Wolność, współpraca, kastomizacja, baczna obesrwacja, wiarygnodność, rozrywka, szybkość i innowacyjność - to cechy pokolenia zdefiniowanego przez Dona Tapscotta. Cały czas nie doceniamy tego potencjału i nie wykorzystujemy. Tym samym zabieramy szansę pełnego rozwoju naszych uczniów. Jeżeli nie będziemy mieli w naszych szkołach nauczycieli, którzy chcą się cały czas uczyć, patrzeć w przyszłość, szukać możliwości w nowych technologiach i pomagać w budowaniu i rozwijaniu kompetencji społecznych, szkoła nadal będzie przypominała fabrykę, a w niej pracowników, których przygotowuje się do pracy przy taśmie produkcyjnej a nie w kreatywnych i globalnych organizacjach. Dziś potrzeba czegoś więcej niż tylko dyscypliny, posłuszeństwa i rytmicznej pracy. Dzisiejszy pracodawca szuka odpowiedzialnych, samodzielnych współzależnych, godnych zaufania, wiarygodnych i spójnych wewnętrznie osób. Niestety, szkoła nadal nie pomaga w rozwoju tych cech charakteru.

Witold Kołodziejczyk | Utwórz swoją wizytówkę