System edukacji, podobnie jak system bezpieczeństwa amerykańskich lotów, rozrósł się do niebywałych procedur biurokratycznych. Dyrektorzy szkół z przerażaniem wyliczają absurdalne przepisy, które regulują zasady i warunki funkcjonowania szkoły. MEN zajmuje się szczegółowymi rozporządzeniami dotyczącymi kolejności zajęć, wyglądu szkolnych podwórek, czy kolorów dywaników w salach, w których mają odbywać się zajęcia dla sześciolatków. Nie koncentruje się natomiast na stworzeniu nowej szkoły przygotowującej do przyszłości. Nie próbuje realizować żadnego ze scenariuszy przygotowanego przez ekspertów. Dziś powinniśmy pracować na rzecz jutra. My próbujemy jedynie i co najwyżej poprawiamy tylko system rodem z XIX wieku. Obowiązujący dziś może przygotować jedynie do przeszłości i nie może być efektywny! Sytuacja ta przypomina wannę, w której przelewa się woda. Wszystko za chwilę może wymknąć się spod kontroli. Nie ma chętnych i odważnych, którzy zakręcą kurki i zapobiegną zbliżającemu się nieszczęściu.
Pojawiają się międzynarodowe sprawozdania, liczne diagnozy, badania naukowe. Mówi się w nich o wyzwaniach i wyraźnych trendach w edukacji. Ostatnio opublikowano kolejny raport Horizont. Zawarte w nim rekomendacje nie są obce niezależnym ekspertom, którzy od lat wskazują na konieczność zmian archaicznego modelu. To nie dla nich są tworzone liczne ekspertyzy. One mogą jedynie utwierdzać ekspertów w przekonaniu o konieczności zmian. Natomiast warto, aby urzędnicy zaczęli je analizować i wyciągnęli wnioski dla edukacji przyszłości i przyszłych pokoleń.
Niemal wszystkie elementy obecnego systemu są nieadekwatne do rzeczywistości. Oto kilka przykładów: (1) traktowanie w jednakowy sposób pierwszoklasistów i maturzystów sadzając jednych i drugich w ławkach z nauczycielem przy tablicy, (2) masowa edukacja, jej standaryzacja i uczenie "pod klucz", (3) koncentracja na testach, (4) organizacja pracy ucznia w szkole i archaiczny system klasowo - lekcyjny, (5) nauczyciel w roli chodzącej encyklopedii, (6) nieefektywny system nadzoru, (7) dewaluacja wykształcenia, (8) kosztowny system awansu zawodowego. Nie wykorzystuje się potencjału pokolenia dzisiejszych uczniów, energii tysięcy nauczycieli, synergii tkwiącej w połączeniu technologii i sieci. Wygranym są urzędnicy zapewniający sobie w ten sposób pracę, firmy tworzące systemy monitoringu w szkole i biznes edukacyjny przynoszący wielkie zyski. Rezygnujemy z prawdziwej reformy tylko po to, by zyskać fałszywe poczucie spokoju. Szczególnie teraz przed wyborami. Efekty prawdziwych i niezbędnych decyzji będą widoczne za wiele lat. Niewielu podejmie się tego wyzwania. Dziś politycy potrzebują natychmiastowych, często krótkotrwałych i spektakularnych efektów, bo tylko takie decyzje są z ich punktu widzenia korzystne celowe i uzasadnione.
3 komentarze:
...ciężko postawić drogowskaz jeżeli nie ma dróg.
Pozostaje chodzić szczytami :)
Staram się zrozumieć dlaczego tak jest. Obecny system ma wiele zalet, daje wiele korzyści (szczególnie urzędnikom). Działa siłą inercji i jest pobudzany do życia kolejnymi działaniami reformatorskimi lub pseudo-reformatorskimi. "Wszyscy" narzekamy na szkołę, ale jesteśmy przyzwyczajeni do niej, do takiej jak zawsze (szczególnie rodzice).
Nie umiem wyobrazić sobie ani skutecznej ewolucji, ani rewolucji całego systemu jednocześnie. Natomiast widzę trzecią drogę zmiany. Re-ewolucja poprzez "pączkowanie". Jedyna decyzja jaką musiałyby podjąć władze-politycy-urzędnicy, to dopuścić możliwość odrywania się szkół od obowiązującego systemu, możliwość podziału. Zrezygnować z idei jednego, jednolitego, scentralizowanego systemu edukacji.
Mogę żyć jak chcę, leczyć się też, praca to moja sprawa, odpoczywam, działam i myślę jak chcę. Więc dlaczego muszę uczyć tylko i wyłącznie tak jak mi każą, dlaczego nie mam ani odrobiny możliwości wyboru ?
Uwagi poczynione w Pana wpisie są bardzo bliskie mojej opinii na temat systemu szkolnictwa.
Jako młody nauczyciel zaczynający swoją pracę z pełną świadomością szukam innych dróg spełnienia zawodowego i nie aplikuję do pracy w szkole.
Głównym powodem jest archaiczny wg mnie sposób funkcjonowania szkoły, gdzie nie widzę miejsca na taką pracę z uczniem i organizację zajęć, na jaką mogę sobie pozwolić w innych formach kształcenia. System awansu zawodowego odstrasza mnie i kojarzy sie wyłącznie z "kolekcjonowaniem papierów". Nie przystaje zupełnie do współczesnej tendencji mobilności zawodowej i konieczności łączenia różnorodnych form zatrudnienia (także samozatrudnienia).
Zdobywam nowe kompetencje i rozwijam warsztat pracy, który nie tylko nie byłby adekwatny do sposobu funkcjonowania współczesnej szkoły, ale byłby być może również źle postrzegany przez władze szkoły oraz nauczycieli starszej generacji mających w swoim horyzoncie zawodowym zupełnie inny wizerunek roli szkoły.
Prześlij komentarz