niedziela, 21 sierpnia 2011

Kapitał społeczny w edukacji

Nastąpił brak zaufania do liderów, partii, instytucji i organizacji - stwierdzają jednogłośnie eksperci w telewizyjnej debacie. Dotyczy to również Stanów. Aż 75% Amerykanów nie ma zaufania do Kongresu. W Polsce podobnie - zaufanie do instytucji państwa jest równie małe. Przedsiębiorcy narzekają na urzędniczą arogancję, która wyraża się w nonszalanckim stwierdzeniu, że wie co robi ucinając w ten sposób jakikolwiek dialog, jednocześnie lekceważąc i krytykując tych, którzy w to nie wierzą. A ja nie wierzę, bo nie wiem, co kryje się za tymi pełnym pychy słowami. Odbierając głos tym, którzy mają inne zdanie, niszczy się istotę demokracji, kapitał społeczny i inicjatywy obywatelskie. Kryzys w Europie polega na braku solidarności i integracji z imigrantami. W Polsce z kolei prawdziwy kryzys demokracji przejawia się w braku szacunku dla opinii i przekonań innych. A przecież nie trzeba ich podzielać. Wystarczy zaakceptować fakt, że ktoś myśli inaczej niż my sami i ma do tego prawo. Rzadko kiedy politycy szukają obszarów ponadpartyjnych porozumień. Tradycyjny wyborca jest zdradzany przez swoich przedstawicieli. Polityczne transfery jeszcze bardziej tę wiarygodność obniżają.

Usłyszałem ostatnio, że dzisiejszy kryzys, to nowy akt założycielski dla Unii Europejskiej. Wspieranie słabych przez silnych, konieczność przejęcia odpowiedzialności są prawdziwym testem dla Unii, bo Europa - mam nadzieję, będzie opierać się na silniejszej integracji i współpracy narodów wokół spraw istotnych dla Europejczyków. Przed nauczycielami stoi więc nowe wyzwanie, kształcenie postaw wspierających rozwój kapitału społecznego rozumianego jako ogół norm, budowanie sieci wzajemnego zaufania, lojalności, współpraca grup społecznych. Bez kapitału społecznego nie możemy zbudować prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego. Eksperci twierdzą, że właśnie ten kapitał jest pozaekonomicznym źródłem postępu i rozwoju gospodarczego. Coraz częściej mówi się o nim w edukacji i potrzebie tworzenia sytuacji dydaktycznych, które ten kapitał budują. Okazuje się, że tego zaufania brakuje w polskiej szkole. Nauczyciele nie ufają uczniom. Uczniowie nauczycielom, a rodzice urzędnikom MEN. Szkoła powinna stać się dzisiaj miejscem jego rozwijania. Stwarzać uczniom okazję do doświadczania satysfakcji, w których inni będą mogli okazać im zaufanie. Uczniowie powinni zrozumieć, że wynika ono jedynie z osobistej wiarygodności. I właśnie osobistą wiarygodność należy doskonalić.

Przez tydzień pracowaliśmy z nauczycielami nad stworzeniem działań do programu wychowawczego, który wspierałby budowanie kapitału społecznego wśród uczniów. Jak tego uczyć? Jedna z uczestniczek powiedziała, że zamierza każdego ze swoich uczniów obdarzyć „kredytem zaufania”. Przyznać mu 100% i w każdej sytuacji, kiedy uczeń będzie je nadużywał, pobierze „wypłatę” - w postaci stopniowej utraty zaufania. Co się stanie, kiedy konto będzie puste? Uczniowie będą mieli okazję budować swoją osobistą wiarygodność. Muszą zrozumieć, że ludzie będą ufać innym tylko wtedy, gdy wykazywać będą spójność z tym, co robią i mówią. Że zaufanie buduje się m.in. przez dotrzymywanie obietnic danych innym, ale przede wszystkim sobie samym. Nie ma gorszej sytuacji dla utraty naszej wiarygodności, niż niezgodne z naszymi deklaracjami zachowania i działania. Przed nauczycielem pojawia się nowe zadanie - stworzenie w szkole, w każdej klasie warunków do budowania i rozwijania kapitału społecznego. Wiem, że zacząć musimy od siebie. Tylko indywidualna wiarygodność stwarza na poziomie interpersonalnym warunki do większego ufania sobie nawzajem i bycia osobą godną prawdziwego zaufania.

Witold Kołodziejczyk | Utwórz swoją wizytówkę

3 komentarze:

Wiesław Mariański pisze...

Panie Witoldzie. Chciałoby się powiedzieć: to oczywiste, zatem bierzmy się do dzieła. Oprzyjmy nasze działania w szkole na na takich fundamentach: dialog, szacunek, dokonywanie wyborów, odpowiedzialność, zaufanie, różnice poglądów i spory. Nie musimy niczego burzyć, wystarczyłoby tylko dołączyć i mocno wyeksponować wymienione drogowskazy-latarnie.
A jednak coś stoi na przeszkodzie, coś nam przeszkadza.
Szacunek jest oczywisty, jest zapisany w statucie szkoły.
Dialog piękna rzecz, ale nie mamy czasu, jest tak dużo do roboty, tyle zaległości. Dialog tylko powiększy opóźnienia.
Dokonywanie wyborów w edukacji to już przesada. Mamy podstawy programowe, ewaluacje, testy, egzaminy. Tu nie ma miejsca na różne ścieżki.
Odpowiedzialność jak najbardziej - polega na jak najlepszym realizowaniu wytyczonych zadań przez nauczycieli i uczniów. Wszak przed nami matura, więc trzeba podejść do niej odpowiedzialnie.
Zaufanie tak, ale przede wszystkim czujność, nadzór i kontrola. Nauczyciele i uczniowie pracują dobrze gdy są mobilizowani, wspierani i kontrolowani przez zwierzchnika.
W szkole nie ma miejsca na spory. Zadaniem szkoły jest zapobieganie sporom i łagodzenie konfliktów.
Takie są nasze nawyki, przyzwyczajenia, tradycja szkolna. Jak to przełamywać ? Wszystko zaczyna się od fundamentalnej zasady szacunku-i-dialogu, słabo widocznej w życiu publicznym i w szkole.

edukacja z piątej stony pisze...

Tego typu przedsięwzięcie w szkołach będzie niewątpliwie trudne (szczerze powiedziawszy nie jest zbyt proste wyobrażenie sobie nauczycieli, którzy coś takiego stosują), aczkolwiek konieczne, aby coś zmienić. Pomysł z kredytem zaufania bardzo mi się podoba. Istotne jest, że każdy otrzymuje 100 %, nie 50 ('a na resztę musisz sobie zapracować'). Myślę, że podpisanie umowy z uczniami pokazałoby, że kwestia ta jest bardzo ważna.

Wiesław Mariański pisze...

szkoła wykonuje bardzo dużo różnych czynności.
Staram się doszukać jakichś głębokich sensów w tych czynnościach, akcjach, zabiegach, projektach, testach i rankingach.
Zastanawiam się na jakie i czyje zapotrzebowania odpowiada nasza szkoła. W jaki bagaż chce wyposażyć człowieka (nie ucznia !). Innymi słowy: jakie cele ma oświata ? dlaczego takie cele ? kto je określa ? czy to są cele adekwatne do wymagań i potrzeb naszej epoki ? za co odpowiada system edukacji w państwie ?
Obawiam się, że obecna oświata, nie tylko polska, rozmija się z rzeczywistością. Priorytety edukacji są coraz dalej od potrzeb dziecka, człowieka, obywatela, pracownika i społeczeństwa. Szkoła skoncentrowana jest na wykształceniu, ocenianiu, egzaminowaniu i nagradzaniu. Robi to z coraz większą pasją, czego skutkiem jest utrwalanie systemu hierarchiczno-selekcyjnego wśród uczniów. Najważniejszym kryterium wartości ucznia, nauczyciela, klasy i szkoły jest liczba. Nasuwa to skojarzenie z niezbyt sympatycznym sposobem oceniania człowieka po zasobności jego portfela.
Poza centrum zainteresowania szkoły są takie zjawiska, jak: kształtowanie postaw i nawyków, umiejętność uczenia się i samodoskonalenia, relacje, kapitał społeczny, inteligencja emocjonalna, suwerenność i świadomy wybór, sukces osobisty, współzależność, odwaga, otwartość, wolność, … .
Czy nie jest tak, że świat zmaga się z nowymi wyzwaniami i problemami, a szkoła idzie starym, utartym szlakiem ?
Młodzieżowe rozruchy w Anglii i nie tylko, połowa małżeństw rozpada się, życie na bezrobociu, anarchia obyczajowa, szał konsumpcji, niepewność jutra, dostatek i bieda, rzeź na polskich drogach, brak dobrej pracy, nadanie sensu swojemu życiu, atomizacja, erupcja wolności, swobód i możliwości, nuda i adrenalina życia. Tym żyje świat, moja rodzina, moje podwórko.